Żyję… wreszcie.

11 kwietnia 2016

Wreszcie! Wreszcie żyję tak, że nie wiem czasem, która to już godzina na spacerze, a w weekendy o pracy nie pamiętam. Wreszcie żyję życiem, tym co mam je tu i teraz pod nosem. Obiadem, nie w pośpiechu robionym, a podczas rozmów i siedzenia na blacie…

Wreszcie żyję tak, że na podłodze z nią leżę i nie myślę o niczym wcale. Wreszcie bez tej gonitwy myśli, chaosu i wiecznego poczucia, że jak tak poleżę, to czegoś nie zrobię. Żyję z nim, z nią siedząc, gapiąc się w tv i wreszcie wspólnie zasypiając, a nie pięć godzin po nich. Pijąc sok w knajpie i jadąc metrem z rozładowanym telefonem, przybijając sobie z córką piątki. W dresie i bez makijażu, nie przejmując się tym wcale. Wreszcie w kółko nie liczę, nie analizuję, nie martwię się, a pozwalam życiu się toczyć. Wreszcie spełniona się czuję w 100 % robiąc co robię, a nie przytłoczona obowiązkami. Wreszcie rozumiem, że szczęśliwa mogę być gdziekolwiek, byle być z nimi. Wybieram rozwiązania, które szybciej pozwolą mi poczuć się jeszcze lepiej. Wreszcie zaczynam czuć, że łapię te „chwile ulotne jak ulotka”, chłonę je. Nie pogrążam się w smutku, nie pragnę już wielu zer na koncie, a jedynie spokoju ducha, własnych czterech kątów, w których wieczorami siądę z książką i odpocznę. Wreszcie z uśmiechem na twarzy sprzątam, robię zakupy, oglądam seriale bez wyrzutów, że praca, że zlecenie, że coś… bo wreszcie umiem to wszystko tak ogarnąć, że jak pracuję to pracuję, jak trzeba to zarywam noc… żeby potem nie „jak trzeba”, a jak chcę – wyjść i mieć to całe „muszę” w 4 literach…

Gdybyś zapytał mnie kilka miesięcy temu jaki mam cel w życiu, zapewne odpowiedziałabym Ci – spełniać się w tym co robię, w blogowaniu. Bo to daje mi kasę, szczęście i poczucie, że robię to co kocham. I było w tym sto procent racji. Doskonale wiedziałam, że jak monotematycznie będę się skupiać tylko na tym… to pozwoli mi to dojść do punktu, w którym jestem – do życia życiem. Tu i teraz. Nie osiądę na laurach, nie powiem stop, nie zacznę roboty odwalać na pół gwizdka. Nie będę Wam serwować marnych wpisów, byle były, nie oleję wszystkiego. Bo wszystko to co tutaj zbudowałam, pozwala mi teraz przystopować… Wszystko to co tu zbudowałam, pozwoliło mi zrozumieć, że praca to praca, ale życie to życie i te dwie rzeczy należy umieć oddzielić ( lub sprytnie ze sobą połączyć ;) )  Nie marzą mi się już zera na koncie, nie marzą mi się drogie sukienki i auta. Marzy mi się jedynie życie pełne miłości…w małym mieszkanku, być może w mieście rodzinnym – kto wie. Tam gdzie będzie możliwość, tam znajdę swój kąt. Byle własny, byle mój, mojej rodziny. I jeśli zapytasz mnie czy kocham życie – odpowiem Ci, że tak. Ale dopiero teraz z ręką na sercu wiem jak z niego korzystać i jak w nie „grać”. To niesamowite jak na własnych oczach moich zmienia się moje postrzeganie – świata, ludzi, wartości. Że coś za czym biegłam do niedawna, dziś nie ma najmniejszego znaczenia. Coś co było zmartwieniem, dziś jest czymś nie wartym uwagi… coś o czym marzyłam, dziś już mam, albo mieć mogę, a wcale mieć tego już nie chcę.

Zrozumiałam wiele, zwłaszcza w momencie, w którym zaczęłam tracić zdrowie i czuć jak uchodzi ze mnie życie. Coś co zawsze stawiałam na ostatnich miejscach, bo przecież „nie choruję, jest luz”, dziś jest na piedestale. Zdrowie fizyczne i psychiczne dziś stawiam na pierwszym miejscu, podobnie jak i relacje rodzinne. Te wspólne śniadania, spanie we troje i uśmiechy o poranku. Nawet to klęcie pod nosem, przy setnej pobudce w nocy i nawet ten płacz kiedy po raz kolejny on nie kończy pracy o 18, a dużo później, a ja znów czuję jak wszystko na mojej głowie, och jak nikt mnie nie rozumie i takie tam inne pierdoły co matce po głowie siedzą, kiedy nie ma się odezwać do nikogo poza dwulatką, która niewiele z jej nastrojów rozumie…

Bo nawet te smutki i rozczarowania to znak, że jesteśmy ludźmi i że żyjemy, odczuwamy emocje. I trzeba wpisać w scenariusz gry, zwanej życiem wszystkie niepowodzenia, złości i smuteczki.

I wiecie co poradziłabym dzisiaj wszystkim tym, którzy czują się jak ja kilka miesięcy temu? Zróbcie sobie bilans… uświadomcie sobie co sprawia Wam radość, co tak naprawdę Was niepokoi i uruchomcie cały łańcuch. Co musicie robić krok po kroku, by odczuć szczęście, a co powoduje, że czujecie się zagrożeni – i wyeliminujcie te przyczyny… Ja tak zrobiłam. Dlatego być może dzisiaj czuję, że nie trzeba mi już niczego…

Więc nie moi drodzy…nie osiadłam na laurach, nie zapomniałam o Was – ja po prostu zwolniłam, zrozumiałam i wybrałam to co ważniejsze. Rozgraniczyłam pewne sprawy i odzyskałam równowagę, której tak bardzo było mi brak. Stawiam na jakość, nie ilość. Nie kręcą mnie tabelki, nie zależy mi na tysiącach udostępnień głupich obrazków na fejsie. Skoro blog to praca i pasja to chcę temu poświęcać konkretne godziny, stawiając na wysokiej jakości treść, zdjęcia, wiedzę – nie zatracając przy tym życia i siebie. I to już nawet nie postanowienie…to już się dokonało. Samoistnie, bez postanowień, bez zarzekania się, że przystopuję. Po prostu życie pochłonęło mnie w najmniej oczekiwanym momencie. I czuję się z tym cholernie dobrze…

 

  • Za przepiękne zdjęcia, w tym domowym klimacie dziękuję ukochanej Whale Photography. Dzięki Tobie będziemy mieć najpiękniejszą pamiątkę do końca życia…
  • Bluzy, które widzicie na zdjęciu to mój wymysł, zrealizowany przez niezawodny zespół koszulove.com. Zestaw dla mamy i dziecka możecie kupić tutaj z rabatem 10 zł na hasło MAMALA :)

 

DSC_8087

 

DSC_8091

 

DSC_8095

 

DSC_8122

 

DSC_8126

 

DSC_8131

 

DSC_8154

 

DSC_8155

 

DSC_8167

 

DSC_8184

 

DSC_8201

 

DSC_8207

 

DSC_8220

 

DSC_8226

 

DSC_8233

 

DSC_8234

 

DSC_8260

 

DSC_8278

 

DSC_8292

 

DSC_8298

 

DSC_8302

 

DSC_8339

 

DSC_8357

 

DSC_8361

 

DSC_8365

 

DSC_8386

 

DSC_8413

 

DSC_8416

 

DSC_8421

 

DSC_8437

 

DSC_8449

 

DSC_8457m

 

DSC_8512

 

DSC_8521

 

DSC_8556

 

DSC_8585

 

DSC_8636

 

DSC_8645

 

PS: KOCHANI PILNE! Wypadłam z pierwszego miejsca… Wiecie, że lubię podejmować się wielu wyzwań. Tym, którego podjęłam się teraz to plebiscyt KIK – kobieta roku. Startuję ponieważ … no właśnie – dlaczego startuję? Bo jestem kobietą spełnioną, taką która robi coś co ma wartość – często motywuje innych do zmiany swojego życia na lepsze, rozbawia do łez, wzrusza. Nie uważam się za nikogo wyjątkowego, ale czasem robię „wyjątkowe” rzeczy.

Głosowanie jest internetowe. Żadnych smsów, kosztów. Jedyne co musicie zrobić to kliknąć „zagłosuj”, wpisać swój e-mail i potwierdzić głos, który przyjdzie na waszą skrzynkę. Sprawdźcie SPAM, bo to tam może wylądować wiadomość.

Będę Wam moi drodzy ogromnie wdzięczna. Wszystko co tutaj robię, robię dla Was, dla Was tworzę coraz wyższej jakości teksty, zdjęcia. To z Wami tworzę piękną społeczność i chciałabym byście poświęciły mi teraz kilka sekund… Mogę na Was liczyć?!

ZAGŁOSUJ