lunchboxy

Lunchboxy do pracy – szybkie, smaczne i proste!

11 czerwca 2018

Ostatnio w moim życiu dzieje się tak dużo, że sama chyba momentami tego nie ogarniam. Dostrzegam jednak, że im więcej się dzieje, tym większą mobilizację mam do tego, żeby ćwiczyć i zdrowo jeść, niż kiedy czasu mam zbyt wiele.

Ale to tak chyba właśnie jest. Nadmiar czasu raczej nie jest dla nikogo dobry. Wyrządza więcej krzywdy niż pożytku. Mam jednak wrażenie, że w dzisiejszych czasach większość osób narzeka jednak na niedoczas, niż na jego nadmiar. Coraz częściej kobiety wychodzą poza ramy schematu: kobieta = dom i ogarniają jeszcze karierę, przyjaciół i czas dla siebie. Należę do tej drugiej grupy i jakoś mi to wychodzi. Jakoś, bo nie zawsze jest tak jakbym tego chciała. To co jednak najważniejsze, to znalezienie czasu na swoje własne zdrowie – bo jak wiemy, kiedy ono pada… pada cały system. Doskonale pamiętam czasy, w których sięgałam na szybkości po fast-food czy gazowany napój w puszce i wierzcie mi – dobry nastrój trwał tylko chwilę. Na dłuższą metę odbijało się to jednak na mojej psychice, zdrowiu, wyglądzie – na wszystkim.

Dzisiaj jestem bardziej świadoma swoich wyborów i nie ważne, jak bardzo zabiegana jestem – czas na zdrowy posiłek znajduję zawsze. Mój sposób? Szybkie dania, najlepiej takie, które mogę zrobić na dwa dni. Pod ręką mam zawsze pudełka, co by zrobić sobie coś na wynos i bidony – wodę mam przy sobie zawsze i wszędzie. Nie wiem kiedy moje życie zamieniło się w bieganinę ze spotkania na spotkanie, dlatego na topie są u mnie lunchboxy – to świetna alternatywa i wcale nie trzeba na nią mega dużo czasu i pieniędzy. W pracy działa się znacznie lepiej, kiedy zje się zdrowy, przyrządzony w domu posiłek, niż fast food z budki, po którym owszem, będziemy najedzeni, ale zapewne za chwilę spadnie nam koncentracja i staniemy się senni, bardziej rozkojarzeni.

Dzisiaj podzielę się z Wami moimi trzema przepisami, z czego jeden był absolutnym eksperymentem i jak się okazało – bardzo udanym :P Dania są szybkie, łatwe i nie trzeba wydawać na nie milionów monet. No i co najważniejsze – są smaczne, ale to już kwestia tego, czy to co do nich użyłam, jest dla Was w ogóle do przyjęcia ;)

 

LUNCHBOXY DO PRACY

 

KOMOSA RYŻOWA Z KURCZAKIEM

Składniki:

  • komosa ryżowa ( ok. 200 g )
  • pierś z kurczaka ( ok. 150 g )
  • garść rukoli
  • kilka małych kuleczek mozzarelli
  • nasiona słonecznika
  • olej z avocado
  • mała puszka czerwonej fasolki Bonduelle z serii produktów „Porcja na Raz”

 

lunchboxy

 

Komosę ryżową wsypujemy do garnka i zalewamy wodą – wody wlewamy dwa razy więcej niż mamy komosy, czyli w naszym przypadku będzie to 400 ml. Komosę gotujemy tak długo, aż wsiąknie w nią cała woda. Pierś z kurczaka kroimy na kawałki, doprawiamy wedle uznania ( u mnie jest to zwykle sól i pieprz) i wrzucamy na rozgrzaną patelnię grillową. Ugotowaną komosę mieszamy z kurczakiem i rukolą. Dorzucamy małą puszkę czerwonej fasolki i kilka kuleczek mozzarelli pokrojonej na połówki. Całość posypujemy nasionami słonecznika i delikatnie polewamy olejem z avocado.

 

lunchboxy

 

Z podanych wyżej proporcji, wychodzą dwie duże porcje, więc w jakieś 20 minutek, macie możliwość zrobienia obiadu na dwa dni, albo obiadu i kolacji na jeden dzień.

 

 

 

 

OMLET WARZYWNY

 

Składniki:

  • 1/3 cukinii
  • 2 jajka
  • mała puszka zielonego groszku Bonduelle ( druga połowa do wrzucenia „na luźno”, bez smażenia )
  • mała puszka cieciorki Bonduelle ( jak wyżej)
  • sól i pieprz

 

 

Jajka roztrzepujemy w misce i doprawiamy solą i pieprzem. Do masy jajecznej, ścieramy ok. 1/3 cukinii. Dorzucamy pół małej puszki groszku i pół małej puszki cieciorki. Doprawiamy solą i pieprzem + inne przyprawy wedle uznania, bardzo fajny jest tymianek.

Omlet smażymy na małym ogniu, pod przykryciem. Omlet wychodzi dość ciężki, więc lepiej smażyć go tylko na jednej stronie, tak długo aż zetnie się również góra. Jedząc go w domu, lubię jak góra jest tylko trochę ścięta.

 

 

 

Gotowy omlet, który chcemy włożyć do lunchbox’a nalepiej pokroić sobie na gotowe kawałki „na widelec”. Czyli taki 2 centymetrowe paski, albo kwadraciki. U mnie na zdjęciu, pokazany jest omlet pokrojony na 4 części. Bardziej lekkie omlety, można śmiało zwinąć w rulonik, jednak w takim wydaniu – nie radzę. Resztę z puszek warto sobie wsypać do lunchbox’a tak na sucho. Robię tak z omletem w każdym wydaniu, co zapewne większość z Was zauważyła. Zawsze część warzyw mam w omlecie, a resztą posypuję całość na świeżo.

 

MAKARON  Z WARZYWAMI

Składniki:

  • ok. 200 g makaronu spaghetti
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • szparagi w zalewie
  • olej z avocado
  • puszka kukurydzy Bonduelle
  • szczypiorek

 

 

 

Makaron gotujemy al dente, czyli ok 5/6 minut od zagotowania wody. Mieszamy go z kukurydzą i pomidorkami, na wierzch kładziemy szparagi w zalewie i całość skrapiamy olejem z avocado. Mega szybka sprawa, a wierzcie mi – bardzo smaczna. Jeśli chodzi o przyprawienie – to już wedle uznania. Dla mnie robotę robi olej i szczypior. Z podanej ilości składników, wyjdą Wam dwie porcje.

 

SZYBKO, ZDROWO I BEZ MARNOWANIA…

Banalne, prawda? Wszystkie przepisy robi się naprawdę łatwo i szybko. Co najważniejsze – użyłam do nich zdrowych i świeżych produktów. Mam swój sprawdzony sklepik na osiedlu, w którym zaopatruję się  w mięso, ale też jajka, makarony, warzywa, owoce itp. Warto zgłębić swoją wiedzę, skąd dane produkty są sprowadzone, bo w kwestii zdrowia, nie ma miejsca na domysły i warto dopłacić troszkę więcej, niż pokusić się np. na kurczaka naładowanego antybiotykami.

Kwestia puszek – tutaj znakomite rozwiązanie od Bonduelle, czyli porcje na raz. Rozmawiałam z mamą przez telefon podczas ogarniania lunchboxów i usłyszałam od niej: „Naprawdę mają takie małe puszki? Bo te duże nie zawsze mam do czego wykorzystać, a szkoda wyrzucać.” No a Bonduelle ma teraz linię produktów „Porcja na raz”, dzięki czemu nie musimy wyrzucać resztek albo na siłę wymyślać kolejnych dań, do których moglibyśmy ich użyć.

 

 

 

Jest wiele czynników, na które zwracam uwagę, ale przygotowując lunchboxy, kieruję się głównie zdrowiem, ceną i stylem życie zero waste – tak bym, nie musiała marnować i wyrzucać resztek. Nauczyłam się tego głównie przez brak kuchni po przeprowadzce, gdzie kiedy przyszedł sezon wiosenny, musiałam się ogromnie nagimnastykować, żeby wszystko na bieżąco przyrządzać i zjadać. Jak widać – da się.

Mam nadzieję, że moje przepisy zachęcą Was do wprowadzenia tych zasad w swojej kuchni i w swoim życiu. Czasem lepiej jest poświęcić kilka minut więcej w kuchni, niż później tyle samo minut stać w kolejce po hamburgera. I zdrowszy człowiek i weselszy, prawda? :)

No to… smacznego!