Zawód? Kapłanka domowego ogniska.

24 września 2015

Jeszcze kilka miesięcy temu zdarzało mi się bywać sfrustrowaną gospodynią domową, która z łaską podaje narzeczonemu obiad i ma pretensje do całego świata, że wszystko na jej głowie! Na „Kocham Cię” odpowiadałam „Teraz Ci się na czułości zbiera?” i dziwiłam się, że facet tak jakoś coraz bardziej unikać mnie zaczął.  Sprzątanie, gotowanie? Ja nie chcę, ja mam dość! Aż tu nagle… pokochałam bycie panią domu. Pokochałam bycie kapłanką domowego ogniska. Nie z przymusu. Tak po prostu.

Kilka dni temu wyjechałam do rodziców. W aucie cała rozpromieniona widziałam siebie na spotkaniach z koleżankami, na zakupach bez dziecka, w kinie i przy drinku. Następnego dnia po przyjeździe do rodzinnego miasta, razem z F. wybraliśmy się do kręgielni. To takie miejsce, gdzie w jednym pomieszczeniu możesz pyknąć sobie rundkę w kręgle, bilard czy inne cuda. W drugiej sali możesz sobie potańczyć, wypić drina i generalnie dobrze się bawić. Jak szybko się okazało możesz też dostać wpie**** za to, że a) stoisz b) oddychasz c) żyjesz. Będąc mamą niestety/stety zapomniało mi się, że ludzie pijani, a co gorzej naćpani są zdolni do różnych rzeczy. I mimo fajnej potańcówki, rozmów z koleżankami – takie akcje pokazały mi, że w pewnych miejscach lepiej nie bywać. No i że takie rzeczy nie spotkają Cię podczas oglądania „Na wspólnej” z rodziną. Trochę rozczarowana i trochę znudzona po wyjeździe F. do Warszawy napisałam mu: ” Wiesz…ja to jednak wolę to nasze domowe ognisko. Lubię Ci robić te obiady, sprzątać i bawić się z dzieckiem, nawet jeśli brak mi już pomysłów i sił”. I wtedy zaczęłam rozmyślać, że… cholera! Ja rzeczywiście to lubię. Poczułam w tym momencie coś czego nie czułam od długiego czasu. Ukłucie serca, niemożność wzięcia oddechu. Oczy zalały mi się łzami, a ja miałam ochotę pędzić z powrotem do F, przytulić go i zasnąć z rozpychającą się między nami Polką.

Niby walczy się o to równouprawnienie, niby powinno oczekiwać się od mężczyzn, że wszystkie obowiązki pół na pół. Ale nie po to dążyłam do wspólnego zamieszkania, nie po to snułam wizje o tym jak gotuję obiadki, jak jestem panią domu, by teraz się od tego migać i z tego powodu rozpaczać. Wręcz przeciwnie. Straszną radość sprawia mi czekanie na F. z ciepłym obiadem. Straszną radość sprawia mi dbanie o kuchnię, w której z Polą na blacie przy oknie codziennie jemy pyszne śniadania. Czyste mieszkanie sprawia, że o niebo lepiej mi się w nim siedzi i jestem wdzięczna Bogu i F. że mogę pozwolić sobie na ten komfort bycia z dzieckiem w domu. Nie czekam ze sprzątaniem i gotowaniem, aż F. wróci bo o wiele bardziej wolę po jego powrocie, zabawę we trójkę, wspólny spacer czy film, niż licytację, kto co ma zrobić. Ciężko byłoby mi zresztą wymagać od faceta, który pracuje od wczesnego ranka do późnej nocy, by o 21 łaskawie posprzątał mieszkanie, bo mi przecież doba nie starczyła. I nie muszę tego robić, bo ani F. ani nikt tego ode mnie nie wymaga. Ja chcę to robić, bo to kurcze pokochałam! Podział? Ty pracujesz, ja zajmuję się domem, w którym też pracuję ( podczas całego dnia i tak mam wystarczająco czasu, by usiąść. Spacery z dzieckiem? Toż to odpoczynek sam w sobie). Ty wracasz, spędzamy czas razem.

I tak popłynęłam w tych swoich rozmyślaniach i uroniłam łez kilka w tęsknocie za swoimi 4 ścianami i zrozumiałam, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Wczoraj kiedy wyszłam z koleżanką na piwo, chyba po raz 1 sama zakończyłam spotkanie po godzinie z kawałkiem, ziewając i śmiejąc się, że starość nie radość. I byłam zadowolona, że wyszłam, bo każdy tego potrzebuje, ale zdecydowanie nie jest to potrzeba 1 rzędu i zdecydowanie kilka razy do roku mi starczy. O wiele bardziej byłabym za częstszymi wypadami tylko we dwoje. Ja i F. Bo naładowanie baterii bez dziecka jest totalnym odlotem nawet jeśli trwa kilka godzin. A, że „we dwoje” to wciąż znaczy rodzinnie. To przynajmniej nie czuję tej pustki, która zalewa mnie właśnie teraz.

I tak spacerując dziś po raz kolejny po Inowrocławiu, rozmarzyłam się o tym ile jeszcze przed nami. Wspólne wakacje, wspólne spacery i rozmowy przy ognisku. Zarówno tym domowym jak i tym w ogródku. Jak można się z tego nie cieszyć? I walić to, że chata wynajmowana, że nie starcza na wszystko, że dziecko ciągle rozwala zabawki, które chowam, a facet zapomina wziąć śmieci, które mu szykuję rano. Tego przecież chciałam. Równouprawnienie? Dla mnie wyglądała właśnie tak, że każdy robi to co robi, każdy robi to co lubi… u mnie na przykład F. uwielbia gotować i kiedy tylko ma czas to on urzęduje w kuchni… i nikt nie ma do nikogo pretensji o podział, bo podziałów właściwie nie ma…  już na pewno nie w kwestii dziecka, bo to akurat „obowiązek” dwojga rodziców, dlatego tak nie cierpię, kiedy kobiety mówią, że mąż POMAGA im przy dziecku. POMAGA… jak niania jakaś, babcia, czy ciotka… a nie rodzic. Rodzic się zajmuje, a nie pomaga… A dbanie o dom pozostawiam w głównej mierze tylko i wyłącznie sobie… bo nikt nie stworzy takiej atmosfery w domu jak kobieta. Świeże kwiaty, magnesy z sentencjami, nowe łupy z sh, które nadają charakter mojej kuchni i pachnące babeczki z owocami z targu. I żeby nie było… robiąc to wszystko jednocześnie spełniam SWOJE marzenia, realizuję swoją pasję i nadal pamiętam o byciu kobietą. Ale nauczyłam się to wszystko godzić. Matka polka, kura domowa? Nie dla mnie takie określenia. Spełniona kobieta, matka, narzeczona? Tak. To zdecydowanie ja. A to dopiero początek tej całej przygody… przygody tworzenia rodziny, swoich 4 kątów i wymarzonego życia.

 

DSC_2285-2

 

DSC_2286-2

 

DSC_2287-2

 

DSC_2288-2

 

DSC_2289-2

 

DSC_2290-2

 

DSC_2291-2

 

DSC_2294-2

 

DSC_2295-2

 

DSC_2296-2

 

DSC_2297-2

 

DSC_2302-2

 

DSC_2303-2

 

DSC_2304-2

  • Bożena Jędral

    Ja też to lubię, dlatego pracuję w domu ;) Zacytuję częścią jednego z moich wpisów: „Kiedy już odchowam swoje potomstwo i niefortunnie wspomnę komuś, że
    zamiast ambitnej pracy zawodowej zajmowałam się dziećmi i domem mogę
    usłyszeć: „czyli kura domowa?”. Nie proszę szanownego państwa:
    pełnoetatowy komandos. Przez 18lat praca na 24h na dobę, żadnego dnia
    wolnego ni urlopu. Pomimo permanentnego braku snu ciągła gotowość do
    pracy. Wykonywanie kilku czynności jednocześnie. Negocjacje oraz ciągłe
    odpieranie ataków. Fantazja bajkopisarza oraz zdrowy rozsądek i siła
    podczas kolejnej choroby. Stalowe nerwy podczas pierwszych egzaminów.
    Mocne oparcie dla zawiedzionej pierwszej miłości.

    Matka zniesie wszystko” jak kura stąd zapewne określenie kura domowa ;)

    • Alicja Wegner

      Pięknie to wszystko ujęłaś Bożena, będę cytować nie raz nie dwa! :)

  • Paulina Świątek

    Uwielbiam Cię wiesz ? Aby przyciągnąć pozytywne rzeczy do swojego życia, zacznij od dzielenia się pozytywną energią … i tak trzymać ! maleńka jesteś wielka <3

    • Alicja Wegner

      Miło, miło, miło!!! <3

  • <3

    • Alicja Wegner

      :*

  • Kamila

    Uwielbiam takie wpisy! Jesteś the best!

    • Alicja Wegner

      Dziękuję! <3

  • Monika Maciejczak

    Alicja! Twój blog to jest cholerka… jeden z najlepszych jakie mam okazję czytać. Szczerość ( nawet gdy jest źle!). Jest w nim coś takiego…jakby to ująć…unikalnego. Nie ma rad, pouczeń – jest tylko autopsja. To co ty przeżyjesz, to co ty czujesz, to co ty dostrzegasz. Nawet gdy są to wpisy, z których masz kasę – nadal stawiasz na prawdę – na autentyczność. Kurcze Ala to czuć i to naprawdę przyciąga i życzę Ci by Twój blog był baaaaaardzo, bardzo znany, bo zasługujesz na to. Rób dalej to co robisz!!! <3

    • Alicja Wegner

      No to się wzruszyłam Moniko! Bardzo Ci dziękuję, na tym mi zależy. Byście widzieli jaka jestem naprawdę, bez żadnej ściemy :)

  • malina

    powinna to czytac kazda sfrustrowana „kura domowa” :)

    • Alicja Wegner

      Nie wiem czy to by coś dało :P

  • Kobieta spełniona, ponieważ bycie kapłanką domowego ogniska to niezła fucha

    • Alicja Wegner

      Bardzo :D

  • nati

    Uwielbiam <3 Skąd taki fajny talerz? Ma super kolor, pasowałby mi do mojej kuchni :) Pozdrawiam Was dziewczynki :)

    • Alicja Wegner

      Kupiłam go za 2 zł w SH. Ursynów, ul. Polinezyjska jak coś :D Buziaki! :*

  • Zuzanna S

    I to jest super. Masz normalne podejście, a nie jakieś widzi mi się promowane, że kobieta to ma prawo do tego i tamtego, ale w domu to najlepiej żeby ktoś ją wyręczył. Fajne masz podejście, a ja mimo, ze jeszcze bez własnej założonej rodziny, będę starała się pielęgnować podobne :) Super zdjęcia! <3

    http://zuzannaposzukuje.blogspot.com/

    • Alicja Wegner

      A zauważ, że takiego podejścia „widzimisię” i roszczeniowej postawy wśród kobiet coraz więcej… O.o Dzięki kochana! <3

  • Dwunaste zdjęcie jest cudowne, przecudne, aż zachwyca! :)

    • Alicja Wegner

      Fakt! <3

  • Piotr Kaleta

    czasem jak mam czas zagladam do ciebie i wczytuje sie z zainteresowaniem w kazde slowo zwlaszcza dzisiaj kiedy tak desperacko potrzebuje jakiegos bodzca zeby podbudowac sie wewnetrznie i znalesc troche sily w sobie na dzis i kolejne dni (zostalam sama z 9 mies coreczka tata musial pojechac do pracy i nie bedzie go conajmniej 1,5 mies)tekst taki zyciowy prawdziwy i za to bardzo cie lubie ! sciskam was kobitki Sylwia

    • Alicja Wegner

      W takim razie życzę dużo cierpliwości! Na pewno dasz radę ! :) Dziękuję i ściskam! :*

  • Neti

    Byłoby dobrze gdyby było więcej osób z takim podejściem! Ale dobrze, że ich tego uczysz :)

    • Alicja Wegner

      Wierzę, że będzie ich co raz więcej! :)

  • Ale Pola jest do Ciebie podobna! <3

    • Alicja Wegner

      Noo w końcu ktoś to napisał! :D

  • diana

    Aż podesłałam ten tekst kilku koleżankom. Super!!!

    • Alicja Wegner

      Wow, bardzo mi miło! Dziękuję! :)

  • dreambig

    Ale piękne zdjęcia.Takie naturalne.

    • Alicja Wegner

      Takie miały własnie być! :) Dzięki!

  • elka

    kocham Cie za ten tekst…bardzo mi pomogl zmienic spojrzenie na wiele spraw…

  • Karolka

    Alicjo. Dopiero dzisiaj, zupełnie przypadkiem trafiłam na Twojego bloga. Przeczytałam już kilka Twoich wpisów, ale za ten Dziękuję Tobie szczególnie. Poruszył mnie bardzo i pozwolił wiele zrozumieć i dostrzec – bo często człowiek zagalopuje się, zapominajac o tym co najważniejsze.

    „Matka polka, kura domowa? Nie dla mnie takie określenia. Spełniona kobieta, matka, narzeczona? Tak. To zdecydowanie ja”. 》》pięknie to ujęłaś. Z pewnością zapamiętam te słowa by móc sobie je powtarzać, i umacniać się, gdy nadejdą chwile zwątpienia.

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.

  • Daria

    Cudowny tekst, zreszta jak zwykle <3