Żadna z nas nie była przygotowana do macierzyństwa

20 marca 2017

Bo tak się po prostu nie da. Nie można się na to przygotować, bo nie można przygotować się na nieznane. Można czytać książki, można zrobić ekstra wyprawkę, myśleć, że wie się już wszystko – ale żadna z nas nie mając jeszcze dziecka, ani odrobinę nie wiedziała, jak to jest naprawdę, gdy dziecko się ma. SWOJE dziecko. Bo rodzeństwo czy dzieci rodzeństwa, to nie to samo…

Z uśmiechem na ustach, słucham jak kobiety w ciąży mówią, jakimi to będą matkami i jak będą postępować. Z ich ust wszystko wydaje się takie … proste. Tak jakby dziecko się miało urodzić, a my po prostu będziemy je kochać, tulić, przebierać, karmić, pocieszać. Kurczę! Nawet mi się tak wydawało. Będzie płakać? No to będę nosić, kochać, tulić… Na wszystko przyszła matka ma receptę. Żadna z nas nie zastanawia się tylko nad jednym: jak to wszystko zniesie nasza psychika. I jak często dziecko potrafi płakać, a my nie wiemy czemu :P

Dość podobna sprawa jest z porodem – teoretycznie wiemy jak to będzie wyglądało, ale żadna wersja w naszej wyobraźni nie będzie nawet zbliżona do tego co czeka nas naprawdę. Nie wspominając już o tym, że każda kobieta przeżywa to inaczej – słuchając opowieści innych, mamy już pewne wyobrażenie, które z kolei kształtuje nasze nastawienie do tej sprawy. Ja … im bliżej byłam porodu, tym coraz bardziej odczuwałam lęk… przed czymś co nieznane. Nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać. Ale kiedy to już nadeszło… strach odszedł. Tzn. był w jakimś tam stopniu, ale byłam tak podekscytowana faktem, że zaraz JĄ zobaczę, że kompletnie nie skupiałam się na tym czy będzie boleć, czy ktoś się kręci po porodówce, czy to czy sramto – to wszystko nie miało znaczenia. Może dlatego tak pięknie sobie radziłam do samego końca, kiedy stety/niestety trzeba było mnie ciąć.

Myślę, że nie da się opisać słowami tego, co się dzieje w życiu matki w pierwszych dniach. Ja kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Naprawdę nie wiem czego się spodziewałam, ale momentami to było dla mnie za dużo. Miałam momentami wrażenie, że tylko szaleniec może się zdecydować na coś takiego świadomie. Takie myślenie całe szczęście było chwilowe, ale… ale nawet jak go nie było, to to życie wywrócone do góry nogami, było dla mnie totalnym kosmosem! Nikt w telewizji nie pokazywał kobiet w okresie połogu, które to z krwią między nogami i cyckami tryskającymi mlekiem, doczłapują się do łazienki, słysząc już pojękiwania dziecka. Pojękiwanie nr 1029384 w ciągu ostatniej godziny. Takie coś naprawdę potrafi odebrać nam radość, choć wiem, że przy drugim dziecku, nie byłoby to dla mnie nic dziwnego, tak wtedy dla 21 latki to był meksyk. I nie miało znaczenia, że ciąża była świadoma, że dzieci siostry dorastały piętro niżej, że często się nimi opiekowałam. Własne dziecko to inna bajka.

Tak samo jest później… mam wręcz wrażenie, że tak już będzie zawsze!!! Że my nie jesteśmy przygotowane kompletnie na nic. Że zawsze coś nas zaskoczy, zbije z tropu i da nam do zrozumienia, że… nie Ty tu rządzisz mateczko! Zdziwisz się jeszcze nie raz! Ilekroć mówię: teraz już z górki – to Pola daje mi do zrozumienia, że… nie tak łatwo mamusiu!

Ale… żarty żartami. Choć dzieci i macierzyństwo zaskakują nas co rusz to i tak mam wrażenie, że mimo wszystko… jest coraz lepiej. A to, że co chwilę nas coś zaskakuje… może to właśnie jest to, co czyni to macierzyństwo ciekawym, a zarazem najpiękniejszym DOŚWIADCZENIEM w życiu… i jestem Bogu za to codziennie doświadczanie dozgonnie wdzięczna. I ty też powinnaś. Bo masz pod swoich dachem cud. Jedyny i niezastąpiony. Nawet jeśli właśnie Cię podgryza lub kładzie tłuste ręce na umyte właśnie okno ;)

Na zdjęciach poniżej mój mały cud – ale to nie wszystko… pod zdjęciami jest jeszcze coś…! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

przygotowania do macierzyństwa

 

 

 

 

 

 

 

 

Polcia ma na sobie nasze najnowsze odkrycie, czyli czapkę i komin od firmy Pupill. Pokazywałam Wam ten i inne zestawy na instastory, równocześnie zapowiadając konkurs z takimi cudami. Mamy synków pisały do mnie, że… szkoda, że konkurs nie dla nich – otóż nie moje drogie! Na stronie znajdziecie zestawy i dla chłopców i dla dziewczynek – żaden problem. Wybór jest naprawdę duży i sama miałam problem, żeby wybrać jakieś konkrety. Tak jak już wspominałam – nie prałam jeszcze czapeczek, ale ich wykończenie oraz jakość ( w dotyku) jest naprawdę rewelacyjna. Tym razem nie popełniłam wcześniejszego błędu i wzięłam wszystkie czapeczki CIUT większe niż rozmiar główki Poli. Już teraz Pola może je nosić, a przynajmniej starczą nam na dłuuugi czas! :) Koniecznie obejrzyjcie cały asortyment na stronie Pupill, a już jutro na FB wyczekujcie konkursu!