Zaczynam walkę z hashimoto – od podstaw

23 sierpnia 2018

Nieważne jak bardzo powszechne jest teraz twierdzenie, że zdrowy styl życia to głupia moda – ja zamierzam tej głupiej modzie poddawać się coraz bardziej. Nie dla „mody”, a dla zdrowia. Bo to bez niego, wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Od lat miałam problem z własną samooceną. Mając lat naście, wierzyłam w swój wygląd, ale nie wierzyłam w siebie jako osobę. Nie słyszałam nigdy nic na temat swojego wnętrza, bo nikomu nie dawałam go poznać. Uważałam, że jedyne co mam do zaoferowania to wygląd, więc kokietowałam, ubierałam push-upy, wydymałam usta do zdjęć i nosiłam legginsy, w których mój wielki tyłek dawał po oczach wszystkim. Dopiero przy tym moim jedynym, zmieniło się wszystko. On nie był osobą, która wyrwała mnie tanie teksty o tym jaki mój tyłek jest seksowny. On był … normalny. Zwracał się do mnie normalnie, a kiedy już ze sobą byliśmy skupiał się głównie na moim wnętrzu. Doceniał też wygląd – mówił, że jestem piękna, że mam cudowne ciało, ale… będąc po raz pierwszy w tak poważnym związku, nie wiadomo czemu moje postrzeganie swojego ciała i twarzy zaczęło drastycznie się zmieniać. Niska samoocena nie była wymysłem nastolatki i nie była czymś o czym moglibyśmy powiedzieć: dziewczyno, nie masz większych problemów? Tak może powiedzieć tylko ktoś kto kompletnie nie wie, do czego takie coś może doprowadzić. Postrzeganie siebie jako potwora, doprowadziło w moim życiu do kilku tragedii, o których pisać jednak tutaj nie chcę. To byłoby zbyt wiele, a ja nazajutrz na pewno bym tego żałowała.

Przyszedł kiedyś taki czas w moim życiu, kiedy stwierdziłam, że choroba hashimoto skutecznie wypompowała mnie z życia, a ciągłe wzrosty wagi, puchnięcie, zatrzymywanie się wody, wypadanie włosów, skrajnie zmienne nastroje i całe mnóstwo innych objawów sprawiało, że w pewnym momencie czułam się bardziej jak schorowana baba, niż jak seksowna kobieta. Mój tryb życia daleki był od tego zdrowego, więc wszystkie objawy były tak trochę na własne życzenie. Zrozumiałam, że jeśli chcę czuć się zdrowo, to niestety – muszę się za siebie wziąć i nad tym popracować. Nie dałam sobie wmówić, że nie mogę o siebie zawalczyć. Że nie mogę wyglądać tak jak chcę i nie mogę czuć się lepiej. Wiedziałam, że mogę – ale musiałam uwierzyć w to, że ja naprawdę mogę… i muszę działać. Nie chciałam stać się jak te inne kobiety, dla których choroba jest wymówką na wszystko. Otyłość, depresję i brak ambicji.

Nie byłam i nie będę jedną z tych osób, która zgarnie oklaski za to, że nie będzie „fit”. Bo ja chcę być. Chcę zdrowo wyglądać, ale najbardziej zależy mi na tym, by … zdrowo się czuć. Staram się dużo ruszać, staram się coraz to zdrowiej odżywiać. Obserwuję swój organizm, sprawdzam na co źle reaguje. Rozpoczęłam pracę z Magdą, która jest dietetykiem klinicznym i założycielką Instytutu Medycyny Funkcjonalnej. Robimy masę badań, analizujemy je, by już za moment obrać najlepszą dla mnie drogę, która doprowadzi do uzdrowienia organizmu. Potwierdziło się u mnie hashimoto, niedoczynność, a potwierdzić trzeba również insulinooporność i pasożyty, które wg Magdy mam na pewno. Po raz pierwszy mam w sobie tak wielką motywację. Dziś przeczytałam gdzieś w dyskusji na instagramie kilkanaście komentarzy, w których dziewczyny pisały: „ee tam, trzeba po prostu z tym żyć”. Choć obecnie nie czuję jakiś cholernie okrutnych objawów, takich jak kiedyś i uważam, że choroba jest całkiem znośna, kiedy się zdrowo żyje, to i tak nie mam zamiaru się na nią godzić. Nie chcę żyć ze świadomością, że pozwalam sobie na spustoszenie organizmu i praktycznie nic z tym nie robię.

Skoro w organizmie coś dzieje się nie tak jak powinno, to logiczne jest dla mnie, że muszę coś zmienić… Nie usiądę i nie będę kpiła z tych, którym się chce. Nie będę robiła czegoś na opak, tylko po to, żeby stado leniwych powiedziało mi jaka jestem fajna, że nie podążam za modą, na zdrowie, eko, sreko itp. Należałoby jeszcze dodać, że często od zmian dotyczących naszego zdrowia zaczyna się … zaczyna się życie. Nowe, lepsze życie, w którym jesteśmy silniejsi. A kiedy jesteśmy silniejsi, kiedy udowadniamy samemu sobie, że potrafimy – zaczyna się to przekładać na wszystkie płaszczyzny naszego życia. Jeśli ktoś uważa, że ten cały świat zdrowego jedzonka, naturalnych kosmetyków i aktywności to tylko w imię wyglądu to znaczy, że o zdrowiu wie tyle co nic.

Tak. Chcę o siebie zawalczyć. Nie chcę siedzieć bezczynnie i przypatrywać się jak inni realizują swoje cele. Chcę o sobie zawalczyć dla samej siebie. Po to, by poczuć się jeszcze lepiej. Chcę poznać swój organizm najlepiej jak mogę, wyeliminować wszystko co tak bardzo mi szkodzi. Nie chcę czuć, że zasypiam idąc ulicą. Nie chcę mieć tych zmiennych nastrojów, nie chcę patrzeć w lustro i mieć dość tego szalejącego ciała, raz chude, raz grube. Nie chcę takiego rollercoasteru. Ale hashimoto jak wszystko inne jest do pokonania. Nie tyje się 30 kilogramów PRZEZ CHOROBĘ. Tyje się jeśli tej chorobie się poddamy. Ona sama w sobie, nie może aż tak wiele, niż wtedy gdy jej na to pozwolimy. A ja nie pozwolę. Już wystarczający błąd zrobiłam z tym, że kiedyś tą chorobę zbagatelizowałam. Słuchałam tych starszych i mądrzejszych co to mają myślenie typu: zawsze może być gorzej, więc się takim gównem W OGÓLE nie przejmuj. A trzeba było się przejmować. Trzeba było działać, a nie udawać, że nic się nie dzieje. Ja sama mówię, że hashimoto to nie rak i żebyśmy nie przesadzali, bo to co niektórzy wypisują i jak wielkie ofiary z siebie robią, jest czasem nie do pomyślenia. Ale nie chcę też problemu umniejszać, bo problem to wciąż problem.

Zaczynam zatem walkę z hashimoto. Postanowiłam zrobić z tego użytek i moje konsultacje z Magdą są w pewnej części nagrywane na InstaStories i zapisywane w wyróżnionych relacjach pod nazwą: Hashi1; Hashi2, itp. Póki co analizowałyśmy moje wyniki i poruszałyśmy temat tego, że zazwyczaj endo patrzy tylko na TSH, przepisuje lek i po sprawie. A tak naprawdę badań trzeba zrobić duuużo więcej i trzeba je solidnie przeanalizować, by znaleźć prawdziwe przyczyny problemu, a nie tylko zwalczać objawy. Na IS pojawiły się zaledwie dwie pogadanki, a odzew jest tak ogromny, że z Magdą postanowiłyśmy spotykać się częściej i przekazywać Wam jej wiedzę w temacie m.in. hashimoto. A wierzcie mi, że jej wiedza jest naprawdę imponująca!

Cóż… myślę, że w moim życiu zaczyna się naprawdę fajny etap – poznawania siebie, swojego organizmu. Chyba musiałam dojrzeć do tego, by wziąć sprawy w swoje ręce i zająć się porządnie swoim zdrowiem. Sytuacje ostatnich miesięcy pokazały mi jak bardzo jest ono cenne… że właściwie nie ma od niego nic, totalnie nic ważniejszego… dlatego będzie to mój nr 1. Postawiony na piedestale, ponad wszystkim… a wierzcie mi, że kiedyś w mojej prywatnej piramidzie, zdrowie byłoby dużo, dużo niżej…