Wskoczyłam na wyższy level szczęścia…

8 listopada 2016

To znów się stało. Nie ma w tym żadnego przypadku. Znów zmieniłam swoje życie. I znów stałam się szczęśliwsza. JESZCZE BARDZIEJ! Ta książka musiała trafić w moje ręce. Musiała, żeby znów pomóc mi przewartościować życie i wdrożyć w nie kolejne zmiany. Ta książka stała się moją biblią, którą zarażam teraz każdego z kim mam przyjemność rozmawiać czy pisać… dzisiaj opowiem o niej Wam.

To nie będzie zwykła recenzja, to nie będzie krótki opis książeczki. Już po kilku stronach tej literatury, wiedziałam, że wpis na jej temat będzie wpisem tak naprawdę o mnie i o moim życiu. Że będzie to jeden z ważniejszych wpisów, które pozwolą czytelnikom spojrzeć na swoje życie nieco inaczej…

Agnieszka Maciąg to osoba, o której nie wiedziałam zbyt wiele. Wiedziałam o czym pisze na swoim blogu, ale nie znałam jej historii, nie znałam drogi jaką przeszła. A żeby zrozumieć czyjś styl życia, a przede wszystkim czyjeś podejście do życia – trzeba lepiej poznać samego człowieka. Kiedy jakiś czas temu jedno z wydawnictw wysłało mi tą książkę, pierwsze co pomyślałam : jezu! Ile stron! Przeczytałam to co zawsze znajduje się na tyle okładki – to coś dla mnie – pomyślałam. Droga do lepszego życia, podróż w poszukiwaniu siebie, wyzbycie się palącej pustki w sercu i zastąpienie jej spokojem i szczęściem – tak. Tego zdecydowanie wtedy potrzebowałam… Nie wiedziałam jednak wtedy, że będzie to początek mojej nowej drogi, mojego nowego życia. Myślałam, że życiową rewolucję mam już za sobą, ale jak się okazało, czeka mnie jeszcze wiele pracy.

Kto uważnie czyta mój blog, wie doskonale, że jestem niepoprawną optymistką i na nic nie poświęcam tyle czasu, ile poświęcam na … polepszanie jakości swojego życia. Pozytywne myślenie, optymizm, nie przejmowanie się i wychodzenie z uśmiechem z najgorszych sytuacji, to coś czego człowiek uczy się latami. Stanie się przy tym lepszym człowiekiem – to jeszcze więcej nauki. Kiedyś non stop pisałam Wam o książce, która wyciągnęła mnie z depresji. Tym razem – książka, która wpadła mi w ręce, nie musiała mnie wyciągać z depresji. Ta książka sięgnęła o wiele dalej. W głąb mojej duszy. Ale do rzeczy…

Agnieszka Maciąg… piękna, sławna, zjawiskowa osoba. To jedna z tych osób, które kojarzymy z telewizji, wiemy jaką robią karierę, ale … rzadko wiemy coś więcej. Często zazdrościmy światowej sławy, pieniędzy, rozwoju – ale nie zastanawiamy się nad jednym. Czy to wszystko daje temu człowiekowi szczęście? Otóż… nie zawsze daje. Pierwszy rozdział w książce, jest o życiu Agnieszki. O tym jak ogromna pustka i paląca dziura w sercu, towarzyszyły jej przez długie lata. O tym, jak te wszystkie rzeczy, których my tak często zazdrościmy, tej dziury nie wypełniały. Pierwszy rozdział pokazuje nam drugą stronę tego pozornie pięknego i cudownego świata, pełnego pieniędzy, luksusowych samochodów, restauracji, bogatych mężczyzn… Ta druga strona to zepsucie, pustka i… pozory. Pierwszy rozdział jest opisem życia Agnieszki, w którym mimo sukcesów, fajnej rodziny – wciąż jest obecne uczucie, że … czegoś jednak brak. Uczucie wewnętrznego bólu, który co by się nie działo – wciąż jest obecny i wciąż narasta. Ile tak można żyć, ile można błądzić? Bardzo długo. Książka pokazuje nam moment, w którym na takie życie, autorka nie ma już sił. I wtedy jej życie… się zmienia. Autorka rozpoczyna najważniejszą podróż swego życia. Podróż w głąb siebie. I tak nazywa się rozdział pierwszy – MOJE PODRÓŻE… Kiedy docierałam do jego końca, chciałam więcej! Miałam nadzieję, że kolejne rozdziały, będą już konkretnymi wskazówkami, jak osiągnąć ten błogi stan szczęścia. Po pierwszej części, zrozumiałam, że szczęścia nie możemy szukać na zewnątrz. Najpierw musimy odnaleźć je w sobie. Tak bardzo chciałam więcej szczegółów, które pozwolą mi zrozumieć, jak to szczęście odszukać. Nie zawiodłam się…

Rozdział drugi nosi tytuł: MOJE MAPY. Sporo wiedzy z kolejnych kartek, miałam już wdrożonej w życie… wizualizacje, mapy marzeń. Ale dowiedziałam się znacznie więcej. I to nie było tak, że zaczęłam stosować się do wiedzy zawartej w tej książce automatycznie, na siłę. Zdania, które przyswajałam – metody, o których czytałam – to wszystko jakoś tak naturalnie stawało się z każdym dniem sposobem mojego życia. Nie postępowałam w stu procentach tak jak autorka opisuje swoje czyny w tej książce, ale nagle zaczęłam odczuwać potrzebę robienia rzeczy opisanych w książce, których wcześniej nie robiłam i nie czułam, że powinnam je robić. Na przykład… zaczęłam się modlić. Do tej pory chodziłam do kościoła tylko gdy czułam, że chcę, że mam taką potrzebę. Nie uczestniczyłam jednak w Mszy Świętej, lubiłam po prostu od czasu do czasu, porozmawiać z Bogiem sam na sam, w pustym kościele, bez publiki. Jednak codzienna modlitwa była dla mnie czymś o czym nie tyle co zapominałam, ale nie miałam takiej potrzeby, by ją odmawiać. Po przeczytaniu książki Agnieszki, zaczęłam wieczorami czuć, jakby czegoś mi brakowało. Jakby w pięknej układance brakowało mi jednego elementu. Okazało się, że brakowało mi… Boga. Moje modlitwy i rozmówki z nim, dają mi teraz dużo sił, a przede wszystkim oczyszczają mój umysł i sprawiają, że moja dusza jest spokojna jak nigdy przedtem… ale wydarzyły się jeszcze inne rzeczy.

Jakiś czas temu, pokazywałam Wam na blogu swoje łupy z TK Maxx. Był tam zeszyt. Piękny, duży, z wyjątkowym napisem… Kupiłam go, bo czułam wtedy, że muszę go mieć. Wiedziałam, że będę notować w nim rzeczy wyjątkowe. Jednak nie miałam pomysłu na to, jakie to miałyby być rzeczy. Owszem mogłam sobie wymyślać, ale to… wszystko to byłoby na siłę. Czułam, że musi on poczekać w szafie na coś naprawdę … dobrego. Podczas czytania książki i dotarcia do punktu, w którym Agnieszka proponuje pisanie scenariusza swojego życia… poczułam, że to jest to. Że ten zeszyt i hasło na nim, są idealne. Przecież dążenie do szczęścia i tworzenie dobrego scenariusza swojego życia, to rzecz najbardziej wyjątkowa, jaką mogłam sobie wymarzyć prawda? W zeszycie powstał więc piękny scenariusz mojego życia, opis moich relacji z dzieckiem, partnerem, opis mojej pracy. Powstała strona z kopertą na oszczędności i wyznaczonym celem… i powstanie tam jeszcze wiele pięknych rzeczy…

Dzięki książce nauczyłam się oczyszczać atmosferę w swoim mieszkaniu, nauczyłam też oczyszczać siebie samą ze złej energii, którą naładowali mnie inni ludzie. Niestety, ale najbliższa rodzina, którą odwiedzam, bardzo często „zmusza” mnie do słuchania czarnych scenariuszy, do słuchania narzekania. Kocham swoich najbliższych, ale są pewne schematy, w których są oni zamknięci i jest w nich coś takiego co sprawia, że w większości tematów się po prostu nie rozumiemy – ja jestem pełna dobrej energii, przepełniona optymizmem i wierzę… a właściwie wiem, że można wszystko. Oni nazywają siebie realistami… Tylko zgadnijcie komu… im czy mi… spełniają się wszystkie te nawet najbardziej nieosiągalne cele i marzenia. No więc właśnie… dość długo nosiłam w sobie żal do nich. Przepełniał mnie smutek, bo bardzo wyraźnie niektórzy bliscy dawali mi zawsze odczuć, że jestem oderwana od ziemi… próbowali na siłę wmawiać mi, że nie wszystko może być takie piękne, dobre i kolorowe. Ze wszystkich jednak tych rzeczy najbardziej bolał mnie ten dziwny wzrok, kiedy na negatywne sytuacje reagowałam: no i co z tego? Trzeba żyć dalej. Jakby ich martwienie się, często na zapas, było poprawne, ale mój optymizm już nie. Po przeczytaniu książki, pozbyłam się tego żalu, a przy ostatniej wizycie, kiedy to dziesiątki razy usłyszałam coś negatywnego – po prostu brałam głęboki wdech, w duszy obracałam sytuację w pozytywną i zachowywałam spokój. Pewnych zachowań ludzkich nie zmienimy, biadolenia i narzekania nie przestaniemy słyszeć. Musimy się nauczyć tego, by nie miało ono jednak jakiegokolwiek wpływu na nas. Jeśli o moich bliskich chodzi… pragnę głęboko wierzyć w to, że jednak dadzą się oni zarazić tą wiarą w dobry świat, dobrych ludzi i dobre sytuacje. Właściwie, mam głęboką nadzieję, że zmiany, które zachodzą w moim życiu, mi samej pozwolą takie dobre rzeczy do siebie przyciągać…

Ostatni rozdział książki, nosi tytuł: MOJE ODKRYCIA. Jest dość krótki, ale sprawił, że na wiele rzeczy w swoim życiu spojrzałam inaczej. Na swój związek, na mój dom, kuchnię, czy nawet na seks… I tutaj chciałabym się podzielić z Wami fragmentem książki, w której Agnieszka pisze na temat seksu. Te kilka zdań sprawiło, że przestałam uważać, że coś ze mną nie tak… wręcz przeciwnie. Zaczęłam uważać, że coś jest nie tak z tymi, którzy nad pewnymi rzeczami tak bardzo ubolewają, bo mają zakorzenione, że … wszystko musi być tak jak dawniej…

„Nietrudno jednak zauważyć, że nasza cywilizacja z seksu uczyniła coś bardzo… karykaturalnego i smutnego. Wiele par zastanawia się, czy w ich życiu seks występuję wystarczająco często. Naukowcy z różnych dziedzin obliczają, jak często tę fizyczną czynność powinien wykonywać „zdrowy” człowiek. (…) sporo osób nie bierze pod uwagę, że „zapotrzebowanie na seks” nie zawsze może być takie samo. Prowadzi to niestety do wielu dramatów z związkach, zwłaszcza gdy na świat przychodzą dzieci. Rodzice są zwyczajnie zmęczeni i nie mają na zbliżenie fizyczne ani siły, ani ochoty. Po prostu. Mnóstwo par robi z tego jednak gigantyczny problem. „Kiedyś kochaliśmy się codziennie, teraz najwyżej raz w miesiącu!” I co z tego? Czy tu jest jakaś norma do wyrobienia? A przecież wraz z pojawieniem się dzieci pojawiają się inne wspaniałe uczucia! To właśnie te chwile są najbardziej ulotne, bo dzieci dorastają. Te niezwykłe momenty zaraz przeminą! Czasem mam ochotę krzyczeć: ludzie, ocknijcie się, chwytajcie te chwile, przeżywajcie je, cieszcie się nimi! Przestańcie się skupiać na tym, czego teraz nie ma. Jest coś innego. Doceńcie to! Napełnijcie się tym po brzegi. Zanurzcie się w tym. Przestańcie zastanawiać się nad seksem, który był, a którego nie ma. Wróci w odpowiednim czasie. I jeśli nauczycie się razem cieszyć tym, co jest, przeżywać te przecudowne nowe emocje, to na tym fundamencie wyrośnie nowa wartość i zupełnie nowa jakość seksu. Taka, której smaku nawet sobie nie wyobrażaliście!”

Agnieszka ma niesamowitą zdolność… coś takiego co sprawia, że człowiek nagle rzeczy skomplikowane zaczyna postrzegać zupełnie odwrotnie. Nagle wszystko staje się lepsze, prostsze i łatwiejsze. Człowiek z każdą kartką czuje, jak zaczyna rozumieć otaczający nas świat, ludzi, a przede wszystkim… siebie. Wszystko staje się jaśniejsze, bardziej zrozumiałe. Minęło niewiele czasu od przeczytania książki „Pełnia życia”, a ja już widzę kolosalne zmiany w swoim życiu i jeszcze piękniejsze do niego podejście… Już wkrótce na moim facebooku, będziecie mogły wygrać książki Agnieszki Maciąg.

Kobiety moje kochane… pozytywne podejście do życia, zrozumienie swoich potrzeb, podróż w głąb siebie – to nie są infantylne hasła. Te rzeczy odmieniają CAŁE życie. Doświadczyłam tego kilka lat temu na własnej skórze i doświadczam obecnie każdego dnia. To ciągła praca nad samym sobą, ale w pewnym momencie będziecie to postrzegać nie jako pracę, a styl życia. Jeśli chcecie być szczęśliwe – to po prostu róbcie wszystko, by takie być. A jeśli są rzeczy takie jak ta książka, które są na wyciągnięcie naszej ręki – to dlaczego ich nie spróbować? Ja Agnieszce z całego serca dziękuję. Zaczynam dzięki niej po raz kolejny – nowe lepsze życie. Tym razem mam łatwiej. Wskakuję w to „nowe” ze starego, ale już wtedy bardzo dobrego. Wierzę jednak, że może być jeszcze lepiej. I będzie.

Książkę możecie kupić tutaj :   Oprawa twarda ; Oprawa broszurowa

dsc_2896

 

dsc_2897

 

dsc_2898

 

dsc_2903

 

 dsc_2937

 

dsc_2943

 

  dsc_2952

 

dsc_2956

 

dsc_2973

 

dsc_2976

 

dsc_2982

 

dsc_3006

 

dsc_3007

 

dsc_3015

  • Oliwia

    Czytałam wiele twoich motywujących wpisow, wiedziałam ze masz racje, a mimo to ze zmianami Zwlekałam. Koniec z tym. Kupuje książkę i zaczynam zgłębiać wiedzę w niej zawarta. Obiecuje.

    • Mam nadzieję, że tak jak napisałaś – tak zrobiłaś! Trzymam kciuki! :*

  • Monika

    Alicjo dziękuję. Z każdym takim tekstem, dajesz mi jeszcze większa siłę, która kilka lat temu straciłam całkowicie…

    • Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy… Walcz dziewczyno, walcz!

  • Ola

    Alu niewiem czy pamiętasz,ale nie tak dawno pisałam Ci o pani Agnieszce Maciąg,o jej książkach.
    To cudowna kobieta,mama,człowiek.
    Byłam i jestem pod ogromnym wrażeniem jej osoby,mam jej poprzednie książki,zapewne wezmę udział w konkursie i powalczę o kolejną pozycję.
    Cieszę się ,że Ją”poznałaś”-warto!
    Pozdrawiam ciepło-Ola Twoja cicha i wierna czytelniczka :-)

    • Olu to fakt, to cudowna kobieta! Mam teraz nadzieję, że poznam ją twarzą w twarz! :)

  • Paulina Świątek

    <3

  • Paulina

    Ala, świetny wpis! Kupuję! ;) Kilka lat temu sama zaczęłam pracować nad sobą i jakością swojego życia. U mnie wszystko zaczęło się od książki D. Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Od tego czasu zmieniło się wiele, tylko na lepsze ;) Uściski!

  • Basia Potocka

    Ja chyba muszę zacząć się obsypywać takimi pozytywnymi książkami.. Twój wpis bardzo zachęca do kupna, czytania i działania! :*

    • mamalablog

      Takie książki są bardzo pomocne! :*

  • Anna Grzelczyk

    Zdecydowanie nie ma już czego szukać na tym blogu, reklama goni reklamę, praktycznie w każdym poście coś, do tego te zdjęcia są tak tragiczne…:D Nie wiem jak nieszczęśliwym trzeba być, żeby wierzyć i brac sobie do serca tę gadkę motywacyjną, ludzie :D

  • aw

    Czemu kasujesz komenty Aluniu?

  • Karo

    Czesc Ala
    Czy ta ksiazka ma cos wspolnego z poprzednimi……powinnam najpierw przeczytac tamte?
    Pozdrawiam Karo

  • Marlena Pietkiewicz

    Uwielbiam Cię za twoje optymistyczne podejście Alicjo! Fragment książki bardzo ciekawy i faktycznie daje człowiekowi do myślenia. :-)

  • Pingback: O mojej chorobie hashimoto i książce, która zmotywowała mnie do tego, by coś ze sobą zrobić.()

  • Pingback: Moja droga do bycia szczęśliwym człowiekiem.()

  • Zachęciłaś do przeczytania. A już na pewno do pisania scenariusza życia. Nie odmówię, bo pisać lubię :)