#kierunekswiat – wyjazd do Amsterdamu moimi oczami!

25 maja 2017

Amsterdam… kocham i nie cierpię. To już moja druga wizyta w tym urokliwym mieście i choć zachwyca mnie tak samo jak przeraża – wrócę tam jeszcze nie raz!

Dokładnie miesiąc temu odsypiałam weekendowy, babski wyjazd do Holandii. Totalnie na wariata, wybrałyśmy się we trójkę na zwiedzanie Ogrodów Keukenhof, a zaraz po tym zwiedzanie Amsterdamu. Był to nasz pierwszy wyjazd w ramach projektu #kierunekswiat. Właściwie najpierw był pomysł wyjazdu, a dopiero potem zrodził się projekt – ale kolejność nie ma tutaj znaczenia. O projekcie i zwiedzaniu Ogrodów Keukenhof pisałam już we wpisie #kierunekswiat: Holandia – Ogrody Keukenhof. Zdjęcia i relacja są naprawdę warte obejrzenia i przeczytania, dlatego koniecznie nadróbcie zaległości.

Izą i Patrycją z całej tej przygody wyniosłyśmy totalnie inne wrażenia. Może nie do końca – miałyśmy podobne spostrzeżenia, ale każda z nas jednak zwracała uwagę na coś innego. Tym bardziej zachęcam Was do przeczytania ich relacji, bo będzie to zupełnie inna perspektywa tego samego wyjazdu. Ja jestem wrażeniowcem, więc wszędzie doszukuję się czegoś, czego inni nie zauważają. Emocji, wrażeń. Analizuję, przemyślam, rozbijam na milion cząsteczek to co dla innych niezauważalne. Do rzeczy…

Amsterdam! Jak możesz?

No właśnie?! Jak możesz? Być zarówno piękny jak i okropny. Zarówno tętniący życiem jak i spokojny. Jak możesz tak bezczelnie nie patrzeć na to co powiedzą inni, tylko żyć swoim życiem, totalnie innym od życia tutaj, w Polsce.

Amsterdam rządzi się swoimi prawami i wiele z nich totalnie mi odpowiada. Kiedy przechadzałam się uliczkami pełnymi turystów, moją uwagę przyciągało wiele rzeczy – owszem piękne kamienice robią wrażenie, ale… największe wrażenie robią jednak… ludzie. To oni są tak inni od nas, mają totalnie inną mentalność. Właściwie ja bardziej przypominam ludzi tam mieszkających niż polskich smutasów, no ale wierzę, że może i Polska z biegiem czasu stanie się radośniejszym i bardziej zwariowanym krajem. Choć mentalność to jednak mentalność.

Ludzie w Amsterdamie zdają się totalnie nie przejmować tym co powiedzą inni. Mam wrażenie, że nie ma tam parcia na modę, co w Polsce zdaje się być abstrakcją ( u nas wszyscy wyglądają niemal identycznie, zwłaszcza odkąd trendy wyznaczają #instagirl ;) ) – a tam… tam dzieci noszą balerinki na skarpety, legginsy z ulubionym bohaterem z bajki, bluzkę totalnie gryzącą się z resztą, koronę na głowie – i nikt nie patrzy na nie jak na dziecko oderwane do rzeczywistości, którego mama za grosz nie zna się na modzie! Tam ludzie mają się czuć swobodnie, a nie ubierać w imię mody. Każdy jest inny, a ta inność pozwala na to, by czuć się w tłumie swobodnie.

Amsterdam tętni życiem i pachnie marihuaną. Kocham ten zapach i na całe szczęście nie jest mi on obcy :P Uwielbiam czuć wolność, której doświadczam kiedy mogę na spokojnie sobie tam coś kupić czy zapalić. Mam nadzieję, że i u nas będzie to możliwe, jeśli tylko władzę obejmie ktoś z innymi poglądami niż tymi rodem z średniowiecza. Co do prostytucji, sama nie mogę obrać jakiegoś kierunku i dziwnie mija mi się panie stojące w oknach. Kojarzą mi się z jakimś zwierzęciem w klatce, produktem na wystawie – że tak powiem, ani mnie to ziębi ani parzy. Odrobinę dziwi, brzydzi… :D Gdyby tak głębiej wejść w temat i pomyśleć, że prostytucja była, jest i będzie to legalizacja mogłaby być naprawdę na plus, zwłaszcza, że „towar” byłby przynajmniej sprawdzony i przebadany. Wiem gadam o tym jak o rzeczy, ale w sumie to tak całkiem podobnie. W końcu laski dysponują swoim ciałem jako towarem, który można kupić. Co kto lubi! :D :P Samotni mężczyźni przecież też mają swoje potrzeby, a lepiej wtedy spełniać je w takich miejscach, legalnie i ze spokojem o własne zdrowie i prywatność.

Kocham też klimat urokliwych kamieniczek, kanałów i rowerów. Choć jeśli mam być szczera to ostatnie potrafi przerazić. ROWERY są wszędzie, nie wspominając o tym, że są na absolutnym piedestale i to oni wszędzie mają pierwszeństwo. Dzieci przewożone są na ramach, w koszykach, bez kasków – matki z Polski, zajarane bezpieczeństwem, kaskami i jazdą tyłem do 18 roku życia ( :D ) dostałyby tam zapewne palpitacji serca! A mnie ten widok wręcz rozczulał.

Amsterdam to takie oderwane od rzeczywistości miasto… samemu można w nim się zatracić, ale jeśli chodzi o mnie – nie na dłuższą metę. Ja – domator, ceniący sobie spokój i ciszę, nie zagrzałabym tam zbyt długo miejsca. Choć nie powiem – były urokliwe miejsca, pełne spokoju, ciszy. Wolne od tłumu turystów i gapiów. Były tajemnicze uliczki, niektóre aż za puste –  w jednej takiej zjadłyśmy kebaba za 8 eurosów. Polecam, pyszny :P

Było kilka dziwnych sytuacji, które naruszały jakoś moją radość z wycieczki, np. kiedy jeden z dziwnych kolesi pilnujących sklepu, kazał mi się tłumaczyć, gdzie mam rowerek ( zawieszkę), którą wcześniej oglądałam. Całe szczeście, kiedy powiedziałam mu po angielsku, że ją odwiesiłam, puścił mnie wolno :P Druga dziwna sytuacja, była wtedy kiedy już totalnie wykończone, miałyśmy jeszcze trochę czasu do końca zwiedzenia i zadowolone, że w końcu w jakiejś knajpie są wolne stoliki, rozsiadłyśmy się, zamówiłysmy herbatę po czym… musiałyśmy opuścić lokal, bo nie chciano nam sprzedać tylko herbat :D Trochę niefajne uczucia, ale luz szanuję. Przecież lepsze 10 wolnych stolików, niż klient z herbatą przy jednym :D Obracałyśmy to jednak w żart jak mogłyśmy i mimo tego, spędziłyśmy mega zajebisty czas.

Smutki i zmęczenie wynagradzały mi chwile takie jak te, kiedy mijałam pachnące coffee shopy, modlitwa w kościółku ukrytym gdzieś w tych cichych uliczkach, czy trafianie w miejsca, gdzie w oknach mogłam podziwiać figurki świętych i poczuć fantastyczne uduchowienie i magię danych miejsc.

Zakochałam się również w lumpeksach w klimacie vintage, gdzie każda rzecz była perłą; w sklepach ze starociami, które biją na głowę nasze polskie no i… w Primarku … :) Mogłabym w sumie mieszkać gdzieś obok niego :D

To była fantastyczna przygoda i mam nadzieję, że niebawem znów będę mogła odwiedzić jakieś fajne miejsce na świecie… Jeśli chodzi o ten holenderki wyjazd, został on zrealizowany dzięki ofercie

 BIURO PODRÓŻY OSKAR

 

Szczerze i zasłużone gratulacje, bo zorganizować taki wypad i sprawić, by wszyscy wrócili z niego zadowoleni – to naprawdę coś! Pełen profesjonalizm godny polecenia. Luksusowy autokar, skórzane siedzenia, tablety w zagłówkach, mnóstwo miejsca na nogi ( najwięcej w Polsce!). Więcej o Biurze Podroży oraz autokarach i wygodzie przeczytacie w pierwszej części mojej relacji o tutaj.

Co do kosztów pozwolę sobie przypomnieć raz jeszcze:

Wycieczka to koszt 207 zł + dopłata w zależności od tego, w jakim miejscu wsiadacie. Koszta dodatkowe to 25 €/os, które obejmują bilet wstępu do Keukenhof, opłaty lokalne oraz usługę przewodnicką po Amsterdamie. Wiadomo, że trzeba mieć jeszcze coś w kieszeni, np. na toalety na stacjach, jedzenie, picie itp. Toalety na stacjach polskich są darmowe, ale e za granicą to koszt między 50, a 70 eurocentów. My nie wydałyśmy wiele – ok 10. euro na pamiątki i 8 eurosów na kebsa w Amsterdamie :) Na koniec herbatka za 2,50 €.

Co do cen w miejscach takich jak Ogrody eukenhof – wiadomo, że zawsze są wyższe. Jeśli macie zamiar zwiedzać również Amsterdam, to te same pamiątki co w ogrodach kupicie w nim trzy razy taniej. Chyba, że mowa o jakimś rękodziele i czymś co jest tylko w ogrodach. Przydatne linki znajdziecie poniżej:

 

Biuro Podróży Oskar

Oferty weekendowe takie jak Festiwal Tulipanów i Amsterdam

 

Z moich relacji to już tyle. Opowiadałam Wam o tym bardzo dużo na instastory, gdzie również relacjonowałam nasz wypad, opowiadałam też w poprzednim wpisie. Zakładka podróże, to zakładka, na której rozwinięcie ogromnie czekam. Po wprowadzeniu się na swoje i złapaniu „równowagi”, chciałabym nareszcie z F. mieć możliwość odwiedzenia przeróżnych zakątków świata… Mam nadzieję, że stworzę dla Was jeszcze nie jedną relację, dzięki której przeniesiecie się na moment w inne miejsce na ziemi.

Tymczasem czekam na Wasze wrażenia. Podoba Wam się Amsterdam, czy raczej Was odstrasza i zniechęca? Zapraszam do obejrzenia fotorelacji prosto z ręki Patrycji :*

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • To był udany wyjazd i już myslę nad powtórką, ty bardziej że #towcaleniejesttakdaleko

  • marska

    Oj bardzo Wam zazdroszczę, sama coś tak zasiedziałam się w domu, ani nigdzie ze znajomymi ani nic… i ja się pytam dlaczego?! Przecież to tyle radości… super dziewczyny!

    • Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, a to bardzo trudna rzecz. Wiem coś o tym! Od czasu do czasu każdy potrzebuje chwili oddechu :*

  • Renia Ka

    Uwielbiam podróze! w Amsterdamie byłam kilka razy i zakochałam się ;)

  • Malwina

    Kocham takie cudowne miejsca :) Coś pięknego :)

  • Dusia

    Kilka zdjeć z tobą a widać ze wariatka 😂😘

    • Tylko wariaci są coś warci… :D tak mówio :P :*

  • Maria Woloszek

    Mam nadzieję, że wkrótce będziesz na jakimś kolejnym fajnym wyjeździe, bo relacje są superowe! :* A siostra ma oko do zdjęć – cudownie się je ogląda, a Ciebie cudownie czyta :*

    • Bardzo dziękuję! :* Oby wkrótce była kolejna okazja do takiej relacji :*