Wybieram świadomie.

5 marca 2015

Jeszcze kilka lat temu kompletnie nie zwracałam uwagi na to co jem. Baton o poranku i sterta kanapek na sam wieczór. Jeśli już przychodził mi do głowy pomysł jakiejkolwiek diety to i tak raczej nie byłam świadoma do końca, że to co jem wcale takie zdrowe nie jest.

Tak było jeszcze do niedawna. Zamieniłam biały chleb na ciemny, podobnie z makaronem i ryżem. Zamiast owocowych jogurtów zaczęłam jeść naturalne i dałabym sobie rękę uciąć, że tak bardzo zdrowo się odżywiam. Jakiś czas później okazało się, ze ciemne chleby są często tylko pokolorowaną pszenicą, a makarony razowe są razowe tylko z nazwy. Świadomość tego jak my, zwyczajni ludzie jesteśmy robieni w balona popchnęła mnie do tego, by swoją wiedzę na temat żywienia zgłębić jeszcze bardziej. Zaczęłam czytać książki, etykiety i z osoby o podejściu ” Wszystko w granicach rozsądku , nie dajmy się zwariować” stałam się osobą świadomie wybierająca to co będzie jadła jej rodzina. Kurczak ? Tylko z zaufanego źródła ze wsi. Bez hormonów. Jogurty? Tylko te bez mleka w proszku. Makarony i chleby? Tylko te bez mąki pszennej. Nie mam parcia, żeby nawracać teraz wszystkich ludzi wkoło do zmiany swoich nawyków żywieniowych. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć, trzeba czuć, że chce się coś zmienić. Doskonale pamiętam jak denerwowali mnie ludzie, którzy na każdym kroku mówili mi o złych składnikach, które są w tym co jem – miałam to wtedy totalnie gdzieś dlatego totalnie irytowały mnie wieczne uwagi. Dziś każdego dnia rozmawiam z mamą godzinami przez telefon, co chwilę wykrzykując ” No ale słuchaj oglądałaś ten reportaż o rybach?!” i dyskutując co powinnyśmy jeść, a czego nie. Fajną sprawą jest to, że w końcu znalazłam z mamą wspólne zainteresowanie, którym możemy się dzielić.

Myślę, że nie przyłożyłabym też do tego tak bardzo uwagi gdybym nie była mamą. Co prawda mam dopiero 21 lat i cieszę się, że i tak dość szybko zaczęłam świadomie wybierać jedzenie. Ale jeśli chodzi o Polę – fajnie, że odżywia się zdrowo praktycznie od samego początku. Co prawda wciąż twierdzę tutaj, że wszystko jest dla ludzi, jednak jeśli mam wybór i mogę podawać jej zdrowe jedzenie, to nie widzę żadnego argumentu, który by mnie przekonał, że lepiej jest kupić danonka niż jogurt naturalny, który podam jej z kawałkami banana czy innych owoców. Wciąż jednak daleko mi do fanatyczki. To, że ja mam takie podejście nie znaczy, że będę je narzucać innym mamom. Totalnie nie obchodzi mnie jakie jedzenie inni dają swoim dzieciom i nigdy nie będę w to ingerować. A jeśli przez pisanie na blogu takich wpisów, ktoś postanowi sam z siebie coś zmienić – mogę się jedynie cieszyć. Nigdy jednak nie odwali mi na tyle, by robić komuś wyrzuty z powodu parówki czy danonka – a nie ukrywajmy w dobie popularnego blw ( które popieram ) , matek fanatyczek wcale nie brak. Mimo zmiany jedzenia na zdrowsze, wciąż nie rozumiem publicznych uwag w kierunku rodziców, które podważają ich wiedzę. W tym całym zdrowym żywieniu warto pamiętać, że nie każdy musi postępować tak jak my i nikt nie zasługuje na lincz z powodu głupiej czekoladki. Ktoś mógłby pomyśleć, że to dziwne – jestem za zdrowym odżywianiem, a nie drażni mnie czyjeś dziecko , które obok wcina czekoladę czy jogurt z samą chemią. Nie – nie drażni mnie. To, że moje dziecko wcina naturalny nie znaczy, że nagle zacznę pouczać rodziców, by też zaczęli im takie dawać. Podobnie jest u mnie w innych kwestiach. Nie unoszę głosu na swoje dziecko – i jeśli ktoś w moim towarzystwie krzyczy na swoje – nie czuję się zobowiązana do jakiejkolwiek reakcji – wręcz nie mam prawa reagować. Co innego w przypadku kiedy ktoś, by dziecko uderzył – wtedy MUSIMY reagować, ale to już zupełnie inny temat. Nie zamierzam też reagować płaczem jeśli mojej teściowej czy mamie pod moją nieobecność zdarzy się dać Poli do jedzenia danio czy kinder-kanapkę.

Zaczęłam wybierać świadomie. Stało się to częścią mojego życia i jednym z moich głównym zainteresowań. Chcę zaszczepić w Poli instynktowne wybieranie tego co zdrowsze i być spokojną o jej zdrowie – które nie oszukujmy się coraz częściej szwankuje przez chemię, która jest nawet z pozornie nieszkodliwych produktach. Myślę jednak, że największym wyzwaniem będzie dla mnie F. który tak kocha pompowany, sztuczny, biały chlebek…

 

drewniana kuchenka – TUTAJ

 

DSC_4746

 

DSC_4747

 

DSC_4750

 

DSC_4752

 

DSC_4753

 

DSC_4754

 

DSC_4755

 

DSC_4756

 

DSC_4758

 

DSC_4759

 

DSC_4762

 

DSC_4764

 

DSC_4765

 

DSC_4767

 

DSC_4768

 

DSC_4773

 

DSC_4774

 

DSC_4778

 

DSC_4779

 

 

DSC_4781

 

DSC_4784

 

DSC_4785

 

DSC_4789

 

DSC_4791

 

DSC_4792

 

DSC_4797

 

DSC_4800

 

DSC_4805