wrażliwość i wstyd u dziecka

Wrażliwość i wstyd u dziecka – jak sobie z tym radzimy?

17 października 2019

Wrażliwość i wstyd u dziecka. O ten wpis, prosiłyście mnie już od dobrych kilku miesięcy. Przyznam, że naprawdę mega ciężko było mi się do tego zabrać i zaraz Wam powiem dlaczego.

Po pierwsze – każde dziecko jest inne i to co sprawdziło się u nas, niekoniecznie sprawdzi się u kogoś innego. Po drugie – to jest temat, który ciągle się u nas ciągnie. Ciągle odkrywam coś nowego i stale czuję, że jeszcze może trochę i wtedy dopiero będę mogła napisać coś więcej. Myślę zatem, że nie ma sensu czekać na odpowiedni moment i po prostu napisać ten wpis tak jak czuję i zrobić to tak jak zawsze – opowiedzieć swoją historię.

HISTORIA POLI

Polcia odkąd pamiętam było bardzo wymagającym dzieckiem. Od malutkiego trzeba było ją dużo nosić, łatwo było ją przestraszyć, ciągle musiała czuć, że przy niej jestem, że ją tulę. Do przedszkola poszła mając 2,5 roku i po ok pół roku padła ze strony nauczycielki sugestia o mutyzmie wybiórczym. Pola w przedszkolu praktycznie wcale nie odzywała się do przedszkolanek i co najgorsze – zarówno w domu jak w i w przedszkolu, w stresujących sytuacjach spuszczała głowę w dół, robiła się sztywna i nie była w stanie ani nic powiedzieć, ani się ruszyć. Były to sytuacje, w których uwaga była skupiona typowo na niej i to ją po prostu przerastało. Jednak chwilę po tym jak padła sugestia mutyzmu, Pola zaczęła otwierać się w przedszkolu, zaczęła się odzywać i panie wreszcie mogły ją poznać i zobaczyć jaka naprawdę jest. W wieku 4 lat, w życiu Poli nastąpiły dwie ogromne zmiany: przeprowadzka do nowego mieszkania i zmiana przedszkola. I z jednej strony była radość, Pola z dnia na dzień była coraz bardziej dojrzalsza, a z drugiej… przez pół roku bujaliśmy się z problemami związanymi z fizjologią układu moczowego. Początkowo robiłam badania moczu, usg, sprawdzaliśmy czy nie ma żadnych infekcji. Ostatecznie lekarz stwierdził, że objawy mają podłoże psychiczne. Czyli tak jak myśleliśmy – Pola nie poradziła sobie ze zmianami w jej życiu. Epizody z blokowaniem się, zamykaniem w sobie zdarzały się jeszcze czasem w domu, albo wśród obcych. W przedszkolu nie, ale za to Pola znów przez pierwsze pół roku nie była się w stanie odezwać do swojego wychowawcy i bardzo źle reagowała na jakikolwiek dotyk np. poprawienie włosów przez nauczyciela, bycie w ogóle zbyt blisko. Kiedy Pola miała 4,5 roku zaczęła zamykać się na coraz więcej ludzi. Przestała mówić dzień dobry i do widzenia dosłownie wszystkim. Nie była w stanie przywitać się nawet z kolegami, którzy mówili jej cześć. Dopuszczała do siebie tylko najbliższych przyjaciół, ale jakakolwiek próba jej odtrącenia przez nich, czy zobaczenie że bawią się razem w coś innego niż ona – kończyło się awanturą, zamknięciem w sobie itp. Pola źle znosiła hałas, zbyt dużo bodźców, krytykę, zwracanie uwagi. Wiele razy ze strony rodziny słyszałam, że się z nią cackam, że nic nie można jej powiedzieć – ale ja czułam, że robię dobrze, że muszę dużo z nią rozmawiać, otaczać troską, tłumaczyć i pokazywać jej, że liczę się z nią i jej emocjami. Ostatnie czego trzeba jej było w tym ciężkim czasie to krytyka i wskazywanie palcem.

 

WIZYTA U PSYCHOLOGA

W styczniu tego roku, czyli tuż przed 5 urodzinami Polci, wybrałam się do psychologa. Sama. Opowiedziałam o problemach Poli, o jej zachowaniach, o moim podejściu do niej. Pani psycholog okazała się niesamowitą osobą, z którą od razu złapałam wspólny język i poczułam, że w końcu jest na tym świecie ktoś kto rozumie mnie i moje dziecko. Okazało się, że moje podejście do Poli jest jak najbardziej ok i wyszłam z tego spotkania ogromnie podbudowana. To co zapamiętałam z tej konsultacji to fakt, że … musimy akceptować dziecko takim jakie jest. Ale jeśli pozostaniemy tylko w tej akceptacji – nie zrobimy żadnego kroku naprzód. Dlatego – po pierwsze akceptacja. Po drugie – stwarzanie dziecku możliwości i sytuacji, w których czuje się bezpiecznie, bo wtedy robi maleńkie kroki naprzód. Ale za to nawet najmniejsze sytuacje, w których dziecko nie czuje się bezpiecznie – sprawiają, że robi ono ogromne kroki w tył. To mi dało do myślenia. Przestałam zabierać Polę w miejsca, w których czuje się nieswojo i przestałam przebywać w towarzystwie osób, które ciągle mówią do niej: no co? Nie przywitasz się? Taka duża dziewczyna…

Równolegle do tych wszystkich sytuacji, Pola wcale nie była nigdy zamkniętą w sobie dziewczynką. W gronie przyjaciół i osób, które dobrze zna, była i jest szalonym wariatem. Od zawsze po przedszkolu szalała ze swoją bandą ( w ciepłe dni) do samej nocy po osiedlu. Lubiła i lubi dużo się ruszać, bawić, a przedszkolu też niejednokrotnie trzeba było ją trochę stopować, bo po prostu roznosiła ją energia.

ZAJĘCIA Z LEKCJI RYSUNKU

Na wizycie u psychologa, wspomniałam Pani o tym, że Pola bardzo prosiła mnie oto, żebym zapisała ją do jakiejś szkoły na zajęcia, na których będzie mogła rysować. Psycholog powiedziała, że to jest moment, w którym muszę się przyjrzeć, czy te lekcje rysunku będą właśnie dla Poli czymś, w czym będzie czuła się bezpiecznie, czy wręcz odwrotnie – i wtedy lepiej byłoby zrezygnować. Na godzinne zajęcia Pola chodziła z samego rana w każdą sobotę. Jeździłyśmy mimo zimnej pory, na drugi koniec Warszawy. Pola szła na zajęcia, a ja na ciacho do kawiarni obok. Po pierwszych zajęciach przyszłam po nią przerażona, a okazało się, że… ona jest zachwycona. Zajęcia były kameralne, prowadzone w takiej artystycznej pracowni w bloku. Dzieciaki z racji wieku, miały pole do popisu, mogły się artystycznie wyżyć bez oceny, krytyki i narzucania im określonego schematu. Uważam, że uczęszczanie na te zajęcia przez kilka miesięcy, było dla Poli świetną terapią i krokiem naprzód.

 

UFAMY TYM, KTÓRZY NAS AKCEPTUJĄ

Dużo dała mi też do myślenia wizyta w muzeum POLIN, na wystawie Króla Maciusia Pierwszego. Były tam dwie animatorki – niezwykle ciepłe, mówiące spokojnym głosem. Zwiedzaliśmy wystawę, a na koniec przy wspólnym stole robiliśmy ozdoby. I wtedy wbiłam się w totalny szok – animatorka zawołała Polę i zapytała, czy chce z nią zrobić przypinkę. A pola podeszła do niej i zrobiła z nią przypinkę, mimo, że animatorka trzymała jej rączki i była naprawdę blisko niej. Pola podeszła do niej całkowicie sama i nawet nie prosiła, żebym poszła z nią. Zazwyczaj odzew w jej kierunku jakiejkolwiek osoby, skutkował tym, że Pola po prostu na mnie wchodziła i zaczynała się dziwnie zachowywać. W tym jednak przypadku, od samego początku wizyty, animatorki swoim podejściem pokazały dzieciom, że akceptują je takimi jakie są. I to pozwoliło Poli im zaufać.

Pola nie była w stanie przywitać się normalnie nawet z moimi rodzicami. Jakakolwiek próba dotknięcia jej, przytulenia skutkowała tym, że ścinało ją po prostu z nóg. Upadała, trochę się wydurniała – wszystko po to, żeby uniknąć jakiegoś zbliżenia. Na pewno nie pomagały jej komentarze bliskich, ojej no z dziadkiem/babcią się nie przywitasz. A ja przestałam całkowicie naciskać. Bo wiedziałam, że to dla niej ciężkie.

Wizyta w POLIN mocno zapisała się w mojej pamięci i miałam wyryte w głowie, że Pola ufa tym, którzy ją akceptują, którzy nie są wobec niej natarczywi, którzy jej z niczym nie ponaglają i nie próbują niczego na niej wymusić.

 

OBSERWACJA W PRZEDSZKOLU

Obserwacja w przedszkolu, o której Pola nie wiedziała, była umówiona na kwiecień. Psycholog u której byłam, miała przyjść do przedszkola na kilka godzin i poobserwować Polę. Wizyta była umówiona dużo wcześniej, a przez ten czas Pola zrobiła ogromne postępy, zatem po wizycie, odbyłam z psycholog dłuuuugą rozmowę telefoniczną i wykluczyłyśmy jakiekolwiek zaburzenia sensoryczne. Nie było też potrzeby, by Pola była pod opieką psychologa. Pola była już na etapie, w którym mocno się otworzyła na innych. Jedynym problemem, o którym w tym czasie powiadomił mnie wychowawca, było wycofanie Poli podczas wspólnych zajęć np. na dywanie, kiedy wszystkie dzieci siedziały obok siebie i uczestniczyły w zajęciach. Najpewniej było to spowodowane tym, że Pola po prostu źle się czuła zbyt blisko kogoś, a druga sprawa jest taka, że bardzo bała się sytuacji, w których wychowawca zapyta ją o coś a ona będzie czuła, że wszyscy na nią patrzą. Miałam w dzieciństwie to samo.

 

WYSOKO WRAŻLIWE DZIECKO

Psycholog podesłała mi w kwietniu na e-mail kilka filmików dotyczących wysoko wrażliwych dzieci. Zaczęłam od tamtego czasu bardziej przyglądać się temu tematowi i to analizować. Mimo braku diagnozy i dalszych konsultacji, zgłębiałam temat i uczyłam się na nowo swojego dziecka, jej reakcji, jej postrzegania świata. W wakacje Pola zaczęła odzywać się również do rodziców swoich koleżanek, zaczęła witać się z kolegami i koleżankami ( z którymi nie jest aż tak zżyta, po prostu ich zna). Dwa razy była też na 2 tygodniowych wakacjach, za każdym razem podzielonych w ten sposób: tydzień u teściowej, z którą chodziła do przedszkola + tydzień u mojej siostry z 2 lata starszą Millą. W sierpniu nastąpił kryzys: Pola przez ok. 2 tygodnie miała okropne, ale to naprawdę okropne wybuchy złości i agresji, które zaczęły przerastać nawet mnie. Jestem dumna, bo mimo wszystko nie reagowałam krzykiem i byłam ponad to. Ale byłam cieniem człowieka i brakowało mi już sił. Właśnie po tych 2 tygodniach Pola drugi raz pojechała na wakacje, odpoczęłyśmy od siebie, temat agresji i wybuchów minął. Kiedy wróciła, poszła do przedszkola i jest od tego czasu spokojnie, zatem myślę, że była to kwestia zbyt wielu wakacyjnych bodźców: wakacje, rozjazdy, brak zachowanego rytmu dnia – to bardzo źle działa na Polę.

 

JAK JEST TERAZ I CO TAKIEGO ZROBILIŚMY?

Zatem tak w wielkim skrócie wyglądała nasza historia – a widzę, że wyszło z tego i tak meeega dużo tekstu. Jak jest obecnie? Jest naprawdę super. Pola wita się z nauczycielami w przedszkolu, chodzi też dwa razy w tygodniu na zajęcia z j. angielskiego – i również jak w przypadku lekcji rysunku, działa to na nią naprawdę dobrze. Po raz kolejny zapisałam ją na coś na jej własne życzenie i okazało się to strzałem w 10. Co jest niesamowite – kiedy rodzic jakiegoś dziecka mówi coś do Poli – Pola wchodzi w konwersację! Ja wiem, że dla wielu to się może wydać abstrakcją, ale ja się totalnie przy czymś takim wzruszam, bo wiem ile kiedyś kosztowało ją to nerwów.

 

Chciałabym Wam teraz w skrócie opowiedzieć o tym, jakie kroki poczyniłam w wychowywaniu Poli i co nam pomogło:

  • wizyta u psychologa – to powinna być podstawa. Ale wybierzcie kogoś, kto jest naprawdę kompetentny i kto nie będzie chciał na siłę przyczepić do Waszego dziecka dziesiątek zaburzeń
  • książki z przekazem – przeczytałyśmy i czytamy z Polą ogram książek, które mówią o emocjach, wstydzie, nieśmiałości. O słabościach, o budowaniu pewności siebie. Dzieci słuchają i utożsamiają się, a co najważniejsze – widzą dzięki tym książkom, że to że się tak czują, że to że takie są – jest jak najbardziej ok! A przy tym widzą też wskazówki i rozwiązania, jak radzić sobie z negatywnymi emocjami, jak nad sobą pracować.
  • stwarzanie dziecku możliwości, dzięki którym czuje się bezpiecznie – czyli tak jak w naszym przypadku, sprawdzam w czym Pola czuje się bezpiecznie a w czym nie. Przy jakich ludziach czuje się swobodnie, przy kim się otwiera, komu ufa. W jakich miejscach jest spokojna, a w jakich wręcz przeciwnie – wszystko ją przerasta. Na Polę dużo lepiej wpłynie wizyta w muzeum gdzie są też animacje dla dzieci, niż w sali zabaw pełnej dzieci, hałasu. To nie znaczy, że mamy dzieci trzymać pod kloszem i unikać stresowych sytuacji – ale możemy zawsze to ryzyko zminimalizować, bo tak jak na 1 dziecko nie będzie mieć to w ogóle wpływu, tak dla innego może być to ogromny krok w tył w jego pracy nad sobą. Ja np. wiem, by nigdy do przedszkola nie przychodzić jak już zacznie się śniadanie, bo dla Poli ogromnym stresem jest wejście do sali, w której wszyscy już są i najpewniej skupią się na jej wejściu.
  • akceptacja – pokazałam Poli, że akceptują ją taką jaka jest. I staram się jej to pokazywać na każdym kroku. Że nie ma w tym nic złego, że się czegoś wstydzi, boi. Że nie musi się wstydzić swoich słabości. Akceptują ją w całości i jej uczucia. Nie rzucam jej sugestii, że inne dzieci zachowują się lepiej. Że ona mogłaby zachowywać się inaczej. Nie krytykuję jej wyborów, nie śmieję się z niej. Pola jako atak, odbiera nawet takie sytuacje, w których ktoś się śmieje, bo po prostu zrobiła coś zabawnego. Trzeba na to bardzo uważać.
  • więcej doceniaj, mniej krytykuj – wysoko wrażliwe dzieci czy też dzieci, które mają wiele takich cech, są bardzo wyczulone na krytykę, a twarda dyscyplina w ich przypadku ma wręcz odwrotny skutek. Staram się doceniać Polę na wszystkich płaszczyznach, a jej błędy omawiać i traktować jako świetną okazję do rozmowy. Nie rzucam surowych ocen i krytyki, z których dziecko jedyne co wyniesie to poczucie krzywdy. Jeśli popełnia błąd – czekam na odpowiedni moment na wrócenie do tego i pogadanie o tym bez silnych emocji. Jeśli przy każdym błędzie, dziecko słyszy tylko, że coś źle robi – to wkrótce jego poczucie własnej wartości spadnie na totalne dno. My też popełniamy błędy – i chyba słabo działa na nas, kiedy ktoś nam je wiecznie wytyka i mówi nam, że jesteśmy do niczego, prawda? Za to super działa na nas, kiedy ktoś nas doceni, pochwali i powie: jesteś naprawdę super.
  • opowieści o własnym dzieciństwie i słabościach – dzieci mogą mieć czasem mylne wrażenie, że jesteśmy super-bohaterami. Ze wszystkim sobie radzimy, nie mamy słabych punktów, nie mierzymy się ze słabościami. Sytuacje, które spotykają Polcię i sprawiają jej przykrość, przekuwam w okazję do tego, by opowiedzieć jej o swoich sytuacjach z dzieciństwa. O tym jak się wstydziłam, o tym kiedy było mi przykro. I jak sobie wtedy z tym radziłam. Dziecko czuje się lepiej wiedząc, że dorosły go rozumie, że jako dziecko przechodził to samo – a co najważniejsze – że sobie poradził.
  • przede wszystkim słucham – choć nie zawsze mi to wychodzi :P Ale staram się. Czasem jesteśmy totalnie zmęczeni słuchamy przytakując tylko: aha, tak, naprawdę? Pola jest na to bardzo wyczulona i zawsze odpowiada mi: nie lubię kiedy mi odpowiadasz „mhm”! :D Dziecko opowiadając o najbardziej zwyczajnych czynnościach, czuje, że opowiada o czymś mega dla niego istotnym. I czuje, kiedy druga strona nie jest zainteresowana. Jeśli jestem z dzieckiem, to jestem z dzieckiem. Nie z telefonem, nie z komputerem, nie w innym świecie. To trudna sztuka, by wciąż być uważnym na to co, co mówi i robi dziecko, ale warto się w niej doskonalić.
  • daję dziecku czas – staram się też rozumieć i wciąż samej sobie przypominać, że są rzeczy, na które jeszcze przyjdzie czas. Że czasem lepszy efekt da odpuszczenie niż naciskanie. Np. na to, by dziecko powiedziało dzień dobry, by gdzieś poszło, by się pożegnało. Staram się nie wywierać presji na Polci, stawiając ją w sytuacjach, w których czuje się niezręcznie. Po prostu nie jest na coś gotowa. Stale uczę się też rozróżniać brak gotowości od zwyczajnego kaprysu.
  • nie ośmieszam dziecka – ani na osobności, ani tym bardziej w towarzystwie! Powiecie teraz – co ona gada. A kto niby tak robi? No cóż… wystarczy przejść się gdzieś, gdzie są skupiska rodziców i dzieci. Sposób w jaki rodzice zwracają się do dzieci, jak je ośmieszają. „No co Ty nie umiesz zrobić tego i tego?” ; „Umiesz myśleć?”. Serio? Jakby do Was zwracali się tak w pracy, to byście po krótkim czasie oskarżyli pracodawcę o mobbing.

Mogłabym wymieniać i wymieniać. Myślę, że zrobię w temacie tego osobny wpis, w którym powiem jak można ogólnie wzmacniać poczucie wartości dziecka i budować jego pewność siebie. W takim też wpisie dam Wam propozycje książek, a dzisiaj póki co podsunę Wam dwie propozycje, które były mi w tej drodze ( i są ) bardzo pomocne:

„Wysoko wrażliwe dziecko” – świetna książka, zarówno dla rodziców dzieci zdiagnozowanych jako wysoko wrażliwe jak i tych, które przejawiają takie „skłonności”. Książka dała mi nowe spojrzenie na Polę i jej zachowania. Pozwoliła mi ją lepiej zrozumieć i zdecydowanie pozwoliła mi stać się lepszym rodzicem.

„Edzio – przyjęcie w blasku księżyca” – tutaj z kolei pozycja do poczytania Waszym dzieciom. Piękna książka poruszając temat nieśmiałości, bycia za sobą, próbach bycia kimś innym, wstydzie. Daje do myślenia…

 

Podsumowując – wrażliwość i wstyd u dziecka to trudny temat, ale jest on do przejścia. Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na wychowanie dziecka i poradzenie sobie z tematem wrażliwości. U każdego przebiega to inaczej, bo każde dziecko jest inne. To co uniwersalne i sprawdza się w każdym przypadku to ogrom miłości, bycie blisko, bycie uważnym, akceptacja. Pozwólmy dzieciom być takimi jakie są, ale jednocześnie stwarzajmy im możliwości, dzięki którym będą wzrastać. W swoim własnym, indywidualnym tempie. Bądźmy cierpliwi i dajmy sobie i dzieciom czas.

Trzymam za Was wszystkich kciuki i mam nadzieję, że nasza historia będzie dla Wielu z was promyczkiem nadziei.

Ściskam ciepło!