Uważaj, bo się ubrudzisz!

25 września 2014

Ostatnio pełnię rolę obserwatora. Rzadko co komentuje, a raczej przyglądam się zachowaniom ludziom i staram się zrozumieć skąd biorą się ich poglądy, gdzie leży podłoże danych zachowań. Ku mej rozpaczy najbardziej szerzącym się zjawiskiem jest zawiść i zazdrość. Ludzie stali się podli. Najchętniej nasraliby na podwórko sąsiada, który kupił sobie nowe auto i zarzucili mu przy okazji, że na pewno je ukradł. Staliśmy się zawistni, bo inni mają więcej, bo inni mają lepiej. A ja wychodzę z jednego dość ostrego założenia : jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Chcesz mieć drogie auto? To idź i zarób. Nie masz gdzie tyle zarobić? To idź na jedne z tych cięższych studiów, po których dostaniesz taką pracę, w której będziesz zarabiał kilkanaście tysięcy. Nie chce Ci się lub nie masz możliwości? No to ciesz się tym co masz. I przestań być zgorzkniałą pizdą, tylko dlatego, że ktoś ma więcej od Ciebie. Jestem typem osoby, która cieszy się szczęściem innych i raduje z ich sukcesów. Jestem też osobą, która wie, że gdyby mogła to może i by poszła i skończyła szkołę morską, po której mogłabym zarabiać kilka, kilkanaście tysi. Ale mi się nie chce. Dlatego pretensje mogę mieć tylko do samej siebie.

Dziwnym zjawiskiem, które również zaobserwowałam jest to kiedy czytelnicy mają za złe blogerkom to jak ubierają swoje dzieci. Prawie zawsze tylko wtedy kiedy po kliknięciu na stronę sklepu, w którym dany ciuch był zakupiony widzimy cyfry, które dla nas są kosmiczne. Nie wtedy kiedy dziecko ma jak Pola na wielu zdjęciach rajty z SH i body z pepco. Wtedy kwestia ciucha nie jest poruszana! Cieszymy się, że ktoś ubiera się tanio jak my. Schody zaczynają się wtedy kiedy kapcie do chodzenia, które posłużą miesiąc, dwa kosztują ponad 100 złotych, a bluza, która kupiona została na styk i ubrudzona marchewką kosztowała 200. A ja się pytam do cholery? Co za różnica? Czemu czepiacie się tych drogich ubrań skoro sami twierdzicie, że nie szata zdobi człowieka? Czemu przeczycie samym sobie? Skoro nie szata zdobi człowieka to czemu tak razi Was sukienka mini rodini czy papcie ze skóry za 2 stówy? Ubieram swoje dziecko zarówno w SH jak i w bardzo drogich sklepach. Patrzę głównie na to co mi się podoba, nie na to co modne. Dlatego śmieszne jest zarzucanie blogerkom, że robią ze swoich dzieci wieszaki, bo najczęściej zarzucane to jest tylko tym, które ubierane są drogo. Czyli dziecko ubrane w ciuchy za tysiące jest wieszakiem, a dziecko ubrane tanio już nim nie jest? Warto się zastanowić w takim razie kto ma większego fioła na punkcie szaty. My, czy osoby, które czują się tą szatą tak zrażone?

A ja…a ja mam w dupie szatę. Lubię ładnie ubrać swoje dziecko, ale jakoś mam gdzieś czy to zara, srara, rodini czy pepco. Szafa Poli to prawdziwy misz-masz. Od second handów po najdroższe marki. Z dumą wyszukuję tanich perełek, bo nie sztuką jest wywalić kilka stów na nową kurteczką. Sztuką jest kupić podobną za 20 zł jak uczyniłam to ja kilka dni temu. I nie ważne w sumie czy kosztowała 20 czy 200. Nie panikuję kiedy Pola zaczyna zasuwać kolanami po podłodze, trawie, betonie itp. To tylko kawałek szmatki, który ładnie wygląda, ale nie będę po nim płakać kiedy się zniszczy. Owszem, kiedy Pola podrośnie na pewno nauczę ją tego , by dbać zarówno o zabawki jak i o ubrania, ale nie będę jej karcić za nieumyślne ubrudzenie głupiej bluzki, bo dałabym jej tym do zrozumienia, że to jedna z ważniejszych rzeczy w naszym życiu – to jak się ubieramy. A niestety w piaskownicy często słyszy się ” Uważaj bo się wybrudzisz!” . A co to do cholery jest? Dziecko czy eksponat w muzeum? No właśnie…dziecko.

Dlatego bez oporów ubieram ją ładnie, po czym pozwalam raczkować gdzie popadnie i nie biegnę jak oszalała kiedy widzę, że upada pupą na piasek. Jakie to musi być smutne…mieć przed sobą szczęśliwe dziecko, które ma przestrzeń…widzieć uśmiech na jego twarzy…a skupiać się na tym, że zaraz na pięknym dresie może pojawiać się plama…takim ludziom życzę więcej luzu, bo więcej się nadenerwują niż to wszystko warte. Więcej przeoczą niż zauważą. Gdzieś w tych nerwach i zgorzkniałym charakterze umkną im najpiękniejsze momenty w rozwoju dziecka. To, że właśnie próbowało złapać muchę, to że powąchało kwiatek czy to, że mruknęło sobie nowy wyraz pod nosem.

Tak pięknie jest żyć na luzie. Nie martwić się, nie spinać. Ładować akumulatory uśmiechem dziecka i wstawać po ty, by widzieć ten uśmiech ponownie. Jakie to piękne żyć w takim szczęściu, że z dziury w skarpecie śmiejesz się jak dziecko, a nie rozpaczasz, że musisz stracić 5 minut by to zszyć, lub nie daj Boże kupić nowe…jakie to piękne smutki obracać w radość, łzy w śmiech…

Takie to piękne, a dla niektórych tak obce. Całe szczęście…nie dla mnie.

DSC_5084

DSC_5086

DSC_5087

DSC_5088

DSC_5089

DSC_5093

DSC_5094

DSC_5095

DSC_5097

DSC_5098

DSC_5100

DSC_5102 DSC_5103

DSC_5107

DSC_5108

DSC_5109

DSC_5110

DSC_5116

DSC_5117

DSC_5118

DSC_5120

DSC_5121

DSC_5122

DSC_5124

DSC_5126

DSC_5129

DSC_5130

DSC_5132

DSC_5133

DSC_5134

DSC_5136

DSC_5139

DSC_5144

DSC_5146

DSC_5148

  • Monika

    No i nie napisałaś skąd mała ma stylówkę ! :D

    Ja często inspiruję się blogerskimi wpisami i jak mam wolny pieniądz to też czasem kupię coś droższego. Perełek wyszukuję w SH, pepco, ale i zaglądam na stronki z rękodziełami. Raz wydam za ciuszek 5 zł, a raz 100 i nie widzę w tym nic złego. A ty nie przejmuj się, że czepiają się Twojego bogactwa hahaha :D

    Pola wygląda cudnie w tej czapeczce :)
    Pozdro

    M.

  • my zwykle burberry i diory znajdujemy w SH :) ale czy coś kosztuje 10czy 300 zł Wini może brudzić ile chce:) dziecko to dziecko niech ma frajdę:)

  • Ja Ksa

    Super ubrałaś tą „sytuacje” w słowa !!

    Moim zdaniem dziecko powinno od małego być uczone co jest najważniejsze w życiu.
    Ubierając w modne i najdroższe ubrania od małego budujemy dziecku stereotyp ze , wygląd jest rzeczą najważniejszą i to co ma sie na sobie .
    Dziecko powinno mieć owszem kilka „perełek „w swojej garderobie , ale bez przesady !

    wielki PUNKT dla Ciebie za tą wypowiedz i pogląd :)

  • Ja też uwielbiam dobrze ubrać swoich chłopaków.
    Aczkolwiek na handmady szkoda mi kasy. Mówię szczerze. Doceniam pracę, podziwiam, ale z daleka.
    I dlatego ubóstwiam sieciówki ;)

    Poldek jest cudowna <3

  • Matka Polki

    Fajne te bordowe trampusie :)
    Ja kupuję głównie w sh i na wyprzedażach, chociaż zdarzy mi się coś droższego. Głównie buty, na nich nie szczędzę. Nie panikuję jak Pola się wybrudzi, bo wszystko można wyprać (jak zrobi plamę z czegoś „trudnego” to przebieram od razu i zapieram). W sumie panikuję dopiero jak wyciągam z pralki niedoprane, ale to zwykle z mojego lenistwa, bo nie zapiorę ani wieczorem, ani przed wrzuceniem do pralki. Na szczęście etap marchewek mamy za sobą. A tak niech się bawi i brudzi jak chce.

  • Anyahmama

    Może wrogie nastawienie wynika z tego, że nie wszystkich stać na takie „fanaberie” jak drogie ciuchy pełne w plamach. Niektórzy pracują po 12 godzin, a i tak starcza im na podstawowe rzeczy i to ledwo do pierwszego. Pretensje do krytykujących może mieć ten kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, a o problemach dnia codziennego wie tylko z opowieści innych. Sama także stroję Jaśka, mam z tego radochę, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę jak nieważne i małostkowe jest moje postępowanie. Na pewno nie potępiałabym myślących inaczej, bo dla większości kilkadziesiąt złoty za upierniczoną marchewką bluzeczkę, to kilka dni bez życia w głodzie. Nie odważyłabym się napisać „Chcesz mieć drogie auto? To idź i zarób. Nie masz gdzie tyle zarobić?
    To idź na jedne z tych cięższych studiów, po których dostaniesz taką
    pracę, w której będziesz zarabiał kilkanaście tysięcy. Nie chce Ci się
    lub nie masz możliwości? No to ciesz się tym co masz” bo niestety nie wszystko w życiu jest białe lub czarne, a tego typu wypowiedź (wiem, że nie lubisz tego określenia) jest z lekka niedojrzała i obnaża, że niewiele wiesz o prawdziwym życiu. Poza tym zdjęcia piękne i choć nie należę do grona tych, którzy potępiają stylizujące swe pociechy mamy to rozumiem tych, którym nie mieści się to w głowie, bo dla nich życie (często nie z ich własnej winy) było mniej pobłażliwe niż dla Ciebie.

    • klejmotek

      Ok, niech nie mieści się rodzicom w głowie zakup ciucha dla dziecka za stówę czy dwie – nie ma w tym nic złego. Ale jaki jest powód i cel krytykowania? Ja pewnie swojemu dziecku drogich ciuchów kupować nie będę mogła, ale w życiu nie spojrzałabym z zawiścią na tych, którzy mogą. Bo nic mi do tego. Cieszę się, gdy widzę wokół siebie piękno i nie zastanawiam się, czy CUDZY piękny ciuszek kosztował dychę czy stówę.

      • Anyahmama

        Ależ ja nie bronię chamskiego krytykowania (potępiam jak tylko się da), ale jednocześnie nie podoba mi się sposób odpierania „argumentu” przez Alę. Śmieszą mnie ludzie, którzy nienawidzą tych którzy mają, bo oni sami mają mniej, ale rozumiem ich frustrację. Nie wiem tylko po co wchodzą na takie blogi. To chyba forma masochizmu :p

        • klejmotek

          Ach, no to źle zrozumiałam Twoją wypowiedź :-) Choć przyznam, że ja właśnie tej frustracji i wrogiego nastawienia nie rozumiem…

    • ,,Pretensje do krytykujących może mieć ten kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, a o problemach dnia codziennego wie tylko z opowieści innych” a dlaczego Ci krytykujący mają prawo do obarczania innych swoją sytuacją finansową?

      • Anyahmama

        Bo wszystko w koło krzyczy jak inni mają dobrze, a oni sami mają do dupy. To działa jak rozdrapywanie świeżej rany. Sama padłam ofiarą podobnych zachowań gdyż znajomi poodwracali się od nas tylko dlatego, że powodzi nam się lepiej niż im samym. Choć wiem, że trzeba brać życie w swoje ręce, rozumiem że powodzenia innych mogą boleć życiowych nieudaczników i to bardzo ludzkie zachowanie. Nie pochwalam, ale rozumiem mechanizm powstawania frustracji.

    • roballowa.pl

      Przyznaje rację…a stwierdzenie Ali z tymi studiami również jest dość ryzykowne…bo ja jestem po tych rzekomo „lepszych” studiach gdzie ostatnio trąbili jakie to są potrzebne i od razu po nich zawód ma się pewny i co….gówno mam bo bez znajomości mogę sobie mój tytuł do tyłka wsadzić…To nie jest takie proste, chcesz, starasz się i masz, nie starasz się, nie masz…gdyby życie takie proste było na świecie nie byłoby biednych i nieszczęśliwych ludzi…

      • fruxolina

        jakie studia?

  • klejmotek

    Pełna racja, a takie „uważaj bo się ubrudzisz” to niestety nie tylko ubrań dotyczy, ale wszystkiego – dziecko, nie łaź po murku (20 cm wysokości), bo spadniesz i guza nabijesz, nie jedz tego, bo spadło na podłogę (czystą, w mieszkaniu), nie wkładaj rączki do buzi. No cholera, no, z tych dzieci robi się jakieś sterylne figury woskowe. Rozumiem, że ze strachu, by dziecku nie stała się krzywda, ale te wystraszone osoby w dzieciństwie same latały po trzepakach i nieraz zjadły coś z ziemi (brudnej, na dworze)…

  • goość

    Ładne ubrania na „niedziele” brzydkie szmatki do zabawy. xdd. Ładnie możesz ją ubrać jak będzie starsza bo już się nie ubrudzi. ;DD Taki kraj xD
    a Młoda ma fajną stylóweczkę :d

  • Gość

    wydaje mi się, że krytyka pod Twoim adresem może wynikać z tego, że studiujesz zaocznie i jesteś na macierzyńskim, i niejako to się samo przez się rozumie, że te ciuszki za kilkaset złotych nie pochodzą z Twoich pieniędzy. a skoro prowadzisz bloga i niejako chcesz być inspiracją dla młodych mam, a zwłaszcza tych w wieku podobnym do Twojego, to jak 20 latka, która jest na utrzymaniu rodziców może sobie pozwolić za bluzkę za 200 złotych, która zaraz będzie w marchewce?

    • klejmotek

      Nie znam szczegółów finansowej sytuacji Ali i mnie ona nie interesuje, ale wystarczy poczytać blog, by wiedzieć, że żyje ze swoim partnerem, który pracuje, a poza tym zarabia na blogu – tak jak masa, masa zaangażowanych w blogowanie kobiet, również mam.

      • Alicja Wegner

        Gdybym miała brać pieniądze od rodziców, to bym się na dziecko nie decydowała. Dla Twojej informacji nie wzięłam od nich jeszcze nawet złotówki na utrzymanie, bo starcza mi wysokie macierzyńskie i zarobki z bloga. ;) BTW. wyobraź sobie, że mam jeszcze partnera, który zarabia. Szok, co?

        • Anyahmama

          Za mało lukru w lukrze :p

        • Gość

          mnie to nie szokuje, odpowiedziałam tylko z czego może wynikać dość zmasowana krytyka Twoich wpisów, a w Tobie od razu się budzi pittbull, który nie potrafi przyjąć innego zdania niż Twoje własne, ale to standard tutaj.

          • Alicja Wegner

            Mi nie chodzi o to, co napisałaś z czego to może wynikać, a o to, że zarzucasz mi coś co jest nie prawdą. Mianowicie, ze utrzymują mnie rodzice. ;)

          • Gość

            napisałam o 20 latce, dla której jesteś inspiracją, a która to czyta, że może być na utrzymaniu rodziców, bo np nie ma dzianego partnera czy nie jest w ogóle na macierzyńskim. zarzucasz wszystkim brak czytania ze zrozumieniem, a sama masz z tym problem.

          • miliia

            Ale co Alicje ma obchodzi to , ze ktoś kto czyta je bloga, ma 20 lat i jest na utrzymaniu rodziców z dzieckiem? No trudno, zycie! Tak jak Ala napisała ” jak sobie pościelisz tak się wyśpisz” i tyle… Ten komentarz pasuje idealnie do notki w tym poście… Bo ktoś nie ma, bo ktoś coś, a w dupie to mieć, ja mam to i pokazuje, nie mam trudno, może kiedyś będe mieć i tyle… ahh to rozumowanie…

          • Gość

            co Alicję obchodzą czytelnicy, dzięki, którym się utrzymuje z bloga? no chyba raczej, powinni ją obchodzić, jeśli nie chce zamknąć tego biznesu z hukiem, a Ty realizuj swoje zapędy adwokackie gdzie indziej, bo Alicja nie potrzebuje chyba „obrończyń”..

          • miliia

            Nie jestem nikogo obronczynia i chyba Ty tez masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

          • Alicja Wegner

            Przepraszam, rzeczywiście przeczytałam jeszcze raz i skumałam o co chodzi. Wybacz :) Zwracam honor.

          • klejmotek

            Ale Alicja nie jest na utrzymaniu rodziców, więc to, że jakaś inna 20-latka przeczyta jedno a zrobi drugie, utrzymując że się inspirowała jej sytuacją, to jakiś abstrakcyjny kosmos. To tak, jakbym ja zdecydowała się szydełkować, bo zainspirowała mnie mechanika samochodowa.

          • Gość

            ech…tez masz problem z czytaniem ze zrozumieniem…nie ważne..

        • Ona

          Wysokie macierzyńskie? Ciekawe na jakim stanowisku. Chyba przede wszystkim zarobki i prezenty z bloga. Ciekawe ile z tych rzeczy, które posiada córka są kupione za własne ciężko zarobione pieniądze…..

          Na początku z chęcią wchodziłam na blog i czytałam twoje wpisy, a teraz … w każdym wpisie to samo, jak się dobrze powodzi i jakie mamy nowe gadżety.

  • „przestań być zgorzkniałą pizdą, tylko dlatego, że ktoś ma więcej od Ciebie.”
    Chcę to na koszulce! :)

    PS. A co do drogich ciuchów, to jak to powiedziała kiedyś moja babcia, wkurzona na wścibską sąsiadkę, która dopytywała o każdy nasz zakup: „No cóż, coś z pieniędzmi trzeba robić” :)

  • Natalia

    Pilnując czy dziecko ubrudzi się czy też nie na tanim lub drogim ciuchu odbieramy mu dzieciństwo.

  • Mama Calineczki

    A dla mnie najważniejsze jest to, żeby dziecku było po prostu wygodnie. A jak przy okazji jest też ładnie ubrane, to w ogóle super. :D

    Dobra, a teraz pochwal się, gdzie kupiłaś takie fajne portaski dla Poli? :)

    • Alicja Wegner

      zara :)

      • Mama Calineczki

        Dzięki! Muszę się tam wybrać. :)

  • Ada

    Po pierwsze zaraz dowiesz się, że zamiast wydawać 200 zł na kapcie powinnaś kupić dziecku jedzenie, bo wcina liście :D
    Po drugie ‚ubrudzisz się’ w piaskownicy jest moim faworytem, po prostu uwielbiam,kiedy moje dziecko (zawsze ładnie ubrane, bo tak po prostu lubię) jest tak brudne, że ledwo mogę dostrzec jej oczy, a dookoła dziewczynki i chłopcy stojący jak żołnierzyki, żeby tylko się nie ubrudzić. To po kiego babo targasz to dziecko na plac zabaw?!
    Po trzecie PRZESTAŃ SIĘ CHWALIĆ, ŻE CIĘ STAĆ. Inni mają gorzej, cierp razem z nimi ! :d

  • K

    Ala mam jedno pytanko na macierzyńskim jesteś na własnej działalności? Jeśli tak dużo z tym załatwiania? Jak jest z rodzicielskim? :)

    • Alicja Wegner

      Nie, nie na własnej działalności. Jestem zatrudniona normalnie w firmie, więc nie pomogę :(

  • Anonimowy

    Tym wpisem pokazałaś jaka jesteś niedojrzała. I pomimo wszystkiego co piszesz i nawet powiesz w Dzień dobry TVN to o prawdziwym życiu nie wiesz zupełnie nic. Chcesz mieć drogie auto? To idź i zarób. Nie masz gdzie tyle zarobić? To idź na jedne z tych cięższych studiów, po których dostaniesz taką pracę, w której będziesz zarabiał kilkanaście tysięcy. Nie chce Ci się lub nie masz możliwości? No to ciesz się tym co masz. I przestań być zgorzkniałą pizdą, tylko dlatego, że ktoś ma więcej od Ciebie.” Naturalną rzeczą jest cieszenie się pieniędzmi. Ja też bardzo cieszyłam się kiedy mój mąż założył firmę i zaczęło nam się lepiej powodzić ale litości. Widzę, że masz duży problem. Chyba powinnaś nabrać szacunku do osób od Ciebie starszych. Bo samo doświadczenie życiowe dużo ich nauczyło. Jestem osobą w podobnym wieku do Ciebie, mam 23 lata ale mam dużą pokorę do osób starszych, mądrzejszych ode mnie. Do czytelniczek też powinnaś mieć szacunek, bo dzięki im masz kasę na te wszystkie duperele. Ale widzę, że ty szacunek masz tylko dla siebie i może twojego faceta. I jeszcze jedno. Pamiętaj, że kasa dzisiaj jest a jutro może jej nie być. I co zrobisz wtedy?

    • przypuszczam że za kasa rękawy i weźmie się za kolejną robotę :)

      • Anonimowy

        albo wyśle do pracy partnera :-) po Alicji raczej nie widać żeby była pracowitą osobą…..

    • gość

      BRAWO

  • ja najczęściej ubieram chłopców w sieciówkach. Lubię jak są ładnie ubrani i nie panikuję jak się brudzą. Starszego nawet uczyłam się brudzić bo czyścioch z natury. Młodszy to istny brudas :) Nie kupuję rękodzieła (albo bardzo rzadko) bo w głowie od razu włącza mi się przelicznik – nowe portki czy fajny wyjazd. Chyba nie muszę pisać co wygrywa:) Ale uwielbiam oglądać wystylizowane maluchy i nie obchodzi mnie czy są ubrane za 100 czy 500. Jak ktoś ma, stać go, zarobił nie ukradł niech robi ze swoją kasą co chce. Ja wydaje w taki sposób, ktoś inny inaczej. A jak kogoś nie stać i tak go to boli to niech nie wchodzi na takie strony. Bo to tak jak Ania napisała- chyba masohista

  • Ze mnie blogerka modowa jak z koziej dupy trąbka. Na modzie dziecięcej też się znam jak na balecie i nie wiem co to za firma mini-rodini. Aż dziw, że jestem blogerką.

    Na ceny zwracam uwagę, ale też mi to zwisa i powiewa kto za ile kupił swojemu dziecku kieckę. Stać? No to super. Niech kupują nawet dziesięć takich.

    Znasz moje podejście do tematu, ja w ogóle nie kumam fenomenu podpisywania w co ubrane jest moje dziecko, nie licząc współprac (no miałam, podpisałam).

    Ciuch to ciuch. Moje dziecko ma markowe ubrania na sobie ,ale wiem tylko o tym ja i ktoś kto kupuje w tych samych sieciówkach co ja. Reszta? Co ich to interesuje. :) Nawet moje dziecko nie ma pojęcia o markach ubrań. A ma 5 lat.

  • gość

    witaj, po raz pierwszy przebrnęłam przez Twój tekst na blogu i dzięki temu wyczynowi postanowiłam napisać ten komentarz.wnioskując z odpowiedzi na komentarze uznasz go za hejt , ale pisze swoje.po pierwsze chcieć a móc to ogromna różnica.pisząc że mogłabyś iść na jedne z trudniejszych studiów wykazujesz się nie małą ignorancją.przypuszczam, że masz w otoczeniu kogoś kto skończył Akademię Morską.radze pownikać głębiej i wtedy wykazać sie większa empatia do absolwentów, ich bardzo ciężkiej pracy i sytuacji rodzinnej, a nie widziec tylko pieniądze za tym stojące, a w stosunku do siebie być bardziej krytyczną.wnioskując z poziomu prowadzonego przez Ciebie bloga nie koniecznie byś miałą szanse studiować na wspomnianej przez siebie uczelni.tu nawiązanie do słownictwa jakim sie posługujesz pisząc swoje teksty.teraz wiesz dlaczego PRZEBRNĘŁAM przez ten post.razi mnie, wręcz odrzuca dobór zwrotów typu:sram, rzygam, gówno,pizda itp.teksty na poziomie wypracowania z gimnazjum z takim słownictwem naprawdę nie zachęcają i nie świadczą na Twoja korzyść.zdajesz się być ambitną osobą i wnioskując z tekstu masz wiele do udowodnienia.rób to zachęcając ludzi w każdym wieku do czytania tego co dla Ciebie ważne.pisz tak aby każdy kto tu trafi śmiał się pod nosem z błyskotliwych tekstów młodej mamy.i na koniec nie wmawiaj wszytstkm , że zazdroszczą Ci bo naprawdę niejeden ma więcej, ale nie musi nic nikomu udowadniać, pisać o tym na blogu i pokazywać na zdjęciach.więcej empatii i szacunku do ludzi.mam nadzieje że za jakiś czas z większa chęcią i przyjemnością zajrzę do Ciebie.powodzenia!!!

    • Katerina

      Wiesz co, ja jej zazdroszczę. Bo która by tak nie chciała żyć? Opisuje jak jej ciężko i nocki zarywa… A co ma powiedzieć kobieta, która ciężko pracuje zawodowo, żyje na swoim (bo Ala z rodzicami), SAMA reguluje wszystkie rachunki, zabawki i dary losu nie spadają jej z nieba tak jak tej blogerce i potrafi co najważniejsze lepiej argumentować swoje stanowisko i częściej wykazuje merytoryczne przygotowanie do jakiejkolwiek dyskusji. Tyle w temacie. Czekam aż blogerka napisze mi „jesteś idiotką” lub „nie jesteś mądra”. Żyłabyś jak inne matki, to przestałabyś pisać o lukrze. Albo o innym lukrze, który jest satysfakcją z własnej pracy i samowystarczalności….

  • Stan ubrania ważniejszy od radości dziecka = ubranie ważniejsze od dziecka.
    Wczoraj pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga. Piszesz mądre teksty, będę wracać i w zależności od ilości wolnego czasu, zaglądać do dawniejszych tekstów. Wszystkiego dobrego! :)

  • nellla

    Wszystko pięknie ,ładnie… od jakiegś czasu masz się za mega znaną i poczytną blogerkę, super. Jednak to słownictwo jest poniżej krytyki, nie szanujesz czytelników, jesteś agresywna i uwierz ,że to mega razi i odstrasza czytelników.100 razy wolałam czytac Twoje wpisy na początku blogowania.
    Mam wrażenie ,że strasznie panoszysz się z tym ,że Twój blog stał się nagle blogiem na którego zagląda dużo ludzi- stąd pozwalasz sobie na takie właśnie opinie, jesteś wygadana i zarozumiała- i nie zaprzeczaj bo o tym świadczą takie wpisy pełne wulgaryzmów.
    Super ,że wiele osiągnełaś ,ale nie jesteś jedna na świecie , a zachowujesz się tak jak byś jedyna była młodą matką, która ,ze wszystkim świetnie sobie radzi.
    Jest wiele blogów ,które są bardziej znane niż Twój i nie znajduje się na nich takiego słownictwa ani tak ostrych i kontrowersyjnych opinii , jeśli chcesz budowac popularnosc na tak ostrym języku too daleko nie zajedziesz, a widac z daleka ,że robisz to na pokaz, Tyle, Wypłacz i wyśmiej się teraz na funpejdzu ,ze Cię hejtują a Ty masz to w dupie :D

  • zakrecona

    Czytam twoje wpisy dosc dlugo ale nigdy niczego nie komentowalam. Tym razem jednak kiedy przeczytalam tekst o studiach i zarobkach nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac? Widac ze chyba malo wiesz o zyciu albo do tej pory wszystko przychodzilo Ci niezwykle latwo. Podoba mi w Tobie to ze nie narzekasz i jestes optymistka ale czasem Twoje teksty sa oderwane od rzeczywistosci. Znam mnóstwo osob ktore uczyly sie(czyt studiowaly) i nie stety nie dostaly pracy swoich marzen tylko wyladowaly na kasie w biedronce. Wiadomo jak zyje sie w Polsce bez znajomosci i ukladow bardzo ciezko o prace.

  • Ja się zgadzam z tym, że wyśpi się jak sobie pościeli ale myślę, że spojrzałaś na to nieco w ograniczony sposób. Można myśleć, że jak skończę takie i takie studia, to będę zarabiać kilkanaście tysięcy, ale trzeba pamiętać, że o naszych losach bytowych decyduje wiele rzeczy, np. miejsce zamieszkania, czy ktoś kiedyś nam pomógł, rodzaj umowy (zlecenie czy o pracę) wg mnie ma duże znaczenie, losowe zdarzenia np. choroba prowadząca do renty i długo by wymieniać. Wiem, że można się ogarnąć życiowo w wieku lat 20, ale uważam, że dla jednych jest to większy wyczyn, a dla drugich mniejszy, bo jedna droga do samodzielności jest usłana różami, a inna samymi kłodami. Człowiek jest kowalem swojego losu, ale czasem los okazuje się okrutny, bo nie mamy wpływu na wszystko. Ja też zawsze cieszyłam się z czyichś sukcesów, nie zazdrościłam, bo mam swoje własne, najczęściej w innej materii. I niestety zdarzyło mi się zostać potraktowaną, jakbym chciała sobie z tego czyjegoś sukcesu trochę uszczknąc czy ogrzać się w blasku czyjejś zajebistości i było to dla mnie bardzo przykre. Dlatego teraz sobie tego oszczędzam i te czyjeś sukcesy są mi obojętne. Tak samo jak obojętne jest dla mnie to, czy zarabiasz na blogu i ile, że stać Cię na takie ubranka dla dziecka. Wchodzę na blogi, żeby poczytać ciekawe posty.
    Jeszcze co do ubranek – nie kupuję bardzo drogich ciuszków, no czasem robię wyjątek. :) Po prostu uważam, że nie jest to potrzebne. Moje dziecko lata po domu w kiczowatym dresie, na dwór i na wyjścia mamy ładniejsze ciuszki. To taki półśrodek. Nie dziw się, że ludzie dociekają, skąd to wszystko masz albo dziwią się, że na to Cię stać, bo dla przeciętnego Polaka, który zarabia 1500 – 1700 zł (czasem nieco mniej a czasem więcej), bluzeczka za 200 zł to rzecz luksusowa. I nie o to chodzi, że nie mógłby jej kupić. Może by zacisnął pasa i kupił, ale zwykle są ważniejsze wydatki. Fakt – metek nie widać, ale te rzeczy z górnych półek całkiem inaczej wyglądają i to widać.
    Obecnie nie kupuję takich rzeczy, bo wolę wydać na coś innego, np. na wycieczki i atrakcje. :-) A wiem, że muszę wybrać tylko jedno. Za to całkowicie nie przeszkadza mi, gdy ktoś ubiera się tylko w ZARĘ czy inne drogie marki. To jego sprawa, nie wnikam, ile ma pieniędzy, ile zarabia. Ludzi nie ocenia się grubością portfela i nie ma znaczenia, czy jest on cienki czy gruby. Jedna osoba jak Ty pasjonuje się modą dziecięcą i kupuje drogie ubranka, a ktoś inny uwielbia gotowanie i musi mieć dwie lodówki pełne. A znów ktoś inny lubi podróże i może chodzić w starym fraku, a w lodówce mieć jedno jajko, parówkę i liść sałaty. Taki człowiek pasjonat zawsze zostanie przez kogoś napiętnowany, najczęściej przez osoby, które nie podzielają jego zamiłowań.
    Uważam, że w tym wpisie padło kilka za ostrych zdań.

  • Monika

    Osobiście uważam pierwszą część tego wpisu za żałosną. Pomijając wulgarny język, który jest poniżej krytyki, jak uważająca się za osobę dojrzałą kobieta, może napisać :” Chcesz mieć drogie auto? To idź i zarób. Nie masz gdzie tyle zarobić? To idź na jedne z tych cięższych studiów, po których dostaniesz taką pracę, w której będziesz zarabiał kilkanaście tysięcy. „?????? Sama ukończyłam tzw. „cięższe” studia ( co za idiotyczny podział), ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że zawdzięczam to tylko sobie. Pomijając ogromne wsparcie,ktore otrzymałam od rodzicow to miałam również duże szczęście, ponieważ było ich stać na pomoc finansową. Te DARMOWE, na Państwowej uczelni studia, trwające 6 lat kosztowały fortunę, same podręczniki i utrzymanie w innym miescie… Oczywiście zgodnie z Twoim tokiem myślenia powinnam iść i zarobić by samemu się utrzymać, co ciężko sobie wyobrazić mając codziennie zajęcia do 18-19 i kilka zaliczeń w tygodniu. A moje stypendium za wyniki w nauce wynosiło ok 250 zł, co stanowi połowę kosztow akademika. Może tego jeszcze nie dostrzegasz, ale bardzo wiele zależy nie tylko od nas, ale również od środowiska z którego się wywodzimy, a czasem po prostu od odrobiny szczęścia. Powiedz Pani na kasie w Biedronce, utrzymujacej z pensji trójkę dzieci, że wszystko zależy od niej i po prostu jej się nie chce nic zmienić w życiu. Jak można być takim ignorantem? Jak można być kompletnie nieświadomym jakie są polskie realia na rynku pracy? Zwykle nie wdaję się w internetowe dyskusję, ale ten post jest skandaliczny. Powinnaś jeszcze raz przemyślec kwestię swojej dojrzałości, której tak zawzięcie bronisz. Poza tym samo posiadanie dziecka nie daje Ci monopolu na wiedzę o macierzyństwie, ani tym bardziej o życiu. Jesteś agresywna, zarozumiala i butna. Co niestety widać w Twoich postach i na fanpage’u. Kiedyś ten blog miał dużo w sobie coś więcej… I zaglądałam z przyjemnością.Teraz przeładowany jest postami sponsorowanymi przez „darczyńcow”, chełpieniem się na co Cię stać i jaka to jesteś zaradna w życiu… Szkoda… Wiem, że zaraz zostanę uznana za hejtera i pozalisz się na fb, a stado przyklaskiwaczy będzie Ci współczuć i tłumaczyć, że jestem zazdrosna, i ze masz się nie przejmowac. Ale od zazdrości mi bardzo daleko… Proponuję chwilę refleksji nad sobą i kierunkiem, w który zmierza blog.
    Monika

    • Małgorzata

      W dużej mierze zgadzam się niestety z Moniką…

  • No cóż, my nawet gdybyśmy chcieli to w kapcie za 100 dzieci ubrać nie damy rady… bo 100 dla kazdego to jz 400 mniej w naszym budżecie…. Naprawdę łatwo mówić tak przy jednym dziecku, braku kredytów itd… potem niestety przychodzi szara rzeczywistość i ta 100 na kapcie jest majątkiem….

  • Marta

    Ja pie**e ludzie.. czytam te wasze komentarze i chyba naprawdę żal wam niektórym dupę ściska, że inni mają lepiej..
    Jakby taki tekst pojawił się gdzieś indziej na innym blogu to wszystko byłoby ok. A pojawiały się podobne (odnośnie tego, że jak się chce to niech się pójdzie i zarobi itd.) i jakoś ludzie się nie oburzali.. A wiecie dlaczego? Bo to zależy od poziomu CZYTELNIKÓW! Jak czytelnicy są na poziomie to nie mają problemów i się nie oburzają, więc sorry.

    I każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wygląda rynek pracy. I owszem, nie wszystko zależy od studiów, często od znajomości albo zwyczajnego farta (owszem). Ale do cholery prawda jest taka, że większość ludzi woli tylko narzekać zamiast ruszyć dupę i szukać szukać i jeszcze raz szukać lepszej roboty. Lepiej się użalać i zazdrościć tym, którzy mają z jakiegokolwiek powodu lepiej. Zaglądać do portfela przy każdej okazji itd. A najlepiej przy okazji zwyzywać od złodziei itd. bo ja to przecież w naszym państwie nie da się uczciwie zarobić..

    Mnie też na wiele rzeczy nie stać, moi rodzice nigdy bogaci nie byli, za
    studia płaciłam sobie sama. Specjalnie poszłam na studia zaoczne,
    właśnie po to, żeby iść do pracy i samej za nie płacić. Po to też, żeby
    po studiach mieć już jakieś doświadczenie! A nie jak co niektórzy pięć
    lat studiów, zero pracy chociażby w weekendy a potem wielkie zdziwienie,
    że pracodawca woli kogoś, kto już jest ogarnięty..

    Też miałam inne plany na życie, w wieku 26 lat planowałam być już na kierowniczym stanowisku. I co? Nie jestem. Póki co.
    A wiecie czemu marudy wszystkie? Bo sama sobie jestem winna. Nie, nie zwalam winy na innych jak wy, nie zwalam winy na państwo. Sama sobie jestem winna, bo sama wybrałam sobie studia jakie wybrałam (Turystyka i Rekreacja), nie przykładałam się do języków, ale to już zaczynam niedługo nadrabiać, po to, żeby coś zmienić na lepsze.

    I nie zazdroszczę innym. Znaczy zazdroszczę, ale pozytywnie, bo wiadomo, że chciałoby się lepiej, więcej drożej. Ale za przeproszeniem ch**j mnie obchodzi czy ktoś wydał na ubranko 200 zł czy 20zł. Czy pojechała na wakacje za 8 tys. od osoby czy ma torebkę za 20 tys. Stać go/ją to ma. Jak go stać to niby czemu ma nie kupić. A niektórzy mają z tym jakieś cholerne problemy…

    Co innego pozytywna zazdrość (i motywacja do działania) a co innego ZAWIŚĆ. Zawiść, obgadywanie i obrzucanie błotem innych, którzy mają lepiej z jakiegokolwiek powodu. Czy to kasy, czy mieszkania czy pomocy rodziców. Nieważne.

    W tekście są dwa zdania, które powinny chyba być pogrubione, podkreślone i większą czcionką, których chyba nikt z wielce oburzonych nie zauważył

    „Nie chce Ci się lub nie masz możliwości? No to ciesz się tym co masz. I
    przestań być zgorzkniałą pizdą, tylko dlatego, że ktoś ma więcej od
    Ciebie.”


    I ja się podpisuję pod tym rękami i nogami. Jak możesz coś zmienić to zmień. A jak nie możesz albo Ci się najzwyczajniej w świecie nie chce to nie narzekaj i nie krytykuj innych. Każdy ma to, na co go stać a portfel innych osób nie powinien go obchodzić..

    I nie tylko portfel.. Tak przy okazji: jak widzę wywody matek, które wyjeżdżają z tekstami, że jak to można dziecko zostawić śpiące w pokoju i siedzieć na podwórku na grillu.. Łolaboga tragedia. Rozumiem, że jak położycie dzieci spać to nie idziecie do swojego pokoju, do salonu? Rzeczywiście jest różnica..
    Jak widzę matki pomstujące na tych, które wychodzą, idą na imprezę, do kawiarni. BEZ DZIECKA. A Wam ktoś przepraszam broni? „Bo jak się ma rodziców do pomocy”. A Przepraszam, ojca dziecko nie ma? Oczywiście wiadomo, że nie mówię tu o samotnych matkach. Ale narzekają te, które mają mężów.

    SORRY BABY ALE SAME SOBIE JESTEŚCIE WINNE. Niektórym matkom chyba mózg wysysa razem z porodem. Wszystko się kręci wokół dziecka. Owszem, dla dziecka wszystko co najlepsze, ale sorry, jeżeli dziecko staje się epicentrum waszego wszechświata, męża wyganiacie z łózka bo dziecko musi spać z wami, zajmujecie się tylko dzieckiem zamiast zająć się sobą, umalować, zamiast ZOSTAWIĆ DZIECKO Z OJCEM i wyjść na siłownię/spacer/kawiarni/przyjaciółki a potem się dziwicie, że wam się małżeństwo rozpada.

    Pomstujecie na matkach, które zajmą się sobą. „No jasne, ciekawe jak masz na to czas, ciekawe kiedy to robisz mając dziecko, dziecko na tym cierpi, wyrodna z Ciebie matka”
    Nie, one nie są wyrodne.. one mają zdrowe podejście do wychowania – potrafią dziecko zostawić z mężem i zająć się sobą. A jeżeli wy wychodzicie z założenia, że nikt się dzieckiem nie zajmie tak jak wy i wy jesteście niezastąpione, i że musicie być z dzieckiem 24/7 to same sobie jesteście winne i nie miejcie za złe innym.
    Poza tym jak ktoś umie sobie czas zorganizować to i przy dwójce dzieci będzie miał czas na wiele rzeczy. A jak ktoś nie umie to i nie posiadając dzieci nie będzie się umiał zorganizować i na nic nie będzie miał czasu…

    • Obecnie mamy takie czasy, że zazwyczaj ta jedna osoba w związku pracuje więcej niż 8 godzin, np. 12 godzin i wtedy mimo najszczerszych chęci nie da się zostawić dziecka pod opieką taty, bo go nie ma. Poza tym nie widzę nic złego we wspólnym spaniu z dzieckiem. My śpimy wszyscy razem i nikt nikogo z łóżka nie wymagania, bo specjalnie kupiliśmy duże. Istnieje jeszcze seks poza łóżkiem. ;-) Nie zgadzam się z tym, że miarą dobrego związku jest to, czy śpi się z dzieckiem czy nie, ile razy pójdzie się na siłownię i kawę bez dziecka z koleżankami. To, że ktoś tego nie robi, nie oznacza że jest nieszczęśliwy i należy mu współczuć, bo dziecko jest jego epicentrum. Kazdy ma inne zajęcia i co innego sprawia mu radość. :-) Pozdrawiam!

      • Kropka

        Ale ja po pierwsze napisałam, że chodzi mi o sytuację gdy kobiety NIE CHCĄ zostawić dziecka z ojcem/babcią/dziadkiem bo „nikt nie zajmie się nim tak jak ja” a jednocześnie potem jęczą, że one nie mają czasu dla siebie. Ale kiedy nawet ktoś chce im pomóc to „nie nie nie”.

        Po drugie: z łóżkiem też nie chodzi mi o sam fakt spania z dzieckiem. Chodzi mi o sytuację, gdy właśnie kobieta wygania faceta, przestaje go w ogóle zauważać bo dziecko to bo dziecko tamto a własny mąż idzie w odstawkę. Niektórzy zrozumieją. Ale choćby nie wiem jak mądrzy, wyrozumiali i zakochani byli a małżeństwo silne to będą się czuli odrzuceni. Tak samo jak i kobiety by się czuły w takim wypadku. Jeśli ktoś tak jak Wy ma większe łóżko i męża nie wygania to spoko. I nie o sam seks chodzi :)

        I ja absolutnie nie jestem z tych, co uważają, że kobieta od razu po ciąży powinna zacząć biegać na siłownię, latać po domu w sukience i szpilkach i robić za perfekcyjną panią domu. Oj nie. Ale choć trochę o siebie jednak powinna zadbać.

        Jeśli nie ma siły, czasu – no ma do tego prawo i ok.
        Ale jeżeli ma siły, czas i możliwości ale zamiast „się ogarnąć” woli siedzieć i przez 2 godziny napierdzielać prze telefon.. A potem się dziwić, że nie chudnie, że mąż jej nie chce?

        A co do tego, że „każdy ma inne zajęcia i co innego sprawia mu radość.” to akurat napisałam to samo tylko akurat gdzieś w jakimś innym komentarzu.
        Odnośnie kobiet, które właśnie zostają kurami domowymi, piorą, sprzątają, gotują, zajmują się dziećmi a z domu wychodzą co najwyżej na spacer i do sklepu.

        Ja czegoś takiego nie potępiam. Ale pod jednym warunkiem – jeżeli kobieta sama tego chce. Jeżeli się w tym spełnia i to jej sprawia radość.
        Ale co innego kiedy kobieta zostaje do tego zmuszona, kiedy nie może nigdzie wyjść sama „bo mężatce nie wypada”, bo baba ma się dziećmi i domem zajmować a nie na kawkę chodzić” itp.itd. O sytuację, kiedy kobieta jest w tym nieszczęśliwa.. Jak może dziecko zostawić i chciałaby wyjść ale nie zostawia bo jest przekonana, że inni sobie z nim nie poradzą. Wtedy owszem im współczuję.

        Bo ograniczenie swojego świata do dziecka nie ma wg mnie sensu, jeżeli potem ma mu się wypominać, że „przez niego się zostało w domu, nie poszło do pracy, robiło za służącą itp.” A uwierz mi, że tak bywa :)
        A nawet jeżeli to sprawia radość, to i tak się powinno czasem od siebie odetchnąć, ot dla „higieny psychicznej”, żeby się za sobą z dzieckiem (czy mężem) stęsknić.

        Pozdrawiam :)

        • Ja ostatnio dowiedziałam się, że powinnam nosić długie kurtki, bo jestem mężatką (od teściowej). :-D Ogólnie to część kobiet, zwłaszcza tych starszych właśnie tak mówi, że czegoś tam nie wypada, jeśli jest się matką, a może nie tyle co nie wypada, ale odzywki typu „i skończyło się coś tam coś tam”, „kiedyś było co innego, a teraz jesteś matką”, „jak nie miałas dzieci to robiłaś to czy tamto, a teraz cóż”. No i tak sobie myślę, że kobiety kobietom same takie kuku robią. No bo później taka młoda mama ma wyrzuty sumienia, że gdzieś wyjdzie, jeśli jest wrażliwa na takie uwagi.

          • Karolinaa

            Od swojej teściowej w 36h( w szpitalu jeszcze leżeliśmy) od porodu dowiedziałam się,że chyba kolejne dziecko będzie,bo brzuch mi został… Sama urodziła 5 dzieci, do figury modelki naprawdę baaaardzo jej daleko,a potrafiła mi tak dogryźć…
            Facet facetowi da po ryju a później idą razem na piwo,za to kobieta kobiecie zawsze będzie wilkiem… :/

  • Justyna Łuniewska

    Przeczytalam i się nie zgadzam.. Pokory i zrozumienia innych ludzi życzę…Nie zawsze jest tak, że masz na co zasłużyłeś… dużo zależy z jakiego środowiska sie wywodzisz, jaką masz pomoc, znajomych itd…czasami z samych checi nic nie wyjdzie…no cóż, takie życie ale optymistą trzeba być ciągle…