Uważaj, bo się ubrudzisz!

25 września 2014

Ostatnio pełnię rolę obserwatora. Rzadko co komentuje, a raczej przyglądam się zachowaniom ludziom i staram się zrozumieć skąd biorą się ich poglądy, gdzie leży podłoże danych zachowań. Ku mej rozpaczy najbardziej szerzącym się zjawiskiem jest zawiść i zazdrość. Ludzie stali się podli. Najchętniej nasraliby na podwórko sąsiada, który kupił sobie nowe auto i zarzucili mu przy okazji, że na pewno je ukradł. Staliśmy się zawistni, bo inni mają więcej, bo inni mają lepiej. A ja wychodzę z jednego dość ostrego założenia : jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Chcesz mieć drogie auto? To idź i zarób. Nie masz gdzie tyle zarobić? To idź na jedne z tych cięższych studiów, po których dostaniesz taką pracę, w której będziesz zarabiał kilkanaście tysięcy. Nie chce Ci się lub nie masz możliwości? No to ciesz się tym co masz. I przestań być zgorzkniałą pizdą, tylko dlatego, że ktoś ma więcej od Ciebie. Jestem typem osoby, która cieszy się szczęściem innych i raduje z ich sukcesów. Jestem też osobą, która wie, że gdyby mogła to może i by poszła i skończyła szkołę morską, po której mogłabym zarabiać kilka, kilkanaście tysi. Ale mi się nie chce. Dlatego pretensje mogę mieć tylko do samej siebie.

Dziwnym zjawiskiem, które również zaobserwowałam jest to kiedy czytelnicy mają za złe blogerkom to jak ubierają swoje dzieci. Prawie zawsze tylko wtedy kiedy po kliknięciu na stronę sklepu, w którym dany ciuch był zakupiony widzimy cyfry, które dla nas są kosmiczne. Nie wtedy kiedy dziecko ma jak Pola na wielu zdjęciach rajty z SH i body z pepco. Wtedy kwestia ciucha nie jest poruszana! Cieszymy się, że ktoś ubiera się tanio jak my. Schody zaczynają się wtedy kiedy kapcie do chodzenia, które posłużą miesiąc, dwa kosztują ponad 100 złotych, a bluza, która kupiona została na styk i ubrudzona marchewką kosztowała 200. A ja się pytam do cholery? Co za różnica? Czemu czepiacie się tych drogich ubrań skoro sami twierdzicie, że nie szata zdobi człowieka? Czemu przeczycie samym sobie? Skoro nie szata zdobi człowieka to czemu tak razi Was sukienka mini rodini czy papcie ze skóry za 2 stówy? Ubieram swoje dziecko zarówno w SH jak i w bardzo drogich sklepach. Patrzę głównie na to co mi się podoba, nie na to co modne. Dlatego śmieszne jest zarzucanie blogerkom, że robią ze swoich dzieci wieszaki, bo najczęściej zarzucane to jest tylko tym, które ubierane są drogo. Czyli dziecko ubrane w ciuchy za tysiące jest wieszakiem, a dziecko ubrane tanio już nim nie jest? Warto się zastanowić w takim razie kto ma większego fioła na punkcie szaty. My, czy osoby, które czują się tą szatą tak zrażone?

A ja…a ja mam w dupie szatę. Lubię ładnie ubrać swoje dziecko, ale jakoś mam gdzieś czy to zara, srara, rodini czy pepco. Szafa Poli to prawdziwy misz-masz. Od second handów po najdroższe marki. Z dumą wyszukuję tanich perełek, bo nie sztuką jest wywalić kilka stów na nową kurteczką. Sztuką jest kupić podobną za 20 zł jak uczyniłam to ja kilka dni temu. I nie ważne w sumie czy kosztowała 20 czy 200. Nie panikuję kiedy Pola zaczyna zasuwać kolanami po podłodze, trawie, betonie itp. To tylko kawałek szmatki, który ładnie wygląda, ale nie będę po nim płakać kiedy się zniszczy. Owszem, kiedy Pola podrośnie na pewno nauczę ją tego , by dbać zarówno o zabawki jak i o ubrania, ale nie będę jej karcić za nieumyślne ubrudzenie głupiej bluzki, bo dałabym jej tym do zrozumienia, że to jedna z ważniejszych rzeczy w naszym życiu – to jak się ubieramy. A niestety w piaskownicy często słyszy się ” Uważaj bo się wybrudzisz!” . A co to do cholery jest? Dziecko czy eksponat w muzeum? No właśnie…dziecko.

Dlatego bez oporów ubieram ją ładnie, po czym pozwalam raczkować gdzie popadnie i nie biegnę jak oszalała kiedy widzę, że upada pupą na piasek. Jakie to musi być smutne…mieć przed sobą szczęśliwe dziecko, które ma przestrzeń…widzieć uśmiech na jego twarzy…a skupiać się na tym, że zaraz na pięknym dresie może pojawiać się plama…takim ludziom życzę więcej luzu, bo więcej się nadenerwują niż to wszystko warte. Więcej przeoczą niż zauważą. Gdzieś w tych nerwach i zgorzkniałym charakterze umkną im najpiękniejsze momenty w rozwoju dziecka. To, że właśnie próbowało złapać muchę, to że powąchało kwiatek czy to, że mruknęło sobie nowy wyraz pod nosem.

Tak pięknie jest żyć na luzie. Nie martwić się, nie spinać. Ładować akumulatory uśmiechem dziecka i wstawać po ty, by widzieć ten uśmiech ponownie. Jakie to piękne żyć w takim szczęściu, że z dziury w skarpecie śmiejesz się jak dziecko, a nie rozpaczasz, że musisz stracić 5 minut by to zszyć, lub nie daj Boże kupić nowe…jakie to piękne smutki obracać w radość, łzy w śmiech…

Takie to piękne, a dla niektórych tak obce. Całe szczęście…nie dla mnie.

DSC_5084

DSC_5086

DSC_5087

DSC_5088

DSC_5089

DSC_5093

DSC_5094

DSC_5095

DSC_5097

DSC_5098

DSC_5100

DSC_5102 DSC_5103

DSC_5107

DSC_5108

DSC_5109

DSC_5110

DSC_5116

DSC_5117

DSC_5118

DSC_5120

DSC_5121

DSC_5122

DSC_5124

DSC_5126

DSC_5129

DSC_5130

DSC_5132

DSC_5133

DSC_5134

DSC_5136

DSC_5139

DSC_5144

DSC_5146

DSC_5148