Tym razem nie zacznę niczego od nowa

3 stycznia 2017

I nie wiem czy wynika to z dojrzałości, czy może z tego, że po prostu wszystko jest takie jak powinno być. A nowe początki nie są mi potrzebne wcale. I wiecie co? Marzyłam o tym. I choć dla niektórych to co napiszę, będzie tak oczywiste – to ja jednak wiem, że oczywiste rzeczy stają się oczywiste tylko dzięki naszej pracy, by takie były.

Dlatego tak cholernie doceniam WSZYSTKO co się dzieje w moim życiu, a oczywiste zamieniam w niezwykłe. A o czym marzyłam? Właśnie o tym, by nie musieć ciągle zaczynać od nowa – choć rok temu jeszcze to lubiłam, ale chyba wynikało to z tego, że z każdym rokiem chciałam wielkich zmian, rewolucji – a dziś pragnę jedynie kontynuować to wszystko, co udało mi się w zeszłym roku rozpocząć, zrealizować, unormować, naprawić. Nie chcę już zaczynać życia od nowa, tylko kontynuować tą piękną książkę, zwaną życiem, którą zaczęłam tak naprawdę pisać w zeszłym roku.

Pozmieniało się wiele… to był dla mnie przełomowy rok. Pełen wyrzeczeń, często pełen płaczu i kłótni – jak to często bywa, kiedy liczy się każdy grosz. Ale mniej więcej w połowie 2016 roku, te wszystkie wyrzeczenia, to noszenie jednych poddartych już spodni, kupowanie tylko tego co potrzebne, chodzenie z kalkulatorem po markecie, i ta ciężka praca i zarwane noce – to wszystko zaowocowało pięknym aktem notarialnym, który wylądował pewnego dnia na stole w naszej kuchni. Kiedy przypomnę sobie tą motywację, tą konsekwencję w odkładaniu każdego grosza, w liczeniu każdej złotówki – kiedy przypomnę sobie ten power, to życie na pełnych obrotach – jestem tak cholernie dumna. Ze mnie, z niego, z nas. I z niej, że tak często była dla mnie wyrozumiała, kiedy jeszcze nie chodziła do przedszkola. I choć mieszkanie to rzecz nabyta, to rzecz materialna – to była mi cholernie potrzebna do tego, by czuć grunt pod nogami, by czuć się bezpiecznie i żyć ze świadomością, że zainwestowaliśmy w przyszłość. Dla siebie, dla naszego dziecka.

To był nie tylko rok, w którym udało nam się kupić mieszkanie. Udało nam się także wejść w inny wymiar związku i miłości. Uczucie między nami ewaluowało i wkroczyło na wyższy poziom. Bardziej dojrzały i świadomy. Mam wrażenie, że kocham tego gościa coraz mocniej i mocniej, choć czasem mam ochotę go udusić i teleportować na drugi koniec świata. Ale może tak musi być?

I to piękne, że udało mi się spełnić największe marzenie, że udało mi się kochać w sposób o jakim zawsze marzyłam. Ale to wszystko nie wydarzyłoby się gdybym… gdybym w tym roku tak mocno nie wierzyła, tak mocno nie postawiła na uczenie się samej siebie, uczenie się motywacji, zgłębienie tajników i sekretów tych ludzi, którzy tak konsekwentnie realizują swoje cele. Dzisiaj już wcale nie obchodzi mnie, czy ktoś śmieje się ze stosu moich książek o pozytywnym myśleniu, czy ktoś moją paplaninę uważa za pranie mózgu. Na własnej skórze odczułam i zrozumiałam, że wiara i odpowiedni kierunek naszych myśli, to klucz do sukcesu na każdej płaszczyźnie życia. Wydawało się to kiedyś zbyt proste. Wystarczy zmienić myślenie i już… a jak się okazało, to najcięższa praca jaką człowiek może wykonać. Praca nad samym sobą. Dlaczego najcięższa? Bo nie trwa dnia, tygodnia, miesiąca, a nawet roku. Trwa całe życie.

Wiem, że jeszcze wiele przede mną. Dużo rzeczy można ulepszyć, dużo rzeczy można jeszcze rozwinąć. Ale jest już dużo lepiej niż było dwa lata temu. Ba! Jest dużo lepiej niż było nawet rok temu. Dotyczy to sytuacji materialnej, która nareszcie nie zmusza mnie do rezygnowania ze zbyt drogiej szynki w sklepie. Sytuacji materialnej, która wreszcie pozwala mi bez wyrzutów sumienia kupić kurtkę zimową za więcej niż 200 zł… Dla kogoś to może być norma, ale dla mnie jeszcze niedawno kupienie sobie czegokolwiek, nawet za 20 zł, odkąd żyjemy na własny rachunek, było naprawdę wyczynem… Nadal nie szastam kasą, bo wydatków mamy teraz całą masę i niewiele zostaje, ale przy odrobinie chęci, udaje mi się wygospodarować pieniądze na większą ilość ciuchów dla dziecka, czy jeden lepszy ciuch dla siebie.  Polepszenie mojego życia dotyczy też kontaktów z ludźmi, a właściwie ich ograniczenia. Zrezygnowania z ludzi, z którymi w kontaktach ja tylko wkładałam, ale nic nie wyjmowałam. Odcięłam macki i bez żadnych sentymentów zrezygnowałam z ludzi, którzy nic nie wnoszą do mojego życia, którzy próbują coś ugrać, albo próbują grać mi na emocjach.

Poczyniłam wiele postępów, ale najpiękniejszym jest to, że z ręką na sercu mogę powiedzieć: stałam się lepszym człowiekiem. Człowiekiem nie chowającym urazy, człowiekiem, który nie zazdrości. I właśnie dlatego, nie chcę już niczego zaczynać od nowa. To był piękny, przełomowy rok, który choć wiele razy mnie załamał, wiele razy podciął mi skrzydła, wiele razy zmusił do płaczu – to mimo wszystko pokazał mi, że życie jest piękne. A to co w nim najważniejsze to nie pieniądze, sława, drogie torebki w szafie i zakupy w luksusowych butikach. Najważniejsze w życiu to kochać i być kochanym. Wierzyć w siebie i wierzyć w innych. Dbać o siebie i swoich bliskich. Być dobrym, czynić dobro, i otaczać się dobrem… najważniejsze w życiu to być człowiekiem, który może być przykładem dla innych.

Czego życzę sobie na ten rok? By był tak samo dobry jak poprzedni, a nawet jeszcze lepszy… A Wam? Wam życzę, byście dążyli co sił do spełnienia swoich najskrytszych marzeń. Byście osiągnęli swoje cele, nawet te, które wydają Wam się nieosiągalne. Byście swoje życie przepełnili dobrem… Życzę Wam tego, czego Wy sami sobie skrycie życzycie. Dobrego roku kochani. Dobrego życia!