Tęsknota za dzieciństwem.

21 lipca 2014

Kilkanaście lat wstecz. Idę z mamą za rękę. Idziemy w kierunku szkoły podstawowej…pamiętasz? Czuję tą bliskość i wiem, że jestem jej oczkiem w głowie. Często mam łzy w oczach kiedy muszę zostać bez Niej. Wśród ludzi, którzy nie zawsze są mili, którzy rozczarowują. Kilka godzin w szkolnej ławce, dużo śmiechu, ale często też ścisk w żołądku, bo coś jest nie tak…bo chcę być już w domu. Dzwonek. Wybiegam ze szkoły. Mama czeka w aucie…jak dobrze. Obiad przy wspólnym stole, odrobienie lekcji. Wieczorem skradanie się do pokoju siostry, żeby pooglądać dłużej telewizję. Włączanie po kryjomu komputera i nasłuchiwanie czy nie idą rodzice, by w miarę szybko go wyłączyć i wskoczyć do łóżka. I to uczucie, kiedy się nie zdążyło i musiało się słuchać, że przecież która godzina…

Spoglądam na rodziców, na siostrę. Tak bardzo chcę być już dorosła. Jak to fajnie jest mieć tyle lat i nie musieć nikogo słuchać. Robić to co się chce. Malować się, zakładać szpilki i wychodzić do pracy. Robić zakupy, wracać do domu i bawić się ze swoimi dziećmi. Odwiedzamy ciocię Bożenę. Przedpokój jak zwykle pełen butów. Przeróżne szpilki, szpileczki. Z Natalią starszą o dwa lata przymierzamy, chodzimy, udajemy dojrzałe kobiety. Malujemy usta i próbujemy poważnie rozmawiać po chwili wybuchając śmiechem. Paluszki zastępują papierosy i zapalniczki. Wkładamy je do ust i wyjmujemy udając, że wypuszczamy dym .Obserwujemy dorosłych i zachowujemy się tak samo. Pragniemy być dorosłe, odpowiedzialne i samodzielne.
Nagle bum. Budzę się i mam 21 lat. Na biurku rachunki do zapłacenia, lista z zakupami. Ubieram szpilki, które ranią mi stopy, sukienkę, która gdzieś tam mi się wrzyna i wcale nie jest wygodna. Nakładam make up, by zatuszować worki pod oczami po kolejnej nieprzespanej nocy. W każdej sekundzie coś muszę, jeśli nie muszę to chcę. Jeśli chcę to nie zawsze mogę.
Gdybym mogła być dzieckiem jeszcze raz…doceniłabym każdy weekend, w którym mogłam pospać do 12. Doceniłabym kolorowe sandałki, których nie lubiłam, bo tak bardzo chciałam nosić szpilki mamy. Doceniłabym piękną cerę, która nie potrzebowała grama pudru. Doceniłabym to, że moim jedynym zmartwieniem było to, że Pawełek nie powiedział mi cześć, Zosia zabrała ołówek, a siostra nie wpuściła mnie do pokoju. Doceniłabym smak dzieciństwa nieskażonego złem tego świata. Doceniłabym to, że tak bardzo byłam nieświadoma tego co dzieje się w okół. Chorób, śmierci, zdrad, obłudy.
Jest mi fajnie. Lubię świadomość, że mam córkę, za którą odpowiadam. Lubię to, że sama mogę decydować o swoim życiu. Ale czasem tęsknię…za tą beztroską. Za tymi rączkami ubrudzonymi od wybłaganych lodów. Za tym chodzeniem z rodzicami za rękę. Za tym udawaniem w aucie, że zasnęłam, żeby tata wyniósł mnie na rękach. Cholera gdyby tak można było znów być dzieckiem. Chociaż przez jeden dzień…

Ja biegałabym na boso w kałużach, weszłabym do fontanny, ubrudziła się lodem…zrobiłabym namiot z krzeseł i koców. Z pokoju stworzyłabym dom dla lalek, z książek powstałyby ściany, a ze szkatułek ich łóżka. Ze łzami w oczach i smutną miną poprosiłabym o kolejne kakao w moim ulubionym kubku z pandą i oglądałabym te wszystkie bajki, przy których wtedy czułam magię. Dziś kiedy je oglądam magii nie ma. Chyba lepiej je pamiętać tak jak je się odbierało będąc dzieckiem…

A Ty? Jak spędziłabyś dzień, w którym mogłabyś znów być dzieckiem?