sztukateria

Tapeta i sztukateria w salonie – nareszcie gotowe!

3 lutego 2019

Tapeta i sztukateria w naszym salonie, to póki co najpiękniejszy element tego mieszkania. Nadaje całości szyku i elegancji. Doskonale zgrywa się z całością i no… przyznam nieskromnie, że wygląda to obłędnie :D Tak wiem, nadużywam tego wyrazu.

Z zamiarem położenia sztukaterii nosiłam się od samego początku. Rozważałam, żeby położyć ją samodzielnie, ale ostatecznie dobrze, że tego nie zrobiłam, bo po pierwsze – mam do takich rzeczy dwie lewe ręce, po drugie – wolę zawsze poszukać profesjonalistów i mieć pewność, że wszystko będzie zrobione jak należy. Choć z tymi profesjonalistami to też tak na dwa razy zawsze – ale akurat panowie od sztukaterii spisali się najlepiej ze wszystkich osób, które robiły coś w mieszkaniu i do nich nie mogę się przyczepić.

 

SZTUKATERIA

 

Przeszukałam cały internet, żeby znaleźć sklep z listwami sztukateryjnymi, w którym zajmują się również montażem. Znalazłam, pojechałam i wybrałam. Listwy sztukateryjne mają 2 metry długości, a ich ceny wahają się od 20 zł do nawet 300 zł za metr. Wszystko zależy od naszych wymagań, ale powiem Wam szczerze, że dla pięknego efektu wystarczy cienka listwa za ok 30/40 zł za metr. Listwy za około 200 zł to już takie z dekorami, wyżłobieniami – owszem taka listwa jest śliczna, ale w małym mieszkaniu byłby to chyba przerost formy nad treścią. Pewnie gadałabym inaczej, gdybym miała więcej kasy :D

Ułożenie sztukaterii zaplanowałam sobie tak, że przez całą długość na wysokości ok 1,40 idzie jedna długa listwa, a pod nią są ułożone prostokąty. Wszystko miało być zrobione z cienkiej listwy, ale w sklepie ostatecznie wybrałam na długość grubszą i szeroką na ok. 10 cm a listwę, a do prostokątów cienką. Sztukateria została położona w salonie i w przedpokoju ( poza miejscem gdzie stała szafa). W pozostałej części salonu, czyli na przeciwko ściany ze sztukaterią, nie kładłam niczego ze względu na to, że nie wiedziałam, w którym miejscu skończy się kuchnia. Kuchnia stoi już od kilku miesięcy, więc śmiało będę mogła niedługo dołożyć listwy i tam. Całości dopełnią także listwy przysufitowe, bo trochę tak pod tym sufitem łyso, zwłaszcza, że nie mam na ścianie żadnych kinkietów itp.

 

 

 

 

Listew zamówiłam chyba na 22 metry długości. Nie pamiętam już dokładnie ile zapłaciłam za całość, za listwy wyszło ok. 700 zł, a za montaż coś koło 500zł. Efekt jest niesamowity, ale nie byłby tak niesamowity, gdyby nie… tapeta.

 

TAPETA INDIAN DIAMOND

Ogólnie nad wszystkim w mieszkaniu myślę zawsze dość długo i ciułam na daną rzecz tak długo, aż będzie idealnie po mojemu. Pierwotnie w salonie miał być beton, ale później już mi się nieco opatrzył. Stwierdziłam, że stworzę totalnie unikaną i „moją” ścianę. Obserwuję na instagramie Karolinę z House Loves . Kiedyś zobaczyłam, że Karolina we współpracy z On Wall, wypuściła swoją kolekcję tapet LINES. Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tapecie Indian Diamond w kolorze szaro-białym. I o to mi właśnie wchodziło. Zawsze wiem, że najlepsze wybory to takie, kiedy od razu wiemy, że TO JEST TO. Cała kolekcja LINES to wysokiej jakości tapety, z różnego rodzaju konfiguracjami linii – jak mówi sama nazwa. Idealnie nadają się do wnętrz takich jak moje – minimalistycznych, glamour z domieszką scandi. Na ścianę potrzebowałam 6 pasków tapety, szerokich na 100 cm. Miałam z tym tapetowaniem trochę rewelacji. Już w wakacje na połowie ściany była tapeta, a druga połowa ściany była… zniszczona. Nie pytajcie – błąd któregoś z majstrów na wcześniejszym etapie sprawił, że trzeba było zdrapywać całą farbę i od nowa szpachlować i gruntować ścianę. Dopiero teraz udało nam się to wszystko naprawić, a mili panowie od tapety, przyjechali do mnie po raz trzeci i tym razem, udało się wszystko dokończyć.

 

 

Wracając do tematu naszej tapety, to z ręką na sercu powiem Wam, że z taką jakością nie spotkałam się jeszcze nigdy. Początkowo miałam zamawiać rolki po 50 zł, bo wiecie… po co drożej. A tak naprawdę wystarczyło dotknąć taką tapetę za 5 dych i od razu wybiłam to sobie z głowy. Moja mama nauczyła mnie tego, że lepiej poczekać i mieć coś na lata, niż zaoszczędzić i kupić gówno. Wiem, ciągle Wam to powtarzam, ale dzięki temu już naprawdę sporo z Was napisało mi, że również zaczęło tak robić i że nie wyobrażają już sobie inaczej. Wiadomo, trochę to czasem uciążliwe, bo później żyje człowiek rok bez zasłon i z żarówkami zwisającymi z sufitu – jak ja :P Ale w końcu się doczekam i będę dużo bardziej zadowolona niż gdybym kupiła tandetę, byle mieć. I tak jest z tapetą – jej jakość i wyjątkowość widać już na pierwszy rzut oka. Wiedziałam, że Karolina nie pozwoli sobie na półśrodki, więc zaufałam jej produktowi totalnie. Tapety zamówiłam ze strony On Wall i przyszły do mnie w tempie ekspresowym. Na ich stronie, prócz kolekcji Lines, znajdzie kilka innych fajnych i interesujących kolekcji i wzorów. Co do jakości to macie moje słowo – nie pożałujecie :)

 

 

 

 

 

 

Na razie prezentuję Wam jedynie gołą ścianę – już lada moment dotrze do mnie szafka RTV, która będzie właśnie na tej ścianie, ale bliżej okna –  wraz z wieloma srebrnymi dodatkami itp. W przyszłości myślę też o konsoli lub witrynie również na tej ścianie, ale bliżej przedpokoju.

Póki co… czekam na szafkę, karnisze i zasłony – wszystko ma zostać zrealizowane w lutym, także zrobię Wam wtedy wpis z calutką aranżacją salonu. Myślę, że będziecie trochę zaskoczeni ilością koloru, jaka się w nim pojawi. Jednego, który zresztą już się w salonie trochę przejawia. Trochę to szalony pomysł, ale skoro ma być po mojemu… to będzie :P

Dajcie znać, jak Wam się podoba moje połączeni sztukaterii i tapety. Zdecydowalibyście się na coś takiego, czy może to totalnie nie Wasz styl? Nawet jeśli nie – to musicie przyznać, że do mnie to pasuje idealnie! :P

Do zobaczenia!