Sztuka gościnności

18 grudnia 2019

Odkąd pamiętam, moja mama była dla mnie mistrzynią w roli perfekcyjnej pani domu oraz w tym, w jaki sposób przyjmowała i dbała o gości w naszym domu.

Z czasem jednak zobaczyłam, że to co tak podziwiałam, niekoniecznie jest wzorcem, który chciałabym podzielać, bo po pierwsze – źle znoszę zbyt dużą ilość ludzi w moim otoczeniu. A po drugie – nie za bardzo lubię gotować. Lubię przyrządzać proste i zdrowe posiłki – ale w małych ilościach :D A właściwie inaczej – ja nawet lubię pichcić, ale to musi być coś szybkiego, przy czym się nie nabrudzę. O, właśnie tak.

Poza tym, moi rodzice są posiadaczami naprawdę dużego domu i mają przestrzeń, by zaprosić sobie kilkanaście osób i nie czuć dyskomfortu. Moje 60 metrowe mieszkanko, choć ciasne nie jest – to z gośćmi sprawa mogłaby się nieco komplikować.

No i ostatni aspekt, to moja aspołeczność, która przez długi czas sprawiała, że bardzo długo nikogo do siebie nie zapraszałam. Tzn. zapraszałam do siebie koleżanki, koleżanki z dziećmi, rodzinę. Ale jakoś tak miałam opory, żeby zorganizować coś większego, zaprosić większą ilość osób. Nie wiem, nie pytajcie. Ludzie są różni, a mi przypadło być człowiekiem, którego przerażają kontakty międzyludzkie, mimo że bardzo, ale to bardzo staram się w ostatnich latach bardziej wychodzić do ludzi i utrzymywać z nimi kontakt.

Wracając jednak do wspomnianej gościnności – gdzieś tam w serduszku, bardzo zaczęło mi brakować ludzi, towarzystwa. Rozłożenia stołu, udekorowania go, przyrządzenia czegoś dobrego. Bycia tą wspomnianą panią domu, która zaprasza, która wita w drzwiach, która podaje do stołu, która siedzi z gośćmi przy lampce wina i śmieszkuje. Nie będę ukrywać, że chciałam mieć też do tego możliwości – wykończony salon i kuchnię, a to się w końcu można powiedzieć zadziało. Jest pięknie, jest komfortowo. No, może jeszcze ten przedpokój z wiszącą żarówką z sufitu, która wita każdego wchodzącego przez drzwi jest jeszcze czymś co chciałabym dopracować, no ale poszukiwania lampy idealnej stoją w miejscu. Zmora bycia perfekcjonistą, który woli zwisającą żarówkę, od tandety – byle było.

 

 

Nie będę tutaj ściemniać. Nie zamienię nagle swojego dom, w dom otwarty, gdzie zawsze ludzi wita zapach herbaty i świeżo upieczonego ciasta. Jestem samotnikiem, cenię sobie spokój, ciszę. Ale nie chcę też być alienem. Chce coś w sobie w tym aspekcie zmienić i zamierzam to przełamać, ale o tym w jaki sposób – opowiem Wam jak już się na to zdecyduję :D

Współpracowałam ostatnio z fajnym sklepem Coffeedesk.pl – to sklep online z najlepszą kawą, herbatą i akcesoriami do ich zaparzania. Jestem fanką przyrządzania sobie ziołowych naparów, starszy z kolei jest totalnym kawoszem. Pierwotnie chciałam sobie wybrać produkty dotyczące właśnie herbaty. Ale jakoś tak… przyszło mi do głowy, że wszyscy, absolutnie wszyscy moi goście, którzy do mnie przychodzą (no i starszy) – piją kawę. I pomyślałam, że może tym razem wybiorę produkty z myślą nie o sobie, a o nich – o moich bliskich. Miałam taką myśl, że w sumie fajnie mieć w domu np. kawiarkę i spieniacz do mleka, który jest w tym domu tylko i wyłącznie dla gości – bo ja przecież tego nie używam. I że to taki wyraz tego, że się o tych gościach i osobach, które zaprasza do siebie zwyczajnie myśli. O tym, żeby im było dobrze :)

No więc wybrałam kawiarkę Bialetti Moka Induction o pojemności 300 ml, która działa w taki sposób, że wlewa się do niej wodę, nasypuję kawę i stawia się ją na indukcji. Kiedy dzbanek zaczyna napełniać się kawą – ściągamy go. Kawiarka może być użytkowana zarówno na indukcji jak i kuchenkach gazowych i elektrycznych. Starszy z gadżetu cieszy się jak… no nie dokończę. Kawę robił sobie przez ostatnich kilka dni niezliczoną ilość razy, zachwycając się – mmmm… naprawdę dobra! Ja tam akurat tego nie kumam, ale domyślam się, że zaparzona w taki sposób, może rzeczywiście smakować lepiej niż taka zalana wodą z czajnika. Starszego zadowolić ciężko, więc wierzę, że kawiarka spełnia swoją rolę.

 

 

 

 

 

Drugi produkt, który wybrałam to ręczny spieniacz do mleka – Bialetti Tuttocrema. On akurat działa na kuchence gazowej, elektrycznej i ceramicznej. Albo można po prostu wlać do niego gorąco mleko i zacząć spieniać poprzez naciskanie pompki przez kilkanaście sekund. Potem uderzamy delikatnie spodem o blat i czekamy kilkanaście sekund i… gotowe :) Porządnie się przygotowałam, oglądałam nawet tutoriale na YT! :D Tym oto sposobem, zrobiłam już kilku osobom aromatyczną kawę z puszystą pianką. JA! :D

A powiem Wam w tajemnicy, że jak przychodził ktoś do mnie do domu i prosił o kawę – to ja już byłam chora! Nie piję kawy, nie parzę jej, nigdy jej więc nie robię! Teraz okazało się, że z odpowiednim sprzętem w kilka minut mogę zrobić kilka filiżanek espresso, albo jedną wielką kawę i to z pianką! Wow – to jest dla mnie naprawdę godny podziwu wyczyn haha! ;)

 

 

 

 

 

Przyznam, że obie rzeczy to naprawdę świetny bajer i gadżet. Po pierwsze, fajnie przygotować dla gości kawę w taki sposób. Po drugie – myślę, że każdy z tych gości doskonale będzie wiedział, że taki gadżet z myślą o nich posiadam.

Nie chcę tutaj za bardzo szaleć, nie wiem co z mojego planu gościnność w ogóle wyjdzie. Wiem jednak, że do wszystkiego trzeba dojrzeć. Póki co widzę, że czerpię ogromną przyjemność kiedy zapraszam do siebie koleżankę. Kiedy kroję ciasto i układam na paterze, przygotowuję filiżanki do kawy/herbaty. Czyszczę stół, układam tulipany w wazonie. Mam tą manię, że musi być czyściutko i schludnie, ale komu siedziałoby się przyjemnie przy stercie garów i uwalonym blacie, prawda?

Organizacja domowego przyjęcia jeszcze przede mną, ale wierzę, że z moim zapałem i chęciami na pewno wyjdzie z tego coś fajnego. Grunt to pamiętać o tym, że nie robi się do tego pod publikę, a po to, by miło i fajnie spędzić czas – bez zbędnej spiny i chęci udowodnienia, że jest się najlepszą panią domu na świecie.

A na koniec, na hasło mamalla mam dla was kod na -20 zł na zakupy na www.coffeedesk.pl przy zakupach powyżej 129 zł, ważny do końca roku. 

Udanych zakupów!