Nie pozwól by strach dominował w Twoim życiu

21 września 2017

Strach to normalna emocja. Gdybyśmy nigdy go nie odczuwali, mogłoby to świadczyć o jakimś zaburzeniu. Nie odczuwanie strachu może prowadzić do skrajnych zachowań. Ale odczuwanie go zbyt bardzo, jest chyba równie niebezpieczne.

Dlaczego? Dlatego, że utrudnia nam funkcjonowanie. Każdy z Was na pewno pamięta jakąś sytuację, kiedy strach dosłownie, zmroził nam krew w żyłach i sparaliżował. Szybsze bicie serca, łzy napływające do oczu, szybki, spłycony oddech. Boimy się nie tylko w sytuacjach realnego zagrożenia typu: ktoś stoi przede mną i grozi mi nożem. Boimy się w tysiącach innych sytuacji, a czasem boimy się bez powodu. Ot tak. Pamiętam kiedy będąc z Polą w domu sam na sam, zaczęłam wymiotować, ale tak naprawdę hardkorowo. Zaczynało być mi słabo i czułam mrowienie w dłoniach. Nie wiedziałam co robić, bo kurcze… nie mogę przecież zasłabnąć! Czułam jak palce zaczynają mi się samoistnie zaciskać. Widząc to i czując się naprawdę okropnie, zaczęłam nakręcać samą siebie coraz bardziej. Zadzwoniłam do mamy, kiedy jeszcze byłam w stanie trzymać telefon i powiedziałam jej: mamo, palce zaczynają mi się wykrzywiać, ledwo trzymam telefon, co mam zrobić. Kazała, tak jak wtedy, gdy przyjechało do niej pogotowie i zasugerowało jej – wziąć foliowy worek i przez niego oddychać. To co mi się przydarzyło, spowodowane było zbyt szybką utratą dwutlenku węgla – właśnie przez szybkie oddychanie. Uspokoiłam się wtedy, oddychałam przez foliową torebkę, a dłonie zaczęły wracać do siebie. Tak właśnie sparaliżował mnie strach, powodując dziwne fizyczne objawy, które zdenerwowały mnie jeszcze bardziej. Za bardzo w głowie namieszała mi wizja, że jestem sama z dzieckiem i nie wiem co się stanie, jeśli zasłabnę. Od tamtej pory jeszcze bardziej przywiązuję uwagę do tego, by w każdej, nawet kryzysowej sytuacji, zachować trzeźwe i rozsądne myślenie i nie zakładać najgorszego.

To był strach w danej, konkretnej sytuacji. Ale jest też rodzaj strachu, który towarzyszy nam na co dzień. Można właściwie to nazwać nieustającym lękiem. Na przykład przez zdradą. W najgorszym stadium takiego strachu człowiek znajduje się wtedy, kiedy w obawie przed tym co MOŻE się wydarzyć, ale nie musi – zaczyna swoje życie podporządkowywać wszystkim myślom, które sprowadzają się do tego, co się stanie jeśli TO się wydarzy. Kto nigdy tego nie przeżył, nie zrozumie, że strach tego typu, nie pozwala nam myśleć o niczym innym, nie pozwala nam normalnie funkcjonować. Idziemy i boimy się w każdej minucie.

Są też ludzie, którzy boją się… praktycznie wszystkiego. Może nie paranoicznie, ale… podejmują życiowe decyzje, a właściwie ich nie podejmują, bo się boją. Nie wezmą kredytu na dom, bo co będzie jeśli stracą pracę? Nie zaczną się starać o dziecko, bo co jeśli poronią? Nie zaczną szukać nowej, lepszej pracy, bo co jeśli się nie uda? Nie zmienią miejsca zamieszkania na lepsze niż to, w którym się duszą, bo co jeśli sobie nie poradzą? Kiedyś jedna z osób powiedziała mi: nie mogłabym mieć takiej pracy jak Ty. Codziennie bałabym się, że to się kiedyś skończy. Przecież nie można wiecznie pisać bloga. A skąd wiecie, że Wasze prace i zawody będą wieczne? Skąd wiecie, czy nie wylecicie z Waszej pracy za miesiąc, rok, czy pięć lat? Czy każdego dnia chodzicie do pracy z obawą, że wkrótce możecie ją stracić? Nie. Bo gdybyście się tak zachowywali, to wpadlibyście w paranoję. Strach nie pozwalałby Wam wykonywać Waszej pracy dostatecznie dobrze, bo bylibyście pod presją… samych siebie.

Niemalże codziennie rozmawiam z ludźmi, którzy stoją na jakimś życiowym rozdrożu i zazwyczaj przed podjęciem jakiejś decyzji, blokuje ich właśnie strach. To normalne poczuć strach czy obawę, ale nie pozwólmy, by strach osiągnął rozmiary, który przysłonią nam cały bilans zysków i strat, który ewidentnie wskazuje, że powinniśmy podjąć taką, a nie inną decyzję. Bać będziemy się zawsze. To naturalna reakcja. ale strach nie może mieć wpływu na nasze wybory i decyzje, bo gdyby miał… nigdy nie ruszylibyśmy naprzód. Czy wyobrażacie sobie, żeby nie podejmować w życiu żadnych ważnych decyzji, tylko dlatego, że się boimy? No i co z tego? Strach musi się pojawić, ale po to, żebyśmy przystanęli i rozważyli wszystkie za i przeciw. Strach to taki nasz obrońca, który pilnuje tego, byśmy nie podjęli zbyt pochopnych decyzji, których możemy żałować. Niektórzy nie odczuwają strachu, skacząc na przykład spontanicznie na główkę, na niezbadanym gruncie i to jest definitywnie ZŁE. Ale większość z nas, boi się zbyt bardzo…

Dlaczego tak bardzo lubimy sami siebie blokować w swoich decyzjach? Dlaczego wyjście ze strefy komfortu jest takie trudne? Bo nawet jeśli jest ch*owo, to może być stabilnie. A stabilności, pragnie każdy z nas. Bo czujemy się w tej stabilności w miarę bezpiecznie, nawet jeśli nie jest zbyt kolorowo. Mamy taką zdolność, że bardzo szybko się przyzwyczajmy, a od przyzwyczajeń ciężko się odlepić. Nawet jeśli są złe. Gdyby to było takie proste, ludzie nie popadaliby w uzależnienia, które ich niszczą. A jednak.

Około miesiąca temu wzięłam udział w kampanii społecznej – Bądź Mądry. Na dzień przed nagraniami, zaczęłam się stresować. Czułam ten stres w całym swoim ciele i pomyślałam… rezygnuję. I wiecie co wtedy do mnie doszło? Dlaczego chciałam zrezygnować? Bo się bałam! Czegoś nowego, czegoś czego nie znam. Bałam się nie tyle co porażki, ale bałam się gruntu, po którym nigdy nie stąpałam. Postawiono przede mną nowe wyzwanie, a nowe rzeczy… budzą niepokój. Boimy się tego co nieznane. Ale czy to co ” nieznane” musi być gorsze? Zrozumiałam wtedy bardzo ważną rzecz – jeśli zawsze będę rezygnować z takich okazji, to w jaki sposób mam się niby rozwijać? Człowiek, który nie doświadcza nowych rzeczy, stoi w miejscu. Nie zrozumcie mnie źle. Nie oczekuję, że każda kobieta ma podróżować, robić co chwilę karierę w innej branży. Możesz być kobietą, która zajmuje się domem i dziećmi – ale jeśli będziesz w tym domu, i z dziećmi robić w kółko to samo – to czy to dla kogokolwiek będzie dobre? Musimy iść naprzód, rozwijać się i próbować nowych rzeczy, niezależnie od tego w jakiej branży pracujemy, jakie hobby i pasje mamy. Strach nie może być czynnikiem, który ma wpływ na nasze decyzje, bo zazwyczaj ma taki wpływ, że decyzji nie podejmujemy żadnej. Właśnie dlatego mamy tyle nieszczęśliwych związków, tylu ludzi pracujących w czymś czego nienawidzą. Bo ludzie boją się podjąć decyzję, która zmieni całe ich życie.

Ja też czułam strach. Czułam strach, kiedy z dnia na dzień zmieniałam miejsce zamieszkania. Czułam strach, kiedy posyłałam Polkę do prywatnego przedszkola, mimo, że nie wiedziałam czy podołam finansowo, ale wiedziałam, że bez tego nie ruszę ze swoją pracą naprzód. Czułam strach, kiedy zostawiłam F. bo czułam, że ten związek nie ma sensu. Czułam strach, kiedy postanowiłam mimo wszystko nie iść na etat, a robić w życiu to co lubię. Mogłam zrezygnować, iść do byle jakiej pracy. Ale gdzie bym była teraz? Moje marzenie leżałoby zakurzone, a ja chodziłabym codziennie do pracy i marnowała się w niej, ze świadomością, że mogę robić coś innego, no ale… robiąc samemu na siebie, trzeba trochę popracować charytatywnie, żeby wyrobić swoją markę i nie masz gwarancji, że się uda. Całe szczęście, strach mnie nie przyblokował. Wiara w to, że mi się uda i ogromna determinacja sprawiły, że to za co się wzięłam – wypaliło. A nawet gdyby nie wypaliło – miałabym przynajmniej świadomość, że spróbowałam. A to lepsze niż życie w niewiedzy, czy jeśli wtedy bym spróbowała… to czy by wyszło?

Ludzie boją się wielu rzeczy. Są ludzie, którzy we wszystkim dopatruję się tych złych stron. Są ludzie, których strach ogarnia nawet wtedy, kiedy biegną na autobus. Po co? Czy strach coś zmieni? Czy sprawi, że autobus na nas zaczeka? Czy sprawi, że pobiegniemy szybciej? Nie. Może jedynie nam zaszkodzić. Nie wielu z nas zdaje sobie sprawę, jak bardzo strach, a co za tym idzie stres wpływa na nasze zdrowie. To nie jest tak, że to nam się nigdzie nie odkłada. Całe to zdenerwowanie wychodzi po latach właśnie w naszym zdrowiu. Dlaczego kiedy jesteśmy zdenerwowani, zaczyna boleć nas brzuch, przyspiesza się bicie serca? Można by przecież powiedzieć, że stres jest w naszej głowie i nie ma przełożenia na nasze zdrowie. A jednak. Najgorszy jest stres długotrwały, powodowany na przykład przez nierozwiązane konflikty rodzinne, przez skrywaną urazę, żal, nienawiść. Cierpi na tym nasz układ trawienny czy układ krążenia. Bardzo łatwo możemy nabawić się miażdżycy, wrzodów, a co najgorsze… zawału serca.

Nikt o tym nie myśli. Poddajemy się negatywnym emocjom, bo łatwiej jest się zdenerwować, zestresować niż uczyć swoich emocji. Łatwiej jest skrywać żal i nienawiść, niż wybaczyć, odgrodzić się od przeszłości i iść dalej. Tak wiem, łatwo napisać, łatwo powiedzieć. Ciężej zrobić. Ale nikt nie mówił, że to będzie łatwe. Droga do osiągnięcia spokoju jest niezwykle trudna i długa. Ja, pracę nad samą sobą, zaczynałam z poziomu zdenerwowanej, sfrustrowanej i rozgoryczonej pesymistki. Kim dziś jestem? Niepoprawną optymistką, którą mało co wytrąca z równowagi. Jestem szczęśliwym i spokojnym człowiekiem. Wciąż mam chwile słabości, ale wydaje mi się, że nie da się ich pozbyć całkowicie. Bo czy moglibyśmy się wtedy nazwać ludźmi? Nas ludzi, cechują emocje. Nie zawsze będą one dobre i musimy się z tym pogodzić. Ale nie możemy doprowadzić do tego, by negatywne emocje zawładnęły całym naszym życiem i całkowicie je zdominowały! Nie możemy tego zrobić, bo jeśli się temu poddamy – życie przecieknie nam przez palce.

Nie każdy z nas jest w stanie poradzić sobie z nawiedzającym strachem samodzielnie. Często mamy już do czynienia z paranoją, nerwicą, depresją. Najważniejsza jest diagnoza i zrozumienie w czym tkwi problem. Możliwe, a nawet pewne jest, że będzie nam do tego potrzebny lekarz. Wielu ludzi nie chce pomocy, bo uważa, że ich funkcjonowanie jest całkowicie normalne. W moim bliskim otoczeniu jest jedna taka osoba, która non stop denerwuje się do takiego stopnia, że autentycznie zaczyna później chorować. Czy myślicie, że ta osoba dostrzega w sobie problem? Nie. Przecież każdy się denerwuje, przecież życie jest okrutne i MUSIMY tak reagować. Tylko no właśnie. Gdzie jest granica pomiędzy strachem normalnym a nienormalnym? Wg mnie, jest ona bardzo cienka i bardzo łatwa do przekroczenia.

Lekarz lekarzem, a diagnoza diagnozą. Ale to my sami musimy trzymać swoje życie w ryzach i zrozumieć, że jesteśmy panami swojego losu, a przede wszystkim swojego umysłu. Nie jestem lekarzem, nie jestem psychologiem, a powyższy wpis to jedynie moje obserwacje i próba uświadomienia niektórym ludziom, że ich strach przybrał zbyt poważną i zbyt wpływową formę.

Jak sobie z tym radzić? Jak się zmieniać? Jeśli to wszystko zabrnęło zbyt daleko, to pamiętajmy, że wybór lekarza nie może być przypadkowy. Jeśli by taki był – moglibyśmy sobie narobić więcej szkód niż pożytku. Zdrowie psychiczne i fizyczne to nie przelewki. Potrzeba naprawdę dogłębnej analizy, by zrozumieć w czym tkwi problem. Musicie też pamiętać o tym, że jeżeli boicie się do tego stopnia, że zaczynacie popadać w paranoję, wybuchacie płaczem, bo nagle myślicie o tym, co mogłoby się wydarzyć, nie możecie spać itp. – musicie czym prędzej odwiedzić lekarza i nie ma tutaj żadnej dyskusji. Ja… ja poradziłam sobie sama, ale tak jak mówię – różnie mogło się to skończyć! Do końca swojego życia, będę wdzięczna za książki takie jak: Pełnia Życia, Moc Pozytywnego Myślenia. Wbrew pozorom, te książki nie rzucają jedynie hasłami: myśl pozytywnie! Możesz wszystko! One naprawdę dogłębnie i wnikliwie analizują nasze życie i problemy. Działa to w taki sposób, że czytając książki, SAM zaczynasz rozumieć swoje emocje, a dana książka jest narzędziem, które pozwala Ci rozwiązać wiele Twoich emocjonalnych problemów.

To narzędzie jest na wyciągnięcie Twojej ręki. Tylko, że pierwszym krokiem do zmiany, jest w ogóle dostrzeżenie, że… moje życie mogłoby być lepsze. Ja mogłabym być lepsza. Czas nad sobą popracować. A sami wiecie, jak ciężko jest się przyznać przed samym sobą, że nasza postawa i nasze życie wymaga zmian… lubimy być wobec siebie bezkrytyczni, dostrzegać drzazgę w czyimś oku, a nie widzieć belki we własnym. Ale nie jesteśmy idealni. Nikt z nas nie jest. We wszystkich z nas, są rzeczy które należy zmienić, udoskonalić. I myślę, że wszyscy powinniśmy codziennie patrzeć w lustro i zadawać sobie pytanie: czy jest coś co mogłabym zmienić? Bo tylko człowiek, który dąży do tego, by być dobrym i szczęśliwym człowiekiem ( a to wymaga pracy) – może osiągnąć pełnię szczęścia, wolności i spokoju. Może osiągnąć życie, w którym strach będzie tak naturalny jak każda inna emocja, a nie będzie ponad wszystkie inne. Może osiągnąć życie, w którym będzie mieć kontrolę nad strachem… i samym sobą. Boi się każdy z nas… najważniejsze to nie zwalczać tego na siłę i mimo tego iść do przodu. Nawet centymetr, czy dwa. Ale to zawsze krok wprzód…

  • Ewelina

    I za takie posty lubię Cię najbardziej !!! :) Choć jeśli mam być szczera to na te kosmetyczne też czekam haha :D Zdradź co to za cuda, plissss!

    • Już zdradziłam :* Miałam już nie testować nic innego, ale znów się na coś pokusiłam… i jak zwykle, rewelacja ! Jak żyć?! :D

  • maja

    podpisuję sie wszystkimi kończynami… i dziękuję. bardzo mi pomoglas i po raz kolejny wiele uswiadomilas :*

  • Goska

    Dziękuje 🙏🏼

  • Mal Dom

    Też teraz czuję strach, ale odganiam go, zawsze sobie powtarzam, że bez tego strachu nie osiagnę celu. Dziś pada u mnie deszcze i pierwsza myśl jak sie obudziłam i spojrzałam w okno…po co mi to wszystko..po co mi ten strach. Póxniej zobaczyłam efekty swojej pracy, swojego wysiłku..no i jest troche lepiej. Bedzie dobrze, kurcze musi być dobrze, przecież jestem skazana na sukces :) pozdrawiam

    • Oczywiście, że będzie dobrze! Bo… dlaczego miałoby nie być?! Jeśli tylko znamy swoją wartość, doceniamy siebie, ale też każdą dobrą rzecz wkoło i przede wszystkim umiemy walczyć z własnymi słabościami i nad sobą pracować – a przy tym wytrwale dążymy do celów – to tak! Jesteśmy skazane na sukces!!! :)

  • Basia Potocka

    Ja teraz odczuwam strach ale i podniecenie..bo w końcu coś się w moim życiu ruszy. Dostałam propozycję stażu na stanowisku administracyjnym a to kompletnie nie moja bajka 😱 więc boję się cholernie czy w ogóle podołam ale nareszcie dostałam jakąkolwiek propozycję! Od poniedziałku rusza machina i zobaczę co z tego będzie. Tyle co ja cv składałam, tyle nadziei sobie robiłam. Kiedyś ze strachu nie zgodziłabym się ale trochę dojrzałam, walczę sama ze sobą :) i chcę lepiej dla synka, więc strach strachem ale trzeba ruszyć do przodu, jupi :)
    Aaa mam pytanko.. Robiłaś wpis o przeprowadzce do innego miasta, rady jak się do tego zabrać? Bo kiedyś przy jednym z wpisów coś wspominałaś i nie wiem czy to mi gdzieś on umknął, czy po prostu go nie ma 😉

    • Basia BRAWO!!! Nie Twoja bajka, ale to krok do przodu, mimo wszystko! Trzymam za Ciebie ogromnieeeee kciuki! Wpisu jeszcze nie robiłam, muszę nad tym w końcu przysiąść :*

  • aśka

    kiedyś bałam się wszystkiego. smierci, przemijania, niepowodzen. i przyciagalam do siebie same najgorsze rzeczy. potem trafilam na twoje instastory i kupilam moc pozytywnego myslenia. i zmienilam cale swoje zycie. co najpiekniejsze, najbardziej ciesze sie z tego, ze przestalam bac sie smierci, bo zrozumialam ze jesli jestem dobrym czlowiekiem, to ona bedzie tylko poczatkiem, nie koncem…

    • Aśka jak mnie cieszą takie komentarze… doszłam do takich wniosków jak ty, również bardzo bałam się śmierci – w pewnym stopniu minęło :)

      Życzę Ci wszystkiego dobrego! :*