W tym roku stawiam na… ludzi

10 stycznia 2018

Może ciężko w to uwierzyć, ale mimo iż zawsze wszędzie było mnie pełno i zawsze było mnie słychać – nie przepadałam za ludźmi. Szybko się do niektórych z nich przywiązywałam i zawsze rodziło to we mnie pewną żądzę bycia z nimi w układzie: my kontra reszta świata.

To strasznie utrudniało mi życie. Bez sojusznika u boku, stawałam się kimś zupełnie innym. Cichym, źle nastawionym, zniechęconym. A może wtedy po prostu byłam sobą? W liceum miałam jedna przyjaciółkę na śmieć i życie, i kilka takich wciąż ważnych, ale z którymi różnie bywało. Byliśmy tak zżyci i tak bojowo nastawieni do świata. Całe życie byłam spragniona uwagi i miłości więc szybko uzależniałam się od ludzi którzy mi jedno z tych dwóch dawali. Najpierw dla przyjaciół olewałam rodzinę, później dla facetów olewałam przyjaciół, sądząc że to oni olewają mnie, a na końcu olewałam mężczyzn, bo okazywało się, że w tym rozpaczliwym poszukiwaniu uwagi nie odnajdowałam ukojenia. A może w tym wszystkim chodziło o to, że odkąd pamiętam moi najbliżsi zawsze w dziwny sposób wypowiadali się o kręgach przyjaciół, kręgach matek w przedszkolu czy szkołach… ogólnie o skupiskach ludzi tak, jak gdyby rozmaite kontakty międzyludzkie były czymś złym – uznając wiec rodzinę za autorytet i nie znając niczego innego myślałam, że tak należy myśleć i żyć. Nie wiem.

Kiedy poznałam mojego F. byłam zrozpaczona jak ogromną wartością są dla niego jego przyjaciele. Nie lubiłam większości z nich bo … wszyscy wydawali mi się beznadziejni. Dziś wiem, że chodziło o coś innego – nie mogłam znieść faktu, że niektórzy ludzie w życiu mają więcej niż kilku sojuszników na krzyż – niektórzy maja całe stada dobrych dusz, bo cenią sobie wszystkich tych których spotykają na swojej drodze i z którymi znajdują wspólny język.  Dbają o każdą relację, która jest tego warta. Ja … nie dbałam. Uważałam, że nie potrzebuję ludzi,  że wystarczy mi on, córka i przyjaciółka. A reszta mnie nie obchodzi. Wszystko zaczęło się zmieniać wraz z moją przemianą. Zaczęłam otwierać się na ludzi blogując, pomagając im, a także zauważając jak wielkie mam wsparcie w osobach, które nawet mnie nie znają. Ale wciąż na swój sposób byłam aspołeczna. Owszem, pomagałam staruszkom przejść przez ulicę, pomagałam niewidomym osobom dotrzeć do domu, robiłam zakupy potrzebującym – ale kontakty z ludźmi takie wiecie… trwałe – u mnie mocno kulały.

Kilka miesięcy temu zaczęłam jednak zauważać, że to nie ludzie są źli i nie oni popełniają błędy w relacjach ze mną – to ja na silę wyszukuję u nich wad, by się zbyt mocno nie zaprzyjaźnić. Myślałam, że może w tym wszystkim chodzi o strach … nie. Kiedyś nagle mnie oświeciło i  zrozumiałam. Chodziło o to, że już na tyle obdarłam się ze swojej prywatności w sieci i każdego dnia gadałam wirtualnie z tyloma ludźmi których nie znam, mówiłam do nich, zwierzałam się, radziłam. .. że po takim byciu dla wszystkich tak naprawdę zamykałam się na prawdziwe emocje, które są poza internetem. Gadałam do telefonu, motywowałam tyle kobiet, byłam non stop na łączach, że potem w sklepie nie chciało mi się już nawet otworzyć gęby do ekspedientki. Od kilku miesięcy każdego dnia nachodziły mnie myśli o ile relacji mogłam bardziej zadbać, zawalczyć. Każdego dnia przypominałam sobie wszystkie osoby które od siebie odsunęłam albo których nawet do siebie nie dopuściłam.

Zawsze chciałam sojusznika na śmieć i życie, a kiedy to życie jakoś nas rozdzielało byłam zawiedziona i zrażona do ludzi. A potem znów zamiast tworzyć relacje, ale tak wiecie na chłodno, to ja znów wierzyłam w relacje do końce życia , oddawałam się im i znów po pewnym czasie rzucałam się w otchłań rozpaczy, bo coś zawiodło. Od jakiegoś czasu wiem, że nie mam już 15 lat i nie potrzebuje przyjaźni typu best friends forever. Nie potrzebuję deklaracji i rzucania się w ramiona. Potrzebuje normalnych ludzi, którym wzajemnie na siebie zależy, ale którzy maja również swoje życia i umieją znaleźć balans. Potrzebuję szacunku, szczerego telefonu z zapytaniem czy wszystko dobrze, od czasu do czasu. Potrzebuję ludzkiego wsparcia, normalnej zdrowej i dojrzałej relacji i to samo pragnę i potrzebuje dawać.

Kiedyś kiedy zarzucałem F.  coś złego na temat jego przyjaźni, odpowiadał mi : nie masz przyjaciół to tego nie rozumiesz. Bolało, ale tylko dlatego, że trafiało w sedno. Dziś to rozumiem. Dziś wiem, że nie ma na świecie nic cenniejszego niż ludzie wokół ciebie . Nie ma nic cenniejszego niż szczere relacje, w których nie ważne są słowa, a czyny. Kiedyś napisałam na facebooku, że chyba nie mam już przyjaciół i chyba mi z tym dobrze. Cieszę się, że ten okres debilizmu mi minął i że doszłam ze sobą do jako takiego porządku. Od ponad roku jestem już na cudownej drodze, w której rozwijam się duchowo i to niesamowite ile rzeczy przez ten czas pojęłam i zrozumiałam. W 2018 roku stawiam na rozwój. To już mówiłam. Ale przed wszystkim stawiam jednak na ludzi. Bo spodobało mi się życie pełne uśmiechów, rozmów i czasu z bliźnimi. A wiecie co do tego wszystkiego doprowadziło? Cenna rada płynąca z jednej z tych moich magicznych książek – by w każdym człowieku, którego napotykamy na swojej drodze widzieć Boga … wtedy wszystko jest znacznie łatwiejsze i lepsze.

W tym roku stawiam na ludzi. Bo to oni są najważniejsi…

 

 

 

 

 

 

 

PS: A dbając o relację z Wami, przekazuję Wam kod zniżkowy do NA-KD – sklepu, z którego mam tą piękną sukienkę ze zdjęć… Zauroczyła Was już na pierwszych relacjach na InstaStories i wierzę, że teraz poruszyła Wasze serca jeszcze bardziej :) Kod zniżkowy 20% brzmi : Alicja20 i obejmuje cały asortyment. Sukienka jest najpiękniejszą jaką miałam w życiu, a jej wygląd zdecydowanie idzie w parze z jakością. Dajcie znać jak coś wybierzecie, jestem ciekawa co wpadnie Wam w oko. Ciuszków jest tam naprawdę mnóstwo i sama już mam oczopląs wybierając coś do kolejnej sesji :) Korzystajcie! Aha – najważniejsze! Tutaj link bezpośrednio do sukienki – klik!