Stan zapalny dziąseł – jak sobie poradziłam z tym tematem

27 września 2019

Temat zębów i jamy ustnej jest dla mnie po ostatnich kilkunastu miesiącach leczenia, naprawdę trudny. Zawsze zdrowe zęby podczas ciąży osłabły totalnie, a wizyta u dentysty która miała być wizytą w sprawie wybielenia, przebiegła zupełnie inaczej niż myślałam :D

Przez prawie rok, walczyłam z tematem zębów, aż w końcu udało mi się je wszystkie wyleczyć. Miało mnie to finalnie doprowadzić do założenia aparatu na zęby, ale niestety – okazałam się ewenementem, któremu żaden aparat nic nie da. Jedynie operacje. Dwie! Dodatkowo, jak bumerang wracał do mnie temat stanu zapalnego dziąseł i ciągłego ich krwawienia. Praktycznie każdy stomatolog zwracał mi uwagę, że mam złą technikę czyszczenia zębów, bo wpycham wszystko pod dziąsła zamiast wymiatać na zewnątrz. Każdy jeden stomatolog wspominał mi o tym, że najlepsza byłaby szczoteczka elektryczna, bo tylko ona jest w stanie umyć w 100% prawidłowo nasze zęby, język, jamę ustną. Zwykłą szczoteczką trzeba się jednak nagimnastykować, a jeszcze przy różnych wadach zgryzu, takich jak u mnie – jest to naprawdę bardzo trudne. I wierzcie mi… gdyby nie to, że w ramach współpracy otrzymałam najnowszą elektryczną szczoteczkę, chyba nadał katowałabym się zwykłą, którą do tej pory – nie nauczyłam się moich zębów czyścić.

Dziś w ramach współpracy, chciałabym Wam jednak opowiedzieć nie tylko o szczoteczce ( co jest istotnym elementem) ale o kilku czynnikach, dzięki którym wychodzę na prostą ze stanem swoich dziąseł. Po raz pierwszy ten temat dotknął mnie w ciąży. Dziąsła wtedy totalnie odchodziły mi od zębów. Do tej pory mam ciarki jak sobie o tym przypomnę. Trochę czasu jednak musiało minąć zanim naprawdę zrozumiałam skalę problemu i postanowiłam go rozwiązać. Kroków podjęłam kilka.

CZYSZCZENIE ZĘBÓW

To była absolutna podstawa. Pod dziąsłami nazbierało się już tyle niepotrzebnych rzeczy, że były one stale spuchnięte, czerwone i wrażliwe na jakikolwiek dotyk. Żebym mogła zacząć o nie dbać poprzez płyny do jamy ustnej i inne metody, musiałam najpierw to wszystko oczyścić w gabinecie stomatologa. Nie jest to zbyt przyjemne, zwłaszcza jeśli podczas czyszczenia wszystko non stop krwawi – ale jest to konieczne. Koszt takiego czyszczenia to ok. 200 zł.

 

PŁYNY DO JAMY USTNEJ

Dostaniecie je w pierwszej, lepszej drogerii. Są to płyny antybakteryjne albo profilaktyczne. Zazwyczaj polega to na tym, że nalewacie sobie płyn do koreczka, przelewacie do buzi i płuczecie ją ok. 30 sekund a potem wypluwacie. Warto to stosować w zależności od sytuacji: wtedy jeśli macie już problem, lub profilaktycznie – żeby mu zapobiec. Ja płuczę zęby rano i wieczorem. Poprawa jest znaczna.

 

ZIOŁOWE PŁUKANKI

Z tematem dziąseł borykała się też moja mama. Na nią nie działały jednak żadne drogeryjne płyny do jamy ustnej. Moja mama uwielbia naturę, zdrowo żyje i stara się jak najwięcej rzeczy przyrządzać sama – z tego co owa natura nam daje. Kilka miesięcy temu mama przywiozła mi mieszankę 7 ziół m.in jest tam szałwia i mięta. Jedną łyżeczkę mieszanki sypie się na 0,5 szklanki wody. Parzymy to 30 minut. A potem
płuczemy jamę ustną przestudzonym płynem. Nic tak nie pomogło mojej mamie jak to. Na mnie również podziałało to baaardzo dobrze. Dziąsła były znacznie mniej zaczerwienione, nie bolały i ich stan bardzo się poprawił.

 

ZMIANA SZCZOTECZKI NA ELEKTRYCZNĄ

Sugerował mi to każdy stomatolog, z którym miałam do czynienia. Szczoteczki są zaprojektowane w taki sposób, że nie trzeba wykonywać nie wiadomo jakich ruchów. One po prostu tak czy siak, wymiatają wszystko spod dziąseł i spomiędzy zębów. Mi jakoś zawsze było szkoda kasy, a jak wiecie mam problem z kupowaniem tanich bubli – byle były.

Propozycja współpracy z marką Oral-B to była jedna z tych propozycji na widok których oczy robią się jak 5 złotych. Serio. Ja mam naprawdę takie przyziemne marzenia: porządna szczoteczka do zębów, lampa na korytarz, zegarek do biegania. To są takie rzeczy, które człowiek chce mieć, ale zawsze jakoś szkoda pieniędzy, no bo… umyć zęby mogę jednak zwykłą szczoteczką, biegać mogę z telefonem w łapie, a na tym
korytarzu to niech jednak powisi na razie ta żarówka. Ale do rzeczy. Choć sama nie wiem od czego zacząć.

Szczoteczką, którą dostałam to totalna nowość na rynku: Szczoteczka elektryczna ORAL-B Genius X 20100S. Jakkolwiek to zabrzmi: jest to szczoteczka ze sztuczną inteligencją. Jest wyposażana w czujniki ruchu dzięki któremu rozpoznaje nasz styl szczotkowania i każdego dnia dzięki wskazówkom, doprowadza nas do jak najbardziej efektywnego szczotkowania zębów. Dla opornej osoby takiej jak ja, której 10
stomatologów tłumaczyło jak szczotkować zęby i to nie dawało żadnego skutku – jest to szczoteczka idealna. Kasia, która robiła mi zdjęcia do wpisu, miała już okazję słyszeć moje zachwyty nad nią :D Powiedziałam jej nawet, że po 1 użyciu, wieczorem podczas wymieniania rzeczy, za które jestem wdzięczna – wymieniłam szczoteczkę hahaha :D Ale serio. Wiedziałam, że TO JEST TO. I dłuuugo o czymś takim marzyłam!

 

 

Szczoteczka ma 6 trybów szczotkowania w tym: pielęgnacja dziąseł, delikatne czyszczenie, wybielanie i czyszczenie języka.

Szczoteczka daje nam wskazówki, byśmy stosowali odpowiednią siłę nacisku oraz równomiernie szczotkowali wszystkie obszary przez długi czas. Szczoteczka kompatybilna jest z aplikacją na telefonie. To tam, pojawia się obraz zębów, które jeśli są już odpowiednio wymyte – robią się krystalicznie białe. Jeśli naciskamy szczoteczkę zbyt bardzo – pojawia się komunikat. Moje pierwsze szczotkowanie wyglądało własnie tak, że non stop się zapominałam i dociskałam szczoteczkę zbyt mocno. W aplikacji jest też timer, który odmierza czas. Przyznam, że chyba nigdy wcześniej nie myłam zębów tyle czasu, ile naprawdę powinnam.

 

 

To nie koniec zalet. W zestawie znajduje się nie tylko rączka z 1 końcówką, ale też podróżne etui, które może nam ładować szczoteczkę kiedy jesteśmy w podróży. Oczywiście jest też ładowarka ze stojakiem na 2 końcówki wymienne. Co więcej, dzięki okrągłemu kształtowi główki szczoteczki i technologii 3D nie dość, że nie muszę wykonywać dodatkowych ruchów, zęby są bardziej zadbane, a dziąsła traktowane
naprawdę delikatnie.

Są też dodatkowe bajery, które mnie cieszą, choć nie są niezbędne :D Na przykład w aplikacji możecie zmienić kolor podświetlenia szczoteczki :D No mega! Ja póki co mam róż, ale niebieski i zielony też się ładnie prezentują :D :P

Szczoteczka jest lekka i fajnie trzyma się ją w ręce. Wiadomo, że design to tylko wygląd, ale i tak – prezentuję się kozacko! Taka szczoteczka to inwestycja na długie lata – wystarczy odpowiednio o nią dbać. Aplikacja przypomina też o konieczności wymiany końcówki na nową. Możecie się ze mnie śmiać, ale w aplikacji jest zakładka: osiągnięcia :D I tam zdobywa się trofea typu: ranny ptaszek, największa poprawa, mistrz szczoteczki w porze lunchu. Wcale nie będę tutaj mówić, jak mnie to motywuje. WCALE! :D

 

 

Podsumowując: pewnie wiele z Was może sobie powiedzieć – eeee tam teraz to wymyślają. Ja Wam jednak powiem z mojej perspektywy, że dla takich osób jak ja, taki gadżet jest naprawdę niezwykle cenny. Wszystkie te funkcje szczoteczki i jej kompatybilność z aplikacją sprawiają, że nareszcie robię to dokładnie i nareszcie mam do tego motywację. Czarno na białym widzę, czy robię to dobrze czy źle.

Jakkolwiek to zabrzmi, zasypiam z poczuciem, że te zęby są naprawdę umyte a nie tylko muśnięte szczoteczką. Mam w końcu pewność, że robię co w mojej mocy żeby zadbać o stan swoich zębów i dziąseł. Po takiej przeprawie jaką ja miałam za sobą: ciągłe wizyty, leczenia, ból – to jest naprawdę cenne. I zrozumie to chyba tylko ktoś, kto tak samo długo bujał się z tym tematem ;) Zatem patrząc na to, ile wydałam na wszystkie płukanki, maści, czyszczenia i ile kosztowało mnie to bólu – szczoteczka jest znacznie korzystniejszą inwestycją.

 

NIE TYLKO KUBEK, PASTA I CIEPŁA WODA…

Szczotkowanie, nitkowanie, płukanki – to wszystko jest ważne. Ale pamiętajcie też, że na wpływ stanu jamy ustnej znaczenie mają nie tylko działania od zewnątrz, ale też to… co wewnątrz. Zdrowe odżywianie, odpowiednia dawka witaminy C, która wzmacnia dziąsła i D, która wzmacnia kości. Maksymalne ograniczenie kolorowych, słodzonych napojów, która wypłukują wapń z kości. Ja akurat piję tylko wodę i ziółka. To wszystko też jest baaardzo istotne!

 

Człowiek uczy się na błędach. Jak już raz sobie coś spaprzemy, to przynajmniej później wyciągamy z tego lekcję i przykładamy do tematu większą wagę, tak jak teraz ja do zębów i dziąseł. Zatem jeśli Was problem jeszcze nie dotyczy – to trzymajcie tak dalej i dbajcie o to codziennie, żeby uniknąć go w przyszłości. Tako rzecze- kołcz Mamallo Coelcho :D :P