Stan (NIE) błogosławiony.

21 stycznia 2014

Zanim zaszłam w ciążę słyszałam wiele zdań na temat tego jak ona przebiega. Każda ciąża jest inna. Ile kobiet tyle jej rodzajów. Od jednych można było usłyszeć, że to taki cudowny stan, niemalże jakby się latało sto metrów nad ziemią. Ochy i achy, nigdy źle nie było, 24 na dobę kobita cieszyła się, że nosi w sobie małego bączka. I mimo wielkiej mojej miłości do Poli ciężko mi w to uwierzyć, tak jak w to, że mając już dziecko nie ma się chwili słabości, kiedy własnego dziecia ma się dość. Swoją ciąże jestem w stanie nazwać stanem cudownym. Bo takim jest. Ale nie będę tu pieprzyć, że nie mam chwili słabości, wku*wienia i innych negatywnych odczuć. Najzwyczajniej w świecie wolałabym już urodzić kiedy po raz kolejny lecę do kibla zwrócić ten przepyszny obiad, kolację, deser, śniadanie… i tu przypominają mi się cztery pierwsze miesiące ciąży.
Praktycznie mogłam zamieszkać w WC, wychodzenie z niego na kilka minut było taką głupotą ! Później następuje ta chwila kiedy leżę, gładzę brzuch, Poldun kopie, robi te przedziwne uwypuklenia na brzuchu, a ja z uśmiechem na twarzy nie mogę się przestać tą chwilą rozkoszować. Myślę sobie wtedy. WTF?! Mogłabym chodzić w tej ciąży całe życie ! I potem jebs. Ląduje na podłodze, tracę przytomność i myślę sobie ” Co jeszcze?! ” . I potem idę na usg, słyszę to bicie serca, mija mi cała złość, mam nawet lekkie wyrzuty jak mogłam się wkurzać na to wszystko złe? Wiem wiem, niepotrzebnie. Ale nadchodzi też taki wieczór jak ten. Chce mi się ryczeć, kręgosłup mi pęka, pęcherz krzyczy do mnie co 5 minut, a kolejna kolacja wylądowała w kiblu. Znów czuję, że mam temperaturę, mimo iż jej nie mam, jestem zmęczona, chce mi się spać, ale o spaniu mowy nie ma. Sufit jest przecież taki fascynujący. Mogłabym się w niego wpatrywać godzinami. I na bok ciężko się przewrócić, bo czuję jakby pewne części mojego ciała miały zaraz samoistnie się zniszczyć. I dziś jest mi mega niesamowicie ciężko, źle, smutno i mam dość tej ciąży. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Wszyscy do cholery jesteśmy ludźmi. Mamy prawo mieć dość. Pracy, dzieci, macierzyństwa, obowiązków i nawet tak cudownej ciąży.

PS: Ale kocham, kocham, kocham jak NIKT !