Spotkanie, które zapamiętam do końca życia

17 listopada 2015

Nasze życia składa się z momentów ważnych i mniej ważnych. Kilka lat temu pisałam pracę maturalną, w której na podstawie literatury miałam odpowiedzieć na pytanie: czy zdarzają się spotkania, które NA ZAWSZE potrafią odmienić nasze życie. Odpowiedź była prosta. Tak, zdarzają się… Spotkania to zlepki momentów, momenty kształtują nasze życie. Gdyby tylko zmienić jedną prostą rzecz z przeszłości, pozornie nie istotną – moglibyśmy być teraz w zupełnie innym miejscu.

Sięgnij pamięcią do przeszłości i pomyśl…jakie spotkanie w twoim życiu było czymś co chciałabyś zapamiętać do końca życia? A może inaczej – z jakiego spotkania na zawsze wyniosłaś jakąś ważną lekcję? Ja pamiętam to spotkanie doskonale. Choć byłam młoda to wiele mi uświadomiło… Posłuchajcie…

To był jeden z tych letnich, wakacyjnych poranków w trójmieście kiedy wstawało się o 12 w południe, nie jadło śniadania, tylko od razu leciało na miasto. Może nie od razu, bo poprzedzone to było walką o z samą sobą, by w ogóle wyskoczyć z piżamy. Pamiętam, że okrutnie bolała mnie głowa. Sama już nie wiem czy z nadmiaru wakacyjnych, letnich wrażeń, czy może z powodu zbyt intensywnego myślenia o nowo poznanej miłości. Wiem jednak, że ból głowy nie był wtedy powodem, przez który zostałabym w łóżku i przystopowała z wakacyjnym imprezowaniem. Wyszłam z domu, starając się nie przysłuchiwać jakimkolwiek hałasom. W głowie miałam jedynie obrazy z poprzedniego dnia, a moim jedynym zmartwieniem było to, że jeśli ból nie ustąpi, będę musiała siedzieć w domu i darować sobie wyjście na piwo i wieczorną kąpiel w morzu. Niesamowite zmartwienia 17 latki… Szukałam w amoku jakiejś fajnej knajpy, w której mogłabym zjeść późne śniadanie i tak wlepiając wzrok w witryny sklepowe zaliczyłam upadek. Kolano starte, polało się trochę krwi. Fantastycznie. Na rogu zobaczyłam aptekę. Nie wiele się zastanawiając weszłam do niej, czując dziwny ścisk w żołądku. I wcale nie taki, który czuje się mając kaca czy zatrucie pokarmowe. Taki, który czuję zawsze kiedy ma się wydarzyć coś złego… Coś wydarzyć się miało…może niekoniecznie złego, ale na pewno… innego.

Kiedy przekroczyłam próg apteki, poczułam dziwny dyskomfort. Myślę sobie „to przez ten ból głowy…zapewne”. Kolejka była krótka, aczkolwiek ktoś akurat robił całoroczne zakupy. Usiadłam przy stoliku, nie za bardzo rozglądając się czy mam obok jakiegoś towarzysza. Miałam…

Nie patrzyłam się wtedy w telefon, bo nie była to era messengerów i ciągłego dostępu do internetu. Gapiłam się w jakiś martwy punkt, wściekła na cały świat, bo księżniczkę Alicję boli głowa, a ktoś tam robi sobie zakupy w nieskończoność. Na bank dla przyjemności. Na bank.

Nagle poczułam jak ktoś dotyka mojej ręki opartej na stoliku. A właściwie jak ktoś mnie delikatnie „zaczepia”. Podniosłam wzrok, zobaczyłam jakiegoś faceta w bandażach i jakiś innych rzeczach, które wskazywały, że jest mocno poturbowany. Uśmiechnęłam się na odczepne i spuściłam wzrok. „Ala” – usłyszałam i gul wielkości arbuza stanął mi w gardle. Myślę sobie „psychol”. Podniosłam znów wzrok, po czym dodałam „Słucham?”. I wtedy kiedy spojrzenie trwało dłużej niż dwie sekundy, rozpoznałam w nim jego… mojego przyjaciela, o którym słuch kiedyś zaginął. Mojego sekretnego przyjaciela, który pisał mi kiedyś listy, przyjeżdżał do rodzinnego miasta na wakacje i nagle o mnie zapomniał…

„Co Ci się stało?” – wydukałam z siebie ledwo, bo głos łamał mi się na jego widok. Opowiedział mi wtedy o wypadku, po którym przez ostatnie lata walczył o życie w szpitalu i dochodził do siebie… z 5 osób, które jechały jego autem, tylko on przeżył. Stracił wszystkich swoich przyjaciół, a mi wydawało się wtedy, że straciłam swojego. Czułam żal, że się nie dowiedziałam, ale starałam się zrozumieć, choć tak naprawdę NIGDY nie zrozumiesz danej sytuacji póki jej nie przeżyjesz. Patrzyłam na niego takimi smutnymi oczami, trzęsąc się cała, próbując złapać myśli. Był wrakiem człowieka. Mówił od rzeczy, zachowując się jak osoba nie do końca sprawna umysłowo. Czułam, że jestem obok kogoś zarówno bliskiego jak i obcego. Z jednej strony znałam go dobrze – kiedyś. Z drugiej nie znałam go wcale. Jak szybko się okazało pan w kolejce te zapasy na „cały rok” robił dla niego. Poczułam się jak śmieć. Przypomniałam sobie mamrotanie pod nosem i złość, bo przez jakiegoś pajaca muszę czekać. Mignęło mi przed oczami całe moje życie. Ten moment był strzałem w policzek, który uświadomił mi jak wiele mam mając…zdrowie. Jak wiele mam mając przyjaciół i jak wiele mam mając wszystko to o czym inni mogą tylko marzyć. Tamten dzień na zawsze pozostawił ślad w mojej pamięci i jest jednym z tych bodźców, które przywołują mnie do pionu ilekroć zdarza mi się narzekać…

Dziękuję Ci, że tam wtedy byłeś, bo w jakiś sposób uzdrowiłeś moją duszę. Nie wyobrażam sobie, że mogłam Cię tam wtedy nie spotkać…

Wbrew pozorom sytuacja ta nie zmieniła tylko mojego postrzegania świata. Tego dnia dotarło do mnie jak wiele mam i postanowiłam nie urywać kontaktu z jedną z osób z mojego rodzinnego miasta. Ta osoba wkrótce…doprowadziła mnie do innych osób, które doprowadziły mnie do F. A tutaj…już sami sobie dodajcie…gdzie jestem i z kim… I jak to wszystko mogłoby wyglądać, gdybym tamtego dnia nie weszła do tamtej apteki, nie zobaczyła go i nie wyciągnęła po refleksjach ręki do kogoś innego…

Każdy z nas ma życie złożone z momentów ważnych i mniej ważnych. O jednych pamiętamy całe życie, inne nam się ulatniają. Pogrzebcie więc dzisiaj w swojej pamięci i pomyślcie jakie wy przeżyliście spotkania #niedozastąpienia?

Coś Wam świta? W takim razie to dobry moment, by powiedzieć Wam o konkursie organizowanym przez Tantum Verde. Są w życiu momenty, w których nie mogłoby nas zabraknąć. Są to właśnie takie spotkania #niedozastąpienia. Waszym zadaniem jest w dedykowanej aplikacji na facebooku dodać zdjęcie, które pokazuje Wasze spotkanie z bliskimi osobami, oraz krótki opis dlaczego właśnie to spotkanie było #niedozastąpienia. Kiedy zdjęcie przejdzie etap moderacji, automatycznie trafi do galerii zdjęć. Konkurs podzielony jest na trzy 2-tygodniowe rundy. Zdradzę Wam jeszcze, że jako, że jestem w konkursowym jury, zapoznam się ze wszystkimi historiami! 

 

A czy warto wziąć udział? Cóż…sądzę, że nagroda główna sprawi, że już nawet nie będziecie się nad tym zastanawiać.

Voucher na pakiet SPA w hotelu Fabryka Wełny dla dwóch osób <3  A w pakiecie same cuda! Nocleg w komfortowym pokoju, wino, obiadokolacja i mega świetne zabiegi dla Ciebie i dla Niego!  Zresztą… sami sprawdźcie.

Łapcie link do konkursu: klik i do postu konkursowego na profilu Tantum Verde  TUTAJ  <3

 

POWODZENIA !