siła wdzięczności

O sile wdzięczności, która zmienia jakość życia

11 lutego 2019

Wdzięczność to potężna siła. Kiedyś nie miałam o niej pojęcia. Byłam chodzącym narzekaczem, krytykującym wszystko i wszystkich. Nauczyłam się tego poprzez obserwację moich bliskich. Nie byłam za nic wdzięczna, nie wiedziałam nawet co to znaczy.

Z czasem ten jad i brak wdzięczności, zaczął przeszkadzać mi samej. Kiedy zaczynałam swoją podróż w głąb siebie, moja wiedza w tym temacie była znikoma. Byłam zlękniona i jedyne co wiedziałam na początku drogi, to że trzeba myśleć bardziej pozytywnie, zamiast NIE myśleć w kategoriach TAK itp. Od czegoś trzeba przecież zacząć :) Moja podróż trwa już około 5 lat, a dopiero tak od dwóch trwa naprawdę intensywnie. I to tak mega intensywnie. Zapamiętajcie sobie te okresy czasu, bo to właśnie pokazuje, że nie można zmienić nastawienia życia ot tak, w kilka miesięcy. To trwa latami, a właściwie… całe życie. Bo wiecie jak to jest – im więcej wiesz, tym wiesz coraz mniej – bo ciągle się okazuje, że wiedza w danym temacie, a zwłaszcza w temacie rozwoju, to nieskończoność. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Swoją wdzięczność buduję już od kilku lat. Zaczynałam od drobnostek. Uczucie wdzięczności budowałam poprzez dostrzeganie jakichkolwiek pozytywów w moim życiu. Z czasem starałam się dziękować za to co mam. Nieważne, czy będziesz zwracać się z podziękowaniami do Boga, słońca czy samej siebie – ważne, żebyś była po prostu wdzięczna. Dzisiaj doskonale wiem, że to uczucie wdzięczności, pisze scenariusze dla nas samych. To wdzięczność sprawia, że los daje nam wszystkiego jeszcze więcej. Ale brak wdzięczności… zabiera nam nawet to co mamy. Dlatego, że tego nie doceniamy.

 

SPISYWANIE RZECZY, ZA KTÓRE JESTEŚMY WDZIĘCZNI

Z czasem rzeczy, za które jestem wdzięczna zaczęłam spisywać na karteczkach. Po pięć rzeczy każdego wieczora. Widzę teraz zależność, że zawsze kiedy wpadałam w wir życia i zaniedbywałam afirmacje, medytacje, wdzięczność – coś się w moim życiu sypało. Ja wiem, że dla kogoś to co piszę może być abstrakcją – też by dla mnie było, gdybym to czytała kilka lat temu. Ale wtedy nie byłam człowiekiem świadomym – siebie samej, życia, całej tej energii, która jest w nas i wokół nas. Wtedy takie gadanie, było dla mnie gadaniem obłąkanych szaleńców. Dość długo sama nie mówiłam o tym wszystkim aż tak otwarcie. Wstydziłam się? Raczej nie. Bardziej bałam się właśnie tego, że ludzie wezmą mnie za tego obłąkanego szaleńca. I pewnie tak jest. Ale za to ilość osób, które to moje „obłąkanie” inspiruje, sprawia, że wiem… wiem, że chcę o tym mówić, chcę ludziom pokazywać, że można żyć inaczej – lepiej, piękniej, bardziej świadomie. Żyć po prostu DOBRZE, w zgodzie ze sobą i z resztą świata.

 

MAGIA

Wdzięczność była mi więc znana od dłuższego czasu, ale dokładnie od sześciu dni poznaję ją w totalnie innym wymiarze. Może nie innym – ale dużo bardziej intensywnym niż do tej pory. Jakiś czas temu napisała do mnie czytelniczka, która powiedziała mi o tym, że poleca mi książkę Magia, autorstwa Rhondy Byrne. To ta sama autorka, która napisała książkę Sekret! Pierwszą książkę, która zmotywowała mnie do zmian na lepsze. To od niej zaczynałam. Wiedziałam, no wiedziałam od razu, że muszę ją mieć. Czytelniczka napisała mi, że zwizualizowała sobie dzięki tej książce idealne mieszkanie, pracę a nawet… bratnią duszę. Tak mnie to zaintrygowało, że od razu wiedziałam, że książka musi być moja.

No i czytam… czytam od sześciu dni. Książka jest właściwie kursem wdzięczności. Zawiera „magiczne” ćwiczenia na każdy dzień ( dokładnie 28 dni) i każdego dnia, z 2/3 kartki treści do poczytania, przyswojenia. Podeszłam do tematu książki z podekscytowaniem i jak zawsze wiarą, że coś dobrego z niej wyciągnę. Ale nie sądziłam, że wdzięczność praktykowana z taką siłą i taką intensywnością – może sprawić, że już pierwszego dnia, będę czuła jakby działa się w moim życiu MAGIA, dosłownie :P Sama nie wierzę, że to piszę haha :D

Oczywiście, to wszystko jest kwestią naszej podświadomości! Jeśli w coś mocno wierzymy, automatycznie się motywujemy, mamy chęci do działania. Ale podświadomość to jedno… wdzięczność… to druga sprawa. Wydawało mi się, że dostrzegam już naprawdę wiele, ale kiedy zaczęłam ćwiczyć jeszcze bardziej… okazało się, że świat jest pełen, dosłownie pełen rzeczy, za które można być wdzięcznym. Rzeczy, które uważamy za tak oczywiste, że już nawet ich nie zauważamy.

Dziś zgodnie z książką, spisuje aż 10 rzeczy za które jestem wdzięczna – każdego ranka, zaraz po przebudzeniu. Wypisuje tam przeróżne rzeczy. Nawet takie jak telefon, czy komputer – no bo to dzięki tym sprzętom mam pracę, zarabiam, mam kontakt z ludźmi, mam dostęp do szeroko pojętej wiedzy, książek, nowinek ze świata. Jestem wdzięczna za nogi, dzięki którym codziennie wstaję i mogę normalnie funkcjonować. Za oczy, dzięki którym widzę wszystko co mnie otacza. Świat, naturę, moje ukochane dziecko, bliskich, cudowne potrawy, słońce na niebie…

 

KTO MA WDZIĘCZNOŚĆ…

Kiedy dorastamy, życie zaczyna nas przytłaczać. Nadmiar obowiązków, praca, rutyna, często brak pieniędzy. Zaczynamy być sfrustrowani, skupiamy się na braku… tylko, że ta postawa nic w naszym życiu nie zmienia. Jedynie pogarsza.

W Ewangelii Świętego Mateusza, można znaleźć taki cytat: Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie. Kto zaś nie ma, temu zabiorą również to co ma”.

Brzmi drastycznie no bo jak kto? Ten kto jest teraz w dupie finansowej pomyśli: aha. Czyli bieda będzie jeszcze biedniejsza, a bogaci będą się bogacić. No zajebiście sprawiedliwe. Każdy jednak z nas powinien wiedzieć, że słowa w biblii, nie powinny być traktowane przez nas dosłownie. Cytat, który Wam pokazałam, tyczy się… właśnie wdzięczności.

„Bo kto ma wdzięczność, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie. Kto zaś nie ma wdzięczności, temu zabiorą również to, co ma”.

Nasza natura bywa buntownicza. Często na takie prawdy reagujemy: tiaaa jasne. Że niby przez brak wdzięczności, nie mam czym nakarmić dzieci. Sytuacje życiowe są różne. Mamy w sobie sporo mechanizmów obronnych, ale musimy zrozumieć pewne prawdy uniwersalne, które nie są wymysłem. Są czymś, co wyciąga ludzi z najgorszych życiowych problemów. Ja wiem – to sztuka. To duża sztuka, być wdzięcznym za pieniądze, ich brakuje. Rozumiem, że kiedy ich nie ma możesz czuć się przytłoczona. Ale czy kiedy już w końcu jakieś masz – dziękujesz za nie? Jesteś za nie wdzięczna? Czy nie dziękujesz, bo Ci się należy, bo to pieprzone minimum dla przeżycia? To sztuka być wdzięcznym za miłość, kiedy nasz partner nie okazuje nam jej zbyt wiele. I pewnie kiedy w końcu Cię przytula, wcale nie jesteś za to wdzięczna, bo… bo ci się należy. Jeśli nie będziemy doceniać tego co już mamy – nie dostaniemy więcej. Wręcz przeciwnie…

Ja wiem jedno. Kiedy nie miałam zbyt wiele pieniędzy na koncie i się tylko umartwiałam i użalałam – niespodziewane wydatki i rachunki piętrzyły się jak chore. Kiedy zamartwiałam się tym, jakie mam słabe samopoczucie – czułam się coraz gorzej. A to dlatego, że w tym całym ubolewaniu zapominałam, że poza negatywnymi aspektami życia – mam cholernie dużo powodów do wdzięczności i radości.

 

WDZIĘCZNOŚĆ TRZEBA W SOBIE PIELĘGNOWAĆ

Dzisiaj to wiem. Wdzięczność to potężna siła, którą zamierzam pielęgnować i dzięki której będę stale zmieniać swoje życie na lepsze. I z wielką przyjemnością wracam do mojego tekstu: bądź wdzięczny… kiedy to stawiałam swoje pierwsze kroki w swoim ćwiczeniu jej. To co musicie sobie zapamiętać, że żeby naprawdę zmienić coś w swoim życiu: trzeba systematyczności. Nie chodzi tutaj o podziękowanie za coś raz na tydzień, czy zrobienie czegoś co nam pomaga kilka dni pod rząd, a potem puszczenie w niepamięć na kilka miesięcy. Być może nasze zmiany tak na początku będą wyglądać: będziemy testować, próbować, odpuszczać. Ale kiedy naprawdę zapragniemy zmiany – zrobimy wszystko co w naszej mocy, by one nadeszły. I wtedy nie odpuścimy. Nawet na chwilę. Tak jak ja teraz…