Sama tworzę swoją modę.

12 października 2014

Moda. Czy istnieje jakaś definicja słownikowa tego wyrazu? Jeśli tak, to proszę oświećcie mnie. Ja postrzegam to tak: ktoś tam , nie wiem kto ustala jakieś trendy, a to na jesień, a to na zimę, a to na wiosnę. Tego roku modna zieleń? Okej. Wypuszczamy kolekcje ciuchów w zieleni w tysiącach odcieni. Albo ktoś tam obserwuje co ludzie noszą masowo i to jest modne. Serio, nie wiem jak to działa. Wiem jednak, że za tym nie podążam kompletnie, co nie oznacza, że akurat modne rzeczy nie wpadają mi w oko i ich nie kupuję. Ale nigdy nie robię tego ze względu na to, że jest to „na czasie” a dlatego, że mi się podoba i przede wszystkim – dobrze się w tym czuję i wyglądam ( wg mnie) . Jeśli coś jest totalnie nie na czasie, ale łapie mnie za serce – kupuję. To co noszę na sobie jest moją sprawą. Nie narzucam tym nikomu totalnie niczego. I nigdy nie ingeruję w ubiór innych osób. Sama sobie tworzę modę i modę mojego dziecka. Zakładka na blogu „moda dziecięca” nie jest zakładką, w której kiedy w nią wejdziecie dowiecie się co jest teraz na czasie. Dowiecie się po prostu jak ubieram swoje dziecko.

Kilka lat wstecz mama co jakiś czas kupowała mi rzeczy. Często przy przymierzeniu mówiłam „Nie no, źle się w tym czuję, dziwnie. Nie chcę tego”, na co ona razem z siostrą prawie jednakowo kwitowały to zdaniem : ” Ale przecież to jest modne !” – no ok. Jest. Potwierdzam. Ale się w tym nie czuję, więc mam się zmuszać tylko dlatego, że jest to na okładce „Avanti?” Nie.

To samo z modą dziecięcą, oraz śmiesznymi zasadami, które w niej panują. Dziecko moje ma niecałe 8 miesięcy. Po domu często raczkuje w rajtach i …nie! nie sukienkach. Tunikach ! (Nie , to nie bluzki.) Kategoryczny błąd, który wytknęło mi już kilka osób. Przecież rajstopy nosi się do sukienek, a getry do tunik! Nie wiedziałyście? No to już wiecie. A ja śmieję się w głos przed monitorem. Bo dziecko KILKU MIESIĘCZNE  trzeba W DOMU ubierać wg zasad. Paranoja. ” Widocznie moda idzie do przodu, skoro rajty zakłada się teraz tak, że dziecku widać pupę”. Jaka moda? Jaka moda ja się pytam? Kupiłam dziecku rajstopy z falbanką. Czemu? Bo wg mnie słodko wygląda wypięta pupa raczkującego dziecka z taką właśnie falbanką. Nie mam potrzeby zasłaniania jej usilnie sukienką, bo przecież tak się rajstop nie nosi. Dziecko to nie mały dorosły. Dziecko to dziecko. Zwłaszcza kilku miesięczne w domu, czy w gościach gdzie wiemy kto na nie patrzy i czujemy się bezpiecznie nawet gdy dziecko paraduje w samym pampersie. Czy serio ktoś na tym świecie sądzi, że  8 miesięczne dziecko odczuje różnicę, jeśli zamiast tuniki i getrów, będzie miało na sobie tunikę i rajtuzki? Czy wpływ na jego życie będzie miało to, że ubrałam mu totalnie niemodną w tym sezonie czapkę? Nie. Więc darujcie sobie „zasady” czy „trendy” , bo to nie dla mnie. Owszem inna sprawa jest kiedy po placu zabaw biega już całkiem „dorosłe” dziecko w rajtach i koszulce prawie odsłaniającej brzuch – wtedy już należy kierować się myśleniem „Czy to nie zbyt intymne”, a nie tym, że mamy gdzieś modę. Bo modę możemy mieć gdzieś, ale w pewnym momencie życia dziecka rajstopy stają się bielizną w miejscu publicznym i w tej kwestii zdania nie zmienię., ale to już temat rzeka, bo wpis ten nie tyczy się się rajstop czy bielizny, a podążaniu za trendami czy modą…

Ubieram dziecko tak, żeby wg mnie wyglądało ładnie, żeby było mu wygodnie. Mam gdzieś to, że to co mu zakładałam jest już totalnie nie na czasie. Serio. Lubię i kupuję dużo rzeczy z nowych kolekcji, ale jeszcze raz tyle kupuję w SH, gdzie  niektóre wzory są już totalnie passe, a jednak łapią mnie za serce. Nie mam nic przeciwko dzieciom ubranym jak na wybiegu – ba! Sama bardzo często swoją stroję tak, że ludzie zaczepiają mnie mówią, że jest genialnie ubrana. Ale…ale ubieram ją po swojemu. 2 rzeczy pewnie są na czasie, 3 nie. Wszystko ma tworzyć dla mnie idealną całość. Być czyste, wygodne i ładne (dla mnie). Za modą nie podążam tylko dlatego, że mnie ona nie interesuje. Ciebie tak? Okej. Ale interesuj się nią bez ustalania zasad ubierania, bo każdy powinien mieć swoje.

I tak samo ja. Wszystko na odwrót. Torby do wózka powinny przypominać normalne torebki, najlepiej bez wzoru, który rzuca się na 100 kilometrów. A ja …mam torbę, która jest wielka , aczkolwiek lekka. Jest kolorowa, ale słodka. Jest po prostu inna od wszystkich i pewnie totalnie nie na czasie. A mimo to jest moją ulubioną i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Ktoś widząc mnie z nią pewnie myśli „Boże, czarne botki, jeansy, czarna skórzana kurtka, a na ramieniu kolorowa torba. Czy ona widziała siebie w lustrze?” . A czy koleżanka wie, że praktyczność rzeczy stawiam ponad wyglądem? „Jaka praktyczność?” , a no taka, że torba ta to moja dziura bez dna, w której mam WSZYSTKO dla siebie , dla dziecka, ba! Mam tam nawet przewijak, którym jest sama torba? Passe co? Totalnie not cool? No trudno. Mam to gdzieś. Tak jak mam gdzieś, że teraz powinno się nosić spodnie z wyższym stanem, a nie biodrówki (i guess?) , a ja noszę wiernie te biodrówki i koszulki totalnie nie modne…i zakładam tą torbę tak bardzo mało kobiecą i totalnie za modą nie podążam. I idę ze swoim dzieckiem, co to ubrane totalnie odbiegając od zasad ubierania dziecka tak jak i ja. I jakoś żadne z Nas o tym nie myśli i nie zwraca na to uwagi…bo jaki świat byłby pusty i zepsuty, gdybyśmy takimi rzeczami zaprzątali sobie głowy… ;)

 

zdjęcia: Wegner-Keiling Photography

torba/przewijak z kocykiem i poduszką : MAJUNTO.COM

 

DSC_6846

 

DSC_6847

 

DSC_6849

 

DSC_6856

 

DSC_6857

 

DSC_6861

 

DSC_6865

 

DSC_6867

 

DSC_6875

 

DSC_6877

 

DSC_6881

 

 

DSC_6888

 

 

DSC_6890

 

 

DSC_6895

 

 

DSC_6897

 

 

DSC_6899

 

 

DSC_6906

 

 

DSC_6908

 

 

DSC_6910