Salon w różu, bieli i szarościach. Można? Można!

9 lipca 2019

Kiedy półtora roku temu wprowadziłam się do nowego mieszkania, podniosły się głosy, że mam tutaj jak w szpitalu. To nic, że w mieszkaniu nic nie było – białe ściany wg niektórych, z góry przekreśliły moje szanse na posiadanie przytulnego kąta :D

Dzisiaj mnie to bawi. Salon stał się najprzyjemniejszym kątem w naszym mieszkaniu. Choć zostało jeszcze kilka szlifów i rzeczy do zrobienia, to uważam, że prace nad nim można uznać za zakończone. Reszta, która będzie dochodzić, będzie tylko przyjemnym dodatkiem. Efekt, który osiągnęłam, może dla niektórych nie będzie niczym nadzwyczajnym, ale dla mnie jest… magiczny. Stworzyłam miejsce totalnie moje. W 100%. Szczerze? Nie widziałam w internetach czegoś podobnego. Urządzałam ten kąt półtora roku… przez pierwsze 3 miesiące nie mieliśmy nawet narożnika. Przez pół roku – kuchni. Przez jeszcze więcej czasu – oświetlenia. Krok po kroku. Mebel po meblu. Dodatek po dodatku. Wizja w głowie kiełkowała. Każda rzecz przemyślana w 100%. Nie kupowałam niczego „na chwilę”, byle było. Rok czasu nie mieliśmy zasłon, ani nawet taniutkich firanek, bo chciałam lniane zasłony z prawdziwego zdarzenia. Wszystko w tym salonie to dobra jakość, cudowny design i mnóstwo wyrzeczeń. No ale wy i tak się pewnie zastanawiacie…

 

SKĄD TEN RÓŻ?

Zaczęło się chyba od plakatów od BlueBird-Design. Zastanawiałam się, jaki kolor mógłby z nich bić i wybrałam spontaniczne róż. Później cudowne poduszki od Pillovely. Pomyślałam, że fajnie by było, gdyby to był kolejny element w salonie, gdzie ten róż tak nieśmiało by się przebijał. Z dywanem postąpiłam podobnie. Cudowny design dywanu od  Carpets&More z którego przebijają odcienie niebieskiego i różu właśnie. I wtedy już wiedziałam, że to właśnie ten róż może być tym kolorem, który rozświetli mój biało-szary salon. Nie wiedziałam jednak jak daleko się posunę. Podczas ciułania na zasłony, w międzyczasie, na stoliku wylądowało jeszcze różowe jabłko i bukiet sztucznych kwiatów – również z akcentem różu. No i po roku, zaczęłam szukać tych wymarzonych zasłon… najpierw kolorowych – ale to byłby strzał w kolano. Nie mogłam postawić na żadne wzory, bo gryzłyby się z geometryczną tapetą. Musiały być zatem gładkie. Ale jakie? Szare? To by mnie zabiło. Jakie więc było inne wyjście? No jedynie… róż. I pomyślałam – raz kozie śmierć. I trzasnęłam lniane zasłony w brudnym różu od so linen! . Efekt? Nieziemski…

 

 

Więcej o zasłonach i karniszu elektrycznym od Ardeko, pisałam w osobnym wpisie: Karnisz elektryczny i różowe lniane zasłony w naszym salonie.

No ale po podjęciu decyzji o zasłonach, dwa miesiące później podjęłam zdecydowanie NAJLEPSZĄ decyzję ever, bo …

 

KUPIŁAM NOWE KRZESŁA

I z nimi też się wiąże ciekawa historia, bo najpierw zamówiłam białe. I żałowałam tej decyzji już po dwóch dniach, a jak się potem okazało… wcale ich nie zamówiłam :D Więc złożyłam ponowne zamówienie, ale zanim je złożyłam pomyślałam, że białe to strzał w kolano, więc może szare? Ale kurcze… wszystkie 6 krzeseł w szarości? Będzie mega smutno! No i znów pomyślałam… to różowe! Ale wszystkie krzesła różowe? No tego to nawet ja nie zniosę. Więc sprytnie wymyśliłam… 4 szare, 2 różowe. Tak tylko, żeby delikatnie dodać tego różu, ale żeby nie przesadzić. Czekałam na realizację i czekałam… krzesła przyszły, a ja… poryczałam się ze szczęścia :D

 

 

Wcześniejsze krzesła były spoko. Obrotowe, ładne… ale te rozwaliły skalę maksymalnie. Obłędnie piękne, niesamowicie wygodne. Piękna, delikatnie połyskująca tkanina, wspaniała w dotyku. Kocham te krzesła całym swoim sercem, a dobór kolorystyczny to strzał w dziesiątkę!

Odkąd krzesła przewijają się gdzieś na Stories, dostałam o nie milion zapytań, a więc odpowiadam: krzesła zamówiłam ze sklepu slf24. Model krzeseł to Mia. Te szare to tkanina Paros 2, a te różowe to tkanina Kronos 29.

 

 

Design krzeseł wygrał dla mnie głównie dzięki elementom pikowania i tego, że są takim dodatkiem luksusu, którego mi przy moim stole brakowało. Te krzesła to właściwie takie połączenie luksusu ( lekko połyskująca tkanina + pikowania) i przytulności – nogi są z drewna bukowego i mają taki ciepły odcień. Odkąd wymieniłam krzesła na nowe, stwierdziłam, że salon z aneksem znacznie lepiej się prezentuje i że te krzesła dopełniły całości. Siedzi się na nich tak, że jak już człowiek usiądzie to… nie chce mu się wstawać. Każdy mój gość, sam z siebie komentuje pozytywnie ten element mieszkania. Zarówno wygląd krzeseł jak i ich wygodę.

Jeśli skusicie się na zakupy na slf24 i zrobicie zamówienie powyżej 600 zł, to wpisując kod MAMALA, dostaniecie do zamówienia torbę materiałową. Tak spójnie z tym, o czym Wam ciągle trąbię, czyli o braniu ze sobą na zakupy swoich toreb i nie braniu ze sklepów foliówek :P

 

NOWA SZAFKA RTV

Z nowości, które pojawiły się u mnie w salonie jest też cudo, którego dzielnie szukałam gruuubo ponad rok. Szafka RTV. Wierzcie mi – znam już wszystkie modele, które można dostać w Polsce online i stacjonarnie. Mogłabym Wam zrobić przegląd tysięcy szafek RTV i nie poleciłabym żadnej… oprócz mojej :D Jeśli człowiek szuka czegoś ponad rok i w końcu znajduje tą jedną, jedyną, wymarzoną to wiedz, że będzie ją kochał aż do śmierci :D

Właściwie to byłam już praktycznie w 98% procentach zdecydowana na podobny model z Ikei. Bardzo podobny. Ale jakoś coś mi nie do końca pasowało i chodziło chyba o tą jakość jednak… no i znalazłam. Prawie, że identyczną, ale z litego drewna sosnowego. Szafkę znalazłam w sklepie Woodica. Model to Parma 55. Ja mam ten szerszy model, czyli 176 cm. Szafka jest prosta, a jednocześnie zachwycająco piękna. Ma cudowne frezy na frontach, fajne czarne uchwyty i ozdobny cokół. Fronty wykonane są z drewna bezsęcznego. Wieńce i boki – z selekcjonowanego drewna sęcznego. Cztery głębokie szuflady i dwie półki, pozwalają na fajne zagospodarowanie miejsca w szafce.

 

 

 

Mebel wygląda w salonie obłędnie. Prosty, ale elegancki. Cudownie wypełnił przestrzeń na ścianie z tapetą. W sklepie Woodica jest ogrom takich wspaniałych mebli – nie tylko w bieli, ale też kolorze naturalnego drewna. Ja już planuję upolować tam kolejne perełki, tym razem do sypialni: stoliki nocne i regał na książki! A w przyszłości może również nową szafę do przedpokoju… Marzenia!

 

CO Z RESZTĄ?

 

A jak sprawdzają się pozostałe rzeczy, które pokazywałam Wam już we wcześniejszych wpisach? Zdecydowanie stół i narożnik od VOX, to perełki, których nie mam zamiaru zmieniać ( póki co :P ) – narożnik swoim wyglądem i wygodą rekompensuje brak funkcji spania. Po zdjęciu bocznych poduszek jest na nim tyle miejsca, że przekimałam już tu kilka gości i samą siebie. Dla jednej osoby do spania jest w sam raz. Co najważniejsze – nie brudzi się. No kurczę, serio! Mamy go ponad rok i nie ma ani jednej plamki, wytarcia nic. Jak coś nam kiedyś na niego spadło, to zmyliśmy to zimną wodą i po sprawie. Ale ogólnie wychodzę z założenia, że od jedzenia jest stół w kuchni, a nie narożnik. Ale różnie to czasem bywa :P Narożnik to model Repos.

Druga perełka to dębowy stół. Jeszcze bardziej zyskał w moich oczach, odkąd rozłożyłam go do średnio rozmiaru. Pięknie wyglądał w najmniejszym rozmiarze i w okrągłym kształcie, ale teraz bardziej wypełnił salon i z nowymi krzesłami komponuje się obłędnie! Solidny, wysokiej jakości. Ciężko będzie go jakkolwiek zniszczyć. Stół to kolekcja Simple.

Hitem pozostaje również stolik kawowy od Tavolini. To element, który zagościł w naszym mieszkaniu jako pierwszy. Dostawa była jeszcze przed naszą przeprowadzką. Było na czym trzymać pizzę i na czym jeść, zanim dorobiliśmy się stołu w kuchni i … kuchni :D Jest piękny, minimalistyczny i co najważniejsze – nie rysuje się. No nie ma opcji, żeby go zarysować. Nie zostają na nim żadne ślady po gorących napojach ( choć Pani Domu Alicja vel Mamala, zawsze przypomina o podkładkach :D ) i ogólnie … żadne inne ślady :)

MÓJ RAJ

Ten salon to mój własny, osobisty raj. Nadal za narożnikiem i w kącie kuchni są niedoklejone listwy. Nadal nie ma listw przysufitowych. Ale to już drobne elementy, które widzę tylko ja. Co dalej? Teraz już zdecydowanie idę w rośliny – chcę dodać temu salonu życia i zielonego koloru. Między narożnikiem a kuchnią, mam kawałek wolnej ściany. Tam chcę zawiesić drewniane półki, a na nich poustawiać zioła w doniczkach, książki kucharskie, designerskie dodatki kuchenne typu waga, koszyczek na pieczywo. Chcę zawiesić obok suszki, czosnek, papryczki. Ten salon już jest totalnie inny od wszystkich, które miałam okazję widzieć. Wzbogacony o rośliny, wiklinę i drewniane półki – będzie czymś, czego nie widział żoooden Pinterest :) ŻODEN! :P Ale to jeszcze trochę… Póki co, zapraszam do zakładki WNĘTRZA, gdzie czekają na Was wszystkie wpisy dotyczące naszego gniazdka. Macie tam wszystkie zdjęcia produktów, mebli – linki, sklepy, opisy. Miłej lektury!