Jeśli kochasz to co robisz, rób to mimo wszystko

19 lipca 2018

Kilka lat temu, pod wpisem ze zdjęciem Polci mającej zaledwie kilka miesięcy, ktoś zostawił komentarz, że jest obleśnym, obślinionym bękartem. Serce pękło mi wtedy na milion kawałków.

Ledwo zaczął mi wtedy hulać blog, a ja już miałam ochotę to skończyć, usunąć wszystko i nigdy więcej się nie pokazywać. Tym bardziej nie pokazywać mojego dziecka. Zastanawiałam się wtedy jaką trzeba być świnią, jakim intelektualnym dnem. Trzęsłam się, płakałam a jednocześnie krzyczałam we własnej głowie, że jeśli znajdę tego kto to napisał, to rozerwę go na strzępy. Nie byłam wtedy odporna na hejt. Mało tego. Nie byłam w stanie uwierzyć, że są na tym świecie ludzi tak podli. Każdy hejt, był mocnym zagrożeniem dla tego co tak zaczynałam kochać.

HEJT TO PROBLEM TEGO, KTÓRY HEJTUJE

Dziś patrzę na to totalnie inaczej. Dziś jestem w 100% przekonana, że jeśli na coś reagujemy hejtem, wzburzeniem, zbyt przesadną reakcją – to jest to nasz problem. Wiecie jacy ludzie najczęściej są zirytowani tym, że ktoś kogoś zdradził? Ci, którzy sami zdradzają, lub zostali zdradzeni. Jakakolwiek wieść o zdradzie nawet osób, których osobiście nie znają, wywołuje w nich masę negatywnych emocji, dlatego, że znają temat i jest to ich nieprzepracowany problem. Wiecie, które matki najczęściej oburzają się o to, że czyjeś dziecko nosi ciuszki po 300 zł za sztukę? Te, które mają ból dupy, że one mogą jedynie kupić trampki w pepco, a tak naprawdę chciałyby droższe – ale się nie przyznają, dlatego atakują tych, którzy mogą sobie na to pozwolić. Wiecie, którzy rodzice są najbardziej oburzeni zachowaniami innych rodziców? Ci, którzy sami mają zbyt wiele za uszami i w głębi duszy wiedzą, że w rodzicielstwie dają ciała. Oburzając się na innych i krytykując ich – wychodzą z nas nasze własne frustracje, NASZE problemy i to co w naszym życiu nas boli.

Nie jest to oczywiście 100% regułą. Są sprawy, które oburzają i nie wiążą się personalnie z nami, a świadczą jedynie o tym, że jesteśmy ludźmi i mamy emocje, np. wiadomości o skatowanym dziecku, czy jakiejś narodowej tragedii.

Takie podejście pozwala mi na odbieranie hejtu z wielką obojętnością. Nie wdaję się w dyskusję, a tych, którzy przekraczają granicę, po prostu ignoruję, usuwam i nie daję im już prawa do bycia po raz kolejny świnią na moim podwórku.

 

NAJBARDZIEJ W DÓŁ CIĄGNĄ CI, KTÓRYM NIE WYSZŁO

Podczas blogowania, zdarzało się wiele sytuacji, które próbowały mnie odciągać od tego co robię. Nawet nie sytuacji, a ludzi. Jedna grupa to Ci, którym coś w życiu nie wyszło, więc za wszelką cenę próbowali mi wmówić, że mierzę zbyt wysoko, że tak się nie da, że to wszystko nie jest takie proste. Moje własne zamiary, cele i marzenia, z góry skreślali patrząc przez pryzmat samych siebie. Bo skoro ich plany i marzenia legły w gruzach, to na pewno tak się stanie u każdego innego człowieka na kuli ziemskiej.

Druga grupa to Ci, którzy rzucali krytyką na prawo i lewo w taki sposób, bym poczuła, że nie jestem nic warta, a to co robię nie ma najmniejszego sensu. Właściwie ta grupa dzieliła się na dwie grupy. Jedna to obóz ludzi z jakiś tam przyczyn zazdrosnych, których bolało, że ja jednak coś w tym życiu robię i coś osiągam, więc rzucali we mnie bezpodstawną krytyką, byle dowalić. Ta druga grupa krytykujących, była grupą, która mocno mnie ukształtowała, potrafiła postawić do pionu i wskazać realny problem. To grupa, której krytyka była zawsze hmm… smaczna. Nie taka wiecie, że człowiek chciał nagle po przeczytaniu komentarza wszystko kończyć, ale taka zdrowa, konstruktywna, która dawała mi zawsze do myślenia. Za nią jestem cholernie wdzięczna. Nieważne co w życiu robimy, musimy wciąż uczyć się dostrzegać swoje błędy, słuchać uważnie innych i być zawsze gotowym na zmiany.

 

NIE POZWÓL ZDEPTAĆ SWOICH MARZEŃ I CELÓW

Jeśli decydujemy się w życiu robić to co kochamy, musimy uświadomić sobie jedno: nie tylko ludzie będą nam w tym przeszkadzać. Będzie nam przeszkadzać w tym życie, ograniczenia finansowe, losowe wypadki. Zaliczysz po drodze milion fuck-upów, ale największym ograniczeniem, które napotkasz na swojej drodze, będziesz TY sam. Mówiąc na myśli TY, mam na myśli Twoje wątpliwości, ograniczenia w Twojej głowie, Twoje chwile zwątpienia. Milion osób może stać nad Twoją głową i krzyczeć, że się nie nadajesz, ale ostatecznie liczy się tylko to w co TY sam wierzysz. Jeśli masz wizję, wierzysz w swoje umiejętności i przede wszystkim masz cele i marzenia, to nigdy, przenigdy nie pozwól na to, żeby ktoś Ci je zabrał, zdeptał i rzucił w otchłań. NIE I KONIEC!

O to co kochamy i w co wierzymy, należy walczyć do samego końca. Jeśli zwątpisz – cofnij się o kilka kroków, przeanalizuj co poszło nie tak, wprowadź jakieś zmiany. Próbuj, eksperymentuj, rozwijaj się, potykaj się, wyciągaj wnioski, ale przede wszystkim – NIE PODDAWAJ SIĘ. Bo jeśli naprawdę w coś wierzysz i coś kochasz, to znajdziesz w sobie pokłady wszystkiego co Ci potrzebne, by to podtrzymać, rozwinąć, by osiągnąć to o czym marzysz.

A hejt, krytykę, chwile słabości, finansowe dołki wpisz sobie w scenariusz życia i nigdy nie pozwól, by przesłoniły Ci to, nad czym tyle pracowałeś, o czym tyle marzyłeś…