Przewartościowanie.

14 grudnia 2015

Chociaż siedzę tu dzisiaj przed kompem z dzieckiem na klacie, z 22 wiosnami na karku i z całkiem poukładaną w głowie całością, to doskonale pamiętam, że jeszcze tak niedawno w głowie jedyne co miałam to rozsypaną, popieprzoną układankę z wieloma, brakującymi elementami. Jeszcze nie tak dawno, siedziałam zamknięta w swoim pokoju z tą miną wiecznie, niezadowolonego człowieka, odburkując raz po raz mamie: „tak, umiem wszystko na jutro”.

Raz po raz mama moja najdroższa, wołała mnie do swej twierdzy zwanej salonem, gdzie wieczorami można było obejrzeć te wszystkie zajebiste reportaże: o biednych ludziach, o chorych dzieciach, o niechcianych psach, o nieszczęśliwych wypadkach. Wołała mnie raz po raz, wciskając mi kit (  a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało) –  że jak obejrzę cokolwiek z tego zajebiście, smutnego repertuaru, to może w końcu docenię to co mam. Gdybym wtedy mogła określić to co słyszałam z ust rodziców, prawie codziennie –  nazwałabym to klasycznym pieprzeniem, które jedyne co ma na celu, to jeszcze większe podburzenie zbuntowanej nastolatki. Bo niby po co miałam tam siadać, na tej wiecznie trzeszczącej skórzanej sofie, gdzie człowiek nie mógł nawet wziąć spokojnie oddechu, bo zaraz skóra zaczynała wydawać odgłosy, które skutecznie zagłuszały ten zajebiście ciekawy seans. Po co miałam tam siedzieć i to oglądać. Człowiek i tak gówno mógł zrobić, a potem tydzień się pozbierać do kupy nie mógł. Ale w oczach innych, byłam taką bezduszną osóbką, co to gdzieś ma te chore dzieci, a problemy wielkiej wagi to dla niej brak sms’a od chłopaka. W sumie może było w tym coś prawdy, a może chciałam taką udawać. Przecież tak prościej. Mieć wszystko w dupie. Człowiek jednak jak dorośnie, to wtedy częściej myśli. Dorosłość to jednak pikuś w porównaniu z byciem matką. To tutaj zaczyna się wrażliwość, to tutaj zaczyna się troska…to tutaj zaczyna się…przewartościowanie.

Nie tęsknie do tej wiecznie obrażonej na cały świat nastolatki. Ale jedno jest pewne. Ta dziewczyna nie umarła. Wciąż to jednak jestem ja, z tymi samymi krzywymi zębami i sieczką w mózgu, która raz po raz próbuje się uaktywniać i rozpieprzać mi całe moje pozytywne podejście. Mam w głowie jakiś granat, który tylko czeka, żeby pieprznąć z całej siły i sprawić, że znów jestem tylko głupią małolatą, która chyba z nadmiaru czasu spędzanego w czterech ścianach, przestaje racjonalnie myśleć i wymyśla sobie błahe problemy. Czasem dopada mnie ten stan, niezadowolenia ze swojego życia, czasem czuję się znudzona tą rutyną, czasem smucę się, że nie mogę kupić sobie wagi kuchennej w pastelowym różu. Czasem smucę się, bo tu i ówdzie mi coś odstaje, tam wisi. Czasem smucę się, bo człowiek tak już ma, że w 4 ścianach, z dala od rodziny, myśli się dużo za dużo.

I zapomniałam o robieniu czegoś dla siebie. Zawsze kiedy córka moja najdroższa wieczorami robi się już senna, ja myślami jestem już przy pracy, sprzątaniu, prasowaniu. Zapominam o tej lampce wina, filmie… no właśnie. Wracając do tego, czym ten wpis zaczęłam. Nadal przełączam te reportaże o chorych dzieciach, bo jak już się „skuszę”, to potem tydzień się trzęsę, myślę, płaczę. Ale odpalam na laptopie filmy – tak jak kiedyś. I raz po raz trafiam na takie, które sprowadzają mnie na ziemię o wiele skuteczniej niż te wszystkie telewizyjne reportaże. Oglądam i płaczę. Smucę się, ale jednocześnie relaksuję. Bo to tylko pieprzony film. Nie muszę martwić się chorobą bohatera, bo to tylko fikcyjna postać. Ale przekaz jest taki sam, jak gdybym oglądała uwagę w tv. Oglądam i się wczuwam i widzę te PROBLEMY, widzę chorobę głównej bohaterki i rozumiem, dopiero teraz rozumiem, co mama miała na myśli mówiąc: ” Człowiek powinien częściej oglądać takie rzeczy, by doceniać to co ma”. Bo wtedy masz w nosie tą pieprzoną kuchenną wagę, masz w nosie małe cycki i krzywe zęby. Spoglądasz tylko niespokojnie na pokój swojego dziecka i myślisz sobie ” Boże … jak dobrze, że jest cała i zdrowa”. Idziesz, przytulasz, mając gdzieś, że zaraz możesz ją obudzić, a przecież usypiałaś ją na rękach dwie godziny. A potem dwie godziny oglądałaś film, po którym nastąpiło… przewartościowanie.

I możesz nie wierzyć, ale kolejny dzień nie zaczął się już smutkiem z powodu „braków”. Zaczął się wdzięcznością za to czego nam nie brak. Za zdrowie, jej uśmiech, dach nad głową i ciepłe pieczywo w chlebaku. Szkoda, że do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć, szkoda, że się niektórych rzeczy w wieku lat nastu nie rozumie. Lepiej późno jednak niż wcale – powiadają…

… a na przewartościowanie czasem może być za późno.

DSC_1112

 

DSC_1114

 

DSC_1115

 

DSC_1118

 

DSC_1121

 

DSC_1124

 

DSC_1125

 

DSC_1130

 

DSC_1132

 

DSC_1133

 

DSC_1135

 

DSC_1141

 

DSC_1142

 

DSC_1143

 

DSC_1144

 

DSC_1145

 

DSC_1147

 

DSC_1148

 

DSC_1150

 

DSC_1151

 

DSC_1152

 

DSC_1153

 

DSC_1154

 

DSC_1155

 

DSC_1156

 

i uprzedzając pytania co jest skąd ;)

przepięęęękna tuniczka mayoral od manolo & manola

narożnik – meblejana.pl – nadal sprawuje się IDEALNIE. Strzał w dziesiątkę!

kredki paluszkowe, kredki zwykłe, książeczka – tiger polska

poduszki, dywan – decovena

stolik- jysk

  • Daria

    Popłakałam się…zawsze mi wiele uświadamiasz…

  • karola

    Spadłaś mi z nieba z tym wpisem. Wszystko mi się ostatnio posypało i zamiast doceniać to, że mam pracę, dach nad głową i zdrową rodzinę, siedzę i płaczę, narzekam na swój los. A tak naprawdę nie mam na co narzekać… Muszę tylko wziąć się w garść i poukładać wszystko od nowa. Dziękuję Ci. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam, że nawet matki, blogerki które ‚mają przecież wszystko’ (z perspektywy obserwatora) miewają wątpliwości…

    • Tak to już jest, że ciągle wzrastają nasze potrzeby, jak już coś mamy, to chcemy więcej. Ważne, by te pragnienia nie odbierały nam radości z tego co już mamy. A co do matek blogerek – ja sama muszę wrzucić na luz. Oglądam te piękne domy, bo przecież wszyscy mają kuźwa domy własne, wielkie białe, wszyscy kupują sobie jakieś wypasione prezenty na gwiazdkę…a ja bez mieszkania własnego, bez kasy na większe prezenty. Łatwo się zdołować…

  • Marlena

    Gdzie kupiłaś choinkę ??

  • Anjita

    Bardzo utozsamiam sie z Twoim wpisem.Niedawno w bardzo tragicznych okolicznosciach zmarla moja babcia .Czesto mnie ,,wkurzala” Swoim gderaniem ,czepialstwem …Jednak teraz żaluje ze Jej nie docenialam ,ze nie spedzalam z Nia czasu.Miesiac przed smiercia nie wykonalam zadnego telefonu ,kompletnie nic.Zmarla w samotnosci ,choc byla calkowicie zdrowa osoba .Teraz nie moge sobie wybaczyc tych rzeczy ,ze bylam tak zla wnuczka .Zajeta tylko studiami i praca .

    • Szkoda, że tak często zdajemy sobie sprawę z niektórych rzeczy, gdy jest już za późno… :( Trzymaj się kochana! Na pewno nie byłaś aż tak złą wnuczką jak myślisz… Musisz sobie wybaczyć, by poczuć się lepiej…

  • kama

    Oj tak… ja również byłam taką buntowniczką i czasem wciąż jestem, ale takie filmy sprowadzają mnie na ziemię. Często chcemy więcej, zapominamy, że ważniejsze jest „być”, a nie „mieć”. Dobrze, że o tym napisałaś, dziękuję.

  • Wiesz co, Ala? Mam dzisiaj tak kiepski, popieprzony dzień, jakiego nie mialam już dawno. Dziwne, bo jestem po super weekendzie z przyjaciółmi, bo przywiozłam pyszne żarcie z domu, bo po blisko 3 dniach znów mogłam cały dzień tulić do siebie mojego synka. I przecież to wszystko, więcej nie powinnam chcieć. Ale chcę. Chcę w końcu mieć stół w kuchni i łóżko w sypialni, żeby nie musieć jeść i spać na kanapie w salonie. Chcę pisać i na tym zarabiać, bo to moja pasja. Chcę nie martwić się o to, co zrobię po tym pieprzonym macierzyńskim. Chcę ze spokojem wrócić na studia, żeby nie musieć się martwić, że nie będzie mnie w tym czasie stać na jedzenie dla Henia.
    I wtedy czytam Twój wpis. I czuję, że wszystko w głowie wraca na właściwe miejsce. Że znów czuję spokój. Bo Henio i Radek są obok. I to wystarczy.

    • Piękne te ostatnie zdania…to niesamowite nie? Chcemy, wymagamy, pragniemy więcej, ale koniec końców najważniejsze, że mamy ich…

      • I pomyśleć, że kilka lat temu byłam dokładnie taką samą gówniarą, o jakiej piszesz Ty.. Masakra!

  • Ja odkąd zostałam mamą często mam takie dni, kiedy właśnie biadole, że czemu nie mogę tego, że czemu jeszcze do pracy nie mogę się wyrwać, czemu nie wykupię sobie wycieczki na Lanzarote… i tego typu inne bzdety… to że wisi tu i ówdzie to też… Fajnie, że nie tylko ja tak mam ;) Dobrze, że zawsze po takim dniu, wychodzi słońce i nabieram rozpędu, biorę życie w swoje ręce i daje czadu :P

    • Dokładnie,dobrze, że zawsze przychodzi lepszy dzień i dajemy czaduuu! Jesteśmy matkami w końcu! :D

  • Izabela Jablonska

    Od miesiąca siedze na przysłowiowej dupie, z wiecznie obrażona mina, z partnerem który mnie „wkurza” ( bo przecież to tylko JEGO wina ), dziecko, ktore nie jest aniołkiem – wszystko zaczęło mnie irytować. W dodatku jest TA sokowirówka, która oczywiscie jest mi niezbędna do życia. I nagle jest Twój wpis, który podnosi mnie z kanapy i z uśmiechem na twarzy robi przepyszne kanapki ( ;-) ) dla chłopaka, który musi teraz pracować, a sama układam puzzle, ktore kiedyś były moja mała pasja. Dziekuje !

  • Bożena Jędral

    Jak łapią mnie przemyślenia, że nie chce mi się, nie ma czasu, zarobiona jestem, siadam z Melą i układam klocki, średnio po dwóch godzinach orientuję się, że jej dawno obok mnie nie ma, a ja nadal buduję. To odprężą, pozwala wyciszyć się, cofnąć czas.

  • bella

    to ja idę o krok dalej.. zawsze gdy zaczynam cieszyć się z tego co mam jednocześnie martwie się, że zapeszę i ktoś lub coś mi to zabierze :) to doiero chore! a zanim zostałam mamą nie było bardziej pozytywnie myślącej osoby ode mnie, znajomi na audiencję przychodzili.. do dziś nie rozumiem co się stało :D

    • Agata Sawicka

      Jaaa mam dokładnie to samo. Boję się, że jak tylko głośno przyznam , że wszystko się układa, to zaraz coś pęknie, coś się stanie. Hmm jak to leczyć? ;)

      • Haha, jak stwierdzicie jak to leczyć, chętnie się dowiem! :D

  • monika

    piękny wpis! bardzo dużo uświadamia i sprawia, że cholera! patrzę na ten pokój jak ty i myślę sobie „mam wszystko!”. Ala! Ty nawet sobie sprawy nie zdajesz, jak ty wplwasz na ludzkie zycia!!! <3

  • Agata Sawicka

    Nie mogę nie skomentować Poli-mega fryzura; ) Też chcę już takie czesać 😊

  • dagmara

    Polka jest przeurocza <3 Chcę taką córeczkęeeee!

  • Monika W.

    rowniez odkad jestem matka, czesto spotyka mnie zjawisko takiego przewartosciowania :) masz racje jak czlowiek dorosnie to „czesciej mysli”, zdaje sobie sprawe z wielu rzeczy, z ktorej wczesniej wgl sobie nie zdawal :) super wpis.

    • Dorosłość totalnie zmienia nasze postrzeganie świata, to fakt. Ale wiesz, czego jestem ciekawa najbardziej? Jak na moje dzisiejsze podejście będę zapatrywać się za kolejnych 10 lat.. ;)

  • Wiola

    Chcialabym zeby moja corka przeczytala ten wpis za jakies 15, 16lat. Mam nadzieje ze nie przestaniesz pisac tego bloga. Nigdy!! Jestes wielka :-)