Przestałam się martwić.

13 września 2014

Ciąża zmienia. Macierzyństwo zmienia jeszcze bardziej. Może nie każdego, bo na niektórych nie działa kompletnie nic, a niektórzy zmieniać się po prostu nie muszą. Ale na mnie ma zdecydowanie duży wpływ. W bardzo szybkim czasie dojrzałam i spojrzałam na życie z innej perspektywy. Nauczyłam się cierpliwości. Tego, że nic nie przychodzi od razu, a domek z piasku nie powstanie po wysypaniu jednego wiaderka i klepnięciu dwa razy ręką. Wszystko wymaga czasu, poświęcenia i pracy. Wszystko wymaga zaangażowania. Nauczyłam się kochać. Kochać do utraty tchu. Kochać tak, że mogłabym oddać życie. Oddać wszystko co mam. Dla Niej. Nauczyłam się uczuć. Uczę się ich każdego dnia.

Najbardziej jednak nauczyłam się tego, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na kłótnie, zmartwienia, zazdrość i zawiść. Zaczęłam cieszyć się z tych małych rzeczy, których inni nawet nie zauważają. Przestałam się martwić. Tym, że rozwalił mi się drogi telefon. Tym, że ktoś przytarł mi auto. Przestałam się martwić, bo nie ma czym. Telefon? Kiedyś kupię sobie nowy. W sumie nie muszę. Kupię sobie jakiś za 50 zł, byle dzwonił. Przetarte auto? Spoko. Nikt nie zginął, auto dalej jeździ. Mama znów zrobiła mi awanturę, bo zrobiłam coś nie po jej myśli – wpuszczam i wypuszczam. To są nic nie warte słowa, które nie wpływają na jakość mego życia. I nie pozwolę swojej głowie, by spowodowały, że zacznę się martwić i smucić. Jednak były rzeczy, które zwalczyć było mi o wiele ciężej. Była to nadwrażliwość na ludzkie (nie moje) cierpienie. Zamartwianie się ludźmi, którzy nie mają wpływu na nasze życie. Zamartwianie się bezdomnym, którego mijałam od sklepem czy katowanym dzieckiem o którym była mowa w telewizji. Wrażliwość jest dobra ale o wiele łatwiej jest funkcjonować kiedy jest zdrowa, a właściwie zminimalizowana jak najbardziej tylko może. Na świecie dzieje się codziennie tysiące tragedii, na które nie mamy wpływu. Owszem, możemy pomagać, możemy wspierać, ale nasze życie nie ulegnie dzięki temu zmianie. Zmianie ulegnie to, że przestaniesz łechtać swoje ego jak dobrym człowiekiem jesteś. Nie pomożesz Ty, to pomoże ktoś inny. Świata nie zbawisz, za to świat może zabić Ciebie jeśli zbyt bardzo będziesz brał wszystko do siebie i będziesz próbował robić z siebie Matkę Teresę. Nie neguję pomagania, ale jest ono dobre wtedy kiedy nie przekłada się na nasze życie i nie robi sieczki z naszych mózgów. Jestem osobą, której strasznie ciężko jest coś wypośrodkować. Nie umiem oddać się ludziom i pomocy im bez wylania morza łez i bez umartwiania się. Dlatego w tej sytuacji wybieram czysty egoizm, kierując się własnym szczęściem.

By być z dala od ludzkich problemów, pomagam w sposób taki, by problemu nie dotknąć i nie zobaczyć. Pakuję co miesiąc wszystko czego nie używam i mówię odpowiedniej osobie „Zawieź to tej potrzebującej rodzinie”. I natychmiast wyrzucam z siebie myśli jej dotyczące. Gdybym się im poddała, to pewnie jeździłabym do tych ludzi codziennie patrząc na nich i płacząc i pomagając im kosztem siebie.Nie chcę się martwić. Nie chcę poświęcić życia na rzecz kłótni, dołów i gonitwy. Chcę żyć spokojnie i nie myśleć o tym co będzie.

Życie tak biegnie i biegnie. Biegnie zdecydowanie za szybko. Wskazówki zegara zataczają kolejne koła, ludzie się rodzą i odchodzą. Słońce wschodzi i zachodzi. W domach kłótnie, bójki, płacze. Ciągle się boimy, ciągle za czymś gonimy. Za pieniądzem, za miłością, za karierą.

A ja? Ja przestałam. Żyję z dnia na dzień. Nie myślę o jutrze. Nie obchodzi mnie czy jutro wybuchnie wojna, czy spadnie na nas meteoryt. Chciałbyś ostatni dzień wolności zmarnować na rozpacz? Pozdrawiam. Raczej nie wymyślisz nic sensownego, a stracisz jedynie cenne godziny, które mógłbyś zapełnić uśmiechem dla bliskich, pocałunkiem dla ukochanej czy mocnym uściskiem swoich dzieci. Nie myśl o jutrze. Pomyśl o tym co masz teraz i tu. Co możesz teraz i tu zrobić. Tak wiem, mamy dzieci, pracę itp musimy myśleć nieco przyszłościowo, ale czy musimy martwić się na zapas? Czy wyprzedzanie faktów da nam cokolwiek? Wyłącz te kolejne wiadomości, które mówią Ci jak w jakimś kraju giną kolejne osoby. Nie możesz z tym nic na tę chwilę zrobić. NIC. Ale możesz zrobić o wiele więcej z ludźmi, których masz obok siebie. Możesz wybrać miłość.  Dlatego jeśli masz dach nad głową, masz co jeść, jesteś zdrowy i masz zdrowe dzieci, zdrową rodzinę…to po prostu…przestań się martwić…i pamiętaj, że są ludzie, którzy nie mają nic. I często martwią się mniej od Ciebie.

 

 

  • Tusia

    Pięknie napisane, sama prawda.

  • Michalina Hanko

    Ja to nazywam zdrowym podejsciem do życia i podpisuje się pod twoimi słowami obiema rękami.Pozdrawiam

  • Monika Ciesielska

    Tez tak mam…wole nie czytac o chorych dzieciach bo sama mam malego synka i on razu rycze ze jemu mogloby cos byc :( unikam wszelakich fp chorych dzieci ktorych niektorzy znajomi maja fuuul na swoich profilach…raczej rzadko cos przeczytam co danemu dziecku dolega ale przewaznie pozniej zaluje :( wole o tym nie myslec bo mozna dostac na glowe :(

  • Monika Ciesielska

    MIałam dziś zrobić przeciery pomidorowe na zupki dla córci, miałam ulepić sto pierogów dla rodziny, miałam umyć okna bo bardzo tego wymagają…miałam zrobić cztery prania, bo taka ładna pogoda.. Ale wiesz co zrobię po przeczytaniu Twojego tekstu?! MAM TO WSZYSTKO W NOSIE! POGODA JEST TAK PIĘKNA, ŻE PROSTO PO PRACY WEZMĘ SWOJĄ CÓRCIĘ NA DŁUUUUGIIII SPACER :) JAKBY JUTRA NIE BYŁO :)!!!!!

  • Dzięki za ten tekst! Ślę uśmiechy :)

  • Alankowo Sz

    i pamiętaj, że są ludzie, którzy nie mają nic. I często martwią się mniej od Ciebie.

    – znam rodzinę,która jest w bardzo ciężkiej sytuacji,nie mają nic…nawet prądu w domu od kilku lat…i wiesz co ? Oni są naprawdę szczęśliwi…każdy wolny czas spędzają razem,cieszą się z małych rzeczy,a ja zastanawiam się skąd w nich tyle radości,tyle szczęścia,tyle życia…nigdy na nic nie narzekają,kurczę podziwiam takich ludzi ;)

  • Amen, nie dodam nic tylko sie podpisze, to moje podejscie do zycia od zawsze na zawsze :)

  • Paulina Kwiatkowska

    Masz rację, żyjmy dniem dzisiejszym. Kiedyś się przejmowałam wszystkimi chorymi dziećmi dookoła, ale wszystkim nie pomogę, więc teraz nie zwracam większej uwagi na potrzebujących, chociaż nie wypieram się od pomocy, jeżeli mam takie możliwości.

  • Jestem taką osobą, która bierze wszystko do siebie aż za bardzo momentami…jednak ostatnio mój PT mi uswiadomił to o czym piszesz…nie mam wpływu na to czy będzie wojna itp. niepotrzebne rzeczy również oddaję osobom, które tego potrzebują ale nie myślę już o tym tak jak kiedyś….świata nie zbawię piorąc sobie głowę niepotrzebnie.

  • encepence

    Taka nasza natura, że lubimy po marudzić.
    Najważniejsze jednak, żeby zobaczyć to, co jest najważniejsze.

  • Ja się nie zgadzam z tym pomaganiem. Nie można być zbyt wrażliwym na to, aby pomagać. W moim słowniku takie pojęcie nie funkcjonuje. Nie musisz wylewać morza łez, wystarczy jakiś drobny gest. Gdyby każdy tak myślał – nie ja to ktoś inny, nikt potrzebujący nie otrzymałby pomocy. Oczywiście nie namawiam do pomagania, ja pomagam w miarę swoich skromnych możliwości, choćby poświęconym czasem na to czy tamto ale na pewno nie dlatego, żeby połechtać własne ego. Dla mnie to naturalne i jakoś nie zastanawiałam się nad tym w kategorii czy pomagam bardziej dla siebie czy dl kogoś. Fakt, cieszę się, gdy mogę komuś pomóc i czuję się szczęśliwa – czy to też łechtanie własnego ego? Nie rozumiem. Pozdrawiam. :-)

    • PS. A gdzie różowe? Ostatnio było różowo? Teraz też ładnie. :-)

    • Joanna P

      A ja ten tekst zrozumiałam całkiem inaczej. Autorka pisze o drobnych gestach- przecież ona pomaga, po prostu nie rozmyśla nad ludzkim nieszczęściem, bo jak możesz tak pomagaj, ale najważniejsze byś dbała o szczęście tych, których masz blisko i którym możesz urządzić niebo na ziemi i w ten sposób zmieniać świat na lepsze.

      http://melaniesfasion.blogspot.com

  • Natalia

    Witam Cię młoda mamo! Gratuluję Ci takiego podejścia do życia i cudownej córci. Mam 22 lata i sama chciałabym już mieć dzidziusia mój narzeczony też o tym marzy. Tylko, że te marzenia burzą myśli ”jak sobie poradzimy”. Tylko ja mam takie myśli,mój partner przeciwnie. On uważa, że dziecko to tylko szczęście i ”kopniak” do dalszego działania jak i mobilizacja. Czytam Twojego bloga i mam nadzieję, że Twój tok myślenia przejdzie na mnie – chyba czas najwyższy przestać się martwić na zapas.

  • mattyna

    Jesteś bardzo mądra i dojrzała osoba. Gratuluję podejścia do życia. Pozdrawiam