Praca z dzieckiem w domu – jak robić to dobrze i nie oszaleć?

16 lutego 2016

Praca z dzieckiem w domu – czasem mam wrażenie, że to zdanie to oksymoron. Łatwo było pracować, kiedy miało się pod ręką opiekę dla dziecka, chociaż na godzinę dziennie, lub kiedy dziecko było malutkie i spało kilka razy w ciągu dnia albo chociaż raz, ale minimum godzinę. Nieco ciężej jest pracować, kiedy dziecko przestaje spać w dzień, nie ma się jakiejkolwiek nawet najmniejszej pomocy bliskich, a wieczorem marzy się choć o godzinie spędzonej z narzeczonym, który codziennie wraca do domu późnym wieczorem.

Na pytanie, które słyszę non stop: zarówno od znajomych jak i od czytelników – jak pracować z dzieckiem w domu – odpowiadam, że ciężko. Ciężko, ale mimo wszystko nie zamieniłabym tego nigdy na pracę na etacie. Chociaż w moim przypadku nie powinnam używać słowa nigdy, bo jak już zdążyliście zauważyć, jak na kobietę przystało jestem dość zmienna w swoich poglądach, a tym bardziej kiedy plany weryfikuje nam na każdym kroku życie. Niektórym praca w domu, wydaje się bajką. Inni mówią, że się do tego nie nadają. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Kocham pracę w domu i wiem, że czas spędzany z dzieckiem, ogromnie procentuje. Ale… wiem też, jak często jest mi ciężko zachować komfort psychiczny i jak wiele wysiłku muszę wkładać w to, by nie stać się strustrowaną matką polką. A o to akurat bardzo łatwo, siedząc non stop w 4 ścianach ze świadomością, że mama czy siostra nie wpadną niespodziewanie na kawkę.
Zacznijmy od początku.

Zanim podejmie się decyzję o pracy w domu, przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie: czy jesteś typem trochę takiego samotnika, który ceni sobie ciszę, spokój czy może bez wychodzenia do ludzi dostaniesz na łeb w przeciągu 5 dni. Oczywiście praca zdalna, nie oznacza, że nie będziesz mieć spotkań służbowych, wyjazdów itp. w moim jednak przypadku, póki co najczęściej oznacza to przebywanie w 4 ścianach, zwłaszcza o tej porze roku. Samo przebywanie w domu nie jest takie złe, ale kiedy siedzieć musisz całe 24 godziny z dzieckiem, bo nie stać Cię na prywatny żłobek w Warszawie – sprawa się komplikuje. Bo jak być super mamą i jednocześnie efektywnie pracować? Czy tak się w ogóle da?

Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że najważniejsze to zachować balans. Nie zawsze dziecko pozwala na pracę i wtedy masz dwa wyjścia: albo nastawić budzik na 5 rano albo zacząć pracę po uśpieniu dziecka. Wtedy w grę wchodzi zrozumienie partnera. Razem z F. zrozumieliśmy w końcu, że nie musimy spędzać ze sobą każdego wieczoru rozmawiając i zamykając wszelakie sprzęty. Czasem musi na wystarczyć samo to, że siedzimy obok siebie, a mój partner musiał zrozumieć, że nie zawsze uda mi się wyrobić do wieczora z całą pracą i będę musiała popracować wieczorem. Nie robimy sobie wyrzutów, bo to tak jakbym miała dzwonić do niego do pracy z pretensjami, że nie ma go w domu. Ilekroć jestem padnięta, a moja bateryjka zaczyna świecić się na czerwono, nachodzą mnie myśli, że może lepiej rzucić to w cholerę i iść do pracy na etacie. Ale w moim przypadku jest to po prostu … nieopłacalne. Po pierwsze, praca, w której sama sobie jestem szefem jest dla mnie najbardziej komfortowa. Po drugie, dotarłam do punktu, w którym jedno, dwa zlecenia, na które poświęcę łącznie dwa dni, da mi pieniądze, na które musiałabym pracować cały miesiąc. Właściwie pracuję cały miesiąc, bo żeby te zlecenia mieć muszę regularnie pisać posty, być online, odpisywać czytelnikom, podwyższać jakość bloga. Ale rozumiecie – robię to co lubię… I to jest w tym wszystkim niesamowite.

Nie ma jakiejś recepty na to jak to wszystko pogodzić. Ale najważniejsza jest organizacja. A w niej najważniejszy jest dla mnie plan dnia – codziennie wieczorem staram się tworzyć jakiś poglądowy zarys dnia następnego. Żeby go stworzyć muszę rozpisać:

  •  co mam do zrobienia w domu
  •  jakie zlecenia muszę wykonać

I wtedy tworzę rozpiskę, w której mam czarno na białym, że po wstaniu robię pranie, a w trakcie kiedy Pola je śniadanie publikuję wpis na facebooku, przykładowo z informacją o nowościach, które chcę Wam polecić. Zakładam sobie, że muszę się z podpunktami wyrobić do powiedzmy 13:00. Wtedy z luzem psychicznym w głowie, mogę spokojnie oddać się 100 % zabawie z dzieckiem czy wyjściu na spacer bez nachodzących myśli, że mam coś jeszcze do zrobienia. Oczywiście z dzieckiem bawię się też rano i przed tą godziną, w której wszystko zostawiam i wychodzę. Ale jest to przeplatane np. sprzątaniem czy wstawieniem prania. Czyli normalny los matki polki. Żeby nie było – ten plan jest tylko POGLĄDOWY, ma tworzyć jakiś mały zarys tego, że coś mam do wykonania. Nie trzymam się sztywnych godzin, nie odchaczam kolejno punktów. Stawiam na swobodę, luz i spontaniczność, ale w tym wszystkim staram się być zorganizowana i nie marnotrawić czasu. Czyli jeśli otwieram laptop, w celu publikacji wpisu, to otwieram go tylko w celu wykonania tej czynności, lub zakładam sobie, że poświęcam 10 minut na ogarnięcie „social mediów”, czyli sprawdzenie skrzynki e-mailowej, odpisanie na wiadomość itp. Nie pozwalam sobie na beznadziejne przewijanie strony na facebooku czy siedzenie w sieci tylko po to, żeby siedzieć. Jeśli Pola ma moment, w którym potrafi się sobą zająć – ja również to robię, ale zawsze staram się, by nie było to nic bezsensownego. Doba jest zbyt krótka, by momenty, w których dziecko WYJĄTKOWO Cię nie potrzebuje, tracić na bezproduktywne siedzenie. Jeśli nie mam z tyłu głowy, że muszę coś zrobić, to po prostu sięgam po fajną książkę, albo czatuję z kumpelą. Robię w tym czasie coś co mnie odpręży, a nie zamuli ( np. czytanie beznadziejnych dyskusji na forach). Zawsze wyznaję zasadę : im szybciej się uwinę ze wszystkim rano, tym więcej mam wolnego dnia dla siebie i dziecka. Sprawę bardzo ułatwia mi też organizacja w sprzątaniu, o której pisałam już we wpisie „Jak efektywnie sprzątać?”. Jeśli robię to systematycznie, to rano nie muszę już tracić czasu na bieganie od pokoju do pokoju i zbieranie „śmieci” z podłogi.

Nie będę też ściemniać. Pola nie lubi bajek w TV, więc czasem ratuję się telefonem i pozwalam jej obejrzeć YT. Najczęściej dzieje się to własnie z samego rana. Jeśli nie interesują jej żadne zabawki, a ja MUSZĘ coś zrobić, wtedy właśnie pozwalam jej na poklikanie i pooglądanie tego co tam sobie wybierze. Absolutnie nie widzę w tym nic złego – technika idzie do przodu i dla mnie to rzecz absolutnie normalna. Nie mówimy tutaj o lampieniu się w smartfon non stop, a o podbramkowych sytuacjach, kiedy podczas 24 godzinnej opieki, musimy po prostu usiąść czy pozmywać naczynia, a dziecko nie chce się niczym zająć. Uznajmy, że poranki kiedy jestem nieprzytomna i chcę jeszcze trochę poleżeć też są sytuacją podbramkową ;)

Mogłabym się poddać i powiedzieć, że nie dam rady pracować, zwłaszcza w ostatnich dniach. Pola bardzo potrzebuje mojej osoby, praca z ciągłym odrywaniem się jest ciężka i wkurzająca, więc zaczęłam też szukać sposobów typu… wyjście do kawiarenki z wi-fi i kącikiem dla dziecka. Ten wpis piszę właśnie z takiego miejsca, w bloku obok. Pola bawi się w kąciku z dziewczynką, ja siedzę przy stoliku i pracuję, raz po raz zerkając na nią, lub mówiąc „Tak, to jest lala”. Póki co jest to dla mnie genialna alternatywa na tą porę roku, dzięki której ja popracuję bez rozpraszania się przez inne przedmioty: pralka, kurz na półce i przede wszystkim Pola mniej mnie potrzebuje kiedy ma kompana do zabawy, a i dzięki temu w końcu zaczerpnie kontaktu z dziećmi.

Mogłabym powiedzieć, że dziecko się sobą nie zajmie,że wieczorami to ja padam ze zmęczenia, a rankiem nie mam motywacji, żeby wstać wcześniej. Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce… szuka powodu. Mam to szczęście, że praca, którą wykonuję jest dla mnie czystą przyjemnością, ale nie oznacza to, że nie jest czasem ciężko. W stu procentach będzie idealnie, kiedy Pola choć na pół dnia będzie chodziła do przedszkola, a ja w tym czasie „odbębnię” całą swoją pracę, bez odrywania się do żadnych, innych obowiązków. Wyjdę do kawiarni, zamówię gorącą czekoladę, usiądę i zacznę pisać. Pójdę na zakupy, w domu zrobię zdjęcia na potrzeby publikacji przepisu na blogu. Bez pośpiechu i dziecka na biodrze. Tak! Właśnie wtedy moja praca będzie spełnieniem marzeń. Póki co, jetem gdzieś pomiędzy – zmęczona, ograniczona czasowo, ale mimo wszystko szczęśliwa i zawzięta, a jednocześnie dumna. Bo skupić się na pracy, kiedy wkoło woła do Ciebie dziecko, pralka, zlew jest czasem cholernie trudno.

Jeśli mogłabym też poradzić coś mamom, dla których praca z dzieckiem w domu wydaje się być idealnym rozwiązaniem – pamiętajcie, że musicie zrozumieć, że czasem lepiej odłożyć coś na później, niż robić to mimo wszystko, a potem żałować, że olało się ważne dla nas rzeczy. Zawsze zanim dam Poli telefon, lub zanim powiem narzeczonemu, że muszę popracować, zadaję sobie pytanie: czy rzeczywiście muszę? Czasem nie warto sobie stawiać poprzeczki zbyt wysoko, a realnie mierzyć swoje szanse. Nie stawiać sobie zbyt dużo punktów na liście, albo stawiać, ale godzić się z tym, że niektóre nie zostaną spełnione. Odkąd pracuje w domu, przeszłam przez różne etapy: frustracji, niezadowolenia, kryzysu w związku, a nawet twierdzenia, że dziecko ogranicza moje możliwości. Okropne stany, powodowane tym, że brałam na siebie zbyt dużo, oczekiwałam od siebie zbyt wiele. Dopiero od jakiegoś czasu, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nareszcie umiem to wszystko godzić i na 1 miejscu stawiam swoją psychikę. Możesz zarabiać tysiące, możesz wszytko robić idealnie, ale nie będzie Cię to cieszyło, jeśli w środku będziesz zmęczona i zrozpaczona i wiecznie będziesz rozmyślać, czy się ze wszystkim wyrobisz. Teraz… teraz jest tak jak powinno być. Dobra organizacja, brak spiny, zrozumienie co jest ważne, a co ważniejsze. I przede wszystkim zaprzestanie marnotrawienia czasu, a sensownie stawiane sobie zadania i sensowne zajęcia.

Praca z dzieckiem w domu. Da się?  Da się! Ale… nie każdy się do tego nadaje, nie każdy też chce. Każdy w swoim życiu musi postępować tak, by czuć się swobodnie. Nie ma sensu na siłę pracować TU i TERAZ, bo pieniądze, bo samorealizacja. Jeśli nie ma nas to cieszyć, a frustrować – nie ma sensu. Czasem jednak jak w moim przypadku, frustracja to stany przejściowe. Jedni funkcjonują dobrze tylko wtedy, gdy na 8 godzin wyjdą do swojej pracy i stęsknią się za dziećmi, inni funkcjonują dobrze kiedy do żadnej pracy nie muszą jechać, a wystarczy, że wstaną z łóżka. Dla mnie idealnie będzie, kiedy wstanę, odwiozę dziecko do przedszkola, popracuję 6 godzin w domu, zrobię obiad i … pojadę po dziecko z powrotem.

Ale żeby było idealnie… trzeba się teraz trochę „przemęczyć” i „ciężko” pracować. Tylko nie kosztem samej siebie…

 

praca z dzieckiem w domu

 

praca z dzieckiem w domu

 

DSC_1157

 

praca z dzieckiem w domu

 

DSC_1159

 

praca zdalna

 

DSC_1163

 

DSC_1165

 

praca z dzieckiem w domu

 

DSC_1169

 

Przypominam, że pled pochodzi ze strony  decovena.pl , na której na hasło „mamala” macie 15 % rabatu na produkty ! :)

  • Małgorzata Stryjecka

    O jej to za dużo zaparcia się w sobie, zdecydowanie nie dla mnie ale ciebie podziwiam

    • Oj tak samozaparcia całe wory potrzebne :) Buziaki :*

  • Anita

    Podziwiam Cię! :) Kiedyś próbowałam pracować przy dziecku, zdalnie i wiem jakie to jest cholernie ciężkie… Ale ty dajesz sobie ekstra radę i gratuluję! Przedszkole na pewno się uda załatwić i będziesz w tym co robisz, jeszcze lepsza! Powodzenia! :*

  • Marzena

    To co opisalas jest na pewno do zrealizowania ale watpie ze z trojka dzieci taki plan sie sprawdzi ☺

    • Z trójką dzieci, które 24 h są w domu? No, to na pewno może być ciężkie… :/

  • Monika W.

    Super wpis! Bardzo mi pomógł w podjęciu decyzji! Chyba…zaryzykuję! Widzę po Tobie, że warto, a na etat…nie dziękuję! Fakt ten czas z dzieckiem…zaprocentuje na pewno, ale racja o tą frustrację może być łatwo. Ale nic w życiu nie jest proste … przynajmniej nie to, co ma przynieść jakieś fajne skutki, zyski :)

    • Bez ryzyka nie ma zabawy! I kasy ;) Powodzenia życzę! :*

  • magda_wi

    Fajna organizacja. Pomysł z przedszkolem the best. My nie żałujemy. Posłaliśmy Elenę na jej równe dwa latka. Potrzebowała już takich zorganizowanych zajęć. Wiadomo, instytucja dziecka Ci nie wychowa ale owszem, nauczy tez sporo. Ja córeczkę w domu nauczyłam sporo, jako dwulatek umiała juz pięknie mówić więc wzięłam się z nią za… angielski. Potrafi mnóstwo słówek, piosenek, alfabet, itd. Ma rewelacyjna wymowę. Ale cóż……. nie jestem Matka Polka Wszechwiedząca ale np. NIE UMIEM rysować, malować, lepić, nawet na potrzeby dwulatki a zajęcia w przedszkolu rozwiązują ten problem, a ona je uwielbia! Przemyśl sobie to :) bedzie Ci żał na początku ale zobaczysz jak dziecko tak fajnie dojrzeje :) koszt 4-5 stówek ale warto.

    • No u nas koszt to prawie tysiaczek niestety… :( Ale wiem, że mając więcej czasu na blog, spokojnie dam radę mieć jedno zlecenie więcej, które te koszta pokryje. A i Polce przyda się towarzystwo dzieci :)

      • Magda_wi

        Nooo klops trochę. W takich sytuacjach doceniam uroki małego miasteczka. Ja juz rezerwuje miejsce na następny rok dla F. Więc też będzie tysiaczek no ale za dwójkę. Poli się przyda towarzystwo i zobaczysz jaką się zrobi (słodko) ważna, hehe. Good luck :*

  • Basia Potocka

    Jeśli nie odnajdę w sobie pasji, za którą będą mi płacić to chyba strzelę sobie w łeb :-P jeszcze do niedawna myślałam, że bycie opiekunką do dzieci jest tym, co chcę robić do końca życia aleeee w małej miejscowości jest to mało opłacalne no i jak zaszłam w ciążę to moja cierpliwość do obcych dzieci spadła bardzo mocno :-P jeszcze odnajdę to czego szukam, mam tylko nadzieję, że do tego czasu nie osiwieję :-P
    Szacuuuuun za to jaka jesteś, co robisz :-) i powodzenia w dalszej realizacji :-) :-*

    • Mi pomysł bloga przyszedł spontanicznie, jak siedziałam u F. na kanapie w pokoju. ” A może założę blog. Nazwę go… mamala” I oto jestem! :D Odnajdziesz to kochana, wierzę w to! :* W najmniej oczekiwanym momencie :*

  • Agata Sawicka

    Też pracuje w domu ale kiedy mała śpi w dzień godzinę, wieczorem oraz kiedy po południu idzie do dziadków -tak mam ten komfort 😀jeszcze póki dziadki są w zasięgu ręki w tym samym mieście.

  • Bożena Jędral

    Podobny plan mam od ponad trzech lat, tak właśnie pracuję w domu i dobrze na tym wychodzę, tylko nie z jednym ale z czwórką dzieci :*

  • mantissa

    Skąd, ja to znam. Pracuję zdalnie a zrywanie sięskoro świt zdecydowanie nie jest dla mnie. Dlatego kiedy dziecko idzie do łóżka ja siadam i do północy robię co trzeba. :) Na szczęście zwykle mam pracy tyle, że poświęcam w ten sposób wieczory przez tydzień-dwa a później luz. :) Na szczęście partner to rozumie i w tym czasie zajmuje się swoimi sprawami na które w dzień nie ma czasu. :) Póki co system się sprawdza, o ile dziecko nie zdecyduje się zaliczyć popołudniowej drzemki, tym samym przesuwając sen na noc do 23.

    • Hah! Właśnie moje dziecko zaliczyło taką drzemkę i do 23 będą wariacje :)

  • luizzzz

    Szczerze mówiąc, nie wiedziałam jak to wygląda, więc tym bardziej doceniam wpis :) Widać trzeba dużo samozaparcia i cierpliwości, bo fakt w pracy na etacie to chociaż nas nic nie rozprasza, jest tylko praca :)

  • Trzeba też pamiętać o czasach kiedy na prowadzeniu bloga nic nie zarabiałaś, a pisałaś (czyt. pracowałaś), bo nigdy byś tu nie doszła siedząc na laurach ;)

    • Celne spostrzeżenie :) najzabawniejsze jest to, że zakładając blog nie miałam pojęcia, że można na nim w jakikolwiek sposób zarobić nawet 5 zł. Teraz 90 % blogów zakładanych jest tylko po to. U mnie był to fajny skutek uboczny mojej pasji, a teraz…pasja i praca w jednym :)

      • Tak właśnie jest najlepiej. Pewnie dlatego teraz jesteś w tym miejscu, gdzie jesteś – dzięki pasji.

  • Ja

    Czy polecisz jakąś formę pracy zdalnej pozA prowadzeniem bloga? Szukam Czsgoś bo z kasą krucho, ciężko jest. Pozdrawiam :)

    • Multum moich znajomych dorabia i to sporo, albo zajmuje się tylko i wyłącznie pracą zdalną od poprawiania tekstów, po wystawianie rzeczy dla kogoś na allegro. Na początku musisz oczywiście wyrobić sobie opinię, nabrać wprawy, a potem zlecenia same będą wpadać. Wpisz sobie w googlach ” zlecenia dla freelancerów” np. na oferia.pl są takie :)

  • Ola – www.whataboutbehappy.com

    Znalazłam Twój blog parę dni temu, ale jak zobaczyłam ten post, to stwierdziłam, że zobaczę, jakie były początki.. no i się wciągnęłam na chwilę. :) Post świetny! właśnie ja dopiero się uczę organizacji czasu – praca w domu z 8 miesięcznym dzieckiem, również jest wyzwaniem, tym bardziej, że każdy kabel jest super. Nie wspominając, że jest tyyyyle miejsc przy których można wstawać. :) Z ciekawości zapytam, z jakiego miasta jesteście? pozdrawiam serdecznie i dodaje blog do zakładek :)

  • Moje dziecko idzie do szkoły –

    Podziwiam takie zorganizowane młode mamy. Ja potrzebowałam kilku lat, żeby wypracować sobie zasady. Niestety, kiedyś nikt nie pisał blogów (bo internet nie był powszechnie dostępny) i nie było się od kogo uczyć :)

  • Dag Swi

    Wpis jak zawsze genialny ale ja chciałabym zapytać o Waszą kanapę. Wiem, że pochodzi od meblejana (czytałam wcześniejszy wpis w którym Pani ją opisywała) ale nie wiem jaki macie jej kolor. Bardzo mi się on podoba, a że jestem właśnie przed złożeniem u nich zamówienia na mój wymarzony duży narożnik to pozwoliłabym sobie napisać do Pani z zapytaniem o kolor tkaniny. A i jeszcze jedno czy on jest ciemno szary tk jak jest to widoczne na zdjęciach?pozdrawiam i życzę jeszcze większej ilości udanych postów.

  • Zainspiruj Malucha

    Nam pomagają różne zabawy, żeby zając dzieci i mieć chwilę dla siebie.