Pozwól sobie na smutek

9 lutego 2016

Jak na niepoprawną optymistkę przystało, wypierałam go jak tylko mogłam. Zamykałam szczelnie drzwi i okna. Zabijałam deskami każdy otwór, przez który chociaż delikatnie mógłby się wedrzeć i drasnąć moją duszę. To śmieszne, bo im bardziej próbowałam go uniknąć, tym bardziej mnie dosięgał…

Bo możesz zapierać się rękami i nogami. Zabić wszystkie okna i drzwi. Będzie spokojnie, wiem. Ale on nagle weźmie rozpęd i przebije się przez wszystkie przeszkody z potrójną siłą. A Ciebie będzie bolało 10 razy mocniej… o smutku mowa, wiesz? Tym złym i niedobrym, co zdejmuje nam z twarzy uśmiech i wyciska z oczu łzy. Jeśli do czegoś mogę się dziś przyznać to do tego, że jedna z moich przewodnich myśli w tekstach motywacyjnych, jest błędna. Mianowicie mowa o tej, w której mówię, że nie wolno do siebie dopuszczać negatywnych myśli, bo jedna przyciąga ich całe stado. Fakt, smutek może nie jest od razu myśleniem o tym, że coś złego się wydarzy, ale jest skupiskiem różnych negatywnych emocji, które źle na nas wpływają…

Ja walczyłam usilnie z każdą, negatywną emocją, ale okazało się to tylko zamiataniem problemu pod dywan. Smutki i smuteczki nagromadzały się pod dywanem w ilości coraz większej. I ten dywan ostatnio został przez nie zeżarty. Przebił się przez przeszkodę i wlazł do mojej głowy. Przepłakałam cały ranek tak intensywnie i dotkliwie. Chodziłam jak struta, bez sił i chęci do życia. Oj jak mi się życie nagle zawaliło, w jednej chwili. Oj jak 1000 powodów do smutku nagle znalazłam, to miałam wrażenie, że to najgorszy punkt w moim życiu. Oj jak ja nagle zaczęłam płakać, że najgorsza matka, córka, narzeczona, że dzieci na świecie chorują, że jestem złym człowiekiem, że dziadek coraz starszy, że rodzina daleko i że chcę do nich, że ta co przyjaciółką była teraz z moją pierwszą miłością jest i ja jej tak nienawidzę i przyjaciół już chyba nie mam. BUM,BUM, BUM, myśl za myślą, chaos, mętlik, zamieszanie! Łzy jak z kranu, tfu! Hydrantu, a nawet dwóch! Już obraz od łez zamazany, aj jak boli, aj co za życie i BAM! Spokój…  i policzki robią się suche i oddech się normuje. Już prawie wszystko wyraźnie widać, już w uszach przestaje piszczeć…katharsis. Już jakby na nowo wpadało słońce przez okno i już jakby nowy dywan leżał, oczyszczony bez stada nagromadzonych smutków. Głowa jakby lżejsza i rozsądek jakby na miejscu…jestem spokojna.

… ale wniosków nie wyciągam.

 

3 dni później oglądam bajkę. pierwszy strzał jaki mi wpadł do głowy, Pola niedawno na YT oglądała tego zwiastuny, było nawet śmieszne. Włączamy! Oj jakie fajne, oj jakie śmieszne. „I w głowie się nie mieści”. Bohaterowie to emocje, a najgorszy to jest smutek bo się wpieprza tam gdzie nie trzeba. I pilnuje ta radość smutku jak może i wypycha i koła zaznacza, z których ma nie wychodzić. I walczy, i negocjuje, ale im bardziej nie pozwala smutkowi dojść do sterów, tym bardziej świat się wali. Bo w całym łańcuchu emocji, gdzie dominuje radość i wpuszcza czasem złość czy odrazę…w całym tym łańcuchu brak tylko jednego elementu: smutku. A mechanizm nie działa, kiedy brak choć jednego ogniwa. Choć negatywny to musi występować. Rzadko, ale musi. Bo czasem, żeby odnaleźć radość z życia, trzeba najpierw porządnie się oczyścić z tego co złe, by zwolnić miejsce na coś pozytywnego.

Tłumienie emocji nic nie daje, bo zaczynają być one naszym cichym zabójcą. To jakby na siłę się uśmiechać, kiedy ktoś usilnie ciągnie Twoje kąciki w dół. Możesz z tym walczyć, ale z czasem się zmęczysz. Pamiętaj tylko, że jeśli już pozwolisz sobie na smutek…to nie pozostań w nim zbyt długo. Bo bardzo trudno będzie Ci z niego wyjść…

 

DSC_0890

 

DSC_0891

 

DSC_0897

 

DSC_0899

 

DSC_0901

 

DSC_0903

 

DSC_0904

 

DSC_0905

 

DSC_0908

 

DSC_0914

 

DSC_0915

 

DSC_0916

 

DSC_0918

 

DSC_0919

 

DSC_0920

 

DSC_0922

 

DSC_0923

 

DSC_0925