Poszła Pola do przedszkola…

14 września 2016

Dwa i pół roku minęło jak… jeden dzień. Dzisiaj wiem, że nigdy przenigdy nie należy chcieć, by dnie, miesiące, czy lata minęły jak najszybciej. Dziś wiem, że nigdy nie powinnam chcieć, by była ciut starsza, ciut doroślejsza, ciut bardziej „zrozumiała”. Każdego dnia należy samemu uwierzyć w to, że właśnie TERAZ jest najlepiej…

Mam wrażenie, że nie wiem kiedy to się stało. Kiedy jej oczy stały się tak dorosłe, a „agugu” zamieniło się w: ” nie rób tak mamo!” – kiedy klocka czerwonego przeczepię tam gdzie nie trzeba. Nie wiem kiedy stópki z z rozmiaru 15 stały się rozmiarem 25 i kiedy… kiedy zaczęła sama się ubierać, jeść, myć i… i ogólnie kiedy prawie wszystko zaczęła robić sama, poprzedzając owe czynności ostrzeżeniem ” SAMA!”. Choć dzisiaj jest tak pięknie i idealnie to ja nie chcę, by to działo się zbyt szybko. Boję się rozmytych wspomnień, boję się, że coś tu mi umknie, tu ucieknie. Boję się, że tak jak ledwo już pamiętam niektóre momenty po jej urodzeniu, tak zapomnę dużo więcej z nich. Bo do niedawna pamiętałam, kiedy wyszedł jej pierwszy ząbek, a dziś to w książce muszę sprawdzić. Myślałam, że zawsze będę pamiętać, kiedy przestała pić mleko w proszku i zaczęła pić krowie, ale tego też już nie pamiętam. Choć to sprawy nieistotne, to jednak dobrze było pamiętać każdy szczegół, wiedzieć o swoim dziecku wszystko, od tego kiedy w nocy będzie mieć pobudkę po datę ząbka właśnie…

I nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął, ale boję się, że równie szybko minie kolejne 2,5 roku, a potem pięć i dziesięć. Ale nie można tak wybiegać, martwić się na zapas. Kiedyś chciałam, by czas umknął, bo było źle, dziś wiem, że nie ma nic ważniejszego jak chwila tu i teraz. A tu i teraz dzieje się naprawdę dużo.

Poszła. Tak po prostu. Na początku ze mną, potem sama na dwie godziny, potem sama na jakieś sześć godzin. A gdy już drugi raz tak poszła na dłużej, to tylko buzi dała, zrobiła papa i odwróciła się na pięcie. I wtedy właśnie wtedy, gdy już nie zapłakała, to ja w siedząc w domu zapłakałam, bo poczułam się jakby moje mieszkanie opuścił jakiś dobry duch, co to zawsze był przy Tobie i nawet jeśli go widać nie było to się czuło, że jest. W tym niepokoju w domu siedziałam zeszłego piątku aż do 15. Bo dzień wcześniej dziecko o 14 mi się spłakało, że przyszłam za wcześnie. Więc tak dreptałam już po domu od 14 w piątek, aż wyruszyłam, pojechałam i wbiegłam jak dzik do przedszkola. No i słyszę relację… dziecko je! Dziecko śpi! Dziecko się bawi z innymi! Dziecko jest… szczęśliwe. Jak ręką odjął niepokoje, płacze i stresy. Bo pieprzyć moje samopoczucie i to jak ja znoszę tą rozłąkę. Czy to jest ważne w obliczu tego jak moje dziecko jest teraz szczęśliwe? Po rozmowie z Panią, rozmową z Polą w drodze na autobus…jak się tak roztrajkotała o tym jak to fajnie było… to do wieczora opowiadała. A rano to w minutę muszę być gotowa, bo mnie w piżamie ciągnie za palec, że „do kola mama idziemy!”… coś pięknego, mówię Wam.

I przejść obojętnie już teraz nie mogę. Takiego przedszkola życzę KAŻDEMU. A jeśli ktoś z Warszawy jest, to wychwalać będę do końca życia. Przedszkole Jeżykowa Dolinka, bo to o nim mowa to nasz strzał w dziesiątkę…  A co tam, że dopiero trzy tygodnie Pola tam chodzi. A co tam, że zaraz ktoś mi powie, że wszystko zmienić się może. Może i… może. Ale nosa do ludzi to ja mam i podejście Pań z przedszkola to coś na co napatrzeć się nie mogę… Pierwsze wrażenie było rewelacyjne i trwa dalej. I patrząc na to jak o wiele bardziej indywidualne podejście można mieć kiedy w grupie jest dziewięcioro dzieci i dwie panie… patrząc na to jak każdego można przytulić i pocieszyć… tak po cichu sobie marzę, by kiedyś było tak wszędzie. By każde dziecko mogło czuć się wyjątkowe, nie zagłuszane w oblężonym przedszkolu, przez resztę 25 osobowej grupy. Doceniam ogromnie i wdzięczna jestem, że dane mi było posłać Polkę do takiego miejsca. A mowa konkretnie o miejscu magicznym i niezwykle wyjątkowym. Uważam, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu, tak jak nie wydarzyło się bez powodu spontaniczne wyjście z Polą rok temu, na Ursynowską górkę, gdzie było mnóstwo zabaw dla dzieci i mnóstwo firm, które reklamowały swoje usługi. Pola wtedy dość wstydliwa, dała się namówić, właśnie  dzięki Pani z przedszkola Jeżykowa Dolinka –  by usiadła i… ulepiła z masy solnej jeżyka. Pamiętam jak kiedy odchodziliśmy od stolika, F. powiedział, że te Panie mają niesamowite podejście do dzieci. I tak Jeżykowa Dolinka stała się naszym numerem jeden, o którym pamiętaliśmy aż do czasu, kiedy postanowiliśmy poszukać dla Poli przedszkola. Przeszukałam wszystkie placówki na Ursynowie, ale jednak… jeżyk był zwycięzcą.

Pola codziennie chodzi do tego miejsca z uśmiechem. Plan był taki, by odbierać ją o 14, ale jak się okazało, Pola lubi sobie tam smacznie pospać, a o 15 zjeść podwieczorek, więc odbieram ją tuż po podwieczorku. Kiedy ostatnio z F. pojawiliśmy się w drzwiach jej sali, punkt 15:20 zobaczyliśmy jej skwaszoną minę i zdziwienie, że jak to… już po mnie przyszliście? Nie ma opcji, żebym odbierała ją później, no nie ma! Oszalałabym już chyba i ewidentnie byłoby mi jej mało, no… kto by pomyślał. Że dziecko nagle zacznie ładnie jeść i drzemać. Że będzie samo zagadywać do innych dzieci… Szybko się to wszystko dzieje, ale… przyjemnie się na to patrzy będąc rodzicem. Przyjemnie patrzy się na dorastanie dziecka, choć jednocześnie człowiekowi chce się płakać. I ze wzruszenie z jakiegoś takiego smutku, że ten czas tak pędzi. Nie ma jednak dnia, w którym nie byliśmy zachwyceni tym jak bardzo się zmienia. Jej pobyt w przedszkolu, choć jeszcze krótki, już zmienił ją totalnie. Wydaje nam się jakaś taka bardziej… dorosła. Więcej mówi, ładniej się bawi. Każdego dnia po przedszkolu, opowiada nam o swoich kolegach i koleżankach, o tym co robi, co jadła, czy spała, w co się bawiła. Jesteśmy zachwyceni. Nasza mała Pola… poszła do przedszkola. Trzymajcie za nią kciuki. Choć z tego co widzę, radzi sobie i bez nich! ;)

 

DSC_0614

 

DSC_0615

 

DSC_0617

 

DSC_0618

 

DSC_0619

 

DSC_0620

 

DSC_0622

 

DSC_0623

 

DSC_0627

 

DSC_0629

 

DSC_0632

 

DSC_0633

 

DSC_0638

 

DSC_0639

 

DSC_0641

 

DSC_0644

 

DSC_0646

 

DSC_0647

 

DSC_0648

 

DSC_0649

 

DSC_0650

 

DSC_0652

 

przedszkole ursynów

 

DSC_0659

 

DSC_0660

 

DSC_0661

 

DSC_0662

 

DSC_0665

 

DSC_0666

 

DSC_0669

 

DSC_0670

DSC_0677

 

DSC_0678

 

DSC_0680

 

  • Małgorzata Stryjecka

    super :) piękna Pola i na zdjęciach wygląda na minimum 3 lata :)

  • Ka_ga

    co tu dużo pisać…. Polcia jest cudowna i wiadomo, że tak dobrze musi sobie radzić :)

  • jadwi

    brawa dla Polci :* cudownie to wszystko napisalas!

  • Panna jak ta lala! <3

  • Basia Potocka

    Super, że tak fajnie trafiliście z tym przedszkolem, cieszę się razem z Wami!
    Ojj ja bankowo też będę „cierpieć” w poduszkę jak już nadejdzie ten czas na Bartka. Ostatnio jechałam na wieczór panieński i nie było mnie 8h.. Pierwszy raz na tak długo się rozstaliśmy. I z jednej str byłam dumna, że synek był grzeczny, w ogóle nie płakał.. Ale z drugiej trochę przykro mi było, że nie dawał oznak tęsknoty.. I nawet zasnął bez cyca, skandal! 😉

    • Hah znam to. kiedy przy pierwszych wyjsciach dowiadywalam sie ze Pola nie pisnela nawet „mama”, mialam jak Ty mieszane uczucia… :D duma i smutek :D

  • ewelina

    Bardzo, ale to BAAARDZO Wam zazdroszczę możliwości posłania Polci do prywatnego przedszkola. U mnie publiczne placówki to jest jakaś kpina :(

    • znam temat i publiczne placówki przedszkolne przyprawiają mnie o dreszcze, no ale w tym kraju tak jest – jak nie płacisz, to niech będzie byle jak… :/

  • Katarzyna Pyrz

    Wspaniale, że udało Wam się trafić tak świetnie z przedszkolem :) A jak serce rośnie, jak dzieciaczek śpiewa kolejną piosenkę czy wierszyk, którego się tam nauczyło ;)

    Nam niestety nie dane było dobrze trafić, 2 osoby na 30-osobową grupę dzieci, a czego jedna z pań wiecznie z kimś w łazience, więc stricte była to 1 osoba na taką grupę. Dodatkowo osoba, która nie potrafiła trzymać nerwów na wodzy i krzyczała do dzieci, zamiast do nich mówić. I jeszcze kilka niezbyt miłych atrakcji. Przedszkole niestety publiczne. Byłam zmuszona wypisać synka z przedszkola, ponieważ z pewnego siebie, rezolutnego i wygadanego dzieciaczka zaczął stawać się nerwowym, zamkniętym w sobie chłopczykiem. Na szczęście dzięki naszemu wsparciu i trzeźwemu myśleniu wracamy już do siebie i znowu staje się królem placów zabaw ;)

  • Natalia Kaczmarek

    Super 😍 a jaka samodzielna 😍😍😍😍😍✊

  • Pingback: To już pół roku! Czyli o przedszkolnej przygodzie Poli…()