Poporodowe wspominki – czyli jak to jest kiedy nie wie się nic

17 września 2018

Nie wiem czy też tak macie, ale ja kiedy wspominam pierwsze chwile z Polą po jej narodzinach, to zastanawiam się, jakim cudem moje dziecko przeżyło i o dziwo ma się dobrze O.o

Ja wiem, że to instynkt, że matka po prostu wie co ma zrobić, ale jak się wcześniej do czynienia z dziećmi w ogóle nie miało, książek się nie czytało, to skąd ?! Skąd się to wszystko ma wiedzieć? No dobra, ja jakieś tam doświadczenie miałam. Przewijałam Kacpra, usypiałam go, bawiłam się z nim, karmiłam go, więc coś tam mi świtało. Ale i tak… jak przypomnę sobie te pierwsze dni… jak nie umiałam przystawić do cycka, jak nie wiedziałam jak ubrać, żeby nie przegrzać, żeby nie zaziębić… to włos mi się jeży na głowie :D

Ogólnie dawałam radę i mam wrażenie, że fuck-upy, popełniałam własnie wtedy, kiedy za bardzo czułam presję otoczenia. Pamiętam jak po dwóch tygodniach od porodu, pierwszy raz wzięliśmy Polę na spacer. Wszystkie ludziska z rodziny rzucały dobrymi radami, że jeszcze jeden kocyk, że jeszcze to i tamto. Dziś jak patrzę na zdjęcie Poli, zastanawiałam się gdzie ja miałam mózg, że aż tak ją wtedy zapeklowałam i owinęłam w te wszystkie cuda. Ale tak to jest, że słucha się tych, co teoretycznie doświadczeni, a dzieci swoje małe mieli przecież z 20 lat temu. Na początku wszystko jest jakieś takie… niezdarne. Pierwsza kąpiel Poli w domciu, była autorstwa mojej siostry. Chciałam najpierw zobaczyć, wszystko dokładnie wiedzieć i dopiero spróbować. Podobnie z przewijaniem, pielęgnacją. To właśnie moja siostra na bieżąco wszystko mi pokazywała, wyjaśniała. Na moją własną prośbę. Wiedziałam, że kto jak kto, ale ona pokaże mi to wszystko najlepiej, zwłaszcza, że nie wyszła jeszcze z wprawy, bo Millcia miała wtedy 1,5 roku. Nie ukrywam i do tej pory pamiętam, że najwięcej pytań miałam o pielęgnację:

  • jak wykąpać dziecko? Jak już pisałam Patrycja pokazała mi cały „proces” a potem już spróbowałam sama.
  • jak dbać o to maleńkie ciałko – czym smarować, jak masować, jak postępować w przypadku pojawienia się np. egzemy, suchości, krostek czy innych zaczerwienień na ciele. Rad w internecie jest całe mnóstwo, ale ja wolałam polegać na kimś mi bliskim, komu ufałam. W późniejszym czasie owszem posiłkowałam się już wiedzą z internetu czy książek, ale nigdy nie szukałam rad na forach i wśród innych obcych mi matek. Wracając do egzemy czy niestety popularnego AZS, z którym na szczeście do czynienia nie mieliśmy, warto przeczytać poradnik o Egzemie. 
  • jak dbać o kikut pępowinowy – czarna magia, wszystko co powiedzieli mi wtedy w szpitalu, zapomniałam zaraz po jego opuszczeniu :D
  • co robić z ciemieniuchą?

Dziś to wszystko wydaje się takie banalne, a jednak wtedy miałam w głowie milion znaków zapytania. Czasem moje karmienie czy przewijanie było na początku nieudolne, czasem za bardzo się starałam, czasem za mało. Wszystko było takie nowe i inne od tego, co znałam do tej pory. Zastanawiałam się czasem, czy innym mamom przychodzi to łatwiej, czy od razu wiedzą wszystko na tip top. Nie wiem. Wiem, że ja bałam się wielu rzeczy, byłam bardzo ostrożna, ale dawałam sobie prawo do błędu. Dziś nie wyobrażam sobie pierwszych dni z dzidzią w domu rodzinnym, bo wiem, że poszłoby mi dużo łatwiej i chciałabym byśmy byli tylko we troje. Ale wtedy pomoc mojej mamy i siostry była dla mnie na wagę złota, choć oczywiście niosła ze sobą pewne minusy jak te, że czasem bardziej ufałam radom, niż swojej własnej intuicji i tak jak mówiłam, czasem czułam presję co mnie niezwykle frustrowało. Bałam się popełnić błąd przy mamie czy przy teściowej, bo jaką wtedy okazałabym się mamą?

Mam w ogóle wrażenie, że przy Poli, wszystko było takie na czuja. Dziś do samego przygotowania do ciąży, a co dopiero do porodu podeszłabym inaczej. Bardziej bym się przygotowała, bardziej „wyedukowała”. Chcąc nie chcąc, wszystko pewnie zrobiłabym inaczej, nie dlatego, że przy pierwszym dziecku zrobiłam coś źle, broń Boże. Chyba bardziej dlatego, że po prostu mam już trochę więcej lat niż wtedy i pojawia mi się w głowie nieustannie takie światełko, że muszę zadbać o wszystko jak najlepiej, że muszę się do wszystkiego odpowiednio przygotować. Mieć wiedzę! Czy to złe czy dobre… nie wiem. Myślę, że trzeba znaleźć złoty środek, żeby zarówno ufać swojej intuicji ale równocześnie być przygotowanym, świadomym i pewnych rzeczy nauczonym. Moje dziecko ma pięć lat, a ja już teraz nie pamiętam jak się o ten kikut dba, jak się dba o uszka. Wyleciało mi z głowy, ot tak. Teraz nie czekałabym aż do porodu, bo mój perfekcjonizm nakazałby mi się przygotować na tip top ( i to jest trochę wada) już w czasie ciąży. Nie powiem, trochę się już do tego przymierzam i właśnie dzięki temu chyba, tak bardzo zmobilizowałam się do walki z moim hashimoto. Nie chciałabym oczywiście popaść w skrajności i robić czegoś podręcznikowo, bo zawsze byłam temu przeciwna, ale pewnie poszłabym w te swoje notatki i tak jak codziennie robię listę „to do”, tak teraz zapisałabym sobie na karteczkach podstawowe rzeczy dotyczące niemowlaczka i to o czym najbardziej chciałabym pamiętać. Dla samej siebie. Podrzucę Wam jeszcze jeden link do takiej własnie skarbnicy wiedzy czyli poradnika w temacie opieki nad dzieckiem, gdzie znajdziecie wszystko od kwestii odparzeń pieluszkowych, po ciemieniuchę, dbanie o uszka, kąpiel niemowlęcia itp.

Wspominam ostatnio coraz częściej i myślę sobie, że jednak w tych pierwszych dniach i nie tylko, warto połączyć wiedzę z odpowiednich źródeł ze swoją intuicją, instynktem. Ufać sobie, nie dawać się presji społeczeństwa, a jeśli już zasięgać porad to tylko u tych, którym naprawdę ufamy lub w innych, zaufanych źródłach. Najgorszą dla mnie rzeczą byłby zawsze właśnie fora, grupy dla kobiet. Nie ma nic gorszego, niż stada mam, gdzie jedna wie lepiej od drugiej i często sporo z tych kobiet promuje jakieś przestarzałe teorie w temacie dbania czy wychowania dzieci, które mogą narobić więcej szkód niż pożytku. Chociażby doradzenie zamoczenia dziecku palca we wrzątku ( nie wiem o jaką sytuację chodziło, no ale ludzie… wrzątek?!).

Dajmy sobie przestrzeń na niezdarność, na błędy – żadna z nas nie będzie nigdy idealna i zawsze trafi się jakiś fuck-up. Grunt, by te wpadki były błędami, na których się uczymy. Byśmy wiedzieli, że chcieliśmy jak najlepiej, a że wyszło inaczej – no bywa! Najgorszym co można zrobić, to poddawać się radom innym, robić coś wg nich, co nie jest zgodne z tym co my czujemy. Korzystajmy z rad, jak najbardziej, ale ostatecznie róbmy to co MY uważamy za słuszne! :)

I jak najbardziej możecie napisać o swoich fuck-upach z początków macierzyństwa. No bo wierzę, że jakieś na pewno były?! :D