Pomadki Banana Beauty – moje doświadczenia

12 września 2019

Jakiś czas temu, nowa marka Banana Beauty zaprosiła mnie do przetestowania ich pomadek. Pomału podbijają polski rynek i cieszę się, że mogłam być jedną z pierwszych osób w Polsce, które miała szansę je sprawdzić.

Ostatnio w temacie współprac jestem trochę wybredna. A właściwie bardziej chodzi o to, że propozycji jest tak dużo, że nie sposób, żeby wszystko pasowało do nas i naszego stylu życia. Kwestia pomadek to u mnie temat dość codzienny, bo uwielbiam malować usta i od kilku lat jestem wierna zwykłej, drogeryjnej matowej pomadce, która spełnia moja oczekiwania. Tym bardziej wiedziałam, że testując nowości, będę miała jakieś tam porównanie.

Banana Beauty ma w swojej ofercie zarówno półmatowe pomadki w płynie jak i metaliczne. Osobiście uwielbiam mat na ustach i innych pomadek nawet nie tykam. Mat wygląda na ustach mega kusząco, fajnie je powiększa no i…ma w sobie po prostu taki urok, który mi się niezwykle podoba. Za tymi metalicznymi nie przepadam, nie używam i nie mam żadnego porównania – więc postanowiłam wybrać coś spośród tych półmatowych.

PÓŁMATOWE POMADKI W PŁYNIE

Wybrałam 5 kolorów: Peach Me, Lady Licious, Oh Baby!, Oh-la-licious oraz The Glam Bam. Już na starcie wiedziałam, który zostanie moim faworytem. Przypominał mi kolorem dość mocno pomadkę, której używałam wcześniej, byłam tylko ciekawa czy z trwałością będzie podobnie. W sumie moje pierwsze testy wyszły dość naturalnie, bo jak to zawsze przed wyjściem na kolację, musiałam machnąć czymś usta, więc stwierdziłam, że machnę je którąś z tych nowych pomadek. Efekt jak zwykle był wow – jak to przy macie. Świetne wykończenie, pomadka super się rozprowadzała. Po wyjściu z domu totalnie właściwie zapomniałam, że mam coś na ustach. Skubałam je, potem jadłam sushi, sałatkę, piłam wodę. A po powrocie do domu poszłam do łazienki i spostrzegłam się, że… pomadka nadal była na ustach ! :D Same to zresztą zauważyłyście ostatnio, bo mówiłam coś do Was na stories ok. 17, a potem ok. 22 a usta wciąż były nietknięte. Na drugi dzień stwierdziłam, że zrobię bardziej hardkorowy test, próbując po pomalowaniu ust, zmyć pomadkę wacikiem, wodą, tarłam też palcami. No generalnie… nic. Na stronie producent pisze, że efekt utrzymuje się nawet do 10 godzin. Myślę, że może być to możliwe, trwałości na pewno tutaj nie podważę, ale godzinowo – no nie testowałam ich z zegarkiem w ręku, ale wystarcza mi to, że po kilku godzinach jedzenia, picia itp – pomadka była na ustach.

 

 

SUPER TRWAŁOŚĆ,  ŚWIETNE NAWILŻENIE

Raz w życiu pokusiłam się na nową drogeryjną pomadkę w macie, która strasznie pękała na ustach, beznadziejnie się rozprowadzała i generalnie – po jednym razie rzuciłam ją na półkę wracając do tej sprawdzonej. Mam więc jakieś tam porównanie i mogę śmiało powiedzieć, że przy tych pomadkach nic takiego się nie dzieje. Nie wiem jednak czy nie jest to kwestia indywidualna, bo kiedyś w sieci widziałam dyskusję o jednej z pomadek i 100 internautek pisało, że super się utrzymuje, że uwielbiają – a 100 innych, że u nich totalna masakra. Zatem jak widać – być może nie wszystko jest dla wszystkich. Pomadki Banana Beauty zakupiło kilka z Was po moich poleceniach na stories i póki co ( na całe szczęście) wszystkie te osoby są zadowolone. Pomadki się „nie zjadają”, są wg Was bardzo trwałe i to właśnie na co ja od razu zwróciłam uwagę – mega się rozprowadzają i nawilżają usta.

 

 

Wszystkie kolory, które zamówiłam są piękne, ale ja przyznam Wam szczerze, że jak już się na coś uprę – to koniec. Przetestowałam każdy kolor – mega mnie urzekły soczyste czerwienie. Ale koniec końców – i tak zostałam najwierniejszą fanką Oh-La-licious. Katuję ją za każdym razem kiedy się maluję i… nie nudzi mi się :D Ciekawa jestem jak z wydajnością, aczkolwiek pomadki nie trzeba dużo. Tak naprawdę wystarczy machnąć wargi po razie i nic więcej. Będąc szczerą, miałam początkowo problem z pomadką Peach Me. Jest to dość jasny kolor i podczas jego rozprowadzania miałam problem, żeby pokryć ładnie całe usta i totalnie nie wiedziałam z w czym tkwi problem. Potem zobaczyłam ten kolor na ustach u kogoś na instagramie i zrobiłam jeszcze jedno podejście – pomogłam rozprowadzić pomadkę po ustach palcem – lekko ją wklepując. Miałam wrażenie, że jest bardziej płynna niż pozostałe. Rozprowadziłam, zaczekałam aż „zastygnie” i… tak oto Peach Me stał się moim numerem jeden jeśli chodzi o delikatne, codzienne makijaże. Oh-La-Licious wciąż wygrywa, ale jednak przy subtelnej wersji wyjściowej Peach Me będzie zdecydowanie lepszy.

 

Pomadki Banana Beauty są wegańskie i w 100% wolne od składników pochodzenia zwierzęcego. Są testowane dermatologicznie, a do ich produkcji używa się najwyższej jakości formuły. Mam nadzieję, że wraz ze wzrostem popularności, jakość ta zostanie utrzymana.

 

Podsumowując – jestem bardzo zadowolona. W szminkach tego typu podstawą jest trwałość i nawilżenie – szminki sprawdzają się pod tym względem rewelacyjnie. Ale musicie się o tym przekonać na własnej skórze… a właściwie ustach :)

 

O pomadki do tej pory dostałam wiele zapytań – prosiłyście o kod rabatowy, ale nie byłam pewna czy takowy będzie – ale jednak jest! Specjalnie dla Was, moich czytelników Banana Beauty przygotowało zniżkę 20% na wszystkie produkty Banana Beauty na hasło MAMALA. Koniecznie pochwalcie się swoimi zakupami!

 

Ściskam ciepło :)