NIGDY nie jedź z moją rodziną w dłuższą podróż! TFU! W żadną podróż!

14 czerwca 2016

Co przychodzi Ci na myśl, kiedy słyszysz słowo: podróż? Ekstra skojarzenia prawda?! Zwiedzanie, muzyka w aucie, walizki! A co przychodzi Ci na myśl, kiedy słyszysz zdanie: podróż z rodziną? Z dziećmi? Całą rodziną?! Ja dostaję jakiegoś dziwnego przypływu niepokoju…

Generalnie rodzinne podróże są super! Zwłaszcza wtedy kiedy śpię ja i śpi dziecko. Wtedy każdy ma święty spokój i można w spokoju dojechać na miejsce… Z fanki podróży, która uwielbiała jeździć autem długie kilometry, śpiewać przy radiu i jeść śmieciowe jedzenie kupowane przy drodze – stałam się nudziarą, która najchętniej na docelowe miejsce teleportowałaby się jakimś magicznym tunelem… w minutę. Niestety nasze podróże to ostatnio jakiś koszmar. Na telefony mamy z zapytaniem: może przyjedziecie? Najczęściej odpowiadam… a wiesz… za miesiąc się wybieramy. A na spontaniczne decyzje : jedziemy nad morze! I wizję przed oczami tych kilku godzin męki, stwierdzam… ” ach, na Polach Mokotowskich też będzie bardzo fajnie!”.

Powodów jest kilka i choć myślałam, że rodzina moja jest jakaś dziwna, to doprawdy okazało się, że rodzinne podróże nie są takie super tylko u nas. Miałam przyjemność jechać już nie raz autem z rodzinami z dziećmi i zawsze, ale to zawsze obwiałam się, że jest o ostatnia podróż tej rodziny. Całe szczęście, kiedy już dojeżdża się na miejsce, wszystko idzie w niepamięć. Nawet te rozlane na wycieraczki soki i wtarte w siedzenia chrupki. Wiem, wiem ciężko przeżyć te chrupki, ale jednak…

A jak to jest u nas? Czym tak bardzo odstraszamy? Czy naprawdę aż tak źle siedzi się z nami w jednym aucie? Przecież nasza rodzinka jest taka słodka! Wystarczy zerknąć na zdjęcia z auta! Wszyscy zadowoleni, uśmiechnięci… bo wiecie – foty robi się minutę po wyjeździe z garażu. Jak jeszcze jest internet, dobry humor i… podekscytowanie. Potem jest już tylko…

  1. Pola przestań płakać! Nie wypinaj się z pasów! Masz picie. Masz chrupki. Dobra! Śpiewamy! Aaa kotki dwa. Ok! To mucha w samolocie! Nie, nie możesz wysiąść! Nie baw się klamką! Poczytamy książeczkę? Nie rzucaj nią w tatę! Dlaczego znowu płaczesz? Nie mogę Cię wciąć na ręce! Siku? Zaraz będzie zjazd z autostrady… jeszcze jakieś.. 30 kilometrów! Ok, kupmy coś do jedzenia. Mniam, mniam. Jak to nie o to Ci chodziło? To o co? Nie ma tutaj babci! Dopiero do niej jedziemy! Jeszcze tylko brak pytania… daleko jeszcze? Ale daleko czy nie?!
  2. Jezus zwolnij! – choć sama jestem wariatem drogowym, to siedząc na miejscu pasażera, zawsze mam wrażenie, że kierowca jedzie 3 x szybciej niż pokazuje licznik. „No po co mu tak podjeżdżasz pod sam tyłek?” ; ” Jezus nie mogę na to patrzeć” ; ” Ooo boże, nie wyhamujemy”. – coraz częściej krzyczę to we własnych myślach, ale ciało nie daje za wygraną. Noga zawsze, ale to zawsze razem z ręką lądują na niewidocznym hamulcu. Wciąż wierzę, że kiedy siedzę na miejscu pasażera i nagle kładę nogę na końcu wycieraczki a ręką dotykam panelu – ja wierzę, że on zahamuje! ;)
  3. Muszę włączyć internet! – wiecie. Zawód freelancer = non stop w robocie. I wtedy się zaczyna. Nie ma wi-fi! Nie ma zasięgu! Nie ma internetu! Nie mogę sprawdzić e-maila. Boże, zaraz wyjdę i nie wrócę. Do cholery muszę to sprawdzić! O co chodzi z tymi telefonami? Kable to wtedy latać zaczynają, a moja wewnętrzna frustracja sięga zenitu… I jeszcze Pola nagle krzyczy… „Jutuba!” , a tu bajka się ładuje i ładuje, a dziecko wpada w furię… fajnie!
  4. Jeszcze dwie godziny?! Przecież od dwóch już jedziemy. „Stoimy w korku chyba, a nie jedziemy” – poprawi mnie mój kierowca-realista. I wtedy się zaczyna… Świetnie…Brawo Ty. Trzeba było wcześniej wyjechać! Nie mogłeś jechać inną drogą? Nie wiedziałeś, że będą korki? Nie mogłeś urwać się z pracy?
  5. Chyba będę chora – po dojechaniu na miejsce, mam wrażenie, że moja odporność w moment wyczuwa wakacyjny klimat i łapie wszelkie możliwe infekcje. I akurat w momencie, w którym pomyślałam: jak dobrze, że ten problem z całej trójki dotyka tylko mnie – problem dotknął też Polkę. Fun w aucie i na wyjazdach na całego, mówię Wam ;) Do tej pory nie wiem, czy był to jednorazowy incydent, biegunka podróżnych spowodowana stresem, zmianą wody, czy może brudnymi rękami, które i tak staramy się myć często… Ostatnio gdzieś w sieci zobaczyłam hasło: wróć z wakacji bez jelitowych sensacji. Myślę sobie… no… byłoby fajnie. Hasło związane było z preparatem Multilac® i Multilac®Baby – o ile Multilac®   stosuje się głównie wspomagająco w trakcie i po antybiotykoterapii tak Multilac® Baby możemy już podawać dzieciom w zaburzeniach czynnościowych jelit. Możemy bez obaw podawać go naszym pociechom już od 4 miesiąca ich życia. Dla mnie to mega sprawa, zwłaszcza, że jelitowe sensacje, potrafią zepsuć nawet najlepiej zaplanowany wyjazd. Kto przeżył problemy tego typu ten wie. A jak się okazuje w takich problemach nie jesteśmy osamotnione. Jest nas naprawdę dużo! Tzw. biegunka podróżnych dotyka wielu osób, a czynnik bakteryjny też ma nie lada znaczenie przy pojawianiu się biegunek podróżnych. Reszta to już wiecie… stres, zmiana otoczenia… Multilac® przywraca działanie flory bakteryjnej, a nasz układ trawienny może wtedy znacznie lepiej funkcjonować.  Noo i chyba w gronie matul, taki temat to nie żadne tabu, prawda? ;) Obecnie trwa fajna akcja, w której, w której kupując dwa dowolne produkty odbierasz prezent: piłkę plażową lub zasłonkę do samochodu. Polecam z ręką na sercu!

No … to jak? Pojedziecie ze mną na wycieczkę? Czy może lepiej nie? Jelitowe sensacje, porozlewane soki, wtarte chrupki – podróż z rodziną to zdecydowanie przygoda pełna wrażeń. Oszczędźmy sobie chociaż tego na co mamy wpływ, bo w przeciwnym razie… wrócimy do domu szybciej niż z niego wyjedziemy ! ;)

 

DSC_8712
DSC_8716

 

podróż z rodziną

 

DSC_8721

 

DSC_8724

 

multilac

 

DSC_8727

 

DSC_8728

 

DSC_8729

 

DSC_8731

 

DSC_8735

 

DSC_8737

 

DSC_8738

 

DSC_8741

 

DSC_8744

 

DSC_8748

 

DSC_8750

 

DSC_8751

 

DSC_8757

 

DSC_8759

 

DSC_8767

 

DSC_8770

 

DSC_8778

 

DSC_9075

 

DSC_9081

 

DSC_9082

  • Współczuje Ci z tymi dolegliwościami. Ja na szczescie podróżuję od zawsze bez problemów.
    Ale dobrze w razie czego znać lek :)

  • Ewa

    Znam to z autopsji… dodaj do tego chorobę lokomocyjną i masz… brrr !

    • no tez mam chorobe lokomocyjna wiec znam boool :D

  • magda nowak

    Hej :) skąd torebka? jest cudowna :D

  • Piękne foty aż nii mogę się napatrzeć. Współczuję takich sensacji w czasie podróży raz to przeżyłąm więc wiem jak to jest, dobrze znać lek na takie dolegliwości. Dopisuję do wakacyjnej apteczki

  • kamila

    podbijam pytanie skąd torebka? foty cudowne!

  • czytelniczka

    Znam to doskonale :) Niestety! :/ A multilac z chęcią wypróbuję, no i skorzystam z okazji, bo u nas zasłonki na szyby to jakoś non stop giną… :D Piękne zdjęcia Alicjo, Twoja siostra robiła? :) Kiedy wracasz do Warszawy? Pozdrawiam i całuję! :*

    • Ahaha znam to z tymi zasłonkami :) Wczoraj wieczorem wróciłam :)

  • To faktycznie podróże macie „wesołe” ;) Mój Synek na szczęście dobrze znosi podróże autem, nawet dłuższe kilku godzinne trasy, ale to chłopak, więc może też inaczej – zafascynowany tym co się dzieje na drodze, a to tiry jadą, a to traktory na polu itd ;) No i nie wyobrażam sobie tych chrupek na tapicerce :P Wolę pokruszone paluszki na siedzeniach i podłodze ;)

    • A u nas wczoraj pierwsza podróż od dawna, cudownie spokojna, a nikt nie spał hehe :)

  • ewka

    Alu moglabys pokazac zdjecie torebki w calosci? jest przepiekna :)))

  • Ewelina

    Ooooo to tak jak u nas. Do tego dwójka dzieci z chorobą lokomocyjną + ja też :/ Na szczęście starsza już od jakiegoś czasu nie wymiotuje, ale pewnie dlatego, że za każdym razem ma podany lek. Do tego mam rodziców daleko dosyć ( ok 380 km ), więc podróżujemy też często, ale niestety póki co nie jest to przyjemnością….
    Ps. Jaki pusty bagażnik!! U nas zawsze zapakowany po sufit prawie, że drzwi nie można otworzyć, bo pewnie wszystko by powypadało :P
    Pozdrawiam
    Ewelina

    • Tu akurat bagażnik był opróżniony, bo to wycieczka tylko kilka km, ale za to jakbyś widziała jak jedziemy obładowani do rodziców… a z powrotem…to już nie komentuję haha wszystko zawalone :D

  • natalia

    znam ból i przybijam piątkę… u mnie te same akcje ;)

  • Młoda Mama

    U nas niestety jest podobnie choć przyznam szczerze, że tak jak opisujesz w swoim poście zaczęło dziać się od nie dawna ponieważ córka wcześniej bez żadnych problemów znosiła drogę.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie – może Ciebie zainteresuje coś u mnie. :)
    niecodziennyblog-mlodejmamy.blogspot.com

  • Natalia Kaczmarek

    No jak bym czytała o nas hahahaha :-)