Zatrzymaj się i pomyśl … po co żyjesz?

8 września 2017

Ciepły, choć nieco wietrzny wieczór. On i ja. No i wypożyczone rowery. Mijamy co chwilę to różne budynki, bloki, billboardy, mostki, łąki, górki, sklepy. On, jak zwykle jedzie przede mną. Chłoniemy każdą sekundę, przypatrujemy się wszystkim szczegółom.

„Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl po co żyjesz?” – to hasło przeczytałam na tablicy postawionej przed jakimś chrześcijańskim stowarzyszeniem dla mężczyzn – nie pamiętam nazwy, choć bardzo chciałam o tym miejscu poczytać. Na tablicy było kilka plakatów, ale ten rzucił mi się w oczy najbardziej. Przeczytałam to hasło na głos, kierując zapytanie do F. W odpowiedzi usłyszałam: po to, by czerpać z życia garściami.

„Bardzo dobrze kochanie… bardzo dobrze!” – odpowiedziałam, uśmiechając się do siebie. Staliśmy się tak podobni, tak spragnieni życia, przeżyć, doświadczeń. Choć mamy ambitne plany, zajęliśmy się rozwojem działalności i mierzymy naprawdę wysoko, by najzwyczajniej w świecie żyło nam się lepiej – to wciąż nie zapominamy o tym, że cieszyć się życiem trzeba tu i teraz. W każdym momencie, nawet kiedy jest naprawdę źle, potrafić umieć wyszukać pozytywy, znaleźć rzeczy, które są tak proste w swej istocie, a dają nam tak nieziemskie przeżycia i wspomnienia.

„By czerpać z życia garściami” – tak, właśnie po to powinniśmy żyć. Każdy pod to hasło dopisze coś pod siebie, ale czy to nie jest sens całego naszego istnienia? By wyciskać to życie jak cytrynę, dążyć do tego, by dostać od niego wszystko to dzięki czemu będziemy czuć się szczęśliwi? Nieważne, czy będą to podróże, domek w lesie, wielka rodzina – życie jest tylko jedno – nie powtórzy się już żaden dzień, żadna chwila.

Ile masz lat? 20, 30, 40? Od ilu lat obiecujesz sobie, że w końcu zaczniesz żyć naprawdę? Ile czasu już straciłeś i co przez ten czas zrobiłeś? Ile czasu zmarnowałeś na rozmyślanie, na rozpaczanie, na użalanie się nad sobą. A teraz pomyśl jak mógłbyś ten czas wykorzystać inaczej. Wszyscy jesteśmy tacy mądrzy, ale jakoś nie dociera do nas, że nie będziemy żyć wiecznie i że nie starczy nam na wszystko czasu. Mój czas jest teraz i tutaj. Nie zacznę czerpać z życia za 5 czy 10 lat, tylko czerpię z niego już teraz. Czerpałam nawet wtedy, kiedy nie miałam grosza przy dupie – bo pieniądze są naprawdę dobre i potrafią dać wiele szczęścia, jeśli umie się je rozsądnie wydawać – ale nie są głównym wyznacznikiem szczęścia. Są dobre – bo są, nie oszukujmy się. Ale nie sprawią, że będziemy szczęśliwi ot tak, na pstryknięcie palca, jeśli wcześniej wciąż byliśmy źli, rozgoryczeni i sfrustrowani.

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl… po co żyjesz? Ale bądź szczery. Nie oszukuj samego siebie. Po co żyjesz? Po to, by przetrwać i jakoś w miarę przeżyć każdy dzień? Po to, by martwić się całym złem tego świata? Po to, by porównywać się wiecznie z innymi? Po to, by stwarzać pozory? Ile w tym całym życiu i jego przeżywaniu robisz naprawdę po to, by czuć się szczęśliwie. Ale tak naprawdę szczęśliwie, nie na zdjęciu? Powiedz mi, ile razy w tygodniu, kładziesz się z myślą, że życie jest dobre? Ile razy w tygodniu, kładziesz się z myślą, że jesteś szczęśliwy? Że to był dobry dzień?

Po co żyję… po to, by być szczęśliwym, po prostu. By zasypiać i budzić się z myślą, że naprawdę kocham swoje życie. Jak to robię? Jak to robię, że jestem taka szczęśliwa i tak bardzo kocham swoje życie? Po prostu – dążę do każdej najmniejszej rzeczy, która sprawia mi radość. Nieważne, czy mówię tu o przeczytaniu książki, spacerze z rodziną czy wyjeździe do Miami – nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Nie są dla mnie ograniczeniem finanse, odległość, wielkość marzenia. Doświadczyłam w życiu zbyt wielu „cudów”, by nie wierzyć głęboko w to, że jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko, o czym intensywnie myślimy i czego konsekwentnie pragniemy. A kiedy już za coś się zabieram – nie robię tego automatycznie, bez emocji. Każdy spacer, każda rozmowa, każdy mój krok i czyn jest czymś na czym się skupiam, z czego się cieszę i z czego wyciągam jak najwięcej dobrych rzeczy. Może wydaje Ci się, że również żyjesz, a może tak naprawdę myślami jesteś gdzieś indziej. Może chodzisz na spacery z rodziną, ale nie wyciągasz z nich 100 % radości. Może rozmawiasz z mężem wieczorem, kiedy dzieci zasną, ale nie doceniasz wcale magii tej rozmowy, czasu we dwoje, tego, że macie siebie.

Ja doceniam każdego dnia. Wtulam się i jestem tak cholernie wdzięczna, że go mam. Wstaję, rozglądam się po mieszkaniu i jestem tak bardzo wdzięczna, że budzę się właśnie tutaj. We wszystkim co robię, we wszystkim co mam, we wszystkim co widzę dookoła – jest moja wdzięczność i moja miłość. I może właśnie dlatego, jestem tak szczęśliwa jak nigdy. Bo nauczyłam się żyć naprawdę.