Plan na styczeń – wywołać zdjęcia, pójść na lodowisko, zrobić badania…

27 grudnia 2018

Styczeń zawsze był dla mnie miesiącem snucia planów, podsumowań, motywacji do dalszych działań. W tym roku nie mam na to aż takiego ciśnienia. Delektuję się stanem: jest dobrze jak jest – i zbytnio już nie planuję, tylko czerpię z każdego dnia i czekam na to, co przyniesie kolejny.

Ale pomyślałam sobie, że fajnie byłoby stawiać sobie co miesiąc takie małe zadania, a może też nawyki nad którymi chcielibyśmy popracować. Żyć z dnia na dzień pełnią życia, a przy tym mieć swoją prywatną listę z rzeczami, które wpłyną pozytywnie na nasz nastrój czy rozwój. Pomyślałam sobie, że byłoby super wydrukować taką listę i powiesić ją sobie przed oczami – w centralnym punkcie, który mam przed sobą podczas pracy przed kompem. Nie wiem co z tego wyjdzie – zapewne powiem Wam pod koniec stycznia. Nie będzie to lista MUST, a ja nie będę się ścigać z samą sobą, by odhaczyć jak najwięcej punktów. To nie jest żaden wyścig ani sprawdzian. Raczej przypomnienie o tym, co jest dla nas dobre i czemu warto poświęcić swój czas.

Pomyślałam, że dobrze byłoby się z Wami podzielić tym, co takiego sobie zaplanowałam. Być może jakieś moje punkty sprawią, że pomyślicie: kurcze! Też powinnam się za to wziąć – i rzeczywiście się za to weźmiecie? :) Słowo pisane ma większą moc, niż takie rzucone pod nosem czy w głowie. To jak? Spróbujemy?

 

Rzeczy, które chcę zrobić w styczniu:

 

Iść na badania, których nie można zrobić na NFZ 

Głównie te w kierunku insulinooporności i pasożytów – mocno zaniedbałam ten temat przez ostatnie miesiące, w których nie marzyłam o niczym innym jak o świętym spokoju ;) Jak już spokój miałam, to ograniczał mnie portfel i tak… non stop coś. Ale wymówek jest szukać łatwo i … wygodnie. W styczniu muszę iść! Zrobię to!

Kupić albumy dla Polci i wywołać jej zdjęcia od samych narodzin

Dziadkom, babciom robię fotoksiążki ze zdjęciami Poli non stop. A mi albo Poli? Nie zrobiłam ŻADNEJ. Wszystko jest na komputerze, a wizja ponownego utracenia sprawia, że robi mi się niedobrze. W styczniu mam zamiar kupić kilka albumów, wywołać zdjęcia i dać Polci na jej urodziny w lutym. A ja dla samej siebie… jeszcze kiedyś zrobię :P

 

Znaleźć fachowca, który naprawi ścianę w salonie

Kolejny temat, który byłby zrobiony już dawno gdyby nie kasa. Ale ogarnę to. A w lutym etap 2 czyli tapeta. Wiadomo, nie wszystko od razu :P

Trenować min. 2 razy w tygodniu 

Skalpel albo turbo spalanie. Opcjonalnie cardio na siłowni, czyli jakieś 10 km na orbitreku.

 

Więcej eksperymentować z kuchnią roślinną

Coraz rzadziej jem mięso i wcale mi go jakoś wielce nie brakuje. Przepadłam z książką Jadłonomi a po kuskusie z kalafiora nabrałam ochoty na więcej. Co prawda przy hashi, dieta całkowicie roślinna wskazana nie jest – ale spokojnie. Nigdy nie zrezygnuję z sushi i krewetek. No i ukochany tatar… to jest miłość, której nie zabije nic :P

 

Stworzyć min. 8 postów na bloga

Kiedyś to było u mnie minimum, obecnie jest dobrze jak uda mi się opublikować chociaż 6 postów. Trochę to wina tego, że najwięcej przekazuję wszystkiego na InstaStories, a trochę tego, że mała aktywność czytelników na blogu, jakoś mnie demotywuje. Chciałabym jednak odnaleźć w sobie kreatywność, która pozwoli mi na stworzenie naprawdę fajnego materiału.

 

Zrobić badanie cefalometryczne i umówić się na konsultację do ortodonty

Kolejny temat, za którym stoi kasa. Nie założę jednak aparatu, póki nie zrobię tych dwóch rzeczy. No muszę!

 

Przeczytać min. 3 książki 

I tym razem odstawię chyba na bok książki o tematyce rozwoju osobistego. Muszę trochę od tego odpocząć. W styczniu postawię na jakąś dobrą powieść i na pewno książkę o medytacji.

 

 

Pójść na lodowisko 

Lata nie jeździłam na łyżwach, ale mam wielką chęć zaliczyć lodowisko w tym sezonie. Zarówno te wielkie na stadionie jak i to mniejsze, ale klimatyczne na Starym Mieście.

 

 Stworzyć mapę marzeń

Tym akcentem chcę wejść w Nowy Rok. Stworzyć mapę, na której będzie wszystko to o czym myślę, marzę, co chcę mieć, co chcę czuć… Oprawię ją chyba nawet w jakąś ramę i powieszę nad biurkiem. A co!

 

Codziennie robić jedną lekcję j.angielskiego 

Bo jak się zapewne domyślacie, mój zapał skończył się na 3 lekcji, a potem ciągle odkładałam to na później. Mam fajną książkę z płytą, która ma na celu nauczanie języka, ludzi takich jak ja: wiecznie początkujących. Ja akurat angielski miałam opanowany naprawdę dobrze, do czasu kiedy urodziłam i przestałam go używać. Sporo się jednak zapomina, jak się nie praktykuje :)

 

Popracować nad regularnością spożywania suplementów 

Zarówno tych, których potrzebuję w chorobie hashimoto ( żeby dostarczyć sobie wszystkich niezbędnych składników) jak i moich perełek z Natural Mojo (  żeby dbać o cerę od wewnątrz) – zwłaszcza dwóch nowości Aqua Splash i Pure Glow . Aqua Splash to połączenie wody kokosowej i kwasu hialuronowego. Nawilża skórę od środka. Pure Glow to z kolei kapsułki, które mają działanie antyoksydacyjne. To połączenie spiruliny, aceroli, młodej pszenicy i lucerny. Polecam jeść kiełki lucerny jako dodatek do sałatek, albo do kanapek. Lucerna ma pozytywny wpływ na skórę i wspomaga trawienie.

Na hasło MAMALA25 macie 25 % zniżki na cały asortyment w Natural Mojo :) Swoją drogą, cieszę się, że tak wiele z Was kupuje produkty NM z mojego polecenia. Z wielką radością organizuję rozdania, by zarazić Was miłością do ich produktów. To chyba jedyna firma, z którą współpracuję tak długo i cieszę się, że mogę być na bieżąco z ich nowościami :)

 

 

 

Codziennie się modlić i afirmować 

Zarówno rano i wieczorem. 15 minut przed snem i 15 minut po przebudzeniu. Rozmowa z Bogiem i afirmacje to coś co pozwala mi być spokojnym nawet wtedy, kiedy wali mi się świat. Czasem wpadam w jakiś chory pęd ( coraz rzadziej ) i kiedy przestaję to robić systematycznie, w mojej duszy zaczyna się tworzyć chaos. Bardzo tego nie lubię.

 

Każdego wieczoru spisywać rzeczy, za które jestem wdzięczna 

Do tej pory robiłam to tylko w głowie. Dopiero podczas kursu z Psychologii Pozytywnej, zaczęłam owe rzeczy spisywać na karteczkach. Rzeczywiście ma to większą moc.

 

Stworzyć Słoik Sukcesów 

Czytałam o tym już u kilku dziewczyn. Słoik, do którego wrzucamy karteczki, a na nich napisane nasze sukcesy – mniejsze lub większe, nieważne. Coś z czego jesteśmy dumni. Za każdym razem zapisujmy daną rzecz, wrzucajmy ją do słoika, a potem…  w chwilach słabości, otwórzmy i czytajmy… każdą po kolei. To świetne lekarstwo na chorobę zwaną: jestem do dupy.

 

Pewnie znalazłabym jeszcze milion różnych rzeczy, która powinnam lub chciałabym zrobić, ale nie chcę potem czuć jakiejś presji, albo dołka, bo tak wiele sobie założyłam, a prawie nic nie zrealizowałam. Mam nadzieję, że uda mi się w styczniu zrobić troszkę rzeczy dla swojego zdrowia i spokoju. Że znajdę trochę czasu na przyjemności i wezmę się za to, co od jakiegoś czasu leży na półce rzeczy zapomnianych w mojej głowie. Czy będę spisywać jakieś noworoczne postanowienia? Raczej nie. Odechciało mi się długoterminowych planów, bo moje życie jest za bardzo nieprzewidywalne. Wolę skupić się po prostu na życiu, co miesiąc skupiając się na wybranych, pojedynczych rzeczach. Mam jedynie nadzieję, że w 2019 roku, doprowadzę swoje zdrowie do ładu, naprawię to co zepsute. Mam po prostu nadzieję, że będę szczęśliwa i świadoma – każdego swojego oddechu, kroku i czynu :) I tego samego życzę również Wam!

Koniecznie dajcie znać, czy macie jakieś plany na styczeń, które chcielibyście zrealizować. Może mnie do czegoś natchniecie. Aha! No i życzę Wam super sylwestrowej zabawy – więcej śmiechu, mniej alkoholu. Więcej tańców, mniej petard :P