Pierwsze wiosenne akcenty w mieszkaniu

10 kwietnia 2018

Kalendarzowa wiosna jest z nami już jakiś czas, ale tak na serio to zawitała do naszego kraju chyba właśnie w miniony weekend. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że… jestem ładowana energią słoneczną. Na 100 %.

Właśnie w ten weekend, kiedy nareszcie temperatura przekroczyła 15 stopni, a słońce wyłoniło się zza chmur, poczułam, że żyję… nie wiem jak Wy, ale ja dostaję jakiegoś fioła czując wiosenne powietrze. Coraz częściej stwierdzam, że nie nadaję się do mieszkania w Polsce, gdzie tylko przez jakieś cztery miesiące w roku jest ciepło. No tak się nie da żyć, serio! I taki jest potem efekt, że jak tylko można zrzucić zimową kurtkę i wystawić twarz na słońce, to człowiek wariuje! A już tym bardziej wariuję ja, która spędza właśnie swoją pierwszą wiosnę w nowym mieszkaniu… i tak jak przypuszczałam, dbanie o to mieszkanie i dopieszczanie go, by było adekwatne do pór roku i by sprzyjało mojemu nastrojowi – to właśnie stało się jakąś mega, niewyobrażalnie miłą przyjemnością.

Muszę Wam powiedzieć, że miniony, wiosenny weekend to były dla mnie dwa dni, w których znalazłam czas na wszystko: na basen, na pracę ( jeden dzień wolnego wzięłam we wtorek i zaległości tyle, że nie pytajcie), na książkę, na spacery, na plac zabaw, na zakupy ( służbowe O.o ) , na dobry film, na sprzątanie, na kupno świeżych kwiatów, na zabawę z dzieckiem, na wyjście na obiad… no serio. Mam wrażenie, że ten weekend trwał jakieś 5 dni. Tyle wspólnie zrobiliśmy! Ale efekt jest… mamy naładowane akumulatory, zrobiliśmy wspólnie z F. sporo blogowej roboty, nacieszyliśmy się sobą baaardzo mocno i jeszcze w dodatku mamy wysprzątane mieszkanie. No i pozbyliśmy się Polkowego wózka, ha! Pola przy swoim wzroście wyglądała w nim już co najmniej dziwnie. Co prawda używany był już tylko w nagłych przypadkach, raz na ruski rok, ale jak już był używany, to wyglądałam tak, jakbym wiozła dziecko do szkoły. Takie to moje dziecko długie. Po rodzicach.

No ale dobra – jak przygotowaliśmy to nasze mieszkanie do wiosny i co nas jeszcze czeka? Bo czeka nas jeszcze wiele… Przede wszystkim…

SPRZĄTANIE

Działka mojego F. to mycie okien, ale mycie podłóg czy mebli zostawiam sobie – no jakimś cudem nawet to lubię. Mam wrażenie, że przy sprzątaniu nie myślę, nie zawracam sobie głowy pierdołami, skupiam się na tym, żeby dobrze zrobić robotę. Poza tym – wiecie, wszystko w mieszkaniu jest nowe, więc sprzątanie to póki co sama przyjemność. Pytałyście o rozłożony stół od Vox – przyznam, że nawet go jeszcze sama nie rozkładałam, ale zrobię to i Wam pokażę ( już niedługo). Jeśli chodzi o jego czyszczenie to wypucowałam go… ściereczką marki Kolorado namoczoną wodą. Tak samo krzesła Closer. Kiedyś w poprzednich mieszkaniach bawiłam się jakimś specyfikami, ale przy tych meblach nic prócz wody nie trzeba, serio.

 

 

 

Kuchnię wciąż mamy kartonową, toteż wszystkie gary i wszystko co na wierzchu non stop się brudzi i trzeba to myć… w łazience. Trochę się ostatnio wycwaniłam i do rzeczy, które są po prostu zakurzone, mają jakieś lekkie zabrudzenia, biorę sobie małą miskę wody i czyszczę je wszystkie przy stole. Swoją drogą, nienawidziłam kiedyś mycia patelni, ale w zeszłym roku w necie, upolowałam dwie takie duże i myją się rewelacyjnie. Można z nimi w sumie robić wszystko. Wstawić do piekarnika, do lodówki, do zmywarki. No i łatwo się myje, a już najlepiej używać zmywaków, które są skuteczne a nie szorują powierzchni. Wypucowaliśmy w weekend wszystkie garnki, pochowaliśmy te niepotrzebne i mało używane do kartonów i trochę tak się obluźniło. Ale i tak brak kuchni zaczyna mocno uwierać… i już byśmy ją mieli, gdyby nie to cholerne, absurdalne ubezpieczenie… ( 7 tysięcy… o Panie!!! :( )

 

 

 

Narożnik Repos póki co się nie brudzi, mało tego, można z niego zdjąć siedziska i odkurzyć wszystko to co wpadło pod nie. Jest wysoki, więc to co pod nim, na podłodze, też na bieżąco wciągam. Muszę przyznać, że wybór mebli to był jednak przemyślany. Aha no i w mieszkaniu panuje bezwzględny zakaz jedzenia i picia na narożniku. Jest on jednak trochę łamany, kiedy dziecko idzie spać, a starsi chcą pochrupać sobie chipsy. Ale wszystkie dowody zbrodni są szybko usuwane, toteż młodzież nie widzi i nie przyswaja tych absurdalnych zachowań :P

 

ŚWIEŻE KWIATY

Tak jak w poprzednim mieszkaniu, nawet kwiaty nie wyglądały dobrze we wszechobecnym brązie, tak na nowym, w bieli, wszystkie wyglądają obłędnie i proszę mi dać tylko worek pieniążków, a będę kupować je codziennie. Szczerze? To tak cudowna przyjemność, że już nie wyobrażam sobie bez niej życia. Kwiaty to życie, natura, wiosna przeniesiona z łona natury do wnętrz. Na początku ma się bzika na punkcie kwiatów, później na punkcie wazonów do tychże kwiatów. Dlatego już się boję ilości wazonów, które przyjdzie mi kiedyś kupić… na razie mam trzy. Szklany w łazience myję normalnie wodą z płynem do naczyń, a te biało szare na stole w „kuchni” taką fajną gąbczastą ściereczką marki Kolorado. Są pakowane po trzy i starczają na baaardzo długo.

 

 

 

 

 

DREWNIANE DODATKI

No jakieś muszą być. Na stole zadomowiły się dwa motyle, a na stoliku kawowym napis SPRING, co by nie było wątpliwości jaką porę roku teraz celebruję. Obok napisu spring wylądował jeszcze odświeżacz powietrza Aromella – również marki Kolorado. Mam kilka zapachów i wyobraźcie sobie, że mój F. który za żadnymi zapachami tego typu nie przepada, chodził ostatnio i wąchał, mówiąc „coś tu tak ładnie pachnie…”. A potem jeszcze powiedział, że powinnam rozstawić ich więcej … O.o Ale w sumie coś w tym jest. Zapach jest, ale delikatny. A jednak daje efekt. Tu odświeżacz, tu świeże kwiaty i proszę – żaden smród nam nie straszny :P

 

 

 

 

 

PODUSZKI

Najlepszy łup tej wiosny, 13 ziko za dwie sztuki, gdzie normalnie były chyba po 15 zł za jedną? Ale, że Alicja ma szczęście, to zawsze w marketach wyłapuje ostatnie sztuki, zapomniane, rzucone w kąt, których nikt już nie chce. I zobaczcie – tak się marnowały i tak chodziłam i je oglądałam, aż w końcu wzięłam i co? No przecież bez nich to ja sobie już tej wiosny nie wyobrażam. Dla mnie efekt jest boski!!! To nic, że tylko dwie. Lepsze dwie takie niż, cztery byle jakie. No, wiecie o co mi chodzi. Jakość nie ilość, o!

 

 

WIOSENNE DESERY

Nooo kocham no! Ja wiem, że można je jeść 365 dni w roku. Ale wiosną i latem smakują jednak najbardziej. U mnie króluje tradycyjny pudding chia, choć przyznam, że ten ze zdjęć, to bardziej mleko z chia, bo bez lodówki jakoś ciężko, żeby nam to wszystko zgęstniało. Ale coś tam nasionka i tak napęczniały i było smaczne. Deserek jest banalny. Wsypujemy do szklanki dwie łyżeczki nasion chia, zalewamy mlekiem ( ale tak maluuutko tego mleka, tak na „dwa palce” :D Mieszamy, wstawiamy do lodówki. Niby w necie piszą, żeby wstawić na całą noc, ja wstawiałam zawsze na pół godziny i było ok. Niebawem znów będę wstawiać, jak tylko dostarczą mi lodówkę :P Ach, no i jak taki deser wyjmiecie to sobie wrzucacie do niego co tam chcecie – banany, borówki, truskawki, wiórki kokosowe – no co Wam się tylko podoba.

Do porannych śniadań czy właśnie do takich deserów spijam też sobie drugą, zaraz po BeauTea, ulubioną herbatkę ActiviTea. Ta owocowa herbatka z dodatkami super-food ma smak pomarańczowo-imbirowy i zdecydowanie nadaje się na przejściowe pory roku takie jak jesień czy zima. Na hasło MAMALA25 macie 25% na wszystko w Natural Mojo.

 

 

 

DOBRA KSIĄŻKA CZYTANA W BLASKU SŁOŃCA…

Jakoś tak wiosennie, to najbardziej mi podchodzi do relaksu Manufaktura Codzienności. Taka lekka, nastraja mnie do życia, budzi we mnie wszystkie pozytywne emocje, wyzwala spokój. Kocham swój salonowy kącik, a jeszcze bardziej pokocham balkon, choć pewnie nie uda nam się go zagospodarować w tym roku. Zbyt dużo wszystkiego do zrobienia jeszcze… Ale już sobie to wyobrażam. Jakaś bujawka czy wygodny fotel, promienie słońca i ja… zaczytana, zamyślona. W swoim własnym, harmonijnym świecie. Już to czuję, wiecie?

 

 

 

A wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Że przy tej wiośnie to aż się chce… chce się marzyć, planować, sprzątać, po prostu coś robić. Jeszcze wiele mamy do zrobienia – musimy zamontować szyny do zasłon, kupić i powiesić zasłony i firanki. Chcielibyśmy kupić dywan do salonu, szafkę rtv, zawiesić telewizor na ścianie. Chcielibyśmy dostać zastrzyk gotówki, zrobić kuchnię i nareszcie normalnie gotować obiady. I chcielibyśmy kiedyś na balkonie zrobić sobie swoją małą oazę spokoju, natury, miejsca wypoczynku, wieczornych pogaduszek. I to wszystko na razie kiełkuje tylko w mojej głowie, ale już się tym cieszę – jakby było moje, jakby już tu było. Ot moc przyciągania. Wizualizacje, które stosuję już od dzieciństwa, zanim wiedziałam, że powstaną o tym książki i że jest to sekret, który kiedyś znali tylko nieliczni. Skąd ja to wiedziałam, będąc małym dzieckiem? Skąd miałam tą umiejętność i świadomość, że życie moje będzie toczyło się tak, jak ja sobie to wyobrażę? Nie wiem, ale jestem za tę umiejętność niezwykle wdzięczna!

Póki co…  jutro zabieram się za sprzątanie sypialni. W niej też jeszcze sporo do zrobienia. W ogóle, w całym domu trzeba w końcu zagospodarować łyse ściany przecież! Ale najpierw to sprzątanie… i Wam nie jest ono straszne, kiedy za oknem taka pogoda, a do domu przez uchylone okienko wpada takie orzeźwiające, wiosenne powietrze? Chcę wierzyć, że tak! Zainwestujcie w świeże kwiaty, kupcie jakiś mały nawet, wiosenny akcent do mieszkania. Wysprzątajcie sobie wszystko i zobaczycie, że od razu lepiej się człowiekowi wstaje.

Ach, no i może Wam się przydać informacja, że w dniach 11-17.04 w sieciach sklepów Mila, będzie promo na produkty Kolorado – na pewno Wam się przydadzą do bezstresowego sprzątania.

To jak? Wiosenne porządku już za Wami, czy przed Wami? A może potrzebowaliście jakiegoś bodźca, żeby się za to zabrać? Mówcie co chcecie, ale w bałaganie to się żyje naprawdę słabo. Porządek = harmonia, spokój, czyste myśli. Tylko w porządku można te rzeczy odnaleźć. I z tego miejsca pragnę podziękować mojej mamie, którą tyle lat obserwowałam i dzięki temu mogę teraz ją naśladować i tak jak ona, dbać o atmosferę w domu. Pewnie jestem trochę wkurzająca dla Poli i dla F. mówiąc, żeby łapali za uchwyty ( jak moja mama mówiła mi) i żeby odkładali wszystko na swoje miejsce ( tak jak moja mama… ) ale wierzę, że ma to sens i że jest potrzebne, by w dziecku od maleńkości zaszczepiać zamiłowanie do estetyki i porządku. Ja co prawda nauczyłam się tego dopiero na swoim, bo wcześniej to byłam śmierdzącym leniem, który robił rodzicom na przekór, ale… lepiej późno niż wcale.

Pięknej wiosny kochani!