O wszystkim co ważne w 2017

23 stycznia 2018

Naprawdę nie wiem jak to się stało, że rok 2017 już dobiegł końca. Chyba nigdy wcześniej żadne 365 dni nie zleciało mi tak szybko. Zapominałam nawet czasem odhaczać dni w kalendarzu, bo chcąc skreślić jeden, okazywało się, że powinnam skreślić jeden… miesiąc.

Właściwie odkąd urodziłam Polkę, czas zdaje się gnać jak szalony, a z roku na rok jest coraz intensywniej i szybciej. Czy to wina czasów? Po części tak. A po części nas samych. Bierzemy na siebie coraz więcej obowiązków, gonimy nawet nie wiadomo za czym coraz szybciej i gdzieś tam życie przecieka nam przez palce. W tempie ekspresowym. Rok 2017 nauczył mnie pokory, szacunku ale przede wszystkim uświadomił mi, że wcale nie warto biec. Za niczym. I choć ja biegłam jak szalona to im byłam bliżej końca roku, tym coraz intensywniej zwalniałam. Zwłaszcza wtedy kiedy dowiedziałam się, że ktoś kto był mi bliski w dzieciństwie walczy z poważną chorobą… i nie wiadomo czy wygra.

Kiedy dowiadujemy się, że życie młodego chłopaka stoi pod znakiem zapytania i to zupełnie niespodziewanie, zaczynamy się zastanawiać co tak naprawdę w życiu jest ważne. Domy, które budujemy, kariery które dają nam pieniądze, czy może po prostu życie. To, na które tak często nie mamy czasu. To najważniejsze. Słowa, gesty, więzy. Dzisiaj, pisząc ten wpis zastanawiam się czy poczyniłam jakiś postęp własnie w tym co najważniejsze. Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili nie pamiętałam. Nie pamiętałam jaki był poprzedni rok. Minął tak szybko, a jednocześnie był tak intensywny, że zapomniałam już jak wiele się w nim wydarzyło. Głównie w mojej głowie. Czasem zapominam docenić siebie. Zapominam o wszystkich mniejszych i większych sukcesach i stwierdzam: nie wydarzyło się nic specjalnego. A potem sięgam w zakamarki pamięci, wertuję kalendarz, odgrzebuję wspomnienia i patrzę na to co obecnie mam w głowie. A wtedy okazuje się, że znów wszystkiego było pełno… nie tylko tych dobrych rzeczy, tych złych też. Ale te złe rzeczy też musza się przydarzać, by nas zwyczajnie czegoś nauczyć…

 

BLOG – mniej, znaczy więcej

W roku 2017 stworzyłam 80 wpisów, z czego w grudniu ze względu na przeprowadzkę jedynie dwa. To najmniej w historii bloga. Nie chodzi tutaj tylko o to, że w ostatnich miesiącach roku miałam głowę zaprzątniętą czym innym – chodzi też o to, że tworzę na miarę własnych możliwości. Nie zawsze mam pieniądze na fotografa, nie zawsze mam możliwość poradzenia sobie z czymś sama – i wtedy pomysły zostają w głowie. Bo nie chcę tworzyć byle czego. Nie lubię słabych jakościowo zdjęć i nie lubię wpisów, z których nie jestem dumna. Wolę z realizacją czegoś czekać nawet rok, ale zrobić to po roku w 100 %, nie w 50. Mniej znaczy więcej – z 80 wpisów, z każdego jestem naprawdę zadowolona, bo poświęciłam na nie więcej czasu, niż w zeszłych latach kiedy tworzyłam ich pewnie dwa razy więcej. Jestem zadowolona, ale uważam, że były momenty w których mogłam dać z siebie więcej. Wzięłam udział w kilku ważnych kampaniach i rozpoczęłam cudowne projekty. Najważniejszą kampanią zeszłego roku, była zdecydowanie kampania, w której zorganizowałam Piknik Mam Karmiących pod patronatem preparatu na laktację Femaltiker. Piknik poprzedzony był cyklem pięciu wpisów zatytułowanych Oblicza Matki Polki, które były moim autorskim pomysłem. Cykl został zwieńczony fotorelacją z pikniku.

 

 

W 2017 roku jednym z moich postanowień było związać się z kilkoma konkretnymi markami na dłuższy czas. Postawiłam na współprace długofalowe z szacunku do siebie, do Was i do marek. Nie chcę być słupem ogłoszeniowym, który w ciągu miesiąca reklamuje pięć różnych marek kosmetyków i wszystkie są świetne. Mój plan powiódł się, a z niektórymi markami związałam się nawet na 2018 rok. Idealnym przykładem jest tutaj Natural Mojo, dla którego tworzę coś znacznie więcej niż tradycyjne selfie z produktem. Nie zliczę ile osób kupiło z mojego polecenia ich produkty i całe szczęście… nikt nie czuje się zawiedziony. Cieszę się, że z czystym sercem mogę polecać to co sprawdzone i dobre i że jak twierdzicie – jestem w tym wiarygodna. Warto zaznaczyć, że schemat współprac długofalowych jest jeden: dochodzą one do skutku dopiero wtedy, kiedy naprawdę dane produkty stają się częścią mojej codzienności. Nie akceptuję też formy polecenia, bez szans na to, byście i Wy mogli sobie na daną rzecz pozwolić – prócz stałej 25 % zniżki na hasło MAMALA25, organizowałam i nadal będę organizować wielkie rozdania, w których łączna wartość wszystkich wygranych w jednej zabawie wynosi nawet 1000 zł.

 

 

Na blogu rozpoczęłam również trzy ważne projekty z zakresu: podróże ( Kierunek Świat), zdrowie i psychologia ( Strefa Eksperta) oraz najbardziej świeży projekt czyli moja kampania wnętrzarska, w której od A do Z pokazuję Wam wybory mieszkaniowe, a następnie realizacje. Największym sentymentem darzę jednak jak zawsze wpisy z zakładki o życiu. Zawsze trudno wybrać mi najważniejszy tekst z całego roku, ale gdybym musiała wybrałabym ten, który wkrada się w najgłębsze zakamarki mojej duszy czyli artykuł pt: ” Depresja, która czai się w tle”. Raz na jakiś czas zdarza się osoba, która mówi: ciągle tylko reklamy, a wpisów z serducha prawie wcale. A prawda jest taka, że takie wpisy są wyjątkowe właśnie dlatego, że nie powstają masowo i nie powstają ot tak. Potrzeba przypływu niesamowitej weny, otwartości umysłu, ale też serca, by stworzyć tekst, który nie będzie taki sam jak kilkadziesiąt innych. A jeśli nie byłoby na blogu reklam – nie byłoby żadnego innego tekstu, bo musiałabym iść na etat i nie miałabym czasu na blog…

ŻYCIE – raz na wozie, raz pod wozem… ale wciąż do przodu

 

W prywatnym życiu w ubiegłym roku, jak zwykle czułam się jak na rozpędzonym rollercoasterze. Choć jestem na co dzień niezwykle szczęśliwym człowiekiem, to mam swoje rozterki i smutki. Są w życiu każdego z nas takie rzeczy, o których mówić ani pisać się nie chce. Jest we mnie jakaś tykająca bomba, która raz na jakiś czas wybucha, ale nigdy tak do końca. Choć w głębi duszy wiem, że wybuchnąć powinna. Są w moim życiu kwestie, które wciąż analizuję, wciąż rozważam, ale wciąż nie wiem co dalej. Choć te kwestie często mieszają mi w życiu, to jednak nie nadszedł jeszcze czas na ich rozwiązanie. Niesamowite jest jednak to, że to wszystko mnie nie osłabia. Efekt jest odwrotny – czyni mnie to jeszcze silniejszą i wierzę, że to wszystko jest tylko przygotowaniem do czegoś pięknego. Co czegoś, do czego to całe doświadczenie będzie mi potrzebne.

 

 

POKOCHAŁAM SIEBIE, LUDZI I ŚWIAT

 

2017 rok był dla mnie niesamowity przede wszystkim dlatego, że pozwolił mi odkryć w sobie niespożyte pokłady miłości do samej siebie, do ludzi wkoło i do świata. Wyleczyłam się z jakiś uraz i żalu do bliskich, wyzbyłam się wyrzutów sumienia. Wybaczyłam sobie i wszystkim tym, którzy mnie świadomie lub nieświadomie skrzywdzili. Po raz pierwszy odkąd przeprowadziłam się do Warszawy, czułam się podczas świąt w domu rodzinnym tak cudownie i czułam tak piękną energię, że NARESZCIE poczułam jak to jest tęsknić… i czułam to już w momencie machania przez szybę auta. Teraz, gdyby nie brak auta, jeździłabym do rodziców chyba co drugi weekend, żeby zjeść rodzinny obiad i po prostu ich zobaczyć. Po młodzieńczym buncie, który trwał u mnie do niedawna i nazywał się: NIKT MNIE NIE KOCHA, nareszcie dostrzegłam jak wiele miłości dała mi moja rodzina i daje do tej pory. Oprzytomniałam. I pokochałam. Na nowo.

 

 

NOWE MIESZKANIE

To druga rzecz zaraz po porodzie, której tak mocno i niecierpliwie wyczekiwałam. To było spełnienie moich marzeń no i … siedzę właśnie na materacu, klepię do Was ten post, biegam oczami po białych ścianach i szykuję się na kolejne miesiące… tym razem dopieszczania i urządzania. Nie będę już po raz kolejny Wam pisać jak bardzo tego pragnęłam, bo doskonale o tym wiecie, ale … muszę Wam powiedzieć, że potrzebowałam nowego miejsca i nowej energii. I wiem doskonale, że to dopiero początek spełniania moich najskrytszych marzeń. Bo wraz z kluczami do tego mieszkania, otrzymałam jasny przekaz od wszechświata: możesz wszystko dziewczyno…

 

 

ZWOLNIŁAM

Nie wiem jak to określić, ale mimo, że robię coraz więcej, to jednak tempo mojego życia dzięki kilku wydarzeniom jest jakieś wolniejsze. Nie spinam się już z wieloma rzeczami, nauczyłam się mówić NIE, a najwięcej czasu spędzam ze swoją córką. Nareszcie umiem odłożyć wszystko na bok i nareszcie złapałam piękny balans, który pozwala mi wygospodarować czas na długą kąpiel, książkę i masę innych przyjemności. Choć internet i wszystko co z nim związane to moja praca, to jednak poza nią, w tym światku mnie nie ma. Nie robię w internetach totalnie nic poza pracą. Pomału rezygnuję nawet z ukochanego Na Wspólnej na tvn ( :D ) bo dużo bardziej wolę pogaduszki z Polą w łóżku. Życie mam tylko jedno, chcę je przeżyć możliwie jak najlepiej. Nie w telefonie, nie przed telewizorem i nie na kanapie. Chcę je przeżyć u boku tych, których kocham najbardziej, bo za bardzo doświadczyłam na własnej skórze co lenistwo i chroniczne zmęczenie robi z niektórymi jednostkami w dzisiejszych czasach, co odbija się na ich bliskim otoczeniu.

 

PODSUMOWUJĄC…

2017 rok był zdecydowanie wyjątkowy. Dziesięć razy mocniej pokochałam, trzy razy więcej zarobiłam, przeczytałam dwa razy więcej inspirujących książek i spędziłam trzy razy więcej czasu w kościele… Udało mi się pogodzić pracę, wychowanie dziecka, dbanie o mieszkanie, przeprowadzkę i mój rozwój duchowy… właśnie to ostatnie pozwoliło mi spełnić się na prawie każdej płaszczyźnie. To zmiany w myśleniu, stos inspirujących książek i cudowni ludzie po drodze, pozwoliły mi zrozumieć jak żyć w zgodzie z samą sobą, jak siebie kochać, jak się w siebie wsłuchiwać. Rozpoczęłam cudowną przygodę z mantrami, medytacją, zdrowym żywieniem. Zaczęłam zgłębiać tajniki psychologii, rozwoju osobistego i stałam się kobietą, która nie ważne co się dzieje – jest szczęśliwa. Podsumowując? Nie zawsze było kolorowo, ale końcowy wynik jest zadowalający bardziej niż zwykle. Ostatecznie i tak liczy się po prostu to, czy jesteśmy szczęśliwi… a ja jestem.