O dupie Maryni rozmyślam…

26 stycznia 2016

Siedzę i myślę. Tak dwa lata już prawie. A jakby liczyć ciążę to i więcej nawet… siedzę i wymyślam sobie problemów sto, a czasem to i dwieście. Przychodzą takie dni, że szaro za oknem, a doba się ciągnie i ciągnie, a ja jakoś pracy akurat nie mam… i wtedy to już los mój najgorszy na świecie jest w mojej głowie.

Bo jestem takim typem, co tak już ma. Koniec, kropka. Jak się czymś nie zajmę, jak nie zacznę biegać po dworze, nawet tak jak dziś po kałużach ogromnych jako jedyna, bo wszyscy inni żeby butów nie zmoczyć, na drugą stronę ulicy przebiegali. A tylko ja twardo z wózkiem przez gigantyczną kałużę szłam, bo doszło do mnie, że korek od buta ma jakieś 3 cm, to jakbym tak na pięcie przebiegła to chyba palce mi nie zmokną. Ale szłam twardo, bo jak się ruszam to czuję, że żyję. I nauczyłam się jak dziecko, iść i uśmiechać sama do siebie i spoglądać na ptaki i w odbicie w kałuży na betonie. Wczoraj w domu to nawet zumbowanie wymyśliłam, byle tylko te swoje urojenia w głowie wyskakać. A w nocy, gdy domownicy posnęli dopadła mnie niemoc, więc siadłam na kanapie i znów…oj jaki ten mój los marny. Nie wiem ile tak siedziałam, ile tak rozmyślałam, ale rankiem kiedy dziecię moje obudziło mnie klasycznym okrzykiem: myny! to się czułam jak na kacu i kompletnie nie rozumiałam co się wczoraj wydarzyło, skąd te niezadowolenie z życia i te dziwne myśli wszystkie. Zmęczenie materiału, a może i nawet wyczerpanie baterii całkowite. Teraz to mam nauczkę, żeby myślenie wyłączyć i iść spać, a nie błądzić po zakamarkach umysłu, bo zawsze docieram w nim do dziwnych miejsc.

Z drugiej jednak strony to ja bym tak chciała czasem paść na kanapę i nie myśleć wcale, ale widocznie nie jestem jeszcze w takim punkcie i nie jestem tak spokojna, by tak potrafić. Jak już siądę to znów rozmyślam o tym ile tu jeszcze trzeba pracować na to mieszkanie, ile tu trzeba by było zarabiać, żeby Polę do przedszkola w stolicy posłać. A w dupę z taką bezczynnością co sprawia, że tylko myślimy i analizujemy.

Lepiej szybko się opamiętać, włączyć energiczną piosenkę, poskakać pod sam sufit z dzieckiem jak wczoraj, aż dziś zakwasy mam w pośladkach. Lepiej zostawić mieszkanie z rana w stanie takim jakie jest, z niepościelonym łóżkiem i wybiec na spacer. A jak już się ma dość tej rutyny, tych spacerów wkoło bloku, to wyszukać sobie w sieci co się dzieje w świecie obok nas za free i wsiąść w metro i jechać, bo wydarzeń w stolicy to całe mnóstwo każdego dnia, ale to się musi chcieć wyjść i jechać i dojść jeszcze kawałek, a w taką pogodę to o chęci ciężko. Ale przemóc się trzeba, podnieść 4 litery i zrobić pierwszy krok, a potem to już wszystko łatwo pójdzie.

I tak dzisiaj znów siedzę, to myślę sobie, że do Was może napiszę, bo zawsze lepiej myśli swe wylać niż siedzieć i myśleć o dupie maryni…

 

DSC_6844

 

DSC_6854

 

DSC_6865

 

DSC_6889

 

DSC_6901

 

DSC_6905

 

DSC_6912

 

DSC_6916

 

DSC_6917

 

DSC_6919

 

DSC_6925

 

DSC_6927

 

DSC_6953

 

DSC_6961

 

DSC_6971

 

kardigan – tutaj

tunika Polki to cudo, które dostałyśmy „w spadku” od najlepszej ciotki Anki w trójmiasta…tak już właściwie u nas jest, że Polce to ja nie kupuję ani zabawek ani ubrań. I zdarzają się rzeczy trafne mniej, trafne bardziej i ja nigdy nie linkuję, bo i po co, ale ta jest tak piękna i tak … fajna, że odnalazłam firmę w sieci i dzielę się z Wami wieścią, że to firma Funky Folky – i zaczynam żałować, że na stronę w ogóle weszłam, bo przepadłam teraz i rozmyślać będę całą noc… ;)