o dorosłości

15 lipca 2018

Nieważne ile lat żyjesz już na tym świecie, 20 czy 40, pewnie wciąż się czasem zapętlasz, za czymś nieustannie biegniesz. Tyle już człowiek przeszedł, tyle zrozumiał, powołał do życia nowego człowieka, a wciąż w kółko zapętla się w tym samym. Jednego dnia biegnie, sam już nie wie dokąd, drugiego chce zwolnić, ale jakoś już się nie da…

W duszy coraz bardziej coś pobolewa, a czasem to nawet zakuje, zabierze oddech. Bo nikt już nam nie mówi jak żyć i nie prowadzi za rękę. Teraz to my mamy prowadzić, myśleć o wszystkim, a czasem tego zbiera się tak dużo, że już nie wiemy co dobre, co złe, którędy iść, jak wytłumaczyć. Na co dzień uśmiechnięci, zadowoleni i spełnieni, tylko czasem tak jakby upadamy z naszej niebiańskiej chmurki, roztrzaskujemy się na kawałków milion i jakoś do kupy nie możemy tego wszystko pozbierać, jakoś wcale nie możemy nic do siebie dopasować, niczego ze sobą skleić. Tylu ludzi na nas polega, tyle rzeczy od nas zależy, a my jak te małe dzieci, chcielibyśmy się tylko czasem skulić w kłębek malutki i poczuć, że nic od nas nie zależy, że świat nas na chwilę nie potrzebuje, że wszyscy sobie poradzą bez nas. I wpatrują się w nas te małe oczy i my wpatrujemy się w nie z wzajemnością, myśląc, jak wiele byśmy oddali, by poczuć, że ktoś się martwi i myśli za nas. Że ktoś czuwa nad wszystkimi niebezpieczeństwami, odgania od nas wszystko co złe. Ale to przeminęło. Dziś my, dorośli, tak jak kiedyś marzyliśmy by takimi być, dziś na naszych głowach jest wszystko to, co nie było jeszcze kilka lat temu. Dziś to nam siwieją pierwsze włosy i to my utrapieni i przemęczeni myślimy jak związać koniec z końcem, jak to zrobić, żeby wszystkim, na którym nam zależy było dobrze, było miło… Dziś to my, zaznaczamy milion rzeczy w kalendarzu, w swojej głowie i jeszcze w telefonie na wszelki wypadek.

Wszystko gna, biegnie i czasem tak stajemy i mamy wrażenie, że to już tak bez końca, że to już tak zawsze będzie. Wszędzie wszystkiego milion, wszędzie wszystkiego przesyt. I tylko Ci nieugięci, tylko Ci, którzy znajdą balans, nauczą się jak żyć, kiedy zwalniać, kiedy przyspieszać, kiedy myśleć, kiedy nie myśleć… tylko Ci, którzy w tym wszystkim będą wierzyć, kochać, miłować, ufać, cieszyć się, wybaczać, przepraszać, wstydzić, godzić, dzielić się… tylko oni zrozumieją, że do każdej sytuacji można się dopasować, w każdej sytuacji odnaleźć. Musimy zrozumieć, że nie można żyć przeszłością i tęsknić nieustannie za beztroską. Bo to teraz zaczyna się życie, kiedy zaczyna wszystko zależeć od nas, kiedy albo staniemy w miejscu z rozpaczy, albo będziemy ciągle, konsekwentnie przecierać nowe szlaki, żyć samodzielnie. Kiedy nauczymy się usuwać kłody spod nóg, kiedy nauczymy się żyć wśród ludzi, a nie obok nich. Kiedy nauczymy się pokonywać problemy, brać na klatę wyzwania i traktować to wszystko jak nieustającą przygodę. Najważniejszą podróż naszego życia. Podróż pełną wyzwań, upadków, ale też szczęścia, radości mniejszych i większych. Kiedy nauczymy się już jak żyć, zrozumiemy, że to wszystko co na naszej głowie, może się okazać najważniejszą misją w naszym życiu. Nie bój się iść przed siebie, nie bój się wyzwań, oczekiwań, trudnych pytań, jeszcze trudniejszych zadań. Idź przed siebie i się tak często nie odwracaj. Najważniejsze jest to co tu i teraz. To co za Tobą, minęło bezpowrotnie. To dziś kształtujesz swoje jutro. Uwierz w siebie, w swoje możliwości. Pozwól, by wszystko wokół Ciebie po prostu płynęło…

i płyń razem z tym. Jak dziecko.