Nigdy nie trać nadziei.

29 kwietnia 2015

Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Bo niby jak nie tracić nadziei, kiedy znajdujemy się w punkcie swego życia, który sam w sobie niszczy jakiekolwiek wizje świetlanej przyszłości. I jaką tu mieć nadzieję? Że za 5,10 lat może w końcu los się do nas uśmiechnie? Z czasem już nawet nadzieja, która jest ostatnią deską ratunku odchodzi i pozostawia w naszej duszy nic innego jak spustoszenie.

Po każdej burzy wychodzi słońce… wiadomo. Ale czasem burzowa aura trwa tak długo, że się już do niej przyzwyczajamy, a promienie słońca wcale nie robią na nas większego wrażenia. Tkwimy w jakimś dole egzystencjalnym, który z dnia na dzień zdaje się być coraz bardziej głęboki. Trzeba wiele samozaparcia, by mimo wszystkich przeszkód podnieść głowę do góry i wyjść naprzeciw problemom. Trzeba ogromnej siły, by nie dać się kłodom rzucanym pod nogi. I trzeba ogromnej odwagi, by od dna się po prostu odbić.

Ostatnio życie pokazało mi, że czasem mimo szczerych chęci nie wszystko toczy się tak jakbyśmy tego chcieli. Zrozpaczeni siadamy w kącie, łapiemy się za głowę i pytamy samych siebie ” co dalej?”. Zazwyczaj sami nie wiemy co dalej, a znaki zapytania w naszej głowie frustrują nas z dnia na dzień coraz bardziej. Czasem mamy ochotę, by po prostu zasnąć i się nie obudzić, bo właśnie utrata czegoś odebrała nam jakikolwiek sens tego życia. Czasem nad naszymi głowami pojawia się jednak żarówka ” Ha! Już wiem co zrobię”…niestety zaczynając rozważać za i przeciw dość często sami siebie sprowadzamy na ziemię i dalej tkwimy w tym samym punkcie.

Sama dokładnie nie wiem gdzie będę za jakiś miesiąc, ale doskonale wiem, że nie pozwolę zwątpić w to, że dane jest mi przejść przez to życie z uśmiechem od ucha do ucha. Nieważne jak będzie ciężko – nie poddam się. Nie stracę nadziei na to, że wkrótce będzie lepiej, mimo, że jest ona ponoć matką głupich. Może zatem jestem głupia, ale wiem, że nadzieja pozwala mi wciąż wierzyć w lepsze jutro i pozwala mi o to jutro walczyć. Mimo wszystkich wylanych łez i tej okropnej bezsilności – idę dalej. Nie jestem słaba, już nigdy nie będę. Ludzie się dziwią… chcę postawić wszystko na jedną kartą i nie mając praktycznie niczego i nikogo prócz niej, zacząć od zera. Może nie dosłownie, ale jednak… Ale czy w zaczynaniu od zera jest coś złego? O ile wspominana już wcześniej nadzieja będzie nam towarzyszyła przy budowaniu wszystkiego od nowa, jesteśmy w stanie zdziałać wiele. Najczęściej ogranicza nas tylko nasza głowa. Wymyślamy sobie, że nie mamy jak. Bo mamy za mało pieniędzy, bo nie mamy możliwości. Tak naprawdę możliwości zawsze jest wiele, ale to od nas zależy czy je wykorzystamy. Wiem, że stać mnie na wiele. Nawet jeśli znajdę się pewnego dnia sama w wielkim mieście z dzieckiem pod pachą i kilkoma stówami na życie w portfelu. Wiem, że mogę, chcę i potrafię uczynić ze swojego życia jeden wielki sukces, nawet jeśli będę musiała przebrnąć przez wszystkie cholerne uroki trudnych początków. Siła napędowa? Ona, jej uśmiech, nasza miłość, moje marzenia…

 

kurtka – tutaj

zegarek – DW

 

DSC_4488

 

 

DSC_4490

 

 

DSC_4496

 

 

DSC_4497

 

 

DSC_4507

 

 

DSC_4509

 

 

DSC_4510

 

 

DSC_4512

 

 

DSC_4514

 

 

DSC_4515

 

 

DSC_4517

 

 

DSC_4518

 

 

DSC_4521

 

 

DSC_4525