Nie żartuj sobie z niczego – na drugim krańcu świata ktoś umiera !

29 maja 2014

Odkąd stałam się w pewnym sensie osobą publiczną, która ma bloga i FP, na którym wypowiadać mogą się inni ludzie, zaczęło rzucać mi się w oczy pewne zjawisko. Trzeba uważać na wszystko co się pisze, bo nigdy nie wiesz jak może to zostać odebrane. Że połowa dorosłych ludzi czytać ze zrozumieniem nie umie – to już wiemy. Ale, że ma problem z wyczuciem ironi i żartu – to już jest tragedia.
A spróbuj jeszcze napisać, że martwisz się tym, że nie wyjdzie dziś słońce. Jezu. Jak możesz? Jak możesz przejmować się pogodą kiedy gdzie indziej dziecko walczy o życie, a kobietę zdradza mąż? Dear. To, że dzieci chorują, często umierają, to, że ledwo wiążesz koniec z końcem,a czasem brakuje Ci na chleb – tak, to jest poważny problem. Często oglądając reportaże o takich tragediach płaczę jak bóbr i w połowie wyłączam. Ale to, że inni mają gorzej nie stawia mi zakazu cieszenia się z tego, że ja mam lepiej i nie zakazuje mi rozpaczania z powodu złamanego paznokcia, złej pogody czy tego, że znów w sklepie nie mogłam dostać takich spodni jakich szukam od dawna. Skąd takie porównania? Wzięły się one z realnego życia. Kiedy była afera rajtuzowa, pewna mama chorego dziecka miała pretensje jak inni mogą gadać o rajtuzach kiedy u niej taka tragedia. Czemu nie miała pretensji również do blogerów modowych? Czy oni też nagle powinni przestać przejmować się modą, bo inni mają poważne problemy? Czy stacje muzyczne powinny przestać puszczać wesołą muzykę, bo innym jest smutno i nie mają ochoty się cieszyć?

Kolejna sprawa. Napisałam dziś post o treści ” Jeśli zaczyna irytować Was fakt, że w wielu sklepach powtarzają się te same wzory kocyków, wszędzie jest połączenie minky i bawełny to wiedzcie, że idę Wam z ratunkiem Nowość dotarła dziś pod nasze drzwi i … jestem zachwycona. Na blogu już niebawem ” na co dostałam odpowiedź „ irytuja mnie w zyciu sprawy mniej banalne niz kocyk…ale cóz co osoba to irytacja innych lotów” . Czyli, że jak? Że irytować można się tylko poważnymi sprawami? Że napisanie takiego postu oznacza, że nie mam innych problemów? Owszem mam! (hejterzy się cieszą). Mam sporo problemów, dodatkowo od kilku dni śpię po 2 godziny, a resztę spędzam na noszeniu Poli itp. Jestem zmęczona, jestem momentami wściekła, mam też problemy, o których nie wie nikt, bo…bo nie po to jest ten blog. Ten blog nie ma być miejscem do wylewania moich żali, złości i pisania o problemach. Ten blog jest o rodzicielstwie, o modzie dziecięcej, o gadżetach dla dziecka itp. I jeśli mam się dzielić z Wami swoimi irytacjami to będą one dotyczyć właśnie tych rzeczy. Bo moje „prawdziwe” problemy i prawdziwe irytacje mają miejsce w czterech ścianach. I nie mam zamiaru się nimi dzielić.

Jest wiele osób, które mają lepiej ode mnie, których jedynym zmartwieniem jest to, że zabrakło dziś na stole świeżych bułek, bo mąż po nie nie poszedł. I mają prawo sie tym irytować. Fajnie, że nie mają innych zmartwień. Ale…ale na pewno uczepi się takich osób sto frustratek i nieszczęśliwych kobiet, którym po prostu fakt tego, że ktoś ma błache problemiki się nie podoba. Bo przecież w dzisiejszych czasach musisz być Matką Teresą i nieść pomoc wszystkim w dupie mając siebie. A najlepiej powinnaś zaszyć się w dżungli bez ubrań i jedzenia na znak solidarności z biedniejszymi.

Zapewne tego prostego tekstu, również nie zrozumieją właśnie te frustratki, o których mowa i zaleje mnie fala wiadomości na temat niezrozumiałego nawiązania do chorych dzieci.

Przykrą sprawą jest fakt, że osoby szczęśliwe, mające małe zmartwienia są przez wiele osób odbierane jako jednostki, które nieszczęście innych mają w dupie. Muszę Was rozczarować. Często Ci, którzy o ciągłej pomocy innym nie mówią, pomagają więcej od tych krzyczących. Bo nie muszą zbierać pochwał za to, że niosą pomoc. Robią to…bo chcą.