Nie zarażaj mnie swoim pesymizmem… „realisto”.

17 listopada 2016

To się nie uda! Na pewno nie zdążysz! Chyba nie mówisz poważnie?! Coś Ty, to nie do przejścia! – takich zdań pesymistów, którzy zwą się realistami, jest od groma. To odpowiedzi na wszystko: na to, że szukasz nowej pracy, że wykańczasz mieszkanie, że pracujesz nad czymś ekstra!

Nie lubię kiedy ktoś przekonuje mnie na siłę do czegokolwiek. Jestem niepoprawną optymistką i w temacie pozytywnego myślenia mam wiele do powiedzenia, ale jeśli mój „słuchacz” nie wykazuje tym tematem zainteresowania, nie będę go na siłę przekonywać. Tak samo nie chcę, by ktoś na siłę przekonywał mnie, że czegoś się nie da, podczas gdy ja mówię, że się da i że to zrobię… być może pomyślicie teraz, że mamy wolność słowa… owszem. Ale po co komuś na siłę wmawiać, że czegoś się nie da, tylko dlatego, że my sami w to nie wierzymy?

Optymiście w dzisiejszych czasach jest przetrwać niezwykle ciężko… na nasze życia i to jak one wyglądają wpływa w głównej mierze to jaką energią się karmimy. Począwszy od ludzi, skończywszy na piosenkach. Zrezygnowałam już z dołujących piosenek i filmów, ale… jak zrezygnować z ludzi? Nie da się. Nieważne jakim samotnikiem jesteś i tak będziesz mieć z nimi do czynienia. I wiem, że to ciężkie… bo będąc optymistą, widywać się z ludźmi, to jak zderzać się ze ścianą. Nie zawsze będą nas otaczać ludzie tacy jak my. Prędzej czy później, będziemy zmuszeni siedzieć w towarzystwie pesymisty ( przepraszam, REALISTY!) i słuchać jaki to świat jest zły, jak większości rzeczy nie da się zrobić. Na koniec pewnie jeszcze usłyszymy, że jeszcze nas życie doświadczy i wtedy będziemy śpiewać inaczej.

Nie dam sobie wmówić, że stanę się sfrustrowaną i zgorzkniałą babą, tylko dlatego, że życie skopało mnie zbyt mocno. Powinnam się taka stać już dawno i już prawie się stawałam. Ale nie chcę takiego życia. Pełnego smutku, złości i frustracji, bo sporo rzeczy w życiu mi nie wyszło. Wolę wierzyć w to, że jeszcze wiele przede mną, że wiele jeszcze mogę osiągnąć. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy zbyt długo przejmują się czymś na co nie mają wpływu. Tak bardzo marnują swój cenny czas… Smutek jest potrzebny, ale nie powinniśmy w nim tkwić w nieskończoność… Przerabiałam to już wiele razy i nigdy nie wyszłam na tym dobrze …

Wielokrotnie, kiedy opowiadałam komuś starszemu o swoich planach, słyszałam, że to nie będzie tak kolorowo, jak mi się wydaje. Tam gdzie ja widziałam szanse, ktoś inny próbował mi wmówić, że jest tam ściana nie do przejścia i mnóstwo problemów wkoło niej. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek po czasie, przyznała komuś rację… każdy cel, który sobie obrałam, każde marzenie, które sobie wizualizowałam… po to wszystko, czego pragnęłam i czego pragnę, wciąż konsekwentnie idę. Problemy? Świat bez nich nie istnieje. Kłody? Przewrócę się jeszcze o nie jedną. To, że coś mi jednak nie wyszło, nie zrealizowało się? Nie. Nawet wtedy nie przyznam racji, żadnemu pesymiście, który mnie ostrzegał. Życie nauczyło mnie świadomości, że WSZYSTKO dzieje się po coś, a często niezrealizowany plan, projekt niewypał czy coś co po prostu się nie wydarzyło, a na to liczyliśmy – to po prostu zwolnienie miejsca na coś lepszego… może niekoniecznie coś, co zdarzy się tu i teraz, ale w końcu zdarzy. Będzie sto razy lepsze, od tego co miało zdarzyć się pierwotnie, a co najważniejsze – z perspektywy czasu będziecie wiedzieli, że nie miałoby prawda się zdarzyć, gdyby zdarzyła się rzecz wcześniejsza… doświadczyłam tego na własnej skórze już nie raz. Co się odwlecze to nie uciecze. A nawet jeśli uciecze, to da nam coś jeszcze lepszego…

Pesymiści lubią nazywać się realistami. Cóż – zwał jak zwał. Realistką mogę nazwać się i ja, bo to do czego dążę, nie jest dla mnie marzeniem ściętej głowy, a czymś realnym. Dla jednego realizmem będzie doszukanie się jak największej ilości problemów w czymkolwiek i rezygnacja z tego, dla innego realizmem będzie świadomość wystąpienia problemów, ale też świadomość tego, co czeka nas później. Gdybym miała słuchać swojej rodziny, swoich dawnych przyjaciół… nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko w wieku 20 lat, nigdy nie wyprowadziłabym się do Warszawy i nigdy nie miałabym takiej pracy jaką mam. We wszystkich tych rzeczach, większość ludzi z mojego otoczenia widziała zawsze przeszkody. Dziecko? W trakcie studiów? Nie dasz rady! Warszawa? Wiesz ile tam kosztuje życie, wynajem? Zarabianie na blogu? W takiej branży można jedynie „dorabiać”… wszystko poparte świetną, długą „argumentacją”. Całe szczęście, nigdy żadna do mnie nie przemówiła. Całe szczęście, bo każda z tych decyzji wzniosła moje życie na jeszcze wyższy level i jedynie polepszyła jakość mojego życia…

Pamiętam jak ciężko było mi na początku blogowania, bo tutaj zderzyłam się z największa falą pesymizmu. Biła ona od … jak to one siebie nazywały? Aha! Doświadczone kobiety! Wiecie… takie co to znają życie, wiedzą wszystko najlepiej, a każdy poniżej 30stki, wie tyle co nic. Jeszcze kiedy mieszkałam z rodzicami, było chyba najgorzej. Wg innych, nie miałam prawa marzyć, nie miałam prawa mówić o szczęściu. Bo co wie dziewczyna, która urodziła dziecko i nie musi się martwić o rachunki… jakie to było płytkie. Dziwię się, że się czymś takim kiedykolwiek przejmowałam… wiedziałam wtedy o życiu już wystarczająco dużo, ale życia na własny rachunek rzeczywiście nie znałam. Patrząc jednak na to co ono zrobiło z większością doświadczonych kobiet, dziwię się, że postanowiłam takiego „okrutnego” losu zasmakować. Kiedy Pola miała pół roku, wyprowadziliśmy się „na swoje”. Pierwszy, własny wynajmowany kąt. Wtedy rzeczywiście zaczęło się życie. Ale i ono nie zabiło we mnie mojego niepoprawnego optymizmu. Choć próbowało nie raz. Im bardziej życie mnie doświadczało – tym bardziej rosłam w siłę, tym większych dostawałam skrzydeł. „Doświadczone” realistki nagle umilkły, bo nie stałam się taka jak one, nawet wtedy kiedy przez jakiś czas nie miałam ani kasy, ani partnera, ani żadnych perspektyw. Ja jednak wiedziałam, że życie trzeba przeżyć najlepiej jak się da. Porażki obracać w sukcesy, smutki w radość, niedostatek w dostatek, choroby w zdrowie. Nie dałam sobie wmówić, że życie z każdego z nas zrobi „realistę”.

Tam gdzie TY widzisz problem, ja widzę możliwości… tam gdzie Ty zderzasz się ze ścianą, ja przenikam przez nią jak za sprawą magicznej różdżki.

Więc nie wmawiaj mi, że czegoś się nie da. Nie wmawiaj mi, że nie wykończę mieszkania w dwa miesiące, bo wykończę – nie mam nawet innego wyboru, a jak się zawezmę, to wykończę je nawet w miesiąc. Nie wmawiaj mi, że bez znajomości nie wiele mogę w swojej branży – dobra jakość broni się sama, a jak na brak znajomości, pensję miesięczną mam już naprawdę wysoką… nie wmawiaj mi czegokolwiek, co jest przepełnione złą energią, bo to tak jak wciskać komuś kto nie je mięsa, kawał karkówki do buzi. Nie musisz wierzyć w czyjekolwiek plany, nie musisz wierzyć, że komuś cokolwiek się uda. Jeśli pytasz mnie o takie rzeczy, tylko po to, by potem na siłę próbować zabić mój entuzjazm – nie pytaj mnie wcale. Pozwól tworzyć mi życie pełne szczęścia, miłości i dobra. A potem zadaj sobie pytanie: czy lepiej być optymistą, dla którego wszystko jest możliwe, próbować nowych rzeczy, sparzyć się nie raz, nie dwa, ale zyskiwać znacznie więcej… czy być pesymistą i nie próbować zmieniać swojego życia wcale, bo… i tak się nie uda?

To Twoje życie, możesz z nim robić co chcesz. Mi pozwól na to samo. Nie będę Cię na siłę przekonywać do bycia optymistą, ale… moje optymistyczne gadanie krzywdy Ci nie zrobi… Ty natomiast, zostaw lepiej swój pesymizm w domu. Nikomu nim nie pomożesz… możesz jedynie zaszkodzić… realisto.

 

dsc_1488

 

dsc_1490

 

dsc_1491

 

dsc_1492

 

dsc_1493

 

dsc_1494

 

dsc_1498

 

dsc_1499

 

dsc_1500

 

dsc_1501

 

dsc_1502

 

dsc_1503

 

dsc_1504

 

dsc_1505

 

dsc_1506

 

dsc_1509

 

dsc_1510

 

  • Iwona

    Ojjj zgadzam się w 100 % !!! Niestety ja musiałam się odciąć nawet od rodziny, taki mi zatruwali życie swoim pesymizmem…

  • mela

    masz wspaniala corke, jest taka piekna, ze az mnie korci na drugie dziecko heheh :) a z wpisem sie zgadzam, sama jestem na etapie zmiany swojego myslenia i dzieki Tobie glownie zaczyna mi to wychodzic :)

  • Małgorzata Stryjecka

    Kocham Cie <3 tyle w temacie, potrzebowałam tych słów dzisiaj, dzięki 😘💪💪💪✊👍👏👏

  • Czytelniczka

    Jeden z lepszych tekstów :*

  • Basia Potocka

    Hmm a można być zarazem pesymistą i optymistą? Bo ja chyba taka jestem.. :/
    Dla wszystkich wokół jestem optymistką.. Zawsze wspieram, mówię że się uda, namawiam do zmian na lepsze.. A mój brak wiary we własne możliwości sprawia, że wobec siebie jestem tą „realistką” :/
    Ale od roku, odkąd miałam to szczęście i znalazłam dla siebie terapeutę Alicję W. moje nastawienie do samej siebie się zmienia :*:*:*

    • To wynika chyba z niskiej wiary w siebie i w swoje możliwości! Go gIRL! Głowa do góry, przecież możesz WSZYSTKO! :*

  • Pola – mistrz :D !!! <3

  • Anna Grzelczyk

    No ale Alicja, proszę Cię – kolejny post o tym, że wyznajesz jedyną poprawną filozofię życiową? Oczywiście z podkreśleniem, że podobnym Tobie jest bardzo ciężko, po prostu „codzienna walka” z niedobrymi realistami :/

    • czytelniczka

      ja nie widzę tutaj nic o tym, że to jedyna poprawna filozofia życiowa.

      Droga Alicjo, siej szczęście dalej i zarażaj optymizmem innych ;)
      trzymam kciuki żeby wszystko się udało i żeby kłody na drodze otwierały drzwi do nowych możliwości, gdzie można szukać szczęścia ;)

  • Ghost of The Navigator

    Hej. Oglądam już od dłuższego czasu Twój blodżek – tak na zasadzie demotywatorów, czy portalu mistrzowie, czyli dla rozrywki :-D Wiedz, że nie jesteś wyjątkowa i „idąca pod prąd” jak sama siebie określasz, bo zamieszczasz typowe foty, jak na większości blogów (choćby foto w podskoku czy swoich nóg oraz modne dziurawe jeansy, w których wygląda się lumpiarsko – wybacz, ale taka prawda, choć akurat Ty – co widzę po zdjęciach – JESTEŚ CAŁKIEM ŁADNA! więc nie bierz tego do siebie) plus typowe zangielszczone słownictwo, więc ani ani nie jesteś oryginalna. Co do Twojej „dojrzałości” to już dajesz o niej znać pisząc notorycznie o tym, że „już nieźle zarabiasz” i że „jakość SAMA się obroni”… plus inne kwiatki, o których teraz nie wspomnę. Bez komentarza. Co do Twych „przeżyć” w liceum – to standard dla większości małolatów a i praca przy interesie rodzica – tym bardziej. Co do „niepoprawnego optymizmu”, którym rzekomo zarażasz wszystkich – do czasu Skarbie. Niestety, też ciężko mi było w to uwierzyć, ale wraz z większą liczbą lat istnienia na tym padole łez, Twój „niepoprawny optymizm” zostanie BEZSTRONNIE zweryfikowany przez ŻYCIE (a być może i już po troszku weryfikuje), więc swe odrealnione wynurzenia motywowane promowaniem wciskanych Ci produktów nadal możesz kierować do gawiedzi w zakresie wiekowym 15-21l. bo starsi wiekiem niestety będą „wiedzieć swoje” a I TY do nich wnet dołączysz…
    Powodzenia – bo jak widać, jesteś w tym grajdołku NIEZŁA. Pozdrawiam…wyciągaj wnioski i ucz się, wszystkiego dobrego Dziewczyno!

  • Kamila

    Super wpis. A komuś poniżej radzę zająć się własnym życiem, niż marnować je na głupie komentarze. Może wtedy dostrzeżesz, że i w wieku 30+ można być optymistą jak Alka. I z tego co wiem Alicję czytają właśnie w większości osoby w takim wieku. No ale… komentatorce nie wyszło, to uważa, że nikomu innemu też nie… :) Dzięki Ala za te wszystkie teksty, nie przejmuj się czasem takimi trollami…nie warto.

    • Nie przejmuję, nawet o takich rzeczach nie myślę :*

  • Kinga Kmiecik

    Tak, tak, tak! Jak to jest idealnie napisane! <3 Mam tak samo jak Ty! Jestem optymistyczną realistką i zawsze każdemu to powtarzam :* Ja jak coś chcę osiągnąć, zaczyna się plan a potem dążenie do jego realizacji :) Mam zeszyt, w którym napisałam wszystko co chciałabym zrobić/kupić jeżeli chodzi, np. o moje mieszkanie, czy zakup samochodu :P Samochód już mam, kilka celów również zostało już skreślonych jako zrealizowane <3 U mnie jest dążenie tak długo do celu aż osiągnę to co sobie wyznaczyłam :)