Nie wszystko co złe wynosi się z domu

18 czerwca 2015

Dziś w internecie przeczytałam dyskusję o złych zachowaniach dzieci. Internauci zgodnie stwierdzili, że kulturę (  a raczej jej brak ) wynosi się z domu. Tak jak brak szacunku i inne złe zachowania. O ile sama jestem zdania, że to my rodzice mamy na dzieci największy wpływ, tak uważam, że w pewnym momencie dziecko spędzające ponad pół dnia w szkole często o wiele bliżej jest ze znajomymi niż z rodzicami i często to Ci znajomi stają się nagle autorytetem dziecka.

Pisałam już wielokrotnie, że złe zachowania dzieci najczęściej są winą rodziców. I nie chodzi mi tutaj wcale o to, że jeśli dziecko przeklina to winny jest rodzic, bo na pewno od niego to usłyszało. Dzieci poza naszą świadomością będą próbować różnych rzeczy – to normalne. Nie mamy na to wpływu. Naszym zadaniem jest jedynie tłumaczenie, że coś co dziecko robi jest złe. W skuteczny sposób. Ale to już poza tematem. To, że dzieci przeklinają czy nie szanują innych nie zawsze wynika z tego, że w domu brak szacunku czy kultury. Mimo, że żyłam w dobrej rodzinie, w której było się wrażliwym na ludzką krzywdą, w której się sobie pomagało i w której na 1 miejscu był szacunek – to będąc w okresie nastoletniego buntu poszłam zupełnie inną ścieżką. Mimo, że w domu miałam idealny przykład jak należy traktować drugiego człowieka – to sama w gimnazjum śmiałam się ze słabszych, wywyższałam się i generalnie byłam jędzą. Powód był jeden. Nie zawinili rodzice. Powód był prosty, a przynajmniej wydaje się prosty teraz. Ta cała jędzowatość była moim płaszczem ochronnym. Nie chciałam już nigdy być tą słabszą. Nie chciałam, by ktoś się ze mnie śmiał. Nie chciałam, by ktoś mnie zawstydzał i onieśmielał więc perfidnie udawałam, że to ja jestem tą która robi to z innymi.

Dziś wstyd mi za swoje zachowanie i zrobię wszystko co w mojej mocy, by pokazać córce na wszelkie możliwe sposoby jak łatwo zranić drugiego człowieka i jak bardzo okrutne jest takie zachowanie. Czasem jednak największy wysiłek zdaje się na nic, kiedy dziecko ponad pół dnia spędza w szkole, gdzie trzeba być silnym, by najzwyczajniej w świecie przetrwać. Zwłaszcza w gimnazjum. Tam albo masz jaja albo zostaniesz zgnojony. Może trafiłam na złą szkołę, a może tak jest wszędzie, a się o tym nie mówi lub udaje się, że problemu nie ma. Ale właśnie w moim gimnazjum byłam świadkiem wielu zachowań, gdzie dzieci rodziców z dobrych domów zachowywały się jak najgorsza patologia. Taki wiek. Pragniemy się przypodobać i zatracamy własne, prawdziwe ja. W domu rodzice widzą grzeczne, poukładane dziecko i nawet nie przypuszczają, że ich idealna pociecha może być szkolnym tyranem. Rodzice zostają wzywani na szkolne wywiadówki i nie mogą uwierzyć ” Jak to? Moje dziecko? Niemożliwe!” – bo ciężko jest uwierzyć, że ukochana córka, która w domu całuje nas w policzek i grzecznie odrabia lekcje, w szkole rzuca kurwami na prawo i lewo i podkłada nogę biednej Zuzi w okularach.

Ale przecież tak łatwo jest oceniać. Mówić, że to zawsze wina rodziców. Że ten co przeklina za rogiem, to na pewno ojciec tak do niego mówi. A ta co całuje się z co drugim chłopakiem na imprezie to na pewno ma matkę prostytutkę. Widzimy coś, tylko przez chwilę. To jakby sytuacja wyrwana z kontekstu. I mamy już cały obraz. A nie mamy prawa oceniać. Nie mamy prawa wysnuwać takich wniosków nie znając całej prawdy, nie znając sytuacji i nie będąc kimś innym, w zupełnie innych butach, w zupełnie innym położeniu.

Życie dziecka, życie nastolatka to w tych czasach cholernie trudna sprawa. To szkoła przetrwania, w której dobre wychowanie często ma się nijak do pieprzonej rzeczywistości, która wychowuje nas sama w szkolnych murach. I dopiero kiedy złe zachowanie dziecka ujrzy światło dzienne, to świadomie wkraczamy my. I to jest ta cholernie trudna rola rodzica. Być ponad wszystko i wytłumaczyć dziecku, że może postępować inaczej…czasem się boję, że nie dam rady. Że poniosę porażkę jako rodzic w tej kwestii. Jednak póki co cieszę się tym 10 kilogramowym człowiekiem, którego jedynym zmartwieniem jest to, że nad ranem musi cierpliwie poczekać, aż mama przygrzeje mu mleko… I niech to trwa jak najdłużej…

 

DSC_0389

 

DSC_0391

 

DSC_0392

 

DSC_0398

 

DSC_0414

 

DSC_0418

 

DSC_0425

 

DSC_0428

 

DSC_0434

 

DSC_0443

 

DSC_0461

 

DSC_0469

 

DSC_0472

 

DSC_0475

 

DSC_0484

 

DSC_0485

 

DSC_0492

 

DSC_0493

 

DSC_0496

 

DSC_0521

 

DSC_0522

 

DSC_0525

 

DSC_0527

 

DSC_0529

 

DSC_0532

 

DSC_0541

 

DSC_0546

 

DSC_0551

 

DSC_0552

 

DSC_0553