Nie taką miałam być matką…a jednak

25 listopada 2015

Ajjj, machnąć ręką tylko teraz można na własną głupotę i ciążowe plany. Westchnąć tylko i ramionami wzruszyć. Taką matką miałam być genialną. Śpiewać cierpliwie kołysanki godzinami, nie narzekać, nie kląć pod nosem. Taka miałam być stanowcza, nie ulegać, tłumaczyć godzinami… coś mi kurcze nie wyszło.

I niby to normalne, bo jesteśmy tylko ludźmi, matkami zdolnymi do poświęceń, ale czasem bateria nam pada, motorek w tyłku przestaje furczeć… niby to normalne, że zaklniemy pod nosem, że spojrzymy się na dziecko krzywo, głos podniesiemy kiedy dostaniemy z klocka… a i tak kiedy ty fukniesz, kiedy się tak krzywo spojrzysz, choć słusznie – to i tak kiedy dziecko na twój sprzeciw wybuchnie płaczem, to Twoje serce się ściśnie, a w głowie wielkimi literami uaktywnią się… wyrzuty. I nic nie da tłumaczenie sobie, że musiałaś tak postąpić, że ten jej płacz to wymuszony. No nie da to nic, bo słuchasz tego płaczu, choć bez łez i myślisz sobie ” I po coś ty głupia jej to zabrałaś?”. Słuchamy tych opowieści matek, co to wszytko potrafią dziecku wytłumaczyć spokojną rozmową i myślimy sobie „Jejku, to może ze mną coś nie tak?”. Kiedyś była w sieci taka jedna… Krzyczała, wykłócała się, inne matki linczowała za wszystko. Wpajała innym, że jej dziecko nie słyszy słów: ” Nie wolno!”, bo ona tłumaczy mu godzinami… Linczowała za wszystko: za spanie osobno, za kolczyki, za mm. A potem widziała ją jedna z drugą już nie w sieci, a w realu i wyszło szydło z worka. Że te co najgłośniej szczekają, to tak naprawdę o wychowaniu gówno wiedzą. W sieci taką mądra, dziecku tłumaczy, a w realu jej córka popychała inne dzieci, biła, strzelała do nich – a matka nic! No bo przecież już w realu tłumaczyć nie trzeba, a tego, że nie wolno mówić „Nie wolno!” trzeba się twardo trzymać. Ale my tak czasem słuchamy tych matek i wierzymy naiwnie, że to coś z nami nie tak, że czasem rady nie dajemy, że cierpliwość nam się kończy. I rozmyślamy jakby mało nam obowiązków było, co powinnyśmy zmienić, jak powinnyśmy panować nad nerwami. I obieramy czasem taktykę tłumienia swoich emocji w sobie, wybuchając po miesiącu i mając ochotę wyjść i nie wrócić. I tak myślę sobie, że chyba pora się opamiętać i zrozumieć, że nigdy nie będzie w stu procentach tak jak założyłam. Już zawsze będą zdarzać się momenty, że skończy się moja cierpliwość, już zawsze zdarzą się momenty, że przy setnej pobudce w nocy, przeklnę cicho pod nosem. I pewnie już zawsze, gdy sił nie będę miała się z nią bawić szóstą godzinę z rzędu, a ona smutno na mnie spojrzy, będę mieć wyrzuty. Tylko tak sobie myślę, że przecież cholera mam do nich prawo. I co z tego, że czasem fuknę, czasem egoistycznie usiądę, czasem się skrzywię – jak kocham tą diablicę ponad całe życie moje. Ona złości się na mnie, ja na nią – choć chyba rzadziej… Ona czasem płacze, ja zaciskam zęby, szepcząc „Uspokoisz się czy nie…”. Ona biegnie do taty, pokazując na mnie palce, ja biegnę do F. pokazując na nią… ( no nie tak dosłownie, wiecie o co chodzi). A koniec końców, i tak ona dla mnie całym światem, i ja dla niej całym… ale my matki tak mamy. Nieważne jak bardzo kochać będziemy, jak bardzo będziemy się starać – zawsze będziemy mieć poczucie, że jednak coś w tym wychowaniu mogłybyśmy zrobić lepiej…

 

DSC_0722

 

DSC_0723

 

DSC_0726

 

DSC_0730

 

DSC_0732

 

DSC_0734

 

DSC_0735

 

DSC_0740

 

DSC_0741

 

DSC_0743

 

DSC_0746

 

kamizelka ( Boziu kocham taki futrzaste kamizelki <3) – tutaj

 

PS: Tak wiem, Pola jest bardzo zadowolona na tych zdjęciach. BARDZO.