Na co Ci ta dieta i ćwiczenia? Przecież jesteś chuda…

28 maja 2018

Ile razy ja to słyszałam. Jeśli nie jesteś skrajnie otyła, ale mimo wszystko ćwiczysz i zdrowo się odżywiasz, zapewne też się z tym zderzyłaś… Najgorzej jednak, kiedy zderzyłaś się z tym w momencie, w którym naprawdę walczyłaś sama ze sobą.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach mimo tego, że społeczeństwo stawia coraz mocniej na rozwój – to wciąż musimy się zderzać ze zdziwieniem na temat rzeczy, które powinny raczej budzić podziw, a nie coś odwrotnego. Za każdym razem kiedy wstawiam na stories migawki dotyczącego np. treningu, zawsze ktoś odpisuje mi: „Ala nie przesadzasz? Przecież dobrze wyglądasz!”. A kiedy wstawiam zdjęcia zdrowego jedzenia: „Nie ma sensu się męczyć, szczupła jesteś!”. Zastanawiam się, kiedy do ludzi dotrze wreszcie fakt, że ruch i zdrowe żywienie to najlepszy zastrzyk zdrowia jaki możemy sobie sprawić – i ma on działanie długoterminowe. Owszem, ćwiczę również po to, by dobrze wyglądać, ale zdrowie jest u mnie na pierwszym miejscu – i nie ma to nic wspólnego z kompleksami czy próbą wpisania się w instagramową, wyidealizowaną sylwetkę, bo nią i tak się zbyt często nie „chwalę”. Wszystko co robię w swoim życiu, robię dla siebie! A jeśli to robię, to znaczy, że albo sprawia mi to radość, albo sprawia mi radość efekt, który osiągam robiąc to. Bo tak – ciągle widzę u siebie coś, co mogłoby wyglądać lepiej. Ale nie zawsze tak było. Na początku robiłam to nieco z przymusu i była to walka z moimi słabościami.

Nie pomagało mi zatem nigdy kuszenie bliskich: no co Ty, od jednego ciastka nie umrzesz. Albo : jezu już nie przesadzaj, zaraz nie przytyjesz. Kiedyś ciężko było mi zachować umiar i zdrowy rozsądek. Miałam skończyć na dwóch kawałkach pizzy, a budziłam się po dwóch tygodniach, o 10 kilogramów cięższa. Hashimoto nie ułatwia. Jeden dzień jedzenia czego popadnie, skutkuje u mnie dosłownie zalaniem się wodą – moje nogi wyglądają wtedy na dwa razy grubsze! Świadkiem tego była moja siostra, która kiedyś w 3 city widząc mnie w stroju kąpielowym, powiedziała: jaka Ty jesteś chuda! A tydzień później kiedy opalałam się w ogrodzie rodziców, powiedziała: matko, ale Ci się przytyło.

 

 

PO CO TO ROBISZ…?

 

Teksty typu: po co to robisz, przecież dobrze wyglądasz ; albo : no nie przesadzaj, zamówimy małą pizzę – skutkowały tym, że niezwykle ciężko było mi się trzymać moich celów zdrowotnych i żywieniowych, a co za tym idzie, ciągle siebie nie lubiłam. Dlaczego? Bo albo byłam niezadowolona ze swojej sylwetki, albo z tego jak się czuję. Dobijał mnie jeszcze mój brak konsekwencji.

Dzisiaj, kiedy ktoś zadaje mi pytanie: po co Ty to robisz – odpowiadam z uśmiechem: dla siebie! Na własnej skórze doświadczyłam, że nasze samopoczucie, a co za tym idzie, nasze życie ( !!! ) w dużej mierze zależy od tego, jak wyglądają nasze posiłki, jak wygląda nasza aktywność! Owszem, jeśli nie poukładamy sobie tego i owego w głowie, to niższa waga nic nam nie da. Ja w swojej głowie już sobie poukładałam, ale i tak czuję się ze sobą po prostu źle, kiedy zalewam się tłuszczem. Bo waga może mi skakać do góry, ale ciało powinno dla mnie wyglądać zdrowo. Kiedy nie wygląda, nie czuję się atrakcyjnie. Dlatego właśnie nie dopuszczam do totalnego zapuszczenia się.

Nie powiem, bo dojście do tego gdzie teraz jestem, czyt. do takiej świadomości, zajęło mi parę dobrych lat. Wciąż się siebie uczę, słucham swojego organizmu i… rzadziej słucham innych. Od momentu przeprowadzki, wciąż nie mamy kuchni, a w takim schemacie bardzo łatwo o nie regularne posiłki często zamawiane na sam wieczór. Muszę się mocno pilnować, ale wciąż staram się szukać nowych źródeł motywacji i pamiętać o tym, jak strasznie źle zaczyna się dziać w moim życiu, kiedy przestaję się pilnować. Złe jedzenie prowadzi do złego nastroju, potem do złego wyglądu… to wszystko prowadzi potem do moich zaburzeń samooceny , a później odbija się to już na… wszystkim.

I właśnie dlatego, że życie z hashi to ciągła kontrola, sporo wyrzeczeń i walka z samą sobą – nie chcę, by ktokolwiek utrudniał mi to swoimi dziwnymi tekstami, tylko dlatego, że sam nie potrafi się oprzeć! Ja jestem już na dobrym etapie, w którym wypracowałam sobie w miarę silną wolą, ale takie teksty czy kuszenie, zawsze wystawia mnie nie jako na próbę. A co dopiero kiedy w takiej sytuacji znajduje się ktoś, kto jeszcze sobie tej woli nie wypracował i nie zrozumiał, że trzeba się w końcu nauczyć mówić NIE i przestać tłumaczyć z własnych wyborów.

 

 

MUSIMY SIEBIE WSPIERAĆ – NAWET JEŚLI NASZE WYBORY SIĘ RÓŻNIĄ

 

A jeśli TY, moja droga, towarzyszysz komuś, kto naprawdę chciałby zmienić swoje nawyki – nieważne, czy to ze względów zdrowotnych czy innych – nie dobijaj tej osoby swoimi przytykami. Wiem, często o tym nie myślimy. Rzucamy jakimiś tekstami, nie zdając sobie sprawy z tego, że może mało w tym taktu. Ale ja doskonale wiem czemu tak się dzieje – nie potrafimy zrozumieć sytuacji, w której nigdy nie byliśmy. Nie potrafimy zrozumieć, że ktoś może od wielu lat boryka się z niską samooceną wynikającą ze złej sylwetki czy złego samopoczucia pochodzącego ze złego odżywiania. Nie potrafimy zrozumieć, że ktoś od wielu lat, nie potrafi być konsekwentny, bo na przyjęciach domowych ciotki śmieją się, że mu odwaliło i w imię mody nie je glutenu. A potem nachodzą inne przyjęcia i domówki, gdzie ciężko sobie odmówić. A wyobraźcie sobie, że mogłoby być na świecie tak, ze wszyscy sobie to życie ułatwiamy? Że koleżanki na diecie nie wyciągamy na kebsa. Że szczupłej przyjaciółce nie mówimy wciąż, żeby się ogarnęła, bo od jednej pizzy nic jej się nie stanie. Czy życiowe przyjemności, muszą ograniczać się do alkoholu, fast-foodu i oglądania filmów na kanapie? Dodam od razu, że lubię wszystkie z trzech wymienionych rzeczy, ale teraz decyduję się na nie świadomie i w ramach zdrowego rozsądku. Nie są już dla mnie przeszkodą ludzie, którzy nie umieją inaczej. Liczy się to, że ja nawet przy nich… umiem inaczej! I cholernie mi z tym dobrze.

Wspierajmy się wzajemnie w swoich wyborach i jeśli widzimy, że komuś z tymi wyborami dobrze – nie zadawajmy bezsensownych pytań i nie zarzucajmy, że robi źle. Przestańmy zaglądać innym do talerza, obśmiewać tych, którzy ćwiczą, bo moda. Obśmiewać tych, którzy nie jedzą pszenicy, bo to też według Was przez modę. Przestańmy krytykować wybory innych, tylko dlatego, że są inne od naszych. Krytyka najczęściej pochodzi z braku świadomości, z niewiedzy, lub z zazdrości – wyzbądźmy się z siebie tych uczuć i nie patrzmy z zawiścią na tych, którym się chce o siebie walczyć. Nie znamy ich intencji i nie wiemy po co to robią – czy dla mody, czy dla fejmu. Dla siebie czy dla zdrowia. I szczerze? To nie nasz interes! Ja zamierzam odpalić teraz Turbo Spalanie i zapić je zdrowym koktajlem. Bo chcę. A to co Ty zrobisz dla siebie… to już tylko Twoja sprawa! A innym nic do tego! Prawda? ;)

Tak jeszcze tylko wspomnę, że Natural Mojo wypuściło teraz nowy smak swoich fit shake – smak truskawkowy. Od razu mówię, że tym którzy posmaku zbyt słodkiego nie tolerują, nie przypadnie on do gustu. Ale łasuchom takim jak ja, już owszem :) Smak jest obłędny, taki letni i na dłuuugo zaspokaja nasz apetyt na słodkie. Wciąż ważny jest kod MAMALA25, na który macie 25 % zniżki na wszystko w NM :)