Musicie być mocni

8 listopada 2017

To hasło staje mi przed oczami prawie codziennie, wchodząc rano do kościoła. Musicie być mocni. Przekaz dla każdego człowieka… tak krótki, tak prosty, a tak silny…

Bo musimy. Nieważne jak mocno wieje, jak bardzo przeszywa nas ból – musimy być mocni. Nieważne, czy huragan już zmiótł nam wszystko co było dla nas tak ważne, czy może jeszcze zostawił jakieś okruchy – musimy być mocni. Dzisiaj to wiem. Ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny zarówno pod względem pracy jak i przemiany duchowej. Czułam, że jestem już na dobrej drodze, że znam smak szczęścia i życia i… nie pomyliłam się. Bujałam sobie wysoko w obłokach, pokonywałam problemy mniejsze i większe, ale ostatnio poczułam, że los postanowił urządzić mi prawdziwy egzamin z życia. Sprawdzić, czy to czego nauczam Was, czy to o czym tak ciągle piszę i mówię – naprawdę potrafię zastosować w obliczu problemu, który większość ludzi traktuje jak koniec świata, jak porażkę… Chyba zdałam celująco.

Wiecie. W obliczu problemu, który nas przerasta stajemy się jak małe dzieci. Bezbronni, przestraszeni. To naturalne emocje. Nie da się na problem spadający na nas jak grom z jasnego nieba, zareagować automatycznie – ok, to wszystko dzieje się po coś! A przynajmniej ja nie jestem jeszcze na takim poziomie. Chodzi o to, że wszyscy jesteśmy ludźmi i negatywne emocje są normalne. Toteż pozwoliłam sobie na bycie wrakiem człowieka przez kilka dni, po czym wróciłam do normalnego trybu życia, przełykając niepewnie ślinę i mówiąc sobie w myślach: to jest tylko sprawdzian… to się zaraz skończy. Na chłodno potrafię opowiedzieć najbliższym o tym co się stało, co właściwie wciąż się dzieje. Nadal potrafię stwierdzić, że jestem cholernie szczęśliwa. Bo wypisując na kartce rzeczy, które dają mi szczęście i z których jestem zadowolona, jest ich naprawdę wiele. Wciąż czasem kapnie mi łza jedna, bądź dwie. Wciąż się budzę i przez chwilę czuję, że nic nie ma sensu. Ale wstaję, uśmiecham się do siebie, rozglądam w koło, całuję córko w czoło i odczuwam wręcz dziką wdzięczność, nawet za to co się teraz dzieje. Bo wierzę, że tam na górze, jest ktoś mądrzejszy ode mnie, kto doskonale wie jak mnie poprowadzić, kto doskonale wie co robi. A moja mądrość wobec Jego mądrości jest niczym. Jak więc mogę zrozumieć, jak mogę pojąć to co się teraz dzieje? Zrozumiem, ale nie teraz. Może za rok, za pięć, za dziesięć lat, ale kiedyś zrozumiem, że to wszystko co się teraz dzieje musiało się wydarzyć.

Jestem dumna. Jestem naprawdę dumna. Bo o ile można przykleić do twarzy uśmiech, a w środku cierpieć, tak zdecydowanie dużo ciężej jest w obliczu ogromnego problemu, odnaleźć w sobie pokłady szczęścia, które mimo wszystko pozwolą nam iść normalnie. Tak. To zdecydowanie egzamin z życia zdany na szóstkę. To już nie tylko teoria z książek, która sprawdza się w obliczu mniejszych i większych dołów, a styl życia i spokój ducha, który pozwala sprostać nawet największym wyzwaniom.

Musimy być mocni. Po prostu. Bo jeśli nie będziemy, pokona nas życie. Sami siebie pokonamy swoim nastawieniem i zrezygnowaniem. Musimy być mocni. Bo jeśli my nie będziemy, słońce nie zaświeci tak szybko jakbyśmy tego chcieli. Musimy być mocni w wierze, w nadziei, w miłości. Musimy wierzyć, umacniać się w tej wierze, pracować nad sobą, dostrzegać więcej, widzieć wyraźniej. Musimy w tej całej gonitwie, pamiętać o swoim wnętrzu, o swojej duszy, która nie może cierpieć. Której nie możemy karmić obłudą, zawiścią, zazdrością, żalem, smutkiem.

Takie jest życie jakie myśli nasze. Co zasiejesz to zbierzesz. Czy myślicie, ze te słowa są bez pokrycia? Te słowa to całe nasze życie. To obraz tego jak sami kształtujemy swój los, swoje szczęście i swój świat wkoło. Możemy stać na zatłoczonym chodniku i słyszeć krzyki, klaksony, kłótnie, pisk opon. Ale możemy pójść kawałek dalej, wjechać na ostatnie piętro budynku, stanąć spojrzeć na miasto z góry, odetchnąć w spokoju… a to wciąż to samo miejsce, to samo miasto, ten sam świat. Tylko perspektywa jest inna. Tak właśnie jest z naszym życiem i z problemami, które napotykamy. Wszystko zależy od tego jak na nie spojrzymy, jak je odbierzemy… łatwo jest się poddać, łatwo jest zwinąć się w kłębek i czekać na rychły koniec. To najprostszy wybór, ale najbardziej okrutny. Musimy być mocni. Musimy śmiało kroczyć przed siebie, rozumiejąc, że czasem wystarczy zmienić perspektywę. Czasem nie da się tak  łatwo tego zrozumieć. Trzeba tygodni, miesięcy, lat pracy nad samym sobą, ale warto… warto umacniać się każdego dnia, warto być blisko Boga, warto pielęgnować swoją duszę, jak najdroższy kwiat. Musimy wzmacniać swoją siłę, musimy stawiać czoła problemom, musimy być dobrzy na przekór wszystkim i wszystkiemu. Musimy uczynić nasze serca otwarte na świat, na ludzi, na nowe wyzwania.

Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Dzisiaj to wiem. Noszę w swoim sercu ogromne pokłady szacunku dla swojego życia, które mam tylko jedno. Noszę w swoim sercu pokłady miłości dla ludzi, dla świata. Czymże są moje problemy w obliczu tego całego dobra, które mnie spotkało i które mnie jeszcze spotka? Są próbą, sprawdzianem, ale nie są karą. Nie czuję się skrzywdzona przez los. Nie czuję się potraktowana niesprawiedliwie. Z pokorą przyjmuję nawet to co złe, bo wierzę, że jest w tym jakiś cel. Nie jestem i już nigdy nie będę ofiarą, która pyta: dlaczego to przydarza się akurat mi? Czym sobie na to zasłużyłam? Nie zadaję już takich pytań. Przyjmuję w swoim życiu zarówno to co dobre jak i to co złe. I wierzę, że już niebawem z tęsknoty za tym światłem, za tą normalnością, obudzę się i zrozumiem po co był ten cały huragan, po co tak mocno nabałaganił w moim życiu. Ale czekam. Czekam cierpliwie i żyję dalej, ciesząc się tym, czego mi nie zabrano, czego mi nie zniszczono…

 

„Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego! Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć, jak to objawił św. Stanisław i błogosławiony Maksymilian Maria Kolbe. Musicie być mocni miłością, która „cierpliwa jest, łaskawa jest… nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą… nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz wpół weseli się z prawdą”. Która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”, tej miłości, która „nigdy nie ustaje” (1 Kor 13, 4-8). Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry, mocą tej wiary, nadziei i miłości świadomej, dojrzałej, odpowiedzialnej, która pomaga nam podejmować ów wielki dialog z człowiekiem i światem na naszym etapie dziejów – dialog z człowiekiem i światem, zakorzeniony w dialogu z Bogiem samym: z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym – dialog zbawienia.” – św . Jan Paweł II