Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

22 maja 2019

Jak miałam naście lat, to kompletnie nie kumałam starszych kobiet, które mają całe mnóstwo kosmetyków w szafkach, wklepują w siebie jakieś balsamy i generalnie mocno o siebie dbają.

Długo nie mogłam wstrzelić się w tematy koleżanek na temat kremów, kremiczków, ale… jak za małolata latało się trzy razy w tygodniu na solarium i wklepywało w siebie fluidy nie zmazując ich na noc – to teraz człowiek się nagle obudził, bo 26 lat pyknęło, a buzia ma trwałe zmiany, które są wynikiem błędów młodości. I zaczęło się dbanie. Żeby chociaż teraz zadbać i odżywiać tą cerę na co dzień. O ile pudry, fluidy czy tusze do rzęs są u mnie z niższej półki, tak już jakiekolwiek kremy, toniki, olejki czy serum – wybieram z nieco wyższej półki i staram się, żeby były to produkty w jak najwięcej % naturalne.

Moim ostatnim odkryciem ( pokazywałam Wam na stories już kilka tygodni temu) są kosmetyki marki Clochee. Długi czas były dla mnie nieosiągalne, ale zawsze bardzo mocno mnie kusiły i wyglądały dla mnie tak wiecie: prestiżowo. W kwietniu miałam urodziny i moje maleńkie, kosmetyczne marzenie się spełniło :) Dostałam serum, olejek i krem pod oczy. W sumie to nie wiem czemu, ale zawsze jak zaczynam coś testować to nie nastawiam się na to jakoś entuzjastycznie i mimo, że prezent mnie bardzo ucieszył, to nie sądziłam, że kosmetyki aż tak urwą mi tyłek, a już na pewno nie na tyle, żeby o nich pisać haha :D Ale to jest ludziska taki sztosik, że po prostuuu muszę, bo się uduszę :))

Ogólnie na 2 z tych 3 kosmetyków, dwa rozkochały mnie w sobie tak natychmiastowo, dzięki konsystencji, zapachowi i takiemu moim zdaniem natychmiastowemu działaniu. No bo z jednej strony jest tak, że kosmetyk trzeba trochę potestować, żeby zobaczyć jak rzeczywiście wpływa na skórę w wymiarze długofalowym. Ale kosmetyki stosowane na wieczór, dają zawsze jakiś obraz swojego działania, już w pierwszych dniach, kiedy widzimy jak nasza cera wygląda rano, a jak wygląda kiedy pielęgnację olewamy. Ja jednak nie chciałam Wam pisać o tych swoich jedynie pierwszych wrażeniach, więc używałam kosmetyków dzień w dzień przez calutki miesiąc, żeby zobaczyć, czy czasem mi się nie znudzi, czy może z czasem jednak stwierdzę, że wcale takie fajne nie są. Ale uprzedzam, że w przypadku tych cudeniek – miłość cały czas trwa. Wręcz mam ochotę na więcej.

 

ROZJAŚNIAJĄCO-ENERGETYZUJĄCY KREM POD OCZY

Dacie wiarę, że myślałam, że okolice oczu starzeją się najpóźniej? Okazuje się, że jest wręcz odwrotnie… i niestety też to już widzę. Jeny. Kto by pomyślał, że w wieku 26 lat człowiek zacznie się marszczyć jak mops ?! To jest przecież nie do pomyślenia. Ale do rzeczy, bo ja jak zwykle odbijam od tematu. Krem pod oczy codziennie nakładam wokół oczu i delikatnie wklepuję. Krem nie jest przeciwzmarszczkowy, ale będzie wybawieniem dla osób, które borykają się tak jak ja w ostatnim czasie z cieniami pod oczami, z obrzękami. To też dziwne, bo nigdy nie miałam z tym problemu, a jakoś pół roku temu, mimo dobrej jakości snu itp. cienie zaczęły się pojawiać. Po używaniu od ok. miesiąca mogę powiedzieć, że na pewno ta okolica wokół oczu jest taka bardziej wygładzona i jędrna. Krem można stosować na noc i na dzień – ja każdego dnia stosuję go wieczorem i rzeczywiście, cienie się już praktycznie nie pojawiają. Efekt? Dla mnie jak najbardziej spoko. Przyznam, że ulżyło mi kiedy krem zrobił tutaj robotę i nie musiałam szukać już innego ratunku.

 

 

 

 

WYGŁADZAJĄCY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU

To jest prawdziwy SZTOS i biorę absolutną odpowiedzialność za te słowa :D Od lat używałam już przeróżnych specyfików do demakijażu, ale to jak działa ten… no chyba aż nie będę umiała tego trafnie opisać haha. Co wieczór skrapiam sobie olejkiem dwa waciki i zmywam nimi absolutnie wszystko – bez tarcia, mega delikatnie lub po prostu wmasowuję olejek dłońmi w twarz, a potem spłukuję wodą – ta druga opcja ostatnio bardziej do mnie przemawia, ale najczęściej wolę to zrobić na dwa razy : najpierw wacik, żeby usunąć cały makijaż, a potem już masaż dłońmi by oczyścić skórę do reszty. Już samo zmywanie tym olejkiem jest super kojące dla skóry. W skład olejku wchodzi olej sezamowy, który nawilża i regeneruje naskórek oraz olejek ze słodkich migdałów, który zapobiega odwodnieniu skóry i wpływa na poprawę jej ukrwienia. Olejek cudownie wygładza buźkę a co najważniejsze w ogóle jej nie drażni.

Pachnie obłędnie, jest cudownie mięciutki i… nie pożałujecie jeśli go wypróbujecie, naprawdę.

 

 

 

 

 

 

Antyoksydacyjne serum olejowe z witaminą C

To już drugie serum w życiu, które totalnie podbiło moje serce. Stosuję go codziennie wieczorem zaraz po demakijażu i rano buzia jest rozświetlona i widocznie odżywiona, a do tego gładka. Serum nie tylko wygładza, ale też wyrównuje koloryt i redukuje zaczerwienienia. Dużym plusem jest to, że produkt jest wegański i ma hypoalergiczną formułę. Ja już po pierwszym razie stosowania miałam pozytywne odczucia i byłam oczarowana, a po miesiącu to już mogę powiedzieć, że jest to związek na amen :D Serum nadaje się do każdego typu cery. Jeśli zastanawiacie się jaki może być efekt, to buzia na pewno będzie bardziej elastyczna i wygładzona.

 

 

 

 

 

 

PEREŁKI WYSOKIEJ JAKOŚCI, ZAWSZE MOŻNA KUPIĆ TANIEJ

I to mnie bardzo pociesza. Gdyby nie to, że dostałam te kosmetyki w prezencie, pewnie prędko sama bym ich sobie nie kupiła. Teraz kiedy Clochee kupiło mnie już całkowicie, jestem już bardziej skłonna zainwestować w nowości, bo wiem, że na pewno mnie nie rozczarują, ale… też zrobię to z głową i pomysł taki podrzucę też i Wam.

Dzisiaj na Limango, z samego rana ruszyła kampania z kosmetykami Clochee, które można dorwać nawet z 35% zniżką. Kampania potrwa do 26 maja, także macie troszeczkę czasu do namysłu co ewentualnie chciałybyście sobie przetestować. Z trzech rzeczy, które ja mam, najbardziej polecałabym Wam własnie olejek i serum – myślę, że to już jest giga krok w pielęgnacji jeśli będziecie stosować te dwie rzeczy systematycznie i do tego będziecie dbać o swoją cerę również od wewnątrz – dobrze się odżywiając, pijąc odpowiednie duże ilości wody.

Ja tym razem jeśli chodzi o kosmetyki Clochee, mam ogromną chrapkę na peeling cukrowy o zapachu truskawki oraz matujący krem z SPF50. Tzn. chrapkę mam na dużo więcej, ale… będę rozsądna i chyba nawet wybiorę sobie tylko jedną rzecz, mimo że obniżki kuszą, oj kuszą.

Tak w ogóle to jestem ciekawa, czy kiedykolwiek słyszałyście o tych kosmetykach? Macie jakieś na swojej półce w łazience? Dużo dobrego pisałyście mi już na stories o maskach i peelingach. A może jeszcze coś innego jest Waszym faworytem? Koniecznie dajcie znać! Uściski :*