Matki, wstyd mi za Was.

14 listopada 2014

Pół roku przygotowań do ciąży. Pół roku przygotowywania się do najważniejszej decyzji w moim życiu. 9 miesięcy noszenia pod serduchem. 9 cudownych miesięcy radości przeplatanej strachem. Kilka godzin porodu, dwa tygodnie dochodzenia do siebie po cc, która nastąpiła przy 9 centymetrze rozwarcia. Prawie 9 miesięcy nieprzespanych nocy, kołysania, karmienia, całkowitego poświecenia w imię miłości. Prawie 9 miesięcy przytulania, pocałunków i zabaw. 9 miesięcy smutków i radości. Płaczu ze szczęścia jak i z bezsilności w jej chorobie. Prawie 9 miesięcy przedkładania jej szczęścia i potrzeb ponad swoje od tak z własnej nieprzymuszonej woli. Prawie 9 miesięcy bezgranicznej miłości – po to by Ciebie jako matkę wzięli w cudzysłów , by obsmarowali gównem i otruli jadem. Po to, by dowiedzieć się, że jakimś tam matkom idealnym szkoda mojego dziecka. Za wyrazy współczucia serdecznie dziękuję w imieniu Poli. Zdecydowanie ich potrzebuje. Zdecydowanie.

Jestem osobą, która dotarła do pewnego punktu w swoim życiu, w którym odpuściłam. Odpuściłam smutki i żale. Zaczęłam cieszyć się tym co mam. Zdrowym dzieckiem, tym że mam dach nad głową, mam co jeść. Przestałam się martwić, analizować, rozmyślać o tym co będzie, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Dlaczego coś nie idzie po mojej myśli. Zaczęłam wyciskać z życia to co najlepsze. Nie sądziłam, że coś co zrujnuje mi to poczucie ( nie cieszcie się, bo zrujnowało na chwilę ) to będą inne matki. Matki idealne. Prowadzę FP gdzie każdy może kulturalnie wyrazić swoje zdanie. Przestałam walczyć z wiatrakami czyt. hejterami. Dawno już niczego nie komentowałam i nawet często reagowałam ciszę na jakieś mini aferki, w których ciągle padała nazwa mojego FP. Dojrzałam do tego. Jest jednak coś co boli zawsze jednakowo. Celowanie w dziecko. Tak wiem wiem, muszę się z tym liczyć. Na dobrą sprawę nie muszę, a może nie powinnam tej sprawy komentować. Ale chcę. I proszę Was o uszanowanie tej decyzji. Bo skoro to mój blog , to mam prawo pisać o czym chcę. A jeśli ktoś moich smutów i żali nie chce czytać  – w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk.

Do sedna. Nic nas matek tak nie boli jak podważanie naszych kompetencji jako rodziców. Najgorsze co można usłyszeć wypruwając z siebie flaki, by dziecko było szczęśliwe to chyba to, że ktoś temu biednemu dziecku współczuje. Bo taką okrutną matkę ma, co to macierzyństwo bierze na klatę, nie ciucia jak nienormalna, a na dziecku jej świat się nie kończy. Okrutna matka, która gdzieś ma książki, bo woli kierować się intuicją. Okrutna matka, która dziecku nie pozwala wkładać palców w kontakty i nie pozwala bawić się telefonem za 2 tysiące. Jak to podsumowała jedna z „czytelniczek” fajne mam priorytety. Przecież telefon to zabawka. Daj dziecku niech wie, że może pizgnąć o ścianę zanim zdążysz wytłumaczyć, że nie do tego to służy. Co tam dwa koła, co tam, że to nie zabawka. Dziecko tego potrzebuje. Pieprz ten hajs. Zrozum dziecko!

Nie o tym jednak chciałam się rozpisać, acz wyrzucić z siebie musiałam. Jakiś czas temu wypisałam się ze wszystkich facebookowych grup skupiających większe grona „mamusiek”. Naiwnie wierzyłam w to, że w grupach tych matki się wspierają, doradzają, rozmawiają. Niestety to co zobaczyłam zraziło mnie jedynie do posiadania jakichkolwiek wirtualnych ” mam – przyjaciółek „. To co zobaczyłam to nienawiść, plucie jadem, udowadnianie, że moja racja jest mojsza niż twojsza, a moje wychowanie lepsze od Twojego.

Matki idealne – te co to pozjadały wszystkie rozumy i wiedzą NAJLEPIEJ na świecie. Ale nie jak wychować własne dziecko. One wiedzą jak wychować WSZYSTKIE dzieci na świecie. A ja wiem jedno. To co uchodzi za idealne, często kiedy nie widzimy jest najbardziej mroczne. Te najbardziej idealne, często są najbardziej nieporadne, zatem by zagłuszyć wyrzuty sumienia, kierują swój idealny wizerunek w sieci zasypując „radami”, a wręcz narzucając je reszcie świata. Nie trzeba tu wielu dowodów, by udowodnić moją rację. Wystarczy mi fakt, że matki, które tak bardzo za idealne uchodzą, z pozoru słodkie i kochane, służące dobrą radą mają ząbki ostrzejsze niż rekin. Pod maską matki idealnej co to z dzieckiem chce się zżyć i dawać przykład innym kryje się potwór, który kiedy zajdziesz mu za skórę robiąc inaczej niż ich przekonania, obrazi Cię, opluje, a na końcu zdepcze. Idealny przykład dla dziecka, moje gratulacje. W tym momencie to ja powinnam napisać, że szkoda mi Waszych dzieci, ale kompetencji takich nie mam. To czy byłyście idealne czy nie stwierdzi za kilkanaście lat jedynie wasze dziecko. Nie zdziwcie się jednak kiedy całkiem świadomie powie Wam wtedy, że do ideału Wam daleko. Bo dziecko widzi, patrzy i słucha. Widzi jak traktujesz innych ludzi i czy darzysz ich szacunkiem. Jeśli czegoś mogę życzyć wszystkim tym dzieciom, to chyba tylko tego, by widząc i słysząc jak własna matka pała nienawiścią do innej za inne postępowanie, wiedziało, że matka ta robi źle. Po prostu. Gorzej jeśli takowe zachowania weźmie za naturalne i zacznie je powielać. Wtedy powstanie nam kolejne pokolenie matek złych i zawistnych. A szkoda…

Mogłabym tak pisać i pisać. Czasem niestety dysponuję ograniczonym. Zdecydowanie wolę poświęcić go na zabawę. Co najśmieszniejsze, te wszystkie matki idealne co to mi dają dobre rady co i jak powinnam robić ze swoim dzieckiem, mam wrażenie, że to stałe bywalczynie na FP, zapisane do tysiąca grup. Zastanawiam się kto w tym momencie poświęca więcej czasu na zabawę i bliskość z dzieckiem. Do rzeczy. Ja matka wyluzowana, która mimo, że bezgranicznie dziecko swoje kocha, nie wariuje. I mimo, że nie wariuje nie oznacza to, że za dziecko nie oddałabym życia. Oddałabym bez wahania. Tu i teraz. Oddałabym serce, płuca, wszystko. Mogliby mi wyrwać wszystkie wnętrzności, gdyby miało to ratować jej życie. Ja matka nieidealna w oczach swojego dziecka zdecydowaniem ideałem jestem. To ja pojawiam się kilka sekund po jej przebudzeniu i mocno tulę do piersi. To ja usypiam ją czasem godzinę kołysząc i śpiewając sto zmyślonych zwrotek żabki małej. To ja jestem przy niej kiedy płacze, kiedy się śmieje. To ja koję jej ból gdy jest chora i płaczę razem z nią, gdy nie mogę jej pomóc. To ja wypruwam sobie flaki, by zapewnić jej to co najlepsze. To ja robię wszystko, by kiedyś spojrzała mi w oczy i powiedziała ” Mamo, dziękuję ci. Jesteś wspaniała”. To ja pracuję sobie na tytuł matki idealnej. Każdego dnia, w każdej godzinie, w każdej minucie i sekundzie. Pracuję na to każdym pocałunkiem, przytuleniem, każdą minutą zabawy, każdym spacerem, każdym robieniem śniadań, obiadków i deserków. I śmiem stwierdzić, że wychodzi mi to wyśmienicie.

Nie jestem „matką”. Ty też nie jesteś „matką” i ty też. Jesteśmy matkami. Przykładem dla swoich dzieci, autorytetem. A Wy drogie matki, którym szkoda mojego dziecka, bo tak bardzo krzywdzę jej swoją miłością – wstyd mi za Was. I jeśli zareagujecie na ten wpis złością, atakiem czy kolejnym screenem mojej wypowiedzi, pod którym zacznie się nagonka na mnie – idźcie spojrzeć w lustro i odpowiedzcie sobie na pytanie „Czy taką matkę, chciałoby mieć moje dziecko? Czy ja chciałabym mieć taką matkę?”. Ja bym nie chciała.Spaliłabym się ze wstydu, gdybym zobaczyła swoją matkę skaczącą do gardła innej. Dlatego tym wpisem zamykam temat. Wracam do realnego życia. O wiele ciekawszego niż polemika na kolejnej grupie „wsparcia”. Wracam do swojego dziecka, by je znów tulić, tłumaczyć, całować. By z nim być. Nie bywać.

I byłoby naprawdę dobrze gdyby wszystkie dzieci na świecie były kochane tak jak moje. W imieniu córki swej – dziękuję za wyrazy współczucia. Pozdrawiam.

 

zdj: logo panelu „Wściekłe matki” na VI Kongresie Kobiet