Marcowe, drobne przyjemności

11 marca 2018

Wszystko budzi się do życia – budzę się i ja. No mam tak od zawsze. Jak już czułam wiosnę nosem, to od razu chciało mi się zakochiwać, spijać drinki na plaży, czytać książki w parku i ogólnie żyć pełnią życia. Teraz może niekoniecznie pragnienia są te same, ale stan ekscytacji podobny.

Teraz celebrować nadchodzącą wiosną i ogólnie celebrować życie nauczyłam się w sposób bardzo prosty. Choć rok temu wydawało mi się, że przede mną jeszcze masa materialnych wielkich pragnień do zrealizowania, tak teraz widzę, że stały się one po prostu jakimś tam rozmytym obrazem, który nie jest mi potrzebny do pełni szczęścia. By naprawdę być szczęśliwym, trzeba jedynie odnaleźć siebie – nie ma czegoś takiego, że : będę szczęśliwa, jak już będę miała kasę. Będę szczęśliwa, jak już kupię auto, dom, wyjadę na wakacje. To wszystko daje tylko chwilową radość, nie daje trwałego szczęścia. To piękne dodatki, które przy spokoju ducha i życiu pełnią życia, mogą je uczynić jeszcze bardziej ekscytujące. Ale jeśli nie ma tego spokoju, jeśli w głowie nie wszystko jest poukładane – otoczka będzie tylko odskocznią.

Dlatego tak bardzo zwracam obecnie uwagę na to co jest tak blisko, co jest na wyciągnięcie ręki. Żyję z dnia na dzień, wiedząc, że jedyne co jest prawdziwe i ważne to tu i teraz. Nie ma już dla mnie przeszłości i przyszłości. Nie uzależniam już swoich nastrojów od sytuacji materialnej, choć wiadomo – ciężko być optymistą, kiedy nie starcza człowiekowi na podstawowe potrzeby. Ale jeśli tylko to co podstawowe jest zaspokojone – nie trzeba mi czegoś większego do szczęścia. Co nie oznacza, że w jakimś stopniu do tego nie dążę – bo dążę. Lubię się rozwijać, iść do góry, a co za tym idzie, zgarniać za to profity i żyć lepiej. I to w jakiś sposób uszczęśliwia również. Ale to tylko dodatek. Wiecie. Odkąd pamiętam, ale teraz dużo bardziej nauczyłam cieszyć się i i być wdzięczną za każdą nawet maleńką rzecz, która wywołuje uśmiech na mojej twarzy, lub po prostu sprawia, że czuję się dobrze. Roztaczanie wokół siebie aury takiej wdzięczności i sympatii, do chwil, momentów, ludzi, a nawet przedmiotów – sprawia, że świat zaczyna Ci sprzyjać. Otwierasz na niego swojego serce, a on otwiera się na Ciebie. I to jest piękne. Nauczyłam się kochać siebie najbardziej na świecie i traktować siebie najlepiej jak potrafię. Nie ma już ciuchów po domu, nie ma niedbałych posiłków, kiedy jestem sama. Dlaczego mam siebie traktować gorzej od innych, skoro sama dla siebie powinnam być najważniejsza?

Staram się celebrować każdą chwilę w moim życiu, choć wiadomo – nie zawsze jest to możliwe. Mam swoje fazy na pewne rzeczy. W jednym miesiącu wolę czytać książki, w drugim odpocząć przy serialu na netflixie. W jednym wolę się modlić w kościele, w innym w domowym zaciszu. Marzec rozpoczął się najpiękniej jak tylko mógł – uroczystością rodzinną, pięknymi prezentami, wspaniałą pogodą. Dziś chciałabym Wam przedstawić swoje maleńkie przyjemności, które w marcu są mi szczególnie bliskie, stały się moimi hitami i sprawiły, że się uśmiechnęłam. A uśmiech jest wart naprawdę wiele.

 

MANUFAKTURA CODZIENNOŚCI

 

 

Tę książkę dostałam od swojej siostry na nowe mieszkanie. Już przy słowie: codzienność, wiedziałam, że to coś dla mnie. Dlatego, że właśnie tę codzienność uważam za życie. Dopiero zaczęłam czytać, a już wiem, że przepadnę dzisiejszego wieczora i przez kilka następnych. Nie chcę poznać wszystkich kartek w moment, bo magia, której dostarczają mi słowa z nich płynące, powinna trwać dużo dłużej. Kilka kartek. Każdego dnia. By żyć lepiej, pięknieć, zatracać się w chwilach, w momentach. Joasiu z Manufaktury Splotów – twoja książka będzie jedną z tych, które przyczyniają się do tego, że jestem coraz bardziej szczęśliwym i wolnym człowiekiem. Manufaktura Codzienności to kolejna książka, która jest ważnym momentem w mojej podróży w głąb siebie…

 

DRZEWKO SZCZĘŚCIA

 

 

Jakiś czas temu szłam sobie wolny krokiem do kościoła. Najbardziej lubię chodzić do niego rano. Pola chodziła jeszcze do swojego starego przedszkola, więc jak zwykle przy kościele mijałam tłum ludzi, czekających na otwarcie sklepu ze starociami. Raz na dwa tygodnie, w poniedziałek jest dostawa towaru, a w kolejce już godzinę przed otwarciem czatują Ci, którzy zajmują się wyłapywaniem tego, co można upolować i sprzedać drożej. Ja spokojnie w tym czasie uczestniczyłam we Mszy Świętej, po jej zakończeniu poszłam jeszcze upolować coś do lumpeksu obok, a potem ryyyyn – do staroci. Niczego za bardzo nie dostrzegałam no i jeszcze ten tłum ludzi, który nie za bardzo mi sprzyja :P No i coś tak mi się w oko rzuciło – drzewko szczęścia. Nie mam czegoś takiego, ale… lubię takie rzeczy. Lubię coś, co się ze szczęściem kojarzy, niekoniecznie myśląc, że ma mi to szczęście przynieść, ale jednak skoro się kojarzy – to będzie na mnie dobrze wpływać. No i biorę do ręki, oglądam. Odkładam. Znów biorę, znów odkładam. Myślę: a po co mi to. Ale jakoś tak ruszyć z miejsca nie mogłam, więc myślę: może jednak powinnam wziąć. I już się wiele nie zastanawiałam, wzięłam, położyłam na wagę, wyszło 6 zł, rewelacja. F. stwierdził, że wygląda raczej jak drzewko nieszczęścia, ale co on tam wie. Jest trochę powykrzywiane, a ja tam wcale nawet nie kombinowałam, żeby mu te gałęzie tam wyginać w inną stronę. Takie dorwałam i niech takie będzie. Spoglądam na nie i jakoś tak sobie w głowę wbiłam, że ten symbol szczęścia piękną aurę w mojej sypialni rozsiewa.

 

BeauTea – Red Blossom

 

 

Zapach tej herbaty roznosi się po całym domu prawie każdego wieczora. Nawet mój F. stwierdził, że pięknie pachnie, choć zazwyczaj moje herbaty czy kosmetyki zawsze mu śmierdzą. Owocowa herbatka, w której znajdziemy wszystko co najlepsze dla skóry, włosów, paznokci: płatki róży, maliny, trawa cytrynowa, hibiskus, owoce dzikiej róży i nie tylko… Pięknie pachnie, jeszcze lepiej smakuje. Zdecydowanie najlepsza z herbat, jakie ma w swoim asortymencie moje ukochane Natural Mojo. Co bardzo ważne, herbaty Natural Mojo posiadają logo Fair Tea co oznacza wsparcie pracowników np. z Afryki czy Chin. Fair Tea to finansowanie projektów na rzecz szkół i opieki nad dziećmi. Nie dosyć, że spijam obłędną herbatę, to jeszcze czynię dobro. Piękna sprawa.

Od teraz do środy na hasło MAMALA30 macie 30% zniżki przy zakupach za min. 230 zł.

 

OLEOKREM BIOVAX GLAMOUR

 

 

Kiedy w zeszłym roku w lipcu, ścięłam włosy i odstawiłam w kąt prostownicę, obiecałam sobie, że kupię sobie jakieś rewelacyjne kosmetyki do włosów. W Rossku, dorwałam jednak za dużo niższą niż przewidywałam cenę złotą odżywkę i złoty szampon, firmy wtedy mi nie znanej. Kto ogląda InstaStory ten wie, że przypadkowy zakup, okazał się strzałem w dziesiątkę. Po długim czasie chciałam wypróbować inną odżywkę i wzięłam tą koloru białego. OMG – strzał w dziesiątkę po raz kolejny, a nawet i lepiej, bo zapach jest… awrrr obłędny. Nawet teściowa powiedziała, że czuć w całym domu. Odżywkę wmasowuję w umyte, wilgotne włosy i wystarczy jej dosłownie kropelka, przynajmniej na moją długość włosów. Może dlatego starcza na tak wiele miesięcy. Odżywka, którą kupiłam teraz zawiera olej babassu, które odpowiada za nawilżenie, wzmocnienie i zmiękczenie włosa. Zawiera też pył diamentowy, który nadaje włosom blask ; no i olej pequi, który przeciwdziała mierzwieniu się włosa, a także pomaga zachować jego dobrą kondycję. Damn, szkoda, że ten akapit to nie współpraca, tylko moja dobra wola, by Wam to polecić, bo to jest po prostu… DOBRE! Ba. Bardzo dobre. A stosunek jakości do ceny…ajjj nie będę mówić, że za tanie, bo jeszcze ceny podwyższą :P

 

ZŁOTY KRÓLICZEK

 

 

Jego w tym wpisie miało nie być, miał być miłym dodatkiem do zdjęć, ale czyż nie jest uroczy? A przynajmniej na tyle uroczy, bo o nim wspomnieć, poświęcić mu kilka zdań? Upolowałam go na akcji #VIPshopping w sklepie KIK. Jest miłym, wielkanocnym akcentem w mojej sypialni no i jest przesłodki, no. Nie wiem czy sklep KIK jest w Waszym mieście, ale jeśli szukacie wielkanocnych ozdób za niską cenę, to będzie to dobre miejsce. Ja zaopatrzyłam się w biało-złote świeczki, wielkiego białego zająca, drewnianą tackę w kształcie zająca i kilka innych rzeczy, które pokażę Wam już niebawem w iście wielkanocnym wpisie.

Ach, dużo więcej chciałam Wam pokazać, ale w sumie zostawię to sobie na inne wpisy. Swoją drogą, podoba mi się taka forma pokazywania Wam moich drobnych radości, które dają mi takie właśnie rzeczy. Przecież radość i celebrowanie codzienności, to własnie zapachy, smaki, litery, przedmioty, które cieszą oko. Czy tak właśnie nie jest? No i oczywiście jakże mogłabym zapomnieć – mamo, dziękuję Ci za tą piękną, marmurową tacę – robi robotę, zwłaszcza na zdjęciach! Psss- to też prezent na nowe mieszkanie. Fajnie mam, co?

A jakie są Wasze marcowe hity i drobne przyjemności? :)