Mamo…

4 sierpnia 2015

Naprawdę nie wiem jak nazwać ten stan. Tą pauzę, kiedy patrzysz się na swoje dziecko, a po policzkach płyną Ci łzy szczęścia. Zastanawiasz się, jak mogłaś żyć nie będąc matką… Zastanawiasz się, jak radziłaś sobie w tak beznadziejnych chwilach jak ta – gdy nie rozśmieszał Cię mały człowiek. Byłaś sam na sam ze swoją pustką rozdzierającą Ci serce.

Wiecie. Życie jest zabawne. Mimo, że łzy kapią mi właśnie na klawiaturę, to cholernie chce mi się śmiać. Powiada się, że człowiek nie może mieć wszystkiego. Jednak to od tego czego Ci brakuje, zależy w jakim położeniu konkretnie jesteś. Bo jeśli brak Ci kasy, ale żyjesz pod dachem z kimś kto Cię kocha tak cholernie, że każdy problem zdaje się być lekki – to masz szczęście. Jednak jeśli brak Ci miłości – to wiedz, że żadna kasa, żadne prezenty i nawet osiągnięcia nie sprawią, że będziesz najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Chyba, że jesteś tępą blacharą, która uczuciem darzy jedynie drogie auta i torebki – i sponsora w nocy. Jednak i tym ewenementom często zdarza się płakać po nocach w poduszkę. Bo kiedyś wybrały to co zdawało się najważniejsze – kupę hajsu. A dziś hajs nie przytula ich w zimne noce, ani nie pisze miłosnych wierszy.

I czuję się dziś tak cholernie samotna. Z tą różnicą, że i hajsu mi lekko brak. I oglądam filmik ze swoim udziałem w fajnej kampanii. I widzę siebie wśród znanych aktorów. I obrabiam zdjęcia do kolejnego wpisu z kolejną fajną współpracą. I tak bardzo dobija mnie fakt, że tego szczęścia i zadowolenia ze swoich osiągnięć nie mam w tym momencie z kim dzielić.  Że nie dostaję pieprzonego całusa od faceta, który jest ze mnie dumny. Bo jedyne co mam dziś pod dachem to faceta, który wrócił styrany z pracy, więc generalnie cieszyć się z MOICH osiągnięć nie ma siły. To się nazywa rzeczywistość.

I tak myślę sobie, że chyba nie tego chciałam, że chyba nie jestem szczęśliwa i chyba mam już dość. Wszystko we mnie krzyczy, mam ochotę znów być dzieckiem, mam ochotę jeździć z rodzicami na wakacje i nie martwić się takimi rzeczami jak kasa, bo mnie to nie dotyczy! Chcę znów mieć obiadki pod nosem i za jedyny obowiązek mieć odrabianie lekcji. Chcę znów sprzeczać się z mamą o to, o której mam wrócić i spać do 12, a potem grać w simsy… Chcę przestać być odpowiedzialna, a jedyne rachunki jakie chcę płacić to te w zabawkowej aptece zrobionej z kuzynem z krzesła i kilku pudełek. Chcę sypiać spokojnie i płakać przez dwójki w szkole. Chcę bezkarnie mieć prawo marzyć o schabowych rosnących na drzewach i nie być postrzeganym przez to jak wariat. Chcę znów mieć gówniane pojęcie o realnym świecie i wkurzać się na mamę, że nie pozwala mi iść na imprezę. Boże! Dlaczego wszyscy chcieliśmy być dorośli?!

I tak siedzę roztrzęsiona i odpływam myślami do wizji swojego dzieciństwa. Tak prostego, tak bezproblemowego… i nagle słyszę to ciche, słodkie, to wzruszające, wyciskające całą resztkę łez jakie mam… „mamo”. Małe, kilkucentymetrowe stópki zmierzają w moją stronę, a moim oczom ukazuje się mały krasnal, nie mający nawet metra. Mały krasnal z zaspanymi oczkami. Wyciąga do mnie rączki i wtula się tak jakbym była jedynym człowiekiem na tej ziemi. Wtula się coraz mocniej, jakby chciała powiedzieć ” Jesteś najważniejsza”. I już mam to w dupie… Nie chcę być dzieckiem. Nie chcę wracać do rodziców. To tego chciałam. To to kocham. Bycie mamą. Rzecz, która raz na jakiś czas skrajnie wykańcza, ale potem wynagradza tym słodkim, niewymuszonym „mamo”. Czas zdaje się zatrzymać, a my trwamy w tej niezmiennej pozycji. Wtulone w siebie wzajemnie. Ona lekko sapiąca nad moim uchem – ja, gładząca jej mały, czarny łepek. Całuję ją raz po raz w policzek i śpiewam kołysanki. Rozglądam się po swoim mieszkaniu. W laptopie widzę migające powiadomienia, zminimalizowany program do obróbki zdjęć i ikonkę YT z moim nowym „osiągnięciem”. Moja pasja. Wyglądam za okno – moja Warszawa. Spoglądam na Polę…moja córka.

Tak. Czasem jeden brakujący element układanki, potrafi zaburzyć nam cały obraz rzeczywistości, która nas otacza. Przestajemy się skupiać na 999 puzzlach, które mamy, bo nieustannie myślimy o tym jednym, którego brak. Bo przecież bez niego nic już nie jest takie samo. Jednak jeśli przyjrzymy się obrazkowi z bliska, dostrzeżemy, że jeden pieprzony puzzel, wcale nie sprawia, że wszystko wkoło przestaje być piękne. Wystarczy to dostrzec i sobie o tym przypomnieć. A brakujący element? Kiedyś się znajdzie. A jeśli nie, to na pewno już wkrótce jego brak przestanie nam przeszkadzać. Ba! Przestaniemy go nawet dostrzegać. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mogę nie mieć dziś wystarczająco hajsu i miłości, ale mam wiele innych rzeczy, z których jestem dumna. Najwspanialszą na świecie córkę i najlepszą na świecie pasję.

I tak siedzę i patrzę na nią jak kula się w tych kilku odcieniach różu. Ten widok jest słodki sam w sobie. Ona, jej uśmiech, otaczający ją kolory. Przykrywa się kocem, odkrywa. Skacze po pufie, całuje swoje misie. Dziecko – cieszy się z tak błahych rzeczy. I rzucam ten aparat i zaczynam kulać się razem z nią. I myślę sobie… jest lekiem na całe zło. Leczy jednym uśmiechem, jednym słowem „mamo”, jednym dotykiem. To bez tego elementu, puzzle nadawałyby się do kosza. Jednak skoro ten element jest… to wiedz, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Wystarczy spojrzeć na ciężko chorych ludzi, którzy mimo bólu i choroby cieszą się z życia. Wystarczy spojrzeć na biednych, którzy żyją miłością i mają w sobie więcej ciepła i uśmiechu niż nie jeden bogacz. Czemu więc w obliczu bardzo często małych problemów, stajemy się tak słabi, tak bezbronni? Czemu strach nas paraliżuje, czemu tracimy energię na krzyk i łzy… Nie wiem. Ale to jedno słowo…to słodkie „mamo”, te słodkie, małe rączki, ładują baterię jak nic innego. Patrzę na nią i wiem, że dla niej muszę wszystko. Dla niej muszę być silna i dla niej muszę odganiać potwory, smutki i wątpliwości. To ja będę jej autorytetem i przykładem. To ja będę tworzyć jej rzeczywistość przez najbliższe lata, więc to ja jestem odpowiedzialna za jej całe życie, za jej charakter i za nią. I mam wrażenie, że gdy ona czuje ten smutek, gdy widzi te łzy..to ona już doskonale wie, że to niewinne „mamo” sprawi, że przestanę płakać. To nie jest magia moi kochani. To macierzyństwo… I szczerze wątpiłam w to, że uśmiech może wynagradzać nam wszystkie smutki. Buntowałam się, że przecież uśmiech nie sprawi, że nasze problemy nie znikną. Nie myliłam się – nie znikają – ale stają się mało istotne. Bo widząc ten uśmiech, my matki doskonale wiemy, że jak ciężko nie będzie – nie poddamy się.

 

puf, kosz, pled – Cuddly ZOO ; zegarek – szafiarka.net

 

DSC_1161

 

DSC_1162

 

DSC_1163

 

DSC_1164

 

DSC_1165

 

DSC_1168

 

DSC_1170

 

DSC_1173

 

DSC_1174

 

DSC_1176

 

DSC_1177

 

DSC_1180

 

DSC_1182

 

DSC_1184

 

DSC_1185

 

DSC_1192

 

 

DSC_1194

 

DSC_1195

 

DSC_1198

 

DSC_1199

 

DSC_1200

 

DSC_1202

 

DSC_1203

 

DSC_1205

 

DSC_1207

 

DSC_1208

 

DSC_1209

 

DSC_1210

 

DSC_1214

 

DSC_1216

 

 

DSC_1219

 

DSC_1220

 

DSC_1223

 

DSC_1226

 

DSC_1228

 

DSC_1230