Moje listopadowe przyjemności – dla ciała i ducha

21 listopada 2017

Listopad był dla mnie mega ciężkim czasem… Życie wystawiło mnie na ogromną próbę, ale nie dałam się. Co to, to nie! Moja wewnętrzna przemiana sprawiła, że z pokorą przywitałam nowe życiowe okoliczności i jeszcze bardziej skupiłam się na sobie i swoim wnętrzu.

Potrzebowałam naprawdę poświęcić sobie czas, by zrozumieć, że to ja sama dla siebie powinnam być najważniejsza. By nie zwariować i nie dać się zmieść z powierzchni ziemi przez szalejący huragan w moim życiu, musiałam jak nigdy dotąd skupić się na medytacji, mantrach, ale także drobniejszych przyjemnościach. Wiecie… takich, które nie wymagają jakiegoś wielkiego zachodu, a jednak sprawiają, że czujemy się jakoś tak błogo. No bo kto nie lubi się tak czuć, co kobietki? Wiecie, że jestem takim człowiekiem, który nie czerpie żadnej przyjemności z mega fajnych rzeczy, jeśli nie śle ich dalej w świat. No bo jaka to do jasnej cholery frajda, jeśli układamy sobie swoje klocki najpiękniej jak umiemy, a nie pokazujemy innym jak osiągnąć podobny efekt, hmmm? ;) Więc z ogromną radochą, chciałabym Wam przekazać te wszystkie drobnostki, które sprawiły, że listopad mimo szarości i deszczu za oknem, próbującymi wdzierać się do mojej duszy – pozostanie mimo wszystko w mojej pamięci niesamowicie radosny i spokojny.

Przede wszystkim postawiłam na uzdrawiającą mantrę RA MA DA SA, która automatycznie mnie uspokaja i sprawia, że wszystko co złe, zdaje się nagle jakoś słabnąć w moich oczach, przestaje mieć znaczenie. Mantrę możecie odnaleźć na YT, a na blogu Agnieszki Maciąg, macie dokładne instrukcje w jaki sposób należy ją śpiewać, w jakiej pozycji itp. Mantry mają silne działanie i realny wpływ na nasze życie i naszą duchowość. Kiedyś totalnie nie interesowałam się takimi rzeczami, a moja niewiedza kwitowała wszystko tego typu słowem: ściema. Miałam lat naście, można mi wybaczyć :P Pamiętam, że kiedy pierwszy raz, rok temu, włączyłam sobie powyższa mantrę na słuchawkach, cała drżałam, a z oczu leciały mi meeega wielkie łzy. Dziś mantry wyzwalają we mnie jedynie błogie uczucie spokoju i cudowne uzdrowienie mojej duszy. To coś, czego nie byłam w stanie pojąć, póki tego nie spróbowałam i nie poczułam na własnej skórze! Naprawdę, musicie tego spróbować! Wczujcie się i same zobaczycie, że to naprawdę jest jakiś kosmos, magia !!! Postaram się kiedyś napisać o tym osobny wpis – dajcie znać, czy ten temat Was w ogóle interesuje :)

 

 

Mantry mantrami, ale to o co pytacie najczęściej to książki. A listopad to przecież najlepszy miesiąc na książki czytane pod kocykiem! Cały instagram Wam to powie! No więc nie odstaję od reszty i czytam książkę za książką. W listopadzie zainwestowałam wreszcie w książkę Reginy Bret, pt: ” Bóg nigdy nie mruga” no i… okazała się idealną literaturą na ten niezwykle ciężki i wymagający czas. Wpasowała się w moją sytuację życiową IDEALNIE. Wiecie, że książki tego typu mają szczególne znaczenie w moim życiu, bo to właśnie dzięki wiedzy w nich zawartych, jestem tu gdzie jestem. Po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, że droga, którą zmierzam jest dobra. Że warto pomimo wszystko czerpać z tego życia najmocniej jak się da, nawet jeśli los nie jest dla nas szczególnie łaskawy… Zawsze dziwi mnie podejście ludzi objawiające się tonem: ja tam nie wierzę, że książka może zmienić moje życie. No oczywiście, że książka sama w sobie nie zmieni niczyjego życia. Zmienić życie możemy jedynie my, wykorzystując np. właśnie wiedzę zawartą w danej książce. Te, które wybieram, nie przedstawiają żadnych nowoczesnych sposobów na życie. To nie są gotowe przepisy na to jak żyć. To uniwersalne prawdy, które stosowano już w czasach, o których my możemy jedynie czytać w Piśmie Świętym. To uniwersalne prawdy, które pokazują nam prawdziwy sens życia, pokazują nam to co najważniejsze. Po „Bóg nigdy nie mruga”, automatycznie zabrałam się za kolejne dzieło Reginy czyli „Jesteś cudem”, jestem już mniej więcej w połowie. Totalnie oczarowana i po raz kolejny naładowana pozytywną energią !!! Życzę takiej energii każdemu z Was, naprawdę! Ja jestem pod wrażeniem samej siebie każdego dnia. Bo o ile kiedyś moje zmiany były krótkotrwałe, tak teraz uzmysłowiłam sobie ( w obliczu problemów), że szczęście to mój styl życia. I jest we mnie nawet wtedy, gdy wszystko wokół się wali. To jest tak cholernie piękne!

 

 

 

Mówiłam Wam ostatnio na InstaStories, że od jakiegoś czasu mam totalnego bzika na punkcie dbania o siebie, swoje ciało, swoją urodę. O ile jako nastolatka wolałam towarzystwo kumpli i nie rozumiałam tych rozmów koleżanek o kosmetykach – tak teraz, zaczynam to naprawdę solidnie nadrabiać. Lubię być kobietą, lubię kosmetyki, lubię testować nowości. Po prostu lubię o siebie dbać i podoba mi się to coraz bardziej. Wklepywanie maseczek i smarowanie się balsamami kiedyś było dla mnie najgorszą karą – no lepiej mnie obierzcie ze skóry, niż każcie mi wklepywać w siebie jakieś mazidła!!! Dzisiaj … inna bajka ! Te wszystkie balsamy i inne cuda to dla mnie przekozacka i niesamowita przyjemność, w której nareszcie jestem systematyczna.

Hity, które przetestowałam w listopadzie to nowości od Hello Body   (dżiiiizaasss, kocham! ) – maska do włosów Coco Shine, balsam do ust Coco Rich oraz krem do twarzy na noc Coco Soft. Tym oto sposobem moja rodzinka Hello Body powiększyła się i na pewno będzie się jeszcze powiększać.  O kosmetykach od HB pisałam Wam już we wpisie #hityinternetu – kosmetyki Hello Body. Jeśli chodzi o nowości czyli maskę do włosów – jest to absolutnie HIIICIOR, który powinna przetestować każdy z Was. Niesamowite odżywienie dla włosów, które po odżywce są lśniące, gładkie i naprawdę zdrowo wyglądają. Odkąd ścięłam włosy, mam naprawdę bzika na punkcie ich pielęgnacji! Krem do twarzy stosuję systematycznie od jakiś dwóch tygodni, ale nie będę Wam tutaj opowiadać o rewolucji w wyglądzie mojej twarzy, bo moja cera jest w dobrej kondycji już od kilku miesięcy. Krem na pewno świetnie nawilża i rano spokojnie mogę wyjść bez makijażu z domu. Nie wiem ile będzie mi jeszcze dane go używać, bo zabierają mi go wszyscy domownicy. F. regularnie wklepuje krem przed pójściem spać, Pola to sama nie wiem kiedy mi to zabiera, ale ciągle krzyczy : „Mamo! To tak pięknie pachnie! Jak kokosowe lody!” – no dacie wiarę? Niespełna 4latka? Co to będzie jak będzie nastolatką… kosmetyki będę chyba trzymać w sejfie. A, że F. podkrada to chyba jednak największe zdziwienie. Bo podkrada mi jeszcze balsam do ust. No to jest dopiero sztosik. RE WE LA CJA! Nigdy chyba nie miałam tak cudownie nawilżonych i mięciutkich ust. Jeeezu i to wszystko jeszcze tak bosko pachnie! Na hasło MAMALLA20 mam dla Was zniżkę 20% na wszystko od Hello Body. Niebawem postaram się rozdać jakiś zestaw wśród Was, żebyście mogły poczuć na własnej skórze, że to jest naprawdę warte swojej ceny :) Swoją drogą, uwielbiam Wam rozdawać prezenty, no kocham!

 

 

 

No i tak już pomału kończąc. Wiecie… staram się w miarę zdrowo odżywiać, ale natury nie oszukam. Czekolada to moja druga połówka. Można wziąć ślub z czekoladą? Bo słyszałam, że ludzie biorą śluby z jakimiś różnymi dziwnymi rzeczami. Ja mogłabym właśnie z czekoladą. O ile ktoś mnie już nie ubiegł. To z czym w listopadzie nie rozstawałam się na krok, to zdecydowanie mój the best of the best… boski napój poprawiający humor natychmiastowo czyli CHOCO DREAM! Można na ciepło, można na zimno… jedno jest pewne – można czekoladowo i zdrowo. A to chyba spełnienie marzeń wszystkich z nas, co nie? Co prawda w listopadzie stosowałam dużo więcej produktów od NM na przykład Diet Caps, przed każdym posiłkiem, Fit Caps po posiłku lub przed treningami i oczywiście moje ukochane herbaty i szeeeejki zwłaszcza o smaku wanilii i kokosu. Ale Choco Dream w jesienną aurę wpasowuje się najbardziej. Kakao jest wegetariańskie, bez dodatku laktozy i glutenu i bez dodatku… cukru!!! Wszystkie moje czytelniczki są zauroczone produktami od Natural Mojo i ja się im wcale nie dziwię ;)

Nadal mam dla Was zniżkę 25% na wszystko od NM – hasło MAMALA25, ale DZISIAJ do godziny 23:59 możecie też wykorzystać kod BLACKTUESDAY, dzięki któremu przy zakupie za min.250 zł, dostaniecie zestaw 3 herbatek gratis :)

 

 

 

Oczywiście nie mogłam pominąć mojego pierwszego w dorosłym życiu… swetra! Jest cudowny, typowo jesienny, ciepły no i szary! Trochę to dziwne, ale mimo, że w mojej duszy jest milion pięćset kolorów, to jeśli chodzi o ubrania czerń i szarość nie mają dla mnie konkurencji! Zawsze wydawało mi się, że takie swetry to wiecie… mało kobiece itp. Ale jak się kobiecość swoją czuje, to się nią emanuje nawet w worku, co nie? Dostałam o ten sweterek sporo zapytań, a to nic innego jak zaaaara. Nie że zara Wam powiem, tylko ZARA :P ( ale suchar )

 

 

Ha! To co najważniejsze, zostawiłam na sam koniec. Chyba największą listopadową przyjemnością, a właściwie nie chyba, a na pewno, była dla mnie noc, kiedy miejsce miał… nów księżyca. Byłam co prawda totalnie rozłożona na łopatki, chora i kaszląca jak gruźlik, ale że rodzinka szybko zasnęła, a ja w końcu trafiłam na ten nów ( sobotni wieczór), postanowiłam jak najlepiej wykorzystać energię :) Nów księżyca to bardzo silna energia. ( ta to je nawiedzona dopiro). To właśnie podczas nowiu powinniśmy siać w głowie i na kartkach swoje marzenia. Rozpaliłam więc świeczki, włączyłam wspomnianą na początku wpisu mantrę i otworzyłam swój magiczny notatnik o tytule ” Amazing things can happen” – to takie w moim stylu, prawda? ;) No i wzięłam długopis do ręki i zaczęłam… marzyć. Na dwóch kartkach, drobnym druczkiem, zapisałam jak wygląda moje wymarzone życie. Zapisałam to w czasie teraźniejszym, jakby już tak wyglądało. Poruszyłam wszystkie kwestie. Związku, rodziny, relacji z ludźmi, pracy, pasji, wyglądu, samopoczucia. Tworzę takie wizualizacje od jakiś dwóch lat i to naprawdę niesamowite, ale wszystko się spełnia, wszystko co zapisuję, zamienia się w rzeczywistość! Afirmacje to nie jest jakiś wymysł dzisiejszych czasów, to coś o czym warto poczytać i się w to zagłębić, jeśli w naszym życiu nic nie zmienia się na lepsze. Wszystkie takie „metody” ograniczają się jak dla mnie do jednego stwierdzenia – jesteśmy tym, czym są nasze myśli. I tyle w tym temacie moi drodzy!

Nieważne jakie problemy Was napotykają, jaka jest Wasza sytuacja życiowa – starajcie się szukać pozytywów we wszystkim i dążcie do zmiany swojego nastawienia. W życiu można wybrać dwie drogi: być szczęśliwym, lub być nieszczęśliwym. Wybór należy do Ciebie. Pamiętaj! Czasem wystarczy zmienić jedynie perspektywę… a wtedy nawet smutny listopad, który prawie zmiótł mnie z powierzchni ziemi, może okazać się piękny. Ściskam Was serdecznie, wysyłam moc energii i z niecierpliwością czekam na Wasz „znak”! :*