Leże i pachnę, a hajs się zgadza – czyli o pracy blogera.

3 kwietnia 2015

Wstaję o godzinie 10:00. Wkoło tylko czysta przestrzeń. Dziecko budzi się bez płaczu, przychodzi do pokoju i mówi „mniam”. Leżymy, ona je. Na moim stole pojawia się w magiczny sposób śniadanie. Jajka, bekon te sprawy. Robię kilka zdjęć, siadam i jem. Potem leżę godzinkę, dwie, sprawdzam stan konta – wpłynęły dzisiaj dopiero dwa przelewy. No spoko właśnie w minutę zarobiłam na wakacje na hawajach. ZA NIC. Należałoby coś wyskrobać na tym blogu… ok. Strzelam w minutę kilka zdjęć, obrabiam w 3 minuty, piszę kilka słów – 10 minut i gotowe. Na dzisiaj to już koniec mojej ciężkiej pracy…

No dobra, ale w takim razie co robi bloger jak nie pracuje. Oczywiście chodzi do restauracji. Wybiera do jedzenia tylko to co da się ładnie sfotografować. W domu siedzieć nie musimy, bo nie mamy obowiązków takich jak sprzątanie, gotowanie czy wychowanie dziecka. Ciągle tylko chill, imprezki, ścianki i dobra szamka. Może trochę tylko to sprawdzanie konta jest trochę uciążliwe. Ile można… Chyba zatrudnię kogoś kto będzie to robił za mnie.

Najfajniejsze w sumie jest to, że ludzie, którzy mi płacą – płacą za nic. Ostatnio jeden przygłup z moich studiów stwierdził, że te 4/5 cyfrowe sumy za sponsorowane wpisy to w sumie powinni lepiej przeznaczyć na domy dziecka. W sumie…czemu nie. Po co mi pieniądze. Przecież ja ich wcale nie potrzebuję. Lepiej bym do pracy poszła, normalnej jak większość ludzi. Legalnie pracować, bo przecież za te wpisy to pod stołem biorę i żadnych umów nie podpisuję.

Tak sobie leżę i pachnę i… o cholera! Dzwoni budzik! Tfu! Jaki budzik! Godzina 6:00 za ścianą słyszę płacz. Jaki płacz? To krzyk! Myny, myny – w języku Poli – dawaj żarcie! Lecę, biorę ją pod pachę, jedną ręką robię mleko, wylewam , na wpół nie przytomna robię od nowa. Ok. Chwila spokoju. Ona je, a ja szybko zbieram z podłogi resztki okruchów i zaczynam ogarniać pełen zlew garów. Myję talerz, drugi zaczyna się wycie! Bajka? Nie! To może pobaw się psem? Nie! Ok…idziemy się bawić. Potykam się o jakąś zabawkę i ścieram sobie łokieć. Cholera! Miałam dzisiaj obrobić zdjęcia do wpisu. Dobra…zaraz się zabawi. Po godzinie zabawy, otoczona stertą niewyprasowanych ciuchów, zaczynam obrabiać. Odrywam się a to znów do zabawy, a to do zrobienia jej przekąski, a to do prasowania. Ok…Po dwóch godzinach zasnęła. Mija godzina. Kończę obróbkę. Uff. Robię szybko trening. Po 20 minutach przypominam sobie, że miałam dzisiaj odpisać na jakieś e-maile. Zaczynam. Budzi się Pola. Szybkie ogarnięcie, spacer, zahaczam o pocztę żeby wysłać kilka dokumentów i kilka paczek. Lecę na zakupy. Przychodzę robię obiad, w międzyczasie znów zabawa. Cholera…miałam dokończyć ten wpis, który zaczęłam w nocy. Jest dobrze! Mam wenę. Pola zamyka mi laptop. Pierwszy raz , drugi. Ok. Nie dam rady. Idziemy się znów bawić.  Jest już godzina 16:00. Zdjęcia obrobione, wpis zrobiony do połowy, kilka e-maili ogarniętych. No luz. Przychodzi F. Bawimy się w trójkę, po chwili ja zmywam naczynia po obiedzie. Znów trochę się bawimy, biorę się za odkurzanie, ścieranie kurzy, uporządkowywanie zabawek. Jeszcze trochę się bawimy. Godzina 18:00. Lecę szybko na sesję foto. Nie mam dużo czasu. Godzinka i wracam do domu. Ok, już jestem! Kąpiel Poli, kolacja te sprawy. Zaraz zaśnie, wezmę się za komentarze, wiadomości i ten cholerny wpis! Nie zasypia. F. trochę ja zabawia, ja co chwilę wyciągam telefon próbując odpisywać na komentarze i wiadomości. O 21 zasypia. Uff. Czas dla Nas. Oh …wait. A wpis? Dobra. Zaczynam dokańczać. Cholera zapomniałam o studiach. Dobra. Pouczę się pojutrze. Ok. godziny 22 dokańczam wpis, ładuję zdjęcia. Gotowy. Jutro opublikuję. Zaglądam na konto – 20 zł. No tak. Wczorajszy przelew za współprace opłacił mi rachunki. Kolejne przyjdą za jakieś 2 tygodnie – przydadzą się. Będzie na mleko, pampersy i kredyt za mieszkanie. Godzina 23:00. Padam. Jutro będzie luźniejszy dzień… przecież ja nie pracuję.

  • <3 Co ja Ci mam napisać? You know ;)

  • Przecież zdjęcia, same się zrobią. Wpis sam się napisze. ;)
    A ty siedź i pachnij ;)

    • Alicja Wegner

      Tak robię… :P

  • soundlymalinka .

    Skąd ja to znam ? :D A jeszcze święta na nosie !! :) http://soundlymalinkaa.blogspot.com/ wpadnij przeczytać o pomaganiu, wlasnie robie akcje pomocy dla dziewczny z domu dziecka mlodej mamy :)

  • Zapomniałaś o czymś bardzo ważnym. Najważniejszym. Nawet, kiedy pot z tyłka cieknie, a głowa pulsuje z natłoku zadań i informacji, pod koniec dnia pojawia się uśmiech. Bo w sumie lubisz to co robisz.

  • Ewa T- Cs

    Jak kazdy freelancer! Nie latwa to dola, ma duze plusy ale takze i tak duze minusy, ze etatowcy nie umieja ich sobie wyobrazic. Moj dzien wyglada podobnie, choc w innej dziedzinie. Nie lubie deprecjonowania tej grupy zawodowej, oj nie lubie!

  • Bardzo prawdziwe, ale co my blogerzy wiemy o pracy blogera…;-)

    • Alicja Wegner

      Phi…nic! :)

  • Anna Haluszczak

    W zasadzie poza sesją i tworzeniem wpisu – standardowy dzień matki-Polki. Każda z nas to zna. Tyle tylko, że niektórzy to muszą w to wszystko wrzucić jeszcze 8 godz pracy na etat… Poranek z dzieckiem, potem szybki kurs do żłobka/przedszkola i – o cholera – prawie spóźniam się do pracy. Mija mi 8 godzin, po których z wywieszonym jęzorem robię zakupy i odbieram dziecko ze żł/prz. Wracam do domu, by odgrzać wczoraj do nocy robiony obiad. Tymczasem dziecko domaga się zabawy, bo przecież cały dzień było bez mamy. No dobra… wieczór, kolacja i kładzenie dzieci spać. Wreszcie spokój – czyli czas na zmywanie naczyń i brudnych podłóg, przygotowanie prania na jutro, zrobienie prasowania i przygotowania obiadu. Ew. kilka jeszcze innych miłych rzeczy typu ścieranie kurzu i układanie zabawek, które są wszędzie… Zanim padnę, dzwoni budzik, że trzeba wstawać – bo obudzić i przyszykować 2 maluchów do dnia, a przy tym jeszcze wyrobić się do pracy, to nie lada wyzwanie.

    Życie podobne, tylko Ty pracujesz w domu i pewnie nie przez 8 godzin, a w międzyczasie możesz coś porobić z dzieckiem. Pracując gdzieś na etat nie ma takiej szansy.

    Fajnie, że masz ten talent, że możesz zarabiać prowadzeniem bloga i pisaniem :) Cała reszta to – jak już pisałam zwyczajny dzień…

    Ale fajnie się czyta Twoje notki :)

    Pozdrawiam!

    • Alicja Wegner

      Dokładnie :) Zwyczajny dzień matki polki. Ale czy praca ta nie trwa osiem godzin…no nie trwa, trwa o wiele więcej, praktycznie całymi dniami z ciągłym odrywaniem się od niej :) Ale to kocham więc nie narzekam…nigdy! :)

  • praca blogera z pozoru wydaję się być łatwą i dobrze opłacalną, ale czy tak jest naprawdę … ?
    Twój wpis rozwiał chyba wszystkie wątpliwości, że po prostu nie masz lekko.
    pozdrawiam :*

    • Alicja Wegner

      Czy dobrze opłacalną…tak :) Czy łatwą…niekoniecznie, ale za to jest to moją pasją, a to już duży plus :)

  • Ladymami Paulina

    Pewnie, ze nie pracujesz, przecież cały czas bawisz się z Polą :P. Skąd ja to znam, ja pierdzielę, ktoś, kto nie zna Twojego dnia potrafi tak zajefajnie oceniać z perspektywy rzeczywistości, którą widzi u Ciebie w poście na blogu. Wiesz, to wygląda tak… Ty, Pola, porządeczek w mieszkaniu, słodkie uśmiechy, zabawa, słodziaśnie, jak u nikogo. Ludzie myślą, że dokładnie tak wygląda każdy dzień. Nie biorą pod uwagę, że na fotkach jest tylko wycinek każdego Twojego dnia. Nie biorą pod uwagę ile cholernej roboty wymaga napisanie posta i pokazanie im cudnych zdjęć. A po co to? A po to żebyś Ty i Ty i Ty też mógł sobie poczytać, siedząc wygodnie w domciu właśnie o życiu… Zbulwersowałam się ;). Pozdrawiam Alicjo Ciebie i Polę :).

  • zakrecony-swiat-marty.blogspot

    Eh typowy dzień matki – blogerki;)
    ps jeszcze nie tak dawno mówiłaś,że to F. Ci zmywa naczynia;)

    • Alicja Wegner

      Co?! Widziałaś kiedyś zdjęcie jak pozmywał?! To był 1 i ost raz :P

  • Malexandra

    Dobrze, że jeszcze F nie wpada z pretensją, że podłoga nie umyta, a Ty przecież cały dzień siedziałaś w domu!!! Oj wiem doskonale co czujesz. Praca z domu jest często 100% trudniejsza niż ta od 8 do 16. trzymaj się!

  • Sylwia

    Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki masz luksus.
    Zaszłam w ciąże na drugim roku studiów, studiowałam prawo. Jednocześnie pracowałam na pełen etat w kancelari adwokackiej (znajomych mojego ojca, dostałam tę pracę po znajomości, nie po znajomości ją utrzymałam), na 20 urodziny rodzice wykupili mi kurs stylizacji paznokci, więc w weekendy dorabiałam tak. Gdy zaszłam w ciąże chłopak (byłam z nim 5 lat) się ulotnił, zostałam sama w bliźniaczej ciąży/
    Urodziłam na początku 3 roku, z częścią ćwiczeniowców i wykładowców się dogadywałam, nie musiałam chodzić na zajęcia, oni mi wysyłali notatki, albo mogłam zmieniać grupy, tak żeby było mi wygodnie, takim sposobem na 3 roku miałam po półtorej godzimy zajęć dziennie(oprócz piątku), zawsze na 8:15 do 9:45. od 10 do 17 pracowałam, w tym miałam dwie półgodzinne przerwy, kiedy biegłam do żłobka, i karmiłam. Żłobek miałam otwarty do godziny 16:30, więc w poniedziałki ze żłobka odbierał chłopaków mój tata, i zabierał ich na godzinę do siebie, w pozostałe dni odbierały ich moje dwie przyjaciólki, brały do akadmika. W weekdny jeździłam do klientek na paznokcie.
    Ja w tygodniu byłam w akadmiku o godzinie 18, zabierałam ich, jechałam do wynajętego m2, karmiłam, bawiłam się z nimi, czytałam, na ogół o 20 padali. ja wtedy brałam się za : sprzątanie, gotowanie na następnych dzień (sobie obiadu i śniadania, chłopakom kiedy byli już starsi zupki itd), prasowanie, pranie, naukę, pisanie prac, czytanie wszystkich lektur obowiązkowych na prawie… jak położylam się spać o 1 to było dobrze. Dodaj do tego ząbkowanie, i to, że nie ma kto inny wstać, więc musisz Ty, dodaj do tego sesję. Dodaj do tego świadomość, że Twoje dziecko powiedziało pierwsze słowo, a Ty tego nie słyszałaś, zrobiło pierwszy krok a Ty tego nie widziałaś.
    lżej się zrobiło dopiero na 5 roku, kiedy w końcu mojemu koledze z grupy udało się przekonać, że naprawdę nie przeszkadzają mu moje dzieciaki, i bardzo mnie lubi, a na randkę możemy iść o 2 w nocy, a ja sama stwierdziłam, że nie mam ochoty pracować jako adwokat, więc zwolniłam się z kancelari i robiłam tylko pazkcie, w tygodniu również, i nie dojeżdżałam tylko u sibie w domu.
    Tak jest do teraz z tą różnicą, że chłopaki mają po 8 lat, ja z chłopakiem staram się o dziecko, ale te 2 lata… doceniłam wtedy możliwość pracy w domu, możliwość widzenia dziecka częściej niż po 3 godziny dziennie, doceniłam wsparcie, które dostaje się od faceta.

    nie mówię, że nie pracujesz, bo ja też czasem słyszę „aaa, bo Ty siedzisz w domu”, ale ja wtedy nie pluję jadem, nie tłumaczę się, tylko się uśmiecham i mówię, że nie siedzę, tylko pracuję. wiem co przechodziłąm, wiem jak jest ciężko, a Tobie przydałoby się trochę pokory i docenienia tego, że wpis ładujesz o 22, i masz spokój, że masz F., że widzisz Polę często, i masz czas na trening, i zjedzenie obiadu (bo ja czasem wolałam nie zjeść i pójść spać pół godziny wcześniej)

    • Sylwia

      no i wyszedł mi komentarz prawie jak notka hahaha
      przy okazji też pozdrawiam i oprócz tego, że uważam że za mało doceniasz co masz, to w dużej części rzeczy które piszesz, a Polka wygląda na cudownego dzieciaka :)

      • Alicja Wegner

        Kochana, ależ ja na każdym kroku podkreślam, że kocham swoją pracę i jest mi totalnie dobrze!!! :) Troszkę źle odebrałaś wpis – on nie miał za zadanie pokazać jak to mi źle, ale był niejaką odpowiedzią na aferę, w której zarzuca się blogerom, że dostają pieniądze za nic :) Jestem w pracy praktycznie cały czas, ale ja to kocham…. :)

  • Gosia

    Bardzo często jest tak, że lubimy zaglądać z zazdrości w cudze życie, i nie znając schematu dnia jakiej osoby osądzamy tylko powierzchowność to co widzimy na zewnątrz i po prostu zazdrościmy….mówimy o ta to ma fajnie :) Nie widzimy wysiłku, nie widzimy czym się trapi ta osoba, jakie ma problemy, jakie porażki,…..że np: coś nie wyszło, że włożyliśmy tyle serca, czasu, a tu klapa. Mamy często taką naturę, że chcielibyśmy posiąść czyjś wypracowany wysiłek, wejść w cudze życie na gotowo , rozsiąść się w jego życiu i rządzić, osądzać.
    Może kiedyś moja firma osiągnie sukces, będę zatrudniała kilka szwaczek, marketingowca, a ja piękna i pachnąca przyjdę do firmy, rozejrzę się ze wzrokiem niezadowolonej szefowej………………i na pewno znalazłaby się wówczas osoba, ba, nawet dziesiątki osób, które by mi tego zazdrościły. Ale czy zazdroszczą mi teraz ? kiedy ciężko na to pracuję, kiedy budzę się rano z bolącymi rękoma, kiedy motam się w głowie z pomysłami, który lepszy, który szybciej się sprzeda. Prowadzenie bloga to też praca, można ją porównać do każdej jednej pracy, to nie jest tak że bloger usiądzie i spocznie na laurach, musi ciągle obmyślać nowy plan. to tak jak w każdym jednym zawodzie, boimy się o utrzymanie stanowiska pracy. A co do cen za wpisy, no cóż, jeśli wypracujemy sobie markę to możemy się cenić. Ja też kiedyś swoje lniane króliki będę sprzedawała po 150 zł :) właśnie nad tym pracuję :) i też bym nie chciała aby ktokolwiek komentował cenę królika :)

  • Gosia

    chciałam jeszcze dodać, że każdy z nas może prowadzić bloga :) ja też trzy lata temu założyłam bloga….są tam tylko trzy wpisy, i co ja bym dała, żeby mi ktoś go prowadził, obrabiał zdjęcia, z pasją opisywał…….to może ktoś z tych niezadowolonych osób by chciał prowadzić mojego bloga np: za darmo :) no bo to nie praca :)

  • Całe szczęście, że mam pracę na etacie, bo też bym miał za dużo roboty a za mało czasu. A tak jest kidey odpocząć przez te 8h :) I piszę serio.

  • Nikola Mioduszewska

    W smu to mass racje jak bylam w domu 24 na done to bylam dzirn w dzien zmeczona teraz pracuje czasami od 8-15czasami od 8-18albo drugie zmiany 14-14do 22 ale ja tam odpoczywam chociaz zapieprzam ani na moment nie usiade Bo naeet krzeselka nie jem na stojaco ale nie jestem tam pafnieta jak wtedy co siedzialam w domu a tobie dochadza jesscze sprawy bloga ja mialam na glowie tylko Dom I dziecko podziwiam ja bum nie pogoddzila tego

  • Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego ile trzeba włożyć pracy w to, by móc zacząć w ogóle zarabiać na blogu. A jak ma się dziecko (albo dwójkę, czy więcej) pod opieką i inne domowe obowiązki to prowadzenie jeszcze do tego bloga i zarabianie na nim to nie lada wysiłek. Ale jaka satysfakcja :D

  • Justyna Helizanowicz

    W jakim programie obrabiasz zdjęcia? :-)

  • bolo

    tylko że inni ludzie robią dokładnie to sam
    co ty tylko ze dołóż do tego jeszcze min 8 godzin w pracy a jak czytam te twoje
    wypociny to mnie skręca oj jak mi ciebie żal biedactwo tyle ma obowiązków oj oj
    oj

  • monika

    Witaj w klubie sąsiadko. Niestety los matki czasami bywa ciężki.

  • ktoś

    Skąd ja to znam ….Julia ma 4 miesiące… cała ciążę pracowałam na komputerze w domu, w rozjazdach do tego normalne życie zakupy, pranie….. teraz od kiedy jest Julka nic się nie zmieniło, nadal pracuję a raczej staram się pracować … Teraz siedzę po ciemku w pokoju szybko ogarniam rzeczy z pracy (bo jak wyjdę to się obudzi i mam 2 h noszenia) Nic w dzień bo cały dzień SAMA znowu walczyłam z humorami Julii, praniem prasowaniem obiadami i między czasie trzeba wysłać wiadomość zrobić przelew, dopilnować pracowników – o niczym nie zapomnieć…. czasem marzę o pracy 8 h trzaśnięcie drzwiami i do domu … Tylko szkoda że słyszę przecież ty jesteś na swoim to mam luz…. chętnie oddam ten luz tylko nikt go nie chce…